środa, 11 listopada 2015

Kolekcja na środę: rozświetlacze, bronzery i róże

Tegoroczny projekt Kolekcja na środę to największy dowód na to, że jestem słaba w systematyczności i zawsze zostawiam wszystko na ostatnią chwilę a nawet kilka dni po ;) Już miałam wspomnieć, że moja kolekcja rozświetlaczy, bronzerów i róży (różów?) aż tak bardzo nie zmieniła się od zeszłego roku a jednak spojrzałam na tamte zdjęcia i są pewne zmiany ... chyba jednak na lepsze bo jestem w pełni zadowolona z tego co mam i nie planuję adopcji kolejnych egzemplarzy (jeszcze nie!). Postaram się Was nie zanudzić, zapraszam do podejrzenia mojej gromadki. 


środa, 26 marca 2014

Kolekcja na środę: rozświetlacze, bronzery i róże

Jeżeli kiedyś wspomniałam, że denkowe posty uświadamiają mi jak szybko leci czas myliłam się. To moja seria postów 'Kolekcja na środę' dopiero pokazuje mi, że ledwo ogarnę jeden długi post za chwilę pora na napisanie kolejnego. Przynajmniej wyrabia to we mnie nawyk systematyczności, której naprawdę mi brakuje. To już piąta część mojej kolekcji, w zeszłym tygodniu przedstawiłam Wam moją skromną kolekcję lakierów do paznokci KLIK, tydzień wcześniej jeszcze skromniejszą grupkę szminek KLIK, jeszcze wcześniej wszystkie pędzle do makijażu KLIK a cała seria zadebiutowała postem o kilku flakonikach perfum, które posiadam KLIK. Jakoś tak jest, że każdy post jest bardzo długi, ten dzisiejszy o wszystkich moich rozświetlaczach, bronzerach i różach też zapowiada się na tasiemiec. Zdjęcia robiłam w niedzielne południe, zajęło mi to pół godziny - zauważcie jak zmieniła się pogoda, i co za tym idzie oświetlenie, w ciągu tych trzydziestu minut. 



L-P: Superb, High Beam, Sun Beam, Soft&Gentle
Zacznijmy od typu produktów, których mam tylko cztery. Mało? Dużo? Dla mnie wystarczająco ale nie wykluczam powiększenia tej gromadki w bliższej lub dalszej przyszłości. Zaczynając od lewej mamy limitowany Superb z MAC, który kupiłam jakieś dwa lata temu w LE Extra Dimension. Nadal jestem nim zachwycona, nadal go kocham za kolor i efekt jaki daje. Obok jest High Beam z BeneFit o którym niedawno pisałam KLIK. Następny jest Sun Beam z tej samej firmy. Miniaturka dołączona do gazety wieki temu nadal mi służy jednak najlepiej prezentuje się na lekko opalonej skórze więc czekamy do wakacji. I kolejny MACzek i Soft&Gentle czyli kultowy rozświetlacz, który jeszcze nie wyprzedził Superb w rankingu moich ulubieńców.


I moja największa gromadka czyli róże do policzków. Ubolewam nad tym, że pogoda przestała dopisywac i nie są one pokazane w pełnej krasie. Mam jednak nadzieję, że widać różnicę między kolorami. Zaczynając od lewej strony górnego rzędu mamy Shimmer Brick Rose Bobbi Brown KLIK czyli coś pomiędzy rozświetlaczem a różem. Przyznaję, że nie sięgam teraz po niego zbyt często bo nie pasuje mi do ponurych, deszczowych dni. Koło cegiełki jest jest róż w kremie Dream Mousse Blush 06 Maybelline. Okropnie dobrze napigmentowany koralowy róż, którego aplikacja może sprawiać odrobinę problemów. Obok niego jest jeden z najnowszych nabytków (o których niedługo) miniaturka różu Dandelion BeneFit. Jeszcze nie było nam po drodze więc nie mogę nic o nim powiedzieć oprócz tego, że jest cholernie jasny. O różu Peach Party Soap&Glory jeszcze nie pisałam bo czuję, że prawdziwy urok tego produktu pokaże się dopiero w pełnym słońcu i na lekko opalonej twarzy. I ostatni (a może ostatnia) w tym rzędzie jest Rose Ballerine z LE French Ballerine Lancome KLIK. Kocham i uwielbiam.
\

Dolny rząd i  kolejne róże. Od lewej Rockateur z BeneFit, którym jestem zachwycona i nie wiem czemu jeszcze o nim nie napisałam na blogu. Obok kultowy produkt z NARS czyli Orgasm, KLIK, który tyłka w żaden sposób mi nie urwał. I nowu moje najnowsze nabytki czyli MACowy Azalea in the Afternoon z LE Fantasy of Flowers, który jest piękny i dziewczęcy a zaraz obok niego Ginger Pop z Clinique. Wow, ten kolor ma moc! Koniecznie muszę go obfocić przy ładnej pogodzie. Ostatni jest róż w sztyfcie Cheek Stain Pink z City Color, którego nadal nie udomowiłam bo jego kolor trochę mnie przeraża.

Góra L-P: Rose, 06, Dandelion, Peach Party, Rose Ballerine
Dół L-P: Rockateur, Orgasm, Azalea in The Afternoon, Ginger Pop, Pink 

L-P: Bronze 2, Bronzo, Soleil Tan de Chanel, Bourjois, Hoola, Warmth, Refined Golden
Skoro róże mamy już mniej więcej za sobą skupmy się na bronzerach. Nie wiedziałam, że mam ich tyle ale cóż się dziwić, przecież codziennie się brązowię. Zaczynając znowu od lewej spójrzmy na bronzer Bronze 02 z HD Brows. Przyleciał do mnie w jakimś GlossyBox, nie sięgam jednak po niego zbyt często bo nie jestem przekonana do tego odcienia, plus okropnie się pyli. Mój najnowszy bronzer to ten z Soap&Glory czyli Solar Powder Bronzo. W moje ręce wpadł dosłownie kilka dni temu, zesłoczowany na ręku nie wygląda jak bronzer ale możliwe, że muszę zedrzeć tą wierzchnia warstwę. Obok S&G kolejno znajdują się kremowe bronzery/bazy brązujące z Chanel Soleil Tan de Chanel i Bourjois Bronzing Primer. Niby takie same a jednak zupełnie inne. Od miesięcy zbieram się do recenzji porównawczej, mam nadzieję, że w końcu mi sie uda. Do mojej kolekcji wrócił, w wersji mini, Hoola z BeneFit KLIK. Zaraz obok leży Warmth z bareMinerals. W lutym zaczęłam swoją przygodę z minerałami i nadal nie mogę się zdecydować czy będę ją kontynuować czy nie. Ostatni z tej grupy jest Refined Golden z MAC  z LE Temperature Rising KLIK. Niby lekko ceglasty ale ma w sobie to coś bo często po niego sięgam z przyjemnością.


LP: Urban Decay Overexposed, Temper, Glint. MAX Hibiscuss Kiss

Na koniec zostawiłam palety bo tak łatwiej je ogarnąć. Z lewej znajduje się Shattered Face Case z Urban Decay KLIK. W dolnej części paletki znajdziemy dwa róże Overexposed i Temper a także rozświetlacz Glint. Oba róże zbierają sporo komplementów. Obok jest Hibiscus Kiss z MACowej LE Rihanna <3 MAC KLIK. . Bronzer też wpada w cegłę podobnie jak Refined Golden ale tutaj już mi to przeszkadza i nie jestem zadowolona z tej pomarańczy. Za to róż jest przesłodko landrynkowy i bardzo często gości na moich policzkach. 

Dobrnęłyśmy do końca :) Wychodzi na to, że mam 5 rozświetlaczy, 13 różów (róży?) do powiek i 11 bronzerów. Ile produktów macie w swoich zbiorach? 

                                                                  Buziaki, 
                                 Gosia

środa, 4 września 2013

Prezenty, prezenciki, zakupy. Kosmetyczne nowości sierpnia + Lans YT


Nareszcie wrzesień! O ile jeszcze rok temu nie wzdychałabym z taką ulgą o tyle teraz cieszę się, że najgorętszy okres roku się skończył a ja mogę powrócić do w miarę regularnego blogowania. Mam masę zaległych recenzji kosmetyków z którymi chcę z Wami podzielić, w kajeciku zapisane mam dziesiątki pomysłów na posty, muszę teraz tylko spiąć pośladki i zacząć ogarniać moje wirtualne życie. 
Tradycją są już u mnie posty z denkami jak i nowościami na początku każdego miesiąca. Nie mogło być inaczej i teraz i przedstawiam Wam moje kosmetyczne łupy sierpnia.

 W część zaopatrzyłam się sama, część została zasponsorowana przez moją najulubieńszą siostrę ;), która wybyła na wojaże po Hiszpanii w zeszłym miesiącu. 

Maska do włosów z Garnier Fructis została przez Kasię wybrana na chybił trafił bo jej znajomość hiszpańskiego jest stanowczo znikoma. Ja nie jestem o wiele lepsza ale z tego co pamiętam z lekcji języka z zeszłego roku, maska jest bardziej wygładzająca niż nawilżająca . Skład ma fajny (widziałam dużo cośtam oil, razem z kolejny oil). Mam spore zapasy masek i maseł do włosów także będzie czekać na swoją kolej. Mam też kolejną porcję Soap&Glory a mianowicie ichni szampon i odżywkę Glad Hair Day, których zapach zwala z nóg: owocowy, słodki, nieco landrynkowy a szata graficzna opakowań jest taaaak dziewczęca. Wiadomo - lubię róż. 



Były włosy, pora na pielęgnację ciała. Znowu mamy przewagę Soap&Glory, Sit Tight Intense XS to żel rozgrzewająco chłodzący (taka sytuacja), który ma nam napiąć to i owo. Masażer roller występujący z tym żelem sprawia, że korzystanie z tego pana jest samą przyjemnością. Flake Away to peeling, podobno tylko do nóg, który zagościł również w nowościach lipca. Recenzja będzie niedługo. Butter Yourself to, jak sama nazwa wskazuje, masło do ciała. Pachnie super owocowo ale czeka w kolejce na użycie. Mam tu też i The Body Shop, i kolejne masełko do ciała o zapachu mango. Nie wiem czy Kasia strzelała czy naprawdę wie, że lubię takie zapachy. Tak, tak, pachnie jak dorodne, prawdziwe mango. Rękawica do peelingu z TBS to coś na co patrzę z lekkim przymrużeniem oka, bo nie widzę w czym miałaby być lepsza od tych tańszych rękawic.

Na to zdjęcie patrzę trochę załamana bo paznokcie mam króciutkie, niestety złamały mi się dwa paznokcie i konieczne było ścięcie wszystkich. A nie lubię malować moich maciupeńkich paznokci. Może się przełamię. Niemniej, mam tu prawdziwego żółtka Limon Claro od Springfield Cosmetics, przywiezionego z Hiszpanii. Prawdziwy słoneczny kolor, który mam nadzieję będzie mi rozjaśniał bure dni. Trzy Essie to mój zakup - poczułam potrzebę powiększenia mojej kolekcji. Skusiłam się na Watermelon, Adore-a-ball i Russian Roulette. Wszystkie czekają aż choć trochę odrosną mi paznokcie. Utwardzający top coat Sally Hansen to mój must have. Zaraz obok czerwonego Essie powinien być kolejny żółciak ale trochę już przygaszony i z delikatnym shimmerem w odcieniu Go bananas. Chyba po wyschnięciu pachnie nawet jak banany. Niestety to nie mój kolor. O, nie zapomnijmy o tym zgniłozielono-niebieskim lakierze Sidewalk od RARE Nails, według siostry szafy tej firmy w drogeriach były imponujących rozmiarów.
Zatrzymajmy się przy kolorówce naocznej - tu sama kupiłam tylko jedną rzecz: cień w kremie Maybelline w odcieniu Turquoise Forever. Śliczny, prześliczny! Idealny do brązowych oczu, nawet jeżeli to tylko moje zdanie ;) Kasia postanowiła mnie rozpieścić tuszem do rzęs Lancome, który zawsze mi gdzieś tam chodził po głowie. W końcu będę mogła go przetestować! I oczywiście, wyśniona i wymarzona paletka cieni Naked 2 od Urban Decay. Żyć nie umierać! Wykonałam już nią kilka makijaży i jestem nią zachwycona.

Przejdźmy do ostatniej części, kolorówki twarzowej. Po pierwsze podkład do twarzy Double Wear od Estee Lauder. Zakupiony przez Internet a zakup porzedziły długie godziny w poszukiwaniu odcienia dla mnie. Padło na Shell, mam nadzieję, że dobrze trafiłam. Musiałam w końcu połozyć ręce na tym kultowym produkcie. Brązująca baza Chanel to również prezent dla mnie ode mnie. Baza Bourjois mnie zaskoczyła pozytywnie ale to jednak nie było to, i brakowało mi tej wisieńki na torcie. Chyba znalazłam ją właśnie u Chanel. Pozostał mi teraz tylko kolejny prezent od mojej małej siostrzyczki, która musiała czytać w moich myślach bo o pędzlach Real Techniques marzyłam od dawna. Szykowałam się już do zakupu ale nie mogłam się zdecydować na żaden konkretny pędzel. Kasia zadecydowała za mnie i mam zestaw pędzli do twarzy :) Buzi, buzi K.! :*
Na dole dojrzycie też hiszpańską maseczkę do twarzy, jej brat mnie nie porwał kilka dni temu ale może cytrusowa wersja sprawdzi się trochę lepiej.

Gdyby ktoś miał ochotę na obejrzenie filmiku z tymi nowościami zapraszam TU KLIK TĘCZA I NOSOROŻCE KLIK

Recenzja którego z tych produktów powinna pojawić się pierwsza na blogu? Jakie macie doświadczenia z tymi kosmetykami? Może zainwestowałyśmy w jakieś buble?

                                                                                    Buziaki,
                                                                                 
 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...