Mój romans z Essie trwa już ponad rok. Nie mam może zbyt wielkiej kolekcji ale mam w czym wybierać, od tych najjaśniejszych kolorów po te ciemniejsze, w zależności od humoru. A kiedy nie wiem czego chcę sięgam po zwykłą, klasyczną czerwień. Najprostszą, najzwyklejszą a zarazem najpiękniejszą czerwienią jaką mam w swoich zbiorach musi być Russian Roulette (35zł/13.5ml). Bez zbędnych pomarańczowych bądż koralowych nut. Krwista ale stonowana czerwień.
środa, 10 września 2014
Essie / Russian Roulette
poniedziałek, 8 września 2014
Soap&Glory / Peach Party
Ręka w górę kto Soap&Glory kojarzy jedynie z produktami pielęgnacyjnymi? Ja sama należałam do tej grupy osób przez całe wieki dopóki w moim Boots nie postawili szafy z kolorówką tej firmy. Jak już postawili to długo nie mogłam się na nic zdecydować - bo tusze do rzęs mnie nie kręciły, mazidła do ust też nie bardzo i po długich pertraktacjach sama z sobą wybrałam Peach Party, róż do twarzy w odcieniu Apricot Jam (14euro/7.5g).
Ów róż odrobinę przypomina mi Shimmer Brick w odcieniu Nectar od Bobbi Brown bowiem składa się z segmentów w podobnych odcieniach co Nectar, tyle że kosztuje o wiele mniej. Peach Party to pełne koloru koło podzielone na róż, brzoskwinię, miedź i perłowe, rozświetlające złoto. Mimo wskazówek
Akurat w tym przypadku opakowanie jest porządne, plastikowe i trwałe, z lusterkiem w środku - Soap&Glory ma w swojej ofercie produkty zapakowane w liche tekturki.
Peach Party podzielone jest na dwa miedziane segmenty, dwa perłowe i dwa brzoskwiniowe segmenty i aż cztery różowe segmenty. Mimo wszystko miedź bardzo tutaj dominuje i często omijam ją i pędzlem dotykam jedynie te jasne kolory a brąz sporadycznie ląduje na powiekach. Wspomniane segmenty koloru są dość wąskie dlatego ciężko byłoby używać każdego koloru do innego zadania, różu, rozświetlenia czy konturowania. Muszę jednak dodać, że zupełnie nie zgadzam się z instrukcją zawartą z tyłu opakowania, miedziany brąz nie nadaje się do konturowania, ma w sobie za dużo blasku. Zresztą, każdy z kolorów mieni się, błyszczy i odbija światło.
Peach Party jest bardzo drobno zmielony, jedwabisty i bardzo delikatny w dotyku. Jest idealnie łatwy w blendowaniu a do tego bardzo wydajny. Nie mogę niestety porównać go do Shimmer Brick ale wydają się być dość podobne.
sobota, 6 września 2014
Inglot Slim Gel / pomadka do ust nr65
Nigdy nie ukrywałam, że bardzo lubię szminki do ust. Im ciemniej tym lepiej bo w jasnych kolorach czuję się jakoś mdło, zresztą nie raz i Wy mi to mówiłyście. Co dziwne, od klasycznych czerwieni wolę wszelkiej maści róże, fiolety czy niemal czarną oberżynę. Nie będę też ukrywać, że prezent od Polly w postaci pomadki do ust z Inglot sprawił mi niezmierną radość bo kolor wydawał się być idealny.
O ile to coś Wam mówi, kolor to 65 ;) ciężko go określić bo nie przychodzi mi na myśl żadne porównanie oprócz niedojrzałego jeszcze bakłażana. W sztyfcie wygląda ciemniej a na moich ustach ... znika i trochę rozczarowuje bo przeistacza się w ciemny róż z domieszką fioletu. Krycie można stopniować ale jedna cienka warstwa wygląda dość dziwacznie więc konieczna jest hojna ręka.
Inglotowa pomadka ma średnie krycie i niemal perłowe, dość mokre wykończenie. Właśnie przez to nie trzyma się na ustach zbyt długo, z piciem i jedzeniem niecałą godzinę. Nie lubię ciągle poprawiać szminki.
Czuję się okropnie rozczarowana tą szminką, spodziewałam się innego koloru i o wiele lepszej jakości. W sumie machnęłabym ręką na jakość gdyby kolor na ustach odpowiadał temu w sztyfcie, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że mój naturalny kolor ust robi tu też wielką różnicę. Mam jednak zamiar podtrzymać znajomość z Inglotową ofertą bo pomadka nr 57 KLIK jest całkiem przyjemna a na mojej toaletce znajduje się kilka produktów tej firmy, które bardzo lubię.
czwartek, 4 września 2014
Sierpniowe nowości kosmetyczne
Chyba pozbyłam się wszystkich chciejstw kosmetycznych. Wchodząc do drogerii jedynie oglądam, czasami macam a jednak po cichu mówię do siebie tego nie potrzebuję, to już mam, po co mi kolejna paleta cieni. Nawet wczoraj oglądałam limitkę UD na cześć Pulp Fiction i nic mnie nie zachwyciło. Czyżby dopadło mnie jakieś kosmetyczne przesilenie? W sierpniu sięgnęłam tylko po produkty, które były na wyprzedaży i te na które polowałam od dawna i dopiero teraz mogłam je dorwać. Nie narzekam i cieszę się, że stan konta pokazuje więcej niż mniej ;-)
Ostatnim zakupem był duet od Urban Decay. Do tuszu Perversion dołączona była baza do rzęs Subversion a wszystko w cenie tuszu. Jednak zanim wezmę w obroty ten egzemplarz minie trochę czasu bo w zapasach mam jeszcze Inglotowy tusz, który chcę użyć jak tylko zdenkuję ten z MAC. Pokićkane to trochę ;-)
Tak prezentują się zakupy w tym miesięcu. Jestem ciekawa czy znacie te produkty i co o nich sądzicie? A może to rzeczy na które też macie ochotę?
wtorek, 2 września 2014
Sierpniowe Zużycia Kosmetyczne
Wrzesień od malenkości kojarzył mi się ze zbieraniem jarzębiny, robieniem kasztanowych ludzików i pierwszym dniem w szkole, którą, o dziwo, bardzo lubiłam. Potem po przeprowadzce do Irlandii ta jesienna aura gdzieś się zgubiła i wrzesień teraz niczym się nie wyróżnia dlatego przywitałam go z głośnym 'meh'. Sierpień był owocny w zużycia, wszystko poszło jakoś tak lekko, bez żadnej spiny.
Maska do włosów firmy bezimiennej była całkiem fajna, chociaż odrobinę obciążyła mi włosy. Maseczka do twarzy Montagne Jeunesse, która przyleciała do mnie wraz z Chic Treat Club pozwoliła mi na chwilę relaksu, zostawiając miękką i przyjemną cerę.
Musicie przyznać, że całkiem dobrze mi poszło w sierpniu ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
