Wiem co pomyślicie - znowu szminka? Otóż, znowu ale nic nie poradzę na to, że produktów do ust mam od groma a z tych zaległości nigdy się nie wygrzebię ;) Kilka dni temu gościłam szminkę niewypał KLIK, dzisiaj przyszła porę na, również MACową szminkę, tym razem jednak na bardziej jesienną, przyciągającą wzrok, matową Divę (86zł/3g).
niedziela, 24 września 2017
czwartek, 21 września 2017
MAC Prep+Prime / Natural Radiance Base Lumiere / baza pod podkład
Nigdy nie ukrywałam, że uwielbiam bazy pod podkład. To niesamowite, że dodatkowa, cienka warstwa jednego produktu potrafi sprawić, że makijaż lepiej się trzyma i wygląda. O ile zawsze byłam wierną fanką baz stricte silikonowych o tyle jakiś czas temu kiedy miałam robiony makijaż w MAC zauważyłam, że użyta na mnie została inna baza - Prep+Prime Natural Radiance Base Lumiere (190zł/50ml). Zachwycona efektem z ufnością dołączyłam ją do swojej kolekcji, od tego czasu minął rok i ani razu się na niej nie zawiodłam.
wtorek, 19 września 2017
MAC / Steady Going / szminka do ust
Od ostatniego wpisu minęło aż 9 miesięcy a ja nie ukrywam, że podejść do powrotu na bloga miałam kilka. Ale tak już jest, że jak się czego chce za bardzo to to nie zawsze wychodzi. I najpierw były przygotowania do przeprowadzki na inny kontynent (spróbujcie spakować się na 5 miesięcy do jednej walizki ;)), potem owa przeprowadzka a jak już tam byłam to nie bardzo miałam czas na pisanie bo każdą wolną chwilę spędzałam na poznawaniu nowej kultury, nowych miejsc i nowego języka.
W końcu wróciłam, no i jestem. Gotowa sprawdzić czy nadal potrafię w blogowanie. Zapraszam do przeczytania kilku zdań na temat szminki MAC w uroczo landrynkowym odcieniu Steady Going (86zł/3g).
wtorek, 27 września 2016
MAC Global Glow / Rozświetlacz do twarzy
Jakoś w maju zachorowałam na rozświetlenie twarzy, nagle wszystko miało mnie rozświetlać i sprawić, że skóra wygląda na młodą i świeżą - zaczęło się od podkładu (a ja zawsze uwielbiałam kryjący mat!), potem szminki i na sam koniec trafił się zalewający blaskiem bronzer. A że mam ogromną słabość do MACowych rozświetlaczy (Superb to nadal mój numer 1) to skierowałam się w stronę stoiska MAC i trafiłam na Global Glow Mineralize Skinfinish (126zł/10g).
piątek, 23 września 2016
Kosmetyczni ulubieńcy lata
Lato przeminęło jak w oka mgnieniu. Wszystkie dni zdążyły się już zlać w niewyraźną plamę, a ja powoli myślę już o moich dwóch ulubionych okresach w roku, Halloween i Gwiazdce.
A dzisiejszy post jest takim pożegnianiem z latem, ot, krótka notka o produktach po które sięgałam prawie codziennie. Zapraszam Was do podejrzenia moich uubieńców lata :)
środa, 21 września 2016
MAC Viva Glam II/ szminka do ust
Jest tu ktoś kto wie jak wyleczyć się z obsesji na punkcie nudnych szminek? Albo szminek w ogóle? No tak mam, że jak jestem na zakupach to nigdy, ale to nigdy nie mogę sobie odmówić nowej szminki. I może nie byłby to problem gdyby te szminki miały zróżnicowane kolory, ale nie, od dobrego roku mam fisia na punkcie cielistych pomadek.
Dlatego dzisiaj znowu zaprezentuję nudną, ale całkiem fajną szminke. Znowu MAC, jednak tym razem to szminka o satynowym wykończeniu czyli Vivs Glam II (86zł/3g).
piątek, 9 września 2016
New in / nowości
W końcu udało mi się zebrać wszystkie nowości tego lata, a większość z nich jest jeszcze z maja! Do nadrobienia został mi jeszcze post z ulubieńcami lata i mogę zabrać się za recenzje produktów, które służą mi już od ponad roku. Taki mam zapłon. Zresztą, wakacje upłynęły mi bardziej na zakupach ubraniowo-obuwniczych i w nosie miałam kosmetyki. Chyba mam za duży przesyt kolorówką i za mało czasu na jej używanie ale mam nadzieję, że teraz to się zmieni. A teraz zapraszam Was na krótką prezentację moich nabytków :)
Etykiety:
Bleach London,
Bourjois,
CoLab,
Collection 2000,
Essence,
FaceD,
Garnier,
Inglot,
John Frieda,
La Roche-Posay,
MAC,
MUA,
NYX,
PS...,
Revlon,
Rimmel,
Sleek,
Smashbox,
Victoria's Secret,
zakupy
poniedziałek, 5 września 2016
Zużycia kosmetyczne
Nadal ciężko mi uwierzyć w to, że wakacje już się skończyły a jesień pojawiła się tak nagle. Przyznam, że w głębi serca cieszę się, że mogę wrócić do codziennej rutyny, do przerw na kawę pomiędzy zajęciami na uczelni i do ciepłych ogromnych szali, którymi będę mogła się opatulać. To właśnie wrzesień, a nie styczeń, jest dla mnie miesiącem nowych postanowień i planów. Nie będę ukrywać, że regularne blogowanie jest jednym z tych postanowień. A wraz z nowym rokiem przyszedł czas na pozbycie się pustych opakowań po kosmetykach, których udało mi się zużyć podczas wakacji.
Etykiety:
bareMinerals,
Benefit,
Dove,
Essence,
Garnier,
Inglot,
L'Oreal,
La Roche-Posay,
Lush,
MAC,
Nadur,
Projekt Denko,
Provoke,
Schwarzkopf,
Shiseido,
Technic,
Urban Decay,
Ziaja
piątek, 26 sierpnia 2016
MAC / szminka Honeylove
Tak jak połowa świata mam ostatnio obsesję na punkcie nudnych ust, im bardziej cielisto i im większe usta tym lepiej, +10 do oryginalności. Nie wiem nawet kiedy moja kolekcja nudnych szminek i konturówek znacznie przerosła zbiór tych bardziej kolorowych produktów do ust a ja jeszcze nic nie zdążyłam tu pokazać! Dlatego pora to zmienić i dzisiaj chciałam przedstawić Honeylove, szminkę MAC o matowym wykończeniu (86zł/3g).
piątek, 3 czerwca 2016
Zużycia kosmetyczne
Przygotujcie się na długi post o śmieciach ;) ostatni post o zużyciach kosmetycznych pojawił się w lutym i od tego czasu zużyłam to i owo, ale tylko pielęgnację bo zużywanie kolorówki zupełnie mi nie idzie. Zresztą, ona nie jest do zużywania a używania ;)
Bez zbędnego gadania i przedłużania, zapraszam!
Kolejna butelka płyny micelarnego Garnier, to mój ulubieniec i chyba nie sięgnę po żaden inny micel. Inteligentnie nawilżający krem do twarzy na dzień GO Cranberry KLIK to fajny, lekki krem nawilżający, który na sam koniec zaczął mnie lekko irytować bo za nic nie chciał się skończyć. Morelowy peeling do twarzy St.Ives jest świetnym zdzierakiem, nie należy może do najdelikatniejszych ale warto na niego spojrzeć. Miniatura kremu Total Moisture z Benefit nie do końca mnie zachwyciła, dawała złudne, silikonowe nawilżenie ale przynajmniej ładnie pachniała.
Tonik Clarins KLIK szału nie robił dlatego zużycie go zajęło mi sporo czasu. Plasterki na wągry Pretty ledwo dawały radę. Krem do twarzy Simple też należał do grupy produktów, których używanie masakrycznie się dłużyło. Nic dziwnego, zużycie 125ml kremu może zająć trochę czasu. Krem był całkiem dobry ale wolałabym mniejszą objętość. Maseczka do twarzy Oatfix z LUSH byłą cudowna, delikatna i nawilżająca <3 na pewno do niej wrócę.
Suchy szampon sygnowany marką Boots był bardzo średni i bardzo tani, mimo to o wiele bardziej wolę Batiste. Byłam za to szczerze zachwycona miniaturą nawilżające szamponu Great Lengths, nawet bez pomocy maski czy odżywki zostawiła włosy miękkie w dotyku i gładkie. Za to szampon do blond włosów Sheer Blonde John Frieda to jedna wielka porażka, nie dość, że okropnie oblepiał włosy sprawiając, że cały czas wyglądały jak przetłuszczone to chyba lekko je też przyżółcał. Nie mogę się za to nachwalić serii do blond włosów Touch of Silver Provoke, idealnie ochładza odcień włosów, lekko je przesusza ale da się to naprawić maską do włosów, Nie wiem która to już moja buteleczka tego szamponu,.
Miniatura balsamu do ciała Thalgo, szału nawilżającego nie było ale za to ładnie pachniał chociaż pożegnałam go bez żalu. Po samoopalacz Cocoa Brown, sięgałam przed większymi wyjściami bo dawał dość ciemną opaleniznę. W końcu przypomniałam sobie, że ma stopy i zafundowałam im maskę peelingującą, znowu sięgnęłam po Purederm. Żel do golenia Gillette Satin Care był średni a nawet miałam wrażenie, że podrażnia mi nogi. I kolejna puszka mojego ulubieńca czyli rajstop w sprayu Sally Hansen.
Zakochałam się za to w zapachu balsamu do ciała Roger&Gallet, pachniał słodko, orzeźwiająco i, co dziwne, dobrze nawilżał. Dwie buteleczki samoopalacza Academie, i czuję że na dwóch się nie skończy bo to świetny sposób na błyskawiczną opaleniznę. Pożegnałam też żel pod prysznic Balea, którego zapach umilał mi czas pod prysznicem, ale muszę przyznać, że produkty tej marki już mi trochę obrzydły, Peeling do ciała Tough Scrub z Cocoa Brown miał być żyletą wśród peelingów a okazał się marnym piaseczkiem zatopionym w żelu pod prysznic.
Kolorówkowo nie poszalałam ;) znalazł się tu lakier Essie Bouncer, it's me, którego nie da się użyć bo tak smuży. Dwie miniatury tuszów do rzęs - cudowny Sumptuous Extreme Estee Lauder i poprawny Lash Domination BareMinerals. Zużyłam też odlewkę podkładu MAC Studio Waterweight która, według mnie niczym nie różniła się od tych lekkich podkładów z Maybelline czy L'Oreal.
Ufff, to już wszystko :) znacie coś z moich denkowców? Jak idzie Wam zużywanie?
Etykiety:
Academie,
bareMinerals,
Benefit,
Clarins,
Cocoa Brown,
Essie,
Estee Lauder,
GO Cranberry,
Great Lengths,
John Frieda,
Lush,
MAC,
Projekt Denko,
Provoke,
Purederm,
Roger&Gallet,
Sally Hansen,
Simple,
St.Ives,
Thalgo
sobota, 28 maja 2016
5 rozczarowań kosmetycznych: Urban Decay, MAC, Benefit, L'Oreal, Viktor&Rolf
Najwyższe miejsce na podium zajęła paleta Urban Decay Naked Smoky KLIK. Chyba najsłabsze dziecko tej marki, kompletnie nie dorównuje jakością poprzednim paletom Naked fundując mi plamy na oczach. Mam przez to nadzieję, że nie zobaczę kontynuacji tej lini, a jeżeli jednak się o to pokuszą to będę sekretnie prosić o lepszą jakość i trwałość cieni.
Paletkę UD musiałam umieścić na pierwszym miejscu - reszta rozczarowań jest już przypadkowa. Jakiś czas temu miałam ochotę na nowy podkład, tym razem poprosiłam o kilka odlewek przed zakupem pełnowymiarowego produktu. Jak dobrze zrobiłam bo podkład Pro Longwear Nourishing Waterproof z MAC na mojej twarzy wygląda jak nieumiejętnie nałożona farba. Nie ważne jak, czym i na jaką bazę go nakładam, na mojej skórze podkreśla i wymyśla niedoskonałości a trupiobiały odcień NW20 sprawia, że wyglądam jak śmierć,
O podkładzie True Match z L'Oreal pisałam całkiem niedawno KLIK. Zwyklaczek, który dodatkowo jest bardzo kapryśny.
Zapach EDP Bonbon od Viktor&Rolf KLIK jest dziewczęcy, obrzydliwie słodki i ... do złudzenia przypomina zapach Britney Spears, który kosztuje grosze. Pozostając w różowościach, spójrzmy jeszcze na pomadkę ochronną Lollibalm z Benefit, która przypomina mi droższą wersję BabyLips. Tak samo dziwnie pachnie, tak samo ma lekko kiczowaty kolor i tak samo zostawia na ustach niezbyt przyjemną warstewkę,
Podzielcie się Waszymi ostatnimi rozczarowaniami, jakie produkty okazały się do kitu?
wtorek, 24 maja 2016
MAC Melba / róż do twarzy
Właśnie stwierdziłam, że muszę przystopować z produktami do ust. Namnożyło się u mnie ostatnio w cholerę a przecież mam tyle innych produktów do pokazania. No bo kiedy ostatnio był u mnie jakiś róż czy bronzer? To było ohohoho i jeszcze trochę temu ;) A przecież bez różu rzadko kiedy wychodzę z domu, tak goła na twarzy zawsze mam wrażenie, że wyglądam jak ziemniak. To nawet nie wrażenie a najprawdziwsza prawda, ot co.
Dlatego dzisiaj na tapetę wezmę mój najświeższy nabytek, przepiękny róż do twarzy MAC w odcieniu Melba (96zł/9g).
Melba to chyba jeden z najbardziej popularnych różów do twarzy tej marki - matowy, brzoskwiniowo łososiowy odcień idealny do każdej karnacji. Przykuwa do siebie uwagę ale nie jest wrzaskliwy, delikatnie podkreślając cerę.
Na mnie Melba wygląda ciepło ale bez żadnych rdzawych czy pomarańczowych tonów. Sam róż jest mocno zbity, nie pyli przy nabieraniu na pędzel ale jest mocno napigmentowany i do aplikacji potrzebuje lekkiej ręki bo łatwo o przesadzony efekt na policzkach.
Pod względem trwałości Melba nie zawodzi. Trzyma się na mnie prawie cały dzień, dopiero po 9-10 godzinach delikatnie się ściera ale robi to bardzo równomiernie bez nieestetycznych plam.
Melba to na pewno dobry wybór jeżeli szukacie delikatnego różu, który nada policzkom lekkiej definicji. Niby zwykły róż ale jaki fajny ;) Zresztą, założę się, że większość z Was zna już ten róż?
poniedziałek, 16 maja 2016
MAC Mehr & Essence 15 Honey Berry
Szminki. Jak nudny byłby świat bez nich. Oczywiście, nie twierdzę, że tylko szminki poprawiają mi humor i tylko mazidła mi w głowie, ale jak głosi stare dobre porzekadło żeby życie miało smaczek, raz czerwień raz nudziaczek ;)
Od kilku miesięcy mocne, wyraziste kolory na ustach zarezerwowane są na większe wyjścia a na co dzień sięgam teraz po bezpieczniejsze, stonowane kolory. Idealnym przykładem na szminkę w stylu my lips but better jest szminka MAC w odcieniu Mehr (86zł/3g).
Mehr to cudowny, brudny, lekko brązowy róż. Idealny na co dzień, nie tylko wtapia się w makijaż ale sprawia, że ten wygląda lepiej, zdecydowanie go dopełnia. Ten odcień ma, moje ulubione, matowe wykończenie. Mimo to nie wysusza ust ani nie podkreśla suchych skórek chociaż przyznam, że rzadko która matowa szminka u mnie tak się zachowuje. Zresztą ten odcień na ustach nie jest zupełnie matowy, ani suchy a daje lekko satynowy, mokry efekt. Mehr jest świetnie napigmentowany i nawet najcieńsza warstwa daje całkiem dobre krycie.
Tak jak w przypadku innych matowych szminek, Mehr ma zabójczą trwałość. Przyznam, że rzadko kiedy poprawiam usta w ciągu dnia, Picie, jedzenie w dużych ilościach nie jest mu straszna. A kiedy już zaczyna schodzić to zjada się bardzo równo, no i, to przecież kolor, który nawet lekko starty nadal dobrze wygląda na ustach.
Może wyjdzie teraz ze mnie kosmetyczna wiocha i Grażyna ale Mehr cholernie podoba mi się w połączeniu z ciemniejszą konturówką. Tu na pomoc przyszła kredka z Essence (5zł/1g) w odcieniu 15 Honey Berry. Jest miękka ale pozwala na precyzyjne obrysowanie ust i ani trochę ich nie przesusza, do tego jest dobrze napigmentowana. Czego chcieć więcej?
Zdjęcie nie porywa ale zrobione było z rąsi, telefonem. To jak, zachęciłam Was do Mehr?
środa, 23 grudnia 2015
MAC / szminka Velvet Teddy
Jakiś rok temu z hakiem Kylie Jenner pokazała się na Instagramie z nudziakowymi ustami i od razu pół świata oszalało na punkcie cielistych odcieni a ja nadal lubowałam się w moich mocnych kolorach. Do czasu ;) bo kilka miesięcy temu i mnie dopadł szał na usta nude. Szminki, błyszczyki, konturówki, nie potrafię się powstrzymać i sukcesywnie moja, nudna, kolekcja się powiększa. Wiedziałam, że moja pierwsza, świadoma nudna szminka będzie z MAC, no bo jakże by inaczej. Wybór padł na Velvet Teddy (86zł/3g), prawdziwą perełkę o matowym wykończeniu.
Mimo nazwy, Velvet Teddy nie jest do końca matowy. Z łatwością sunie po ustach, nie wysusza ich, nie podkreśla suchych skórek i ma lekko satynowe, kremowe wykończenie. To chyba jeden z najbardziej niematowych odcieni w mojej kolekcji matów! Musicie przyznać. że ma dośc unikatowy kolor, to jasny brąz z czerwonymi tonami, jeżeli miałabym wyobrazić sobie misia to miałby on kolor tej szminki ;) Brąz na ustach nie zawsze wygląda dobrze ale myślę, że to taki dość bezpieczny i nadal nudny kolor.
Dzięki swojej kremowości i świetnej pigmentacji już jedna warstwa Velvet Teddy cudownie pokrywa usta. Poprawki zazwyczaj nanoszę po pięciu godzinach ale ten odcień zjada się bardzo naturalnie, zostawiając lekko zabarwione usta.
Uwielbiam ten odcień na sobie, często łączę Velvet Teddy z MACową konturówką w odcieniu Dervish (tak jak na zdjęciu), no i lubię sprawiać wrażenie, że mam jeszcze większe usta ;) Koniecznie muszę zrobić post o cielistych konturówkach!
Jakie produkty nosicie ostatnio na ustach?
sobota, 19 grudnia 2015
Nowości kosmetyczne
Nagle zdałam sobie sprawę, że dawno nie było u mnie postu o zakupach, ale jakby to powiedzieć ... bardzo rzadko sobie coś kupuję. W końcu doszłam do tego, że nie potrzebuję nowego podkładu co tydzień czy siedemnastego bronzera w mojej kolekcji. Mam co prawda jeszcze kilka chciejstw, raczej nie zrezygnuję z kolejnych MACowych szminek (to już obsesja), ale będzie tego o wiele mniej. Potrzebowałam kilku lat żeby do tego dojrzeć, ale nareszcie to się udało :)
Moja miłość do samoopalaczy trwa dlatego z przyjemnością testuję pHenomenal 2-3 Week Tan Mousse* i dołączoną do niego łapę do aplikacji z Vita Liberata. Do tej pory uwielbiałam samopalacz z St.Tropez ciekawa jestem czy Vita Liberata zrzuci go z tronu.
Wiem, że ten nowy róż trochę wyklucza co przed chwila powiedziałam, ale MACowa Melba chodziła za mną od bardzo długiego czasu, w końcu musiałam ją mieć. Mineralny bronzer Trystal Bronzing Minerals* to kolejny produkt przybliżający mnie do poznania Vita Liberata.
W Superdrug znowu stanęłam przy szafie MUA co obrodziło w nowy rozświetlacz Undress your skin w odcieniu iridescent gold i pojedynczym cieniu do powiek electric purple. Ostatnio bardzo lubię fiolety na powiekach, mam też ochotę na coś różowego ale to już zachcianka .
Matowa pomadka w płynie w odcieniu Copenhagen z NYX chodziła za mną od ponad roku dlatego nie wahałam się ani sekundy kiedy w końcu udało mi się ją dorwać. Przechodzę teraz ogromną fascynację nudziakowymi ustami dlatego bez wahania sięgnęłam po szminkę Pure Colour w odcieniu 17 Camel z New Look, nawet jeżeli się okaże się być do niczego to kosztowała grosze. Nie mogłam być się bez nowej MACowej szminki, tym razem to jest Mehr czyli my lips but better, który wypatrzyłam u siostry.
Mówiłam już, że uwielbiam nudne usta, prawda? Często sięgam też po konturówkę zamiast szminki i ostatnio testuję Pure Colour 17 z New Look, P.S. I love ... 06 z Penneys i Caramel Nougat z MUA. Myślę właśnie nad zrobieniem postu o wszystkich nudziakowych konturówkach, które mam, myślę,
że mógłoby coś z tego być. A, kupiłam też Honey Berry z Essence żeby połączyć ją z Mehr.
To wszystko co trafiło do mnie przez ostatnich kilka miesięcy ;) jak wyglądają Wasze najświeższe nabytki?
wtorek, 1 grudnia 2015
Październikowo-listopadowe zużycia kosmetyczne
Aż trudno uwierzyć, że za kilka dni będzie już grudzień, chyba jeszcze nigdy czas nie przelatywał mi tak przez palce jak w tym roku. Powoli zaczynam robić listy świąteczne, listy rzeczy do zrobienia - na jednej z pozycji jest, jak zawsze, ogarnięcie kosmetyków. Nie wiem jeszcze jak się za to zabiorę ale wyrzucenie śmieci z ostatnich dwóch miesięcy chyba ma mi w tym pomóc ;) Najbardziej cieszę się z zużytej kolorówki - i kto powiedział, że śmieci nie mogą zrobić przyjemności?
Zużyłam kolejną buteleczkę rajstop w sprayu Sally Hansen i kolejna jest już w użyciu. Uwielbiam ten produkt i mimo że cały czas testuję nowe samoopalacze zawsze wracam do Sally. Brązująca pianka do ciała St.Moriz była niby w odcieniu medium a na ciele jedna warstwa dawała bardzo delikatny efekt. Kosztuje jednak grosze więc warto się nią zainteresować.
Bardzo lubię suchy szampon do blond włosów z Batiste, po takie specyfiki sięgam bardzo rzadko, tylko w sytuacjach bardzo kryzysowych ale lubię kiedy ładnie pachną i choć trochę poprawiają wygląd włosów. Odżywka w sprayu Uniq One z Revlon Professionals to mój hit wszechczasów, z włosami robi prawdziwe cuda: są miękkie, nawilżone, przyjemne w dotyku i fajnie się układają. Miniatury odżywki do włosów z Dove nie używałam solo, a mieszałam ją z inną odżywką, i nie mogę zbyt wiele powiedzieć.
Tonik w sprayu z Yonka był tylko jednym z kroków w mojej pielęgnacji, ale czego można się spodziewać po mgiełce ;) Miniatura Moisture Prep Toning Lotion z Benefit okazała się dość gęsta ale zostawiała skórę przyjemnie miękką i nawilżoną chociaż nie na tyle żebym sięgnęła po pełnowymiarowe opakowanie. Zużyłam kolejne opakowanie wody micelarnej Garnier, nic nowego ;) No i próbka they're real remover Benefit ale szczerze przyznam, że nie pamiętam jak sie sprawdziła.
Lubię testować nowe podkłady ale zawsze na toaletce musi stać MAC Studio Fix, nie wiem ile już zużyłam. Kolejny zużyty podkład to Naked Skin Liquid Foundation z Urban Decay KLIK, który okazał się świetnym produktem. Ceniłam go za lekkość i średnie krycie, a taka kombinacja jest rzadka do znalezienia. Nie byłam za to zachwycona tuszem do rzęs tej samej marki czyli Perversion KLIK, obiecywał bardzo dużo a okazał się bardzo słabym ogniwem UD.
Przy okazji zrobiłam porządki w lakierach do paznokci i pozbyłam się lakierów, które zdążyły już zgęstnieć, jest miejsce na nowości ;)
A jak Wam idzie denkowanie?
Etykiety:
Batiste,
Benefit,
Dove,
Essence,
Garnier,
L'Oreal,
MAC,
OPI,
Orly,
Projekt Denko,
Revlon,
Rimmel,
Sally Hansen,
St.Moriz,
Urban Decay,
Yonka
Subskrybuj:
Posty (Atom)