środa, 11 października 2017

Bourjois 123 Perfect / CC Cream

Szafa Bourjois zawsze przyciąga mnie swoim kolorowym asortymentem, jednak rzadko kiedy wybieram coś dla siebie. Na palcach jednej ręki mogłabym policzyć moje kosmetyki tej firmy. Jednak co jakiś czas coś do mnie trafia, dzisiejszy produkt trafił do mnie za sprawą koleżanki, która bardzo go polecała -a chodzi o krem CC z trzema pigmentami korygującymi 123 Perfect CC Cream (50zł/30ml). 


piątek, 9 września 2016

New in / nowości

W końcu udało mi się zebrać wszystkie nowości tego lata, a większość z nich jest jeszcze z maja! Do nadrobienia został mi jeszcze post z ulubieńcami lata i mogę zabrać się za recenzje produktów, które służą mi już od ponad roku. Taki mam zapłon. Zresztą, wakacje upłynęły mi bardziej na zakupach ubraniowo-obuwniczych i w nosie miałam kosmetyki. Chyba mam za duży przesyt kolorówką i za mało czasu na jej używanie ale mam nadzieję, że teraz to się zmieni. A teraz zapraszam Was na krótką prezentację moich nabytków :) 


sobota, 5 grudnia 2015

Bourjois / Rouge Edition Velvet, Ole Flamingo

Nie wiem dokładnie kiedy zakochałam się w matowych pomadkach, ale na pewno trochę wcześniej zanim stały się one tak popularne- teraz w ofercie każdej marki i na toaletce każdej z nas znajdziemy matowe szminki. Nie ukrywam, że jestem wielką fanką matu z MAC ale co jakiś czas zdarza mi się mały skok w bok a  takim skokiem była ostatnio szminka Rouge Edition Velvet z Bourjois (50zł/6,7ml).


Uwielbiam nie tylko matowe wykończenia ale też wyraźne kolory dlatego sięgnęłam po odcień 05 Ole Flamingo! , który jest fajną, rzucającą się w oczy ale nie wyzywającą, fuksją. To, co bez wątpienia odróżnia matowe szminki jest ich trwałość. Nie inaczej jest w przypadku Rouge Edition Velvet - pigment wżera się w usta, ale mają też swoje minusy. Usta odznaczają się na filiżankach, a po pięciu godzinach zjada się środek ust pozostawiając zaznaczony kontur, takie domowe ombre ;)


Na duży plus zasługuje jednak formuła pomadek Bourjois są lekkie, a na ustach dają bardzo miękki, niemal welurowy efekt, z którym nigdy wcześniej się nie spotkałam. Rouge Edition Velvet nie zastyga od razu i z łatwością można nanieść poprawki. Niestety aplikator nie należy do precyzyjnych i nie mogę zaznaczyć łuku Kupidyna tak jak lubię. Oczywiście, kolor można stopniować od delikatnego do mocniejszego efektu.



Czy Rouge Edition Velvet wysusza usta? Nie, chociaż zauważyłam, że bardzo rzadko miewam problemy z suchymi ustami podczas używania matowych formuł. Ot, wszystko zależy od naszych ust ;)


Wiem, że pomadki Bourjois Rouge Edition Velvet mają wielu zwolenników, ja podchodzę do nich bardzo neutralnie bo mój egzemplarz nie rozkochał mnie w sobie na tyle żeby mieć wszystkie kolory, chociaż mam jeszcze ochotę na jakiegoś nudziaka.

Miałyście już okazję przestować te pomadki? 

środa, 11 listopada 2015

Kolekcja na środę: rozświetlacze, bronzery i róże

Tegoroczny projekt Kolekcja na środę to największy dowód na to, że jestem słaba w systematyczności i zawsze zostawiam wszystko na ostatnią chwilę a nawet kilka dni po ;) Już miałam wspomnieć, że moja kolekcja rozświetlaczy, bronzerów i róży (różów?) aż tak bardzo nie zmieniła się od zeszłego roku a jednak spojrzałam na tamte zdjęcia i są pewne zmiany ... chyba jednak na lepsze bo jestem w pełni zadowolona z tego co mam i nie planuję adopcji kolejnych egzemplarzy (jeszcze nie!). Postaram się Was nie zanudzić, zapraszam do podejrzenia mojej gromadki. 


niedziela, 17 maja 2015

Nowości kosmetyczne

Powroty zawsze są trudne a tym bardziej te po kilkumiesięcznej przerwie. Nie będę oryginalna jeżeli powiem, że nie wiem na czym zleciał mi ten czas ale wiem, że tęskniłam za blogowaniem. Podczas tej pauzy odpoczęłam trochę od kosmetyków, skupiłam się bardziej na sobie a mniej na mojej twarzy, na kosmetycznym świecie i jego nowinkach. Zdjęcia do tego postu czekały na opisanie dobrych kilka tygodni, ciężko jest wrócić do pisania kiedy wyszło się z wprawy ale może coś z tego będzie ;-) 



Gromadka nowości jest dość spora jak na kogoś kto doświadczył chwilowej utraty weny kosmetycznej ale jak zawsze to wszystko było taaaakie niezbędne.


Jaki czas temu wyleczyłam się z chęci bycia bladą przez okrągły rok - twarz nadal chronię przed promieniami słonecznymi i tu nic się nie zmieniło ale ciało lubię przybrązowić, chyba każdy wygląda lepiej z opalenizną. Mam to szczęście, że szybko się opalam na ładny, naturalny kolor ale póki słońca jest jak na lekarstwo chętnie korzystam z tego w butelce. Dlatego sięgnęłam po brązujący balsam do ciała Dove Summer Glow, nie pachnie sztucznością a daje delikatny efekt. Duet Yes to Carrots to prezent, ale i masło do ciała i krem do rąk i łokci(?) czekają jeszcze na swoją kolej. 


Dołączyła do mnie też baza pod makijaż Garnier 5 Second Perfect Blur, sprawuje się całkiem nieźle ale nie używałam jej jeszcze wystarczająco często żeby wyrobić sobie o niej opinię. Nie raz i nie dwa wspominałam, że uwielbiam rajstopy w sprayu Sally Hansen dlatego nie zawahałam się ani sekundy kiedy zobaczyłam w aptece niemałą promocję na zestaw rajstop i lakieru do paznokci w radosnym kolorze 530 Back to Fuschia, ma naprawdę niesamowitą trwałość! Nie wiem jak Wy ale uwielbiam kiedy wychodząc od fryzjera włosy pięknie pachną i są takie przyjemne w dotyku! Moja fryzjerka używa wielofunkcyjnej odżywki w sprayu Revlon Professional Uniq One i zachęcona efektem jaki daje kupiłam mój własny egzemplarz, polecam! 


Kolorówka, moja ulubiona część. Jakiś czas temu sięgnęłam po nowość Maybelline czyli podkład Dream Flawless Nude w odcieniu 10 Ivory. Z niecierpliwością wyczekiwałam wejścia na rynek pudru w kompakcie Bare Skin Perfecting Veil z bareMinerals, wybrałam wersję light to medium ale jeszcze ani razu nie go użyłam bo ... Czeka na zdjęcia. Bardzo lubię mgiełkę fixującą z Urban Decay i zapragnęłam przetestowania podobnej mgiełki z innej firmy. Wybór padł na NYX i mgiełkę utrzymującą mat, jedyną różnicę jaką widzę pomiędzy produktami tych dwóch firm to ta cenowa i na pewno sięgnę po drugą mgiełkę NYX, tym razem tą dającą mokry efekt. Uwielbiam korektory i z radością przywitałam korektor Naked Skin z Urban Decay, ale na wyrobienie sobie o nim zdania jeszcze nie miałam czasu. 


Wydawać by się mogło, że kolekcja naustna Viva Glam Miley Cyrus dla MAC wyszła wieki temu! I szminka i błyszczyk świetnie wyglądają na ustach, muszę je koniecznie pokazać! Jako fanka Color Elixir Maybelline przygarnęłam dwa kolejne egzemplarze, tym razem w bardziej stonowanych kolorach - 705 Blush Essence i 720 Nude Illusion. 


Chyba jako ostatnia dołączyłam do grona posiadaczek tintów Rouge Edition Velvet z Bourjois a do mojej kolekcji produktów naustnych doszedł kolor 05 Ole Flamingo, uwielbiam takie kolory! Nigdy wcześniej nie miałam też cieni do powiek Infaillible z L'Oreal ale podczas promocji przygarnęłam dwa odcienie, 012 Endless Chocolate i 006 All Night Blue, są fantastyczne! Jak to się stało, że wcześniej sie nimi nie zainteresowałam? Jestem niepocieszona, że zostały wyprowadzone ze sprzedaży. 

To wszystko co zgromadziłam podczas mojej internetowej nieobecności, o czym chciałybyście przeczytać?

poniedziałek, 10 listopada 2014

Bourjois Color Edition 24h / odcień Prune Nocturne

Obudziwszy się w środku nocy zamiast liczenia baranów wybrałam planowanie recenzji na najbliższy tydzień. Muszę przyznać, że ten patent działa wyśmienicie, zawsze wymyślam świetny tekst żeby za chwilę zasnąć i na zawsze zapomnieć o moim świetnym szkicu. Wykombinowałam, że dzisiaj postawię na bardzo krótką i zwięzłą recenzję bo na tapetę wezmę cień do powiek Bourjois Color Edition 24h (ok.35zł/10g) w przepięknym odcieniu Prune Nocturne. Nawet miałam przygotowaną jednozdaniową recenzję tego cienia, w dodatku rymowaną (tak, bordo można zrymować z mordą, udowodniła to żółta czarna krowa) ale za chwilę stwierdziłam, że dziewczynce nie przystoi a takie rubaszne żarciki zostawię na inną okazję. 


Moje doświadczenia z kremowymi cieniami to tylko MACowe paintpoty (sztuk jeden, coby być dokładną) i Color Tattoo z Maybelline ( też zawrotna ilość, patrz powyżej). Po Color Edition 24h spodziewałam się kremowości a jednak podczas aplikacji staje się bardziej pudrowy. Nakłada się go bardzo prosto, w tym celu wybieram palce aniżeli pędzle. Zresztą kupiłam go żeby móc się nim błyskawicznie zaszpachlować kiedy nie mam czasu.



Myślę, że to dzięki swojej konsystencji jest trwały na powiece. Zazwyczaj wyciągam z niego 7-8 godzin bez bazy. Oferta kolorystyczna tych cieni jest dość uboga (przynajmniej w moich drogeriach) i spośród niej wybrałam Prune Nocturne, takie błotniste bordo z różowymi drobinkami. Odcień naprawdę przepiękny ale okazało się, że nie dla mnie bo wyglądam jak bardzo chory królik albo narkoman. Muszę stopniować przyjemności, dodając jedynie akcent w postaci tego cienia ale przyznaję, że jest to wtedy pracochłonne a Prune Nocturne miało być szybkim rozwiązaniem. 


Szkoda, że kolorystycznie zupełnie się nie zgraliśmy bo jestem absolutnie zakochana w tym odcieniu. Może będę nosić go po domu jako moja mała grzeszna przyjemność. 

czwartek, 4 września 2014

Sierpniowe nowości kosmetyczne

Chyba pozbyłam się wszystkich chciejstw kosmetycznych. Wchodząc do drogerii jedynie oglądam, czasami macam a jednak po cichu mówię do siebie tego nie potrzebuję, to już mam, po co mi kolejna paleta cieni. Nawet wczoraj oglądałam limitkę UD na cześć Pulp Fiction i nic mnie nie zachwyciło. Czyżby dopadło mnie jakieś kosmetyczne przesilenie? W sierpniu sięgnęłam tylko po produkty, które były na wyprzedaży i te na które polowałam od dawna i dopiero teraz mogłam je dorwać. Nie narzekam i cieszę się, że stan konta pokazuje więcej niż mniej ;-) 


Głównym zakupem był 50ml flakonik Hypnotic Poison Eau Sensuelle EDT z Dior. Dorwany na przecenie w Boots za 30euro czyli tylko połowę jego regularnej ceny. Zapach typowy na zimniejsze dni. Otulający, mocny ale z nutą wanilii. Przypomina mi zapach który już kiedyś u mnie się przewinął ale za nic mie pamiętam co to było.


Na Wonder Pencil os NYX polowałam odkąd pokazała się u mnie NYXowa szafa ale zawsze te kredki były wyprzedane. Zdecydowałam się na najjaśniejszy kolor, jestem ciekawa jak u mnie się sprawdzi. Tym bardziej, że można go użyć na kilka różnych sposóbów. Nie ukrywam, że lubię MACowe szminki więc nie będzie niespodzianką fakt, że pojawiły się u mnie dwa nowe kolory Pink Pigeon i Ruby Woo. Jest moc. 


Kremowe cienie od Bourjois chodziły za mną od dłuższego czasu. Nie podobała mi się jednak ich cena ale kiedy zobaczyłam je na promocji -33% wiedziałam, że wezmę jeden, tak na spróbowanie. Prune Nocturne to piękny, jesienny kolor. Zaskoczyła mnie jednak ta niby kremowa konsystencja. Aqua Brow mam i bardzo lubię ale nie mogłam się powstrzymać przed zakupem dupe (dupem?) farbką do brwi z NYX. Kolor brunette jest niemal identyczny jak 40 od MUFE. Koniecznie muszę porównać tu te dwa produkty! 


Ostatnim zakupem był duet od Urban Decay. Do tuszu Perversion dołączona była baza do rzęs Subversion a wszystko w cenie tuszu. Jednak zanim wezmę w obroty ten egzemplarz minie trochę czasu bo w zapasach mam jeszcze Inglotowy tusz, który chcę użyć jak tylko zdenkuję ten z MAC. Pokićkane to trochę ;-) 

Tak prezentują się zakupy w tym miesięcu. Jestem ciekawa czy znacie te produkty i co o nich sądzicie? A może to rzeczy na które też macie ochotę? 

środa, 26 marca 2014

Kolekcja na środę: rozświetlacze, bronzery i róże

Jeżeli kiedyś wspomniałam, że denkowe posty uświadamiają mi jak szybko leci czas myliłam się. To moja seria postów 'Kolekcja na środę' dopiero pokazuje mi, że ledwo ogarnę jeden długi post za chwilę pora na napisanie kolejnego. Przynajmniej wyrabia to we mnie nawyk systematyczności, której naprawdę mi brakuje. To już piąta część mojej kolekcji, w zeszłym tygodniu przedstawiłam Wam moją skromną kolekcję lakierów do paznokci KLIK, tydzień wcześniej jeszcze skromniejszą grupkę szminek KLIK, jeszcze wcześniej wszystkie pędzle do makijażu KLIK a cała seria zadebiutowała postem o kilku flakonikach perfum, które posiadam KLIK. Jakoś tak jest, że każdy post jest bardzo długi, ten dzisiejszy o wszystkich moich rozświetlaczach, bronzerach i różach też zapowiada się na tasiemiec. Zdjęcia robiłam w niedzielne południe, zajęło mi to pół godziny - zauważcie jak zmieniła się pogoda, i co za tym idzie oświetlenie, w ciągu tych trzydziestu minut. 



L-P: Superb, High Beam, Sun Beam, Soft&Gentle
Zacznijmy od typu produktów, których mam tylko cztery. Mało? Dużo? Dla mnie wystarczająco ale nie wykluczam powiększenia tej gromadki w bliższej lub dalszej przyszłości. Zaczynając od lewej mamy limitowany Superb z MAC, który kupiłam jakieś dwa lata temu w LE Extra Dimension. Nadal jestem nim zachwycona, nadal go kocham za kolor i efekt jaki daje. Obok jest High Beam z BeneFit o którym niedawno pisałam KLIK. Następny jest Sun Beam z tej samej firmy. Miniaturka dołączona do gazety wieki temu nadal mi służy jednak najlepiej prezentuje się na lekko opalonej skórze więc czekamy do wakacji. I kolejny MACzek i Soft&Gentle czyli kultowy rozświetlacz, który jeszcze nie wyprzedził Superb w rankingu moich ulubieńców.


I moja największa gromadka czyli róże do policzków. Ubolewam nad tym, że pogoda przestała dopisywac i nie są one pokazane w pełnej krasie. Mam jednak nadzieję, że widać różnicę między kolorami. Zaczynając od lewej strony górnego rzędu mamy Shimmer Brick Rose z Bobbi Brown KLIK czyli coś pomiędzy rozświetlaczem a różem. Przyznaję, że nie sięgam teraz po niego zbyt często bo nie pasuje mi do ponurych, deszczowych dni. Koło cegiełki jest jest róż w kremie Dream Mousse Blush 06 z Maybelline. Okropnie dobrze napigmentowany koralowy róż, którego aplikacja może sprawiać odrobinę problemów. Obok niego jest jeden z najnowszych nabytków (o których niedługo) miniaturka różu Dandelion z BeneFit. Jeszcze nie było nam po drodze więc nie mogę nic o nim powiedzieć oprócz tego, że jest cholernie jasny. O różu Peach Party z Soap&Glory jeszcze nie pisałam bo czuję, że prawdziwy urok tego produktu pokaże się dopiero w pełnym słońcu i na lekko opalonej twarzy. I ostatni (a może ostatnia) w tym rzędzie jest Rose Ballerine z LE French Ballerine Lancome KLIK. Kocham i uwielbiam.
\

Dolny rząd i  kolejne róże. Od lewej Rockateur z BeneFit, którym jestem zachwycona i nie wiem czemu jeszcze o nim nie napisałam na blogu. Obok kultowy produkt z NARS czyli Orgasm, KLIK, który tyłka w żaden sposób mi nie urwał. I nowu moje najnowsze nabytki czyli MACowy Azalea in the Afternoon z LE Fantasy of Flowers, który jest piękny i dziewczęcy a zaraz obok niego Ginger Pop z Clinique. Wow, ten kolor ma moc! Koniecznie muszę go obfocić przy ładnej pogodzie. Ostatni jest róż w sztyfcie Cheek Stain Pink z City Color, którego nadal nie udomowiłam bo jego kolor trochę mnie przeraża.

Góra L-P: Rose, 06, Dandelion, Peach Party, Rose Ballerine
Dół L-P: Rockateur, Orgasm, Azalea in The Afternoon, Ginger Pop, Pink 

L-P: Bronze 2, Bronzo, Soleil Tan de Chanel, Bourjois, Hoola, Warmth, Refined Golden
Skoro róże mamy już mniej więcej za sobą skupmy się na bronzerach. Nie wiedziałam, że mam ich tyle ale cóż się dziwić, przecież codziennie się brązowię. Zaczynając znowu od lewej spójrzmy na bronzer Bronze 02 z HD Brows. Przyleciał do mnie w jakimś GlossyBox, nie sięgam jednak po niego zbyt często bo nie jestem przekonana do tego odcienia, plus okropnie się pyli. Mój najnowszy bronzer to ten z Soap&Glory czyli Solar Powder Bronzo. W moje ręce wpadł dosłownie kilka dni temu, zesłoczowany na ręku nie wygląda jak bronzer ale możliwe, że muszę zedrzeć tą wierzchnia warstwę. Obok S&G kolejno znajdują się kremowe bronzery/bazy brązujące z Chanel Soleil Tan de Chanel i Bourjois Bronzing Primer. Niby takie same a jednak zupełnie inne. Od miesięcy zbieram się do recenzji porównawczej, mam nadzieję, że w końcu mi sie uda. Do mojej kolekcji wrócił, w wersji mini, Hoola z BeneFit KLIK. Zaraz obok leży Warmth z bareMinerals. W lutym zaczęłam swoją przygodę z minerałami i nadal nie mogę się zdecydować czy będę ją kontynuować czy nie. Ostatni z tej grupy jest Refined Golden z MAC  z LE Temperature Rising KLIK. Niby lekko ceglasty ale ma w sobie to coś bo często po niego sięgam z przyjemnością.


LP: Urban Decay Overexposed, Temper, Glint. MAX Hibiscuss Kiss

Na koniec zostawiłam palety bo tak łatwiej je ogarnąć. Z lewej znajduje się Shattered Face Case z Urban Decay KLIK. W dolnej części paletki znajdziemy dwa róże Overexposed i Temper a także rozświetlacz Glint. Oba róże zbierają sporo komplementów. Obok jest Hibiscus Kiss z MACowej LE Rihanna <3 MAC KLIK. . Bronzer też wpada w cegłę podobnie jak Refined Golden ale tutaj już mi to przeszkadza i nie jestem zadowolona z tej pomarańczy. Za to róż jest przesłodko landrynkowy i bardzo często gości na moich policzkach. 

Dobrnęłyśmy do końca :) Wychodzi na to, że mam 5 rozświetlaczy, 13 różów (róży?) do powiek i 11 bronzerów. Ile produktów macie w swoich zbiorach? 

                                                                  Buziaki, 
                                 Gosia

wtorek, 5 listopada 2013

Żegnam październik - Projekt Denko

Czas pędzi jak szalony i tylko zapełniająca się torebka z pustymi opakowaniami przypomina mi, że zbliża się koniec miesiąca. Jestem z siebie dumna bo w październiku zużyłam więcej aniżeli kupiłam. Oddałam też kilka kosmetyków siostrze i mój pokój nie przypomina już hurtowni kosmetyków. Nawet będąc na zakupach nie mam zbyt wielu chciejstw i nie wracam do domu z pełnymi torbami. Podejrzewam, że wpadłam w zimowy zakupowy letarg i ta sytuacja nie potrwa długo. W dodatku pogoda nie nastraja optymistycznie, ciemne pochmurne dni sprawiają, że muszę się kombinować ze zdjęciami. Eksperymenty wychodzą średnio i najbliższe dni spędzę na kolejnych testach. Coś musi z tego wyjść!
Ale nie będę już przedłużać, co pożegnałam w październiku?


Jak widać królowały masła do ciała :D Najgorsze, że w kolejce do zużycia jest ich więcej a ja mam okropnego lenia w tyłku kiedy przychodzi do smarowania się. Też tak macie? Tak jak zawsze podzieliłam wyrzutki na mniejsze grupy.


Twarzowo sytuacja prezentuje się tak. Olay Total 7 Effects krem i podkład 2w1. Najjaśniejszy odcień nadał był dla mnie zbyt ciemny i używałam go tylko w lato. Gdyby tylko był trochę jaśniejszy byłby produktem idealnym. Złoty scrub do twarzy Organic Therapy o którym pisałam tu KLIK. Ulubieniec pod względem zdzierającym, chcę więcej! Woda micelarna Bourjois, no nie ogarniam zachwytów nad tym produktem. Jasne, robi to co ma robić ale nie będę śpiewać jej hymnów pochwalnych. Ja chyba w ogólnie nie należę do obozu miłośników płynów micelarnych. A może nie potrafię ich tylko docenić? Tonik do twarzy LUSH o którym pisałam tu KLIK. Miałam małe załamanie nerwowe kiedy się skończył. Niestety narazie nie planuję zakupów LUSHowych i muszę zadowolić się innymi tonikami. Na koniec zostawiłam, żel do powiek FlosLek. Pisałam Wam o naszej niemiłej przygodzie tu KLIK. Zrobiłam potem mały eksperyment i nałożony na niepodrażnioną skórę znowu zaserwował mi niemiłe pieczenie. Wyrzucam bez żalu. Zdecydowałam się nawet na pisać do FlosLeku i opisać im moją historię, grzecznie zapytałam co mogło mnie uczulić. Odpowiedzi nie doczekałam się do dzisiaj, Trudno, płakać nie będę. Inwestować w kosmetyki tej firmy też nie.


Masło do ciała Au Lait The Scottish Fine Soap. Kosmetyki tej firmy lubię przede wszystkim za zapach. To masełko nawilżało i sprawiało, że skóra była jedwabiście gładka i przyjemna w dotyku. Grejprfutowe masło The Body Shop polubiłam za zapach. Narazie nie mam jednak zamiaru kupować kolejnego produktu tego typu z TBS. Produktów tego typu mam w zapasie na kolejny rok z górką. Nivea jak Nivea. Smarowałam tym kremem łokcie i kolana przed nałożeniem samoopalacza. Dawał radę ale szału nie było. Kolejne masło do ciała tym razem z Ziaji, uwiodło mnie swoją treściwością i rześkim zapachem.


Żel pod prysznic Radox bardzo mnie rozczarował. W opakowaniu pachniał dojrzałą soczystą wiśnią a pod prysznicem zamieniał się w chemiczny smrodek. W dodatku był bardzo lejący i wydajność bardzo zmalała. Niestety mam w zapasach jeszcze jeden egzemplarz. Mgiełka do ciała Mist you madly od Soap&Glory pachniała ładnie ale tylko w małych ilościach przez co towarzyszyła mi przez ponad dwa lata. Chyba do niej nie wrócę. Peelingowe skarpetki do stóp Holika Holika o których pisałam tu KLIK. Drugie i na pewno nie ostatnie opakowanie. Robi z moimi stopami cuda i kosztuje grosze. Czego chcieć więcej?


Kurczę, na laptopie to zdjęcie wygląda normalnie. Dlaczego Blogger sprawił, że wygląda jak zrobione kalkulatorem? Ostatnie już opakowanie tabletek na skórę, włosy i paznokcie. Tabletki w niczym nie pomogły i zaczęłam pić drożdże. O dziwo mi smakują i piję je z przyjemnością.Olejek do włosów z dodatkiem oleju arganowego to moje małe odkrycie. Ma lepszy skład od MoroccanOil i nie kosztuje fortuny. Polecam!


Pożegnałam się też z tuszem do rzęs MAC Haute&Naughty. O nim napiszę oddzielną recenzję bo uważam go za kosmetyk warty uwagi i bardzo się z nim polubiłam. Nadszedł też koniec dla kolejnego MACowego produktu czyli Penultimate Eyeliner. O nim pisałam już w zeszłym roku o tu KLIK Lubiłam go ale już do niego nie wrócę. Lakier do paznokci Essence zgęstniał okropnie i tak zakończył swój marny żywot.


Miniaturka płynu do demakijażu Bi-Facil Lancome okazała się całkiem przyjemna w użytku i chyba pokuszę się o pełnowymiarowy produkt. Kojąco nawilżający balsam Dr.Lipp zgodnie z radą Zoily, miałam zamiar użyć do zabezpieczania końcówek włosów. Zwątpiłam jednak kiedy zobaczyłam jak bardzo jest gęsty i tępy. Wysmarowałam nim jedną stopę bo tylko na tyle mi starczyło. Glinka do twarzy Monu to bardzo fajny produkt ale opakowanie nie pozwoliło mi na wydobycie sporej części zawartości. Maseczka peel off Montagne Jeunesse to jeden z moich ulubieńców z tej firmy. Oczyszcza i relaksuje. Próbeczka serum do twarzy Idealia od Vichy to jeden wielki niewypał i na twarzy miałam mało twarzowe wiórki produktu.

Niech mi ktoś powie dlaczego te zdjęcia są tak dziadowe pod względem jakości? Z denkowców to wszystko, chyba jest dobrze? Jak Wasze denka? 

                                                                                                                         Buziaki,
                                                                                                                           Gosia

czwartek, 8 sierpnia 2013

Tak zgrzeszyć i tyle kupić ... - Lipcowe zakupy

Przyznaję, że w tym miesiącu trochę zaszalałam. Ale to tylko dlatego iż bo ponieważ w czerwcu nie miałam czasu na żadne zakupy i obiecałam sobie, że zaspokoję moją potrzebę posiadania w tym miesiącu. Bilans kosmetycznego spełnienia musi się zgadzać,a jak! Moja lipcowa gromadka prezentuje się tak

Podczas robienia zdjęć podzieliłam te nowości na grupki żeby nadać temu wszystkiemu harmonię. Zaczynając od pierwszej kategorii

Pielęgnacja ciała - Zaczęło się od Flake Away z Soap&Glory czyli pilingu. Nie znałam wcześniej tej firmy ale coś czuję, że moja fascynacja LUSHem przerodzi się w fascynację Soap&Glory. Kilka dni temu dokupiłam jeszcze kilka produktów tej firmy ale o tym w nowościach sierpnia ;) Potem machnęłam się na żel pod prysznic Rich and Foamus z S&G. Jeszcze nie używany ale już jestem oczarowana jego migdałowym zapachem. Zestaw do wosku na ciepło Veet chodził za mną od dłuższego czasu ale wiedziałam, że nie dam za niego pełnej ceny. Upolowany na promocji czeka teraz na dłuższe włosiska na nogach i możemy podłączyć się do prądu ;) Samoopalacz SunShimmer z Rimmel ma wysoko postawioną poprzeczkę bo musi dorównać rajstopom w sprayu Sally Hansen. Ostatnią rzeczą jest olejek w sprayu Garniera, który jak narazie niczym mnie nie zachwycił.

 Pielęgnacja twarzy - Nawilżający krem do twarzy Arad to zupełna nowość. Nigdy nie słyszałam o tej izraelskiej firmie ale te wszystkie dobroci zawarte w kremie mnie zaintrygowały. Jeszcze nie otwierany bo staram się wykończyć nagromadzone minaturki kremów. Ściereczka vel flanelka The Body Shop, która ma pomóc w oczyszczaniu twarzy/demakijażu/zmywaniu maseczek. Podobno jest świetna. Olejek do demakijażu L'Oreal kupiłam skuszona dość pozytywnymi wspomnieniami olejku DHC. Ciekawe czy sprawdzi się tak jak swój poprzednik a może będzie jeszcze lepszy? Soap&Glory i ichnia maseczka do twarzy No Clogs Allowed, którą notabene możecie wygrać w moim rozdaniu do którego was zapraszam - link po prawej, ma oczyszczać pory. Oczywiście jeszcze jej nie użyłam na twarzy, nałożyłam jej trochę na palec i powiem, że rozgrzewa ;)

Masło do włosów z The Body Shop to dla mnie totalna nowość. Zawiera olejki o których nigdy nie słyszałam i pachnie dość dziwnie. Mam spory zapas kosmetyków do włosów i to masło nie będzie w użyciu przez dłuższy czas. Na swoją kolej będzie musiała też poczekać odżywcza maseczka jajeczna Z Apteczki Babuni Joanny.  Sporo o niej czytałam i jestem ciekawa jak sprawdzi się na moich włosach. Suchy szampon Batiste to stara nowość w moich zbiorach ale to mój pierwszy raz z wersją do blond włosów. Pachnie przepysznie i nie zostawia żadnego osadu na włosach.

Paznokcie - tu nie zaszalałam ani trochę. Do koszyka wpadł mój pierwszy lakier Essie w kolorze Sexy Divide, którym jestem zachwycona i który na pewno pojawi się na blogu. Top Coat Sally Hansen to totalna porażka. Pęka jak te słynne kilka lat temu pękacze po czym odpada w kawałkach.


Kolorówka: Oczy - W Tk Maxx dorwałam odżywkę do rzęs Christian Breton ale nie jestem ani trochę systematyczna i użyłam jej tylko dwa razy w przeciągu ostatniego miesiąca. MACowy cień do powiek jest dokładnie taki jak nazwa odcienia Sumptuous Olive - wystawna, okazała oliwka. O MACowej kredce do oczu pisałam kilka postów wstecz a baza pod cienie Urban Decay to coś co chodziło za mną od dawna mimo że baza Essence sprawdzała się u mnie wyśmienicie.

Kolorówka: Twarz - Perełki, meteorytki, jak zwał tak zwał, ale moje kosmetyczne marzenie od Guerlain w końcu się spełniło i mogę umierać w spokoju. Brązująca baza Bourjois nie zagościłaby u mnie gdyby nie Hexxana, to ona mi ją przedstawiła na swoim blogu :) już miałam prosić Asię o małą przysługę aż w końcu znalazłam tę bazę w 'moim' Boots. 

Kolorówka: Usta - masełko do ust Revlon jest Wam już pewnie bardzo dobrze znane :) ja nie odczuwałam chęci posadania go aż do zeszłego miesiąca. Wybrałam odcień Lollipop i to masełko aspiruje do zastępcy mojej pomadki idealnej do pracy czyli zdenkowanego Pierre Rene. Jak zresztą widać noszę to mazidełko często ze sobą: ma już pościerane napisy. Od miesięscy pragnęłam różu na usta, czegoś w stylu lalki Barbie. W końcu znalazłam to czego chciałam MACowa szminka do ust w odcieniu Candy Yum Yum to bijący po oczach róż. Nom nom. O błyszczyku MACa też niedawno pisałam, zapraszam do cofnięcia się o parę postów jeżeli jesteście ciekawe mojej opinii o tym produkcie.


Próbowałam też nagrać filmik o nowościach ale YouTube ucina wszystkie filmiki na po 14 minutach. Już zweryfikowałam swoje konto, żeby móc przesyłać dłuższe filmiki ale to nic nie pomogło. Pomoooocy :( 
Jakby ktoś chciał zobaczyć te 14 minut i 45 sekund zapraszam tu KLIK KLIK KLIK KLIK

Znacie moje nowości? Czy są to dobrze wydane pieniądze czy  będę żałować?

                                                                         Buziaki,
                                      





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...