Przeglądając zdjęcia na laptopie znalazłam fotki kilku produktów, których nie zdążyłam opisać przed moją blogową przerwą. Niektóre z nich okazały się bublami o których nie warto pisać a niektóre całkiem fajnymi kosmetykami o których żal byłoby nie wspomnieć. Jednym z produktów jest L'Oreal Nude Magique BB Powder (ok.50zł/9g). Ten magiczny puder miał za zadanie matowić i jednocześnie sprawić, że ten efekt nie jest płaskim matem dzięki zawartym w nim pigmentom rozpraszającym światło. A jak wyszło?
środa, 27 września 2017
poniedziałek, 5 września 2016
Zużycia kosmetyczne
Nadal ciężko mi uwierzyć w to, że wakacje już się skończyły a jesień pojawiła się tak nagle. Przyznam, że w głębi serca cieszę się, że mogę wrócić do codziennej rutyny, do przerw na kawę pomiędzy zajęciami na uczelni i do ciepłych ogromnych szali, którymi będę mogła się opatulać. To właśnie wrzesień, a nie styczeń, jest dla mnie miesiącem nowych postanowień i planów. Nie będę ukrywać, że regularne blogowanie jest jednym z tych postanowień. A wraz z nowym rokiem przyszedł czas na pozbycie się pustych opakowań po kosmetykach, których udało mi się zużyć podczas wakacji.
Etykiety:
bareMinerals,
Benefit,
Dove,
Essence,
Garnier,
Inglot,
L'Oreal,
La Roche-Posay,
Lush,
MAC,
Nadur,
Projekt Denko,
Provoke,
Schwarzkopf,
Shiseido,
Technic,
Urban Decay,
Ziaja
sobota, 28 maja 2016
5 rozczarowań kosmetycznych: Urban Decay, MAC, Benefit, L'Oreal, Viktor&Rolf
Najwyższe miejsce na podium zajęła paleta Urban Decay Naked Smoky KLIK. Chyba najsłabsze dziecko tej marki, kompletnie nie dorównuje jakością poprzednim paletom Naked fundując mi plamy na oczach. Mam przez to nadzieję, że nie zobaczę kontynuacji tej lini, a jeżeli jednak się o to pokuszą to będę sekretnie prosić o lepszą jakość i trwałość cieni.
Paletkę UD musiałam umieścić na pierwszym miejscu - reszta rozczarowań jest już przypadkowa. Jakiś czas temu miałam ochotę na nowy podkład, tym razem poprosiłam o kilka odlewek przed zakupem pełnowymiarowego produktu. Jak dobrze zrobiłam bo podkład Pro Longwear Nourishing Waterproof z MAC na mojej twarzy wygląda jak nieumiejętnie nałożona farba. Nie ważne jak, czym i na jaką bazę go nakładam, na mojej skórze podkreśla i wymyśla niedoskonałości a trupiobiały odcień NW20 sprawia, że wyglądam jak śmierć,
O podkładzie True Match z L'Oreal pisałam całkiem niedawno KLIK. Zwyklaczek, który dodatkowo jest bardzo kapryśny.
Zapach EDP Bonbon od Viktor&Rolf KLIK jest dziewczęcy, obrzydliwie słodki i ... do złudzenia przypomina zapach Britney Spears, który kosztuje grosze. Pozostając w różowościach, spójrzmy jeszcze na pomadkę ochronną Lollibalm z Benefit, która przypomina mi droższą wersję BabyLips. Tak samo dziwnie pachnie, tak samo ma lekko kiczowaty kolor i tak samo zostawia na ustach niezbyt przyjemną warstewkę,
Podzielcie się Waszymi ostatnimi rozczarowaniami, jakie produkty okazały się do kitu?
środa, 11 maja 2016
L'Oreal / podkład True Match
Nie ma czym się chwalić ale chyba da się zauważyć, że lekko zawaliłam sprawę z blogiem. Tysiące razy obiecywałam sobie, że tak, tak, dzisiaj naskrobię kilka zdań ale systematyczność i sumienność nigdy nie były moją mocną stroną. Niemniej dziękuję za nadal liczne odwiedziny i komentarze (tak przy okazji, uśmiałam się jak dzika norka kiedy przeczytałam, że moja toaletka jest do kitu bo nie jest z Ikea ;)).
Nie wiem czy też tak macie, że pewne kosmetyki są na Waszej liście chciejstw tygodniami, miesiącami a nawet, jak w moim przypadku, latami ale jakoś zawsze o nich zapominacie? Tak właśnie miałam w przypadku podkładu L'Oreal True Match (ok.50zł/30ml). Chciałam go przetestować zanim jeszcze na salony wkroczyła jego odnowiona wersja a w moje ręce wpadł dopiero dobre pół roku temu.
I tak sobie bimbamy od tego czasu, to znaczy True Match sobie bimba bo ja raz go kocham a raz klnę jak szewc kiedy widzę jak wygląda na mojej twarzy. Ale, od początku. Wybrałam kolor 1D/1W czy Golden Ivory, który ma sporo żółtych tonów i jest dla mnie niemal idealny - niemal, bo odkąd regularnie stosuję samoopalacze jest dla mnie ociupinę za jasny, ale to już moja wina.
Na pompkę nie mogę narzekać, nie wypluwa z siebie zbyt dużej ilości produktu, ot, jedna pompka wystarcza mi na pokrycie twarzy. True Match wydaje się być dość ciężkim podkładem, jednak podczas aplikacji jego konsystencja lekko się zmienia i staje się lżejsza. Wykończenie też jest całkiem ciekawe, ni to mat ni to mokre wykończenie, skłonna jestem uznać, że jest dość satynowy. Nie jest też mocno kryjący, zakrywa moje lekkie zaczerwienienia ale nie tworzy maski i można niemal dojrzeć pod nim moją skórę.
Chciałabym powiedzieć, nie mam nic do zarzucenia trwałości podkładu True Match, w zależności od dnia trzyma się godzinami a że często mam na sobie makijaż przez kilkanaście godzin i nie jestem wielką fanką poprawek w ciągu dnia od moich podkładów wytrzymuję niemałej trwałości. I tu dochodzimy do sedna mojego problemu z tym okazem - jest humorzasty i zachowuje się jak chce. Raz przepięknie na mnie wygląda, dając efekt wypoczętej i zdrowej cery a raz wygląda dobrze tylko wtedy kiedys stoję 5 metrów od lusterka i to bez okularów. Mimo że od miesięcy nie zmieniałam nic w swojej pielęgnacji i teoretycznie nic nie powinno wpływać na to jak True Match na mnie się prezentuje, potrafić siedzieć na twarzy żeby za jakiś czas teatralnie z niej zjechać. Tworzy plamy, wynajduje suche placki i buk wie co jeszcze. Taki z niego żartowniś.
Ten podkład lekko mnie rozczarował, przez tyle lat słyszałam o nim same dobre rzeczy a u mnie okazał się przeciętniakiem. Jedno jest pewne, mimo że True Match potrafi ładnie wyglądać na twarzy to jednak do niego nie wrócę bo nie bardzo mam ochotę na zabawę w rosyjską ruletkę ale to nic bo w zanadrzu mam już całkiem fajny podkład chociaż zawsze jestem otwarta na nowe propozycje ;)
poniedziałek, 8 lutego 2016
Zużycia kosmetyczne
Zawsze ciężko jest wrócić ale zawsze mam wtedy w głowie dwa stare dobre przysłowia "jeśli nie wiesz od czego zacząć, zacznij od śmieci' i 'jeśli chcesz poznać blogerkę, spójrz na jej śmieci' i pisanie jakoś lepiej wtedy idzie. Nie wiem dlaczego ale zużycia kosmetyczne zawsze mnie fascynują, lubię oglądać co kto zużył i jak te denka się sprawdziły. Co prawda zakupy interesują mnie ciut bardziej ale śmieci też dadzą radę ;) Ostatni miesiąc nie był obfity ani w zakupy ani w zużycia ale właśnie zamykam okres chaosu i wracam to mojej systematyczności a narazie zapraszam Was do podejrzenia mojej skromnej gromadki.
Saszetka maski oczyszczającej Ziaja zaskoczyła mnie efektami, które zostawiła na skórze twarzy. Znacznie ją oczyściła i odświeżyła a do tego zwęziła pory. Lubię ją :) Olay Total Effects eye cream with a touch of concealer to takie zabawne coś co miało dopasować się do koloru skóry pod oczami i ją nawilżać ale krycie, jak i nawilżenie, miało dość słabe. Bardziej nadaje się na gadżet niż produkt, który trzeba mieć. Dawno temu na blogu pojawiła się recenzja żelu na niedoskonałości Vichy Normaderm Hyaluspot napisana przez moją siostrę. Ten punktowy żel sprawdził się u niej na tyle, że siegnęła po drugie opakowanie, które potem przejęłam ja - ale u mnie nie robił nic.
Błyszczyk L'Oreal Glam Shine mam u siebie hoho i jeszcze trochę więc pora powiedzieć mu adieu. Bardzo lubiłam ten kolor i miliony drobinek, które były w nim zatopione. Z sypkimi minerałami bareMinerals mam bardzo dziwną relację, raz świetnie się w nich czuję i wyglądam raz nie mogę się doczekać żeby toto z siebie zmyć. Ten sypki podkład żegnam z żalem bo ostatnio wyglądał na mnie zabójczo, Chyba jeszcze do niego wrócę.
To wszystko :) jak idzie Wam zużywanie, no i najważniejsze - czy trafiły ostatnio w Wasze ręce kosmetyki, które zrobiły na Was duże wrażenie? Coś co może powinnam mieć? ;)
wtorek, 29 grudnia 2015
Nowości
Perfumy Marc Jacobs Oh, Lola! i akompaniujący im balsam do ciała to właśnie prezent. Do zestawu dołączona była też roletka tego zapachu ale zostałam z niej ograbiona. Już od dawna czaiłam się na ten zapach jednak zawsze było coś pilniejszego, ale w końcu jest mój :)
Od dłuższego czasu wszędzie widuję recenzje płynnego kamuflażu Catrice i w końcu trafił do mnie - odwiedziłam kilka szaf marki i dopiero za trzecim razem dorwałam ostatni egzemplarz w odcieniu 010 Porcelain. Nie wiem od ilu lat na liście zakupów miałam True Match z L'oreal, przegapiłam co prawda starą wersję ale w końcu zdecydowałam się na swoją własną buteleczkę podkładu (wcześniej podbierałam go siostrze;)) Ciężko było mi dobrać odcień bo testerów brak ale ostatecznie wzięłam 1D/1W Golden Ivory. Przy okazji wzięłam też puder Nude Magique BB Powder ale może być odrobinę za ciemny na zimę, ale to wyjdzie w praniu.
Szał na nude lips trwa i bez wahania przygarnęłam Soft Matt Lip Cream w odcieniu Stockholm z NYX. Według mojej przyjaciółki róż NYC w odcieniu 651 Riverside ma cudowny odcień, dlatego niedługo będę weryfikować jej teorię, przy okazji dostałam też konturówkę Rimmel 063 Eastend Snob, kolejny kolor typu my lips, but better.
Znacie coś z moich nowości? Będę z nich zadowolona? Jakie macie plany zakupowe na najbliższy rok?
wtorek, 1 grudnia 2015
Październikowo-listopadowe zużycia kosmetyczne
Aż trudno uwierzyć, że za kilka dni będzie już grudzień, chyba jeszcze nigdy czas nie przelatywał mi tak przez palce jak w tym roku. Powoli zaczynam robić listy świąteczne, listy rzeczy do zrobienia - na jednej z pozycji jest, jak zawsze, ogarnięcie kosmetyków. Nie wiem jeszcze jak się za to zabiorę ale wyrzucenie śmieci z ostatnich dwóch miesięcy chyba ma mi w tym pomóc ;) Najbardziej cieszę się z zużytej kolorówki - i kto powiedział, że śmieci nie mogą zrobić przyjemności?
Zużyłam kolejną buteleczkę rajstop w sprayu Sally Hansen i kolejna jest już w użyciu. Uwielbiam ten produkt i mimo że cały czas testuję nowe samoopalacze zawsze wracam do Sally. Brązująca pianka do ciała St.Moriz była niby w odcieniu medium a na ciele jedna warstwa dawała bardzo delikatny efekt. Kosztuje jednak grosze więc warto się nią zainteresować.
Bardzo lubię suchy szampon do blond włosów z Batiste, po takie specyfiki sięgam bardzo rzadko, tylko w sytuacjach bardzo kryzysowych ale lubię kiedy ładnie pachną i choć trochę poprawiają wygląd włosów. Odżywka w sprayu Uniq One z Revlon Professionals to mój hit wszechczasów, z włosami robi prawdziwe cuda: są miękkie, nawilżone, przyjemne w dotyku i fajnie się układają. Miniatury odżywki do włosów z Dove nie używałam solo, a mieszałam ją z inną odżywką, i nie mogę zbyt wiele powiedzieć.
Tonik w sprayu z Yonka był tylko jednym z kroków w mojej pielęgnacji, ale czego można się spodziewać po mgiełce ;) Miniatura Moisture Prep Toning Lotion z Benefit okazała się dość gęsta ale zostawiała skórę przyjemnie miękką i nawilżoną chociaż nie na tyle żebym sięgnęła po pełnowymiarowe opakowanie. Zużyłam kolejne opakowanie wody micelarnej Garnier, nic nowego ;) No i próbka they're real remover Benefit ale szczerze przyznam, że nie pamiętam jak sie sprawdziła.
Lubię testować nowe podkłady ale zawsze na toaletce musi stać MAC Studio Fix, nie wiem ile już zużyłam. Kolejny zużyty podkład to Naked Skin Liquid Foundation z Urban Decay KLIK, który okazał się świetnym produktem. Ceniłam go za lekkość i średnie krycie, a taka kombinacja jest rzadka do znalezienia. Nie byłam za to zachwycona tuszem do rzęs tej samej marki czyli Perversion KLIK, obiecywał bardzo dużo a okazał się bardzo słabym ogniwem UD.
Przy okazji zrobiłam porządki w lakierach do paznokci i pozbyłam się lakierów, które zdążyły już zgęstnieć, jest miejsce na nowości ;)
A jak Wam idzie denkowanie?
Etykiety:
Batiste,
Benefit,
Dove,
Essence,
Garnier,
L'Oreal,
MAC,
OPI,
Orly,
Projekt Denko,
Revlon,
Rimmel,
Sally Hansen,
St.Moriz,
Urban Decay,
Yonka
środa, 14 października 2015
Kolekcja na środę / lakiery do paznokci
Przygotowanie ostatniego postu o kolekcji szminek KLIK sprawiło mi niemałe trudności. Nie miałam wtedy pojęcia, że obfocenie wszystkich lakierów do paznokci, które posiadam będzie jeszcze trudniejsze. Do ostatniego weekendu nie zdawałam sobie sprawy, że mam tego aż tyle. Zauważyłam jednak pewną zależność - im więcej fajniejszych lakierów tym bardziej moje paznokcie odmawiają współpracy. W efekcie borykam się z rozdwajającymi paznokciami, które lakier, przy dobrych wiatrach, widują raz na miesiąc. Ot, taki chichot losu. Niemniej, lubię tę moją kolekcję, lubię przekładać te małe buteleczki i delektować się ich kolorami. Dlatego dzisiaj zapraszam Was na post o mojej kolekcji lakierów do paznokci.
Etykiety:
Bell,
Ciate,
Clinique,
Essie,
Eveline,
Golden Rose,
Gosh,
Inglot,
Jessica,
Kolekcja kosmetyków 2015,
L'Oreal,
MAC,
Models Own,
NYC,
p2,
Sally Hansen,
Springfield Cosmetics,
Technic,
W7,
YSL
niedziela, 17 maja 2015
Nowości kosmetyczne
Powroty zawsze są trudne a tym bardziej te po kilkumiesięcznej przerwie. Nie będę oryginalna jeżeli powiem, że nie wiem na czym zleciał mi ten czas ale wiem, że tęskniłam za blogowaniem. Podczas tej pauzy odpoczęłam trochę od kosmetyków, skupiłam się bardziej na sobie a mniej na mojej twarzy, na kosmetycznym świecie i jego nowinkach. Zdjęcia do tego postu czekały na opisanie dobrych kilka tygodni, ciężko jest wrócić do pisania kiedy wyszło się z wprawy ale może coś z tego będzie ;-)
Jaki czas temu wyleczyłam się z chęci bycia bladą przez okrągły rok - twarz nadal chronię przed promieniami słonecznymi i tu nic się nie zmieniło ale ciało lubię przybrązowić, chyba każdy wygląda lepiej z opalenizną. Mam to szczęście, że szybko się opalam na ładny, naturalny kolor ale póki słońca jest jak na lekarstwo chętnie korzystam z tego w butelce. Dlatego sięgnęłam po brązujący balsam do ciała Dove Summer Glow, nie pachnie sztucznością a daje delikatny efekt. Duet Yes to Carrots to prezent, ale i masło do ciała i krem do rąk i łokci(?) czekają jeszcze na swoją kolej.
To wszystko co zgromadziłam podczas mojej internetowej nieobecności, o czym chciałybyście przeczytać?
poniedziałek, 2 lutego 2015
Styczniowe zużycia kosmetyczne
Pierwszy miesiąc nowego roku za mną, minął jak w oka mgnieniu a dodatkowo nie przyniósł ze sobą zbyt dobrych wiadomości. Styczeń nie był też obfity kosmetycznie, ani nie poczyniłam żadnych zakupów ani nie poszalałam z zużyciami, ot, spotkało mnie zmęczenie materiału. Niemniej stwierdzam, że podobają mi się moje pustaki, nie jest tego dużo, ale w większości to kolorówka, która zrobiła miejsce dla nowych kosmetyków ;-)
Od roku nie rozstaję się z szamponem i odżywką do blond włosów z Provoke, ten duet nie pozwala włosom na nabranie żółtych tonów.
Wykończyłam też miniaturę płynnego podkładu z bareMinerals, mam jeszcze całe, pełnowymiarowe opakowanie. Całkiem przyjemny podkład, dłuższe używanie sprawia, że skóra jest znacznie gładsza i nawilżona. Korektor/rozświetlacz La Touche Magique z L'Oreal to tańsza wersja rozświetlacza YSL. Jest to dobry korektor, lubiłam używać go do konturowania twarzy. Jeszcze się spotkamy, chociaż może sięgnę po jego nowszą wersję. Puder w kompakcie Hello Flawless z Benefit niczym mnie nie zachwycił, zwykły puder z całkiem dobrym kryciem, ale tylko solo i w małych ilościach. No i miniatura tuszu do rzęs They're Real, też z Benefit. Tusz na początku wydawał mi się ogromnym badziewiem sklejającym rzęsy, ale w okresie okołoświąteczn nie wyobrażałam sobie mojego makijażu bez tego pana. Mocno podkreślone, pogrubione i wydłużone rzęsy, cudeńko.
Jaki dla Was był styczeń?
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Grudniowe zużycia kosmetyczne
Chciałoby się polecieć frazesem i westchnąć Nowy Rok, nowa ja ale zdążyłam już zobaczyć tysiąc pięcset postów w tym temacie. Odrobinę zapuściłam bloga, okres świąteczny okazał się być również pracowitym i imprezowym okresem ;-) Na bloga powracam z porcją zeszłorocznych śmieci, co mi szkodzi zacząć ten rok z przytupem!
Ze śmieci jestem zadowolona, moja kolekcja kolorówki powoli się wykrusza co dla mnie oznacza jedno:zakupy. Jednak tym razem będą przemyślane i dość dobrze zaplanowane, rzuciłam nawyk robienia szalonych, spontanicznych zakupów.
Dwie saszetki - pierwsza to maseczka do twarzy, która nie dość, że nawilżyła skórę twarzy to również pachniała bardzo odświeżająco. Druga to miniatura z Vita Liberata - rozświetlający samoopalacz to coś co lubię. Gdybym nie miała sporego zapasu samoopalaczy pełnowymiarowa wersja tego pana już dawno by się u mnie pojawiła.
To wszystko co zużyłam w grudniu. Zostawię Was teraz ze swoimi śmieciami a ja lecę doprowadzić skórę do porządku bo dwa tygodnie Świąt zrobiły swoje, ale o tym lepiej nie mówić publicznie ;-)
czwartek, 29 maja 2014
Majowe zużycia kosmetyczne
Gdybym miała porównać maj do czegokolwiek powiedziałabym, że był jak torpeda. Te dni zleciały mi nie wiadomo jak i nie wiadomo na czym. Jeżeli kolejne miesiące też mają takie być to ja dziękuję postoję. Nie wiem dlaczego zima tak się dłuży a słoneczne, ciepłe i letnie dni pędzą jak w oka mgnieniu. Jakoś te comiesięczne posty z zużyciami uświadamiają mi, że to już koniec miesiąca. Systematyczność nie zawsze mi się podoba ;-) Maj okazał się być obfity w zużycia, w woreczku znalazłam masę pustych produktów, sami zobaczcie.
Dwa tygodnie temu przeprowadziłam kolejną kurację złuszczającą na stopach z Botanical Choice. Tym razem nie zamówiłam skarpetek z ebay tylko sięgnęłam po te, które znalazłam w aptece. Znowu mam stopy jak u niemowlaka więc nie narzekam. Próbka Milk Proteins 3in1 Cleansing Milk z Korres ponownie utwierdziła mnie w tym, że mleczek do twarzy nie zdzierżę. Koniec kropka. Oczyszczający drobnoziarnisty peeling do twarzy z Perfecty pozytywnie mnie zaskoczył. Saszetka starczyła mi na trzy użycia pozostawiając twarz oczyszczoną i rozjaśnioną. Próbka podkładu True Match z L'Oreal w odcieniu W3 Golden Beige była zbyt pomarańczowa do mojej cery. Szkoda, że nie miałam dobrego dla mnie odcienia bo chętnie przetestowałabym ten podkład na dłuższą metę.
To wszystko w tym miesiącu. Jestem ciekawa czy znacie moich denkowców i podzielacie moje zdanie o nich? Jak poszło Wam zużywanie w maju?
środa, 14 maja 2014
Kolekcja na środę / bazy pod cienie, korektory, eyelinery, kosmetyki do brwi i tusze do rzęs
Seria postów o mojej kolekcji kosmetyków powoli dobiega końca. Z każdym kolejnym postem pojawiają się nowe przemyślenia i uwagi ale te na razie zostawię dla siebie, poczekam aż wszystko mi się ułoży. Dzisiejsza notka ta taki misz masz. Niby pojawiają się tu produkty do makijażu oczu, takie jak bazy pod cienie, eyelinery, tusze do rzęs i produkty do brwi ale dorzuciłam jeszcze korektory - bo z jakiegoś powodu nie trafiły do postu z zeszłego tygodnia.
Pamiętam kiedy jedyną bazą pod cienie jaką miałam była ta z Essence, w dodatku używałam jej bardzo sporadycznie. Dzisiaj nie wyobrażam sobie codziennego makijażu bez bazy. Miniatura Eyeshadow Primer Potion ( wersja Original) z Urban Decay dołączyła do mnie zaledwie w zeszłym miesiącu ale już jestem nią zachwycona, o wiele bardziej niż tą samą bazą, tyle że w wersji Eden. Kremowa baza z Inglot raz się sprawdza a raz nie. Zupełnie nie wiem od czego to zależy więc nadal obserwuję. No i Duraline, też z Inglot, który często używam do utrzymania w ryzach tych bardziej miałkich cieni z Naked 3.
6 korektorów to dla mnie taka optymalna liczba. Tym bardziej, że co najmniej dwa z nich niedługo zużyję. Pro Longwear Concealer z MAC KLIK był chyba tym od którego wszystko się zaczęło. Od czasu jego recenzji zmieniłam jedynie trochę jego zastosowanie bo zaprzestałam używania go pod oczy. Zaraz obok jest Erase Paste z BeneFit, który jak zauważycie na zdjęciu dość mocno wpada w róż. Na całe szczęście na twarzy nie zostawia prosiaczkowych plam. Nie mam za to żadnych problemów z Fake Up, też z BeneFit KLIK. Uwielbiam go tak bardzo, że powoli się kończy a ja planuję zakup kolejnego egzemplarza. O Radiant Creamy Concealer z NARS nie mam co się rozpisywać bo pisałam o nim zaledwie kilka dni temu KLIK. The Touche Magique z L'Oreal porównałam całkiem niedawno z Touche Eclat KLIK, który na zdjęcie już się nie załapał. Korektor z L'Oreal ostatnio służy mi do lekkiego konturowania twarzy. No i ostatni, świeży i jeszcze nie rozruszany korektor z Golden Rose.
Właśnie uświadamiam sobie, że potrzebuję kolorowych kredek do oczu bo mam za dużo czerni. Eyestudio Lasting Drama Gel Eyeliner z Maybelline to produkt do którego bardzo często wracam. Z tej samej stajni pochodzi cień w kremie Colour Tattoo 24h w kolorze Tourqoise Forever nie podoba mi się jako cień i o wiele bardziej wolę użyć go jak eyelinera. Fluidline Blitz and Glitz z MAC lepiej obejrzeć tutaj KLIK żeby dostrzec to co mnie w nim urzekło. Flamastra be a ...bombshell używam bardzo sporadycznie. Kredka Natural Kajal z Benecos trafiła do mnie dzięki PowderPocket i jestem zachwycona jej trwałością. Eyeliner dla brązowych oczu Super Liner Liminizer Brown Eyes z L'Oreal sprawia, że moje oczy przykuwają uwagę. Tak jak w Blitz and Glitz są złote drobinki tak w tym eyelinerze znajdują się niebieski pyłek, który sprawia, że oczy wyglądają na radosne, błyszczą i migoczą.
Kredka 24/7 Glide-on eye pencil w kolorze Zero z Urban Decay to czarny koń w kategorii kredek. Miedziano brązowy Copper Penny Eyeliner z GOSH to mój, bezpieczny kolor w którym też bardzo dobrze się czuję. A gdyby było mi za mało ciemnych kolorów i drobinek to Khol Power Eye Pencil w odcieniu Orpheus z MAC KLIK wypełni tę pustkę. W końcu zdecydowałam się na rozświetlenie dolnej linii wodnej i Inliner Kajal 56 Blonde z Isa Dora mi w tym towarzyszy.
Z brwiami nie szaleję. Najczęściej sięgam po Veluxe Brow Liner Deep Dark Brunette z MAC KLIK. Jednak kiedy mam odrobinę więcej czasu przed wyjściem kombinuję z Aqua Brow z Make Up For Ever. Tymczasem nadal szukam idealnego pędzelka do tego produktu.
Pamiętam kiedy jedyną bazą pod cienie jaką miałam była ta z Essence, w dodatku używałam jej bardzo sporadycznie. Dzisiaj nie wyobrażam sobie codziennego makijażu bez bazy. Miniatura Eyeshadow Primer Potion ( wersja Original) z Urban Decay dołączyła do mnie zaledwie w zeszłym miesiącu ale już jestem nią zachwycona, o wiele bardziej niż tą samą bazą, tyle że w wersji Eden. Kremowa baza z Inglot raz się sprawdza a raz nie. Zupełnie nie wiem od czego to zależy więc nadal obserwuję. No i Duraline, też z Inglot, który często używam do utrzymania w ryzach tych bardziej miałkich cieni z Naked 3.
6 korektorów to dla mnie taka optymalna liczba. Tym bardziej, że co najmniej dwa z nich niedługo zużyję. Pro Longwear Concealer z MAC KLIK był chyba tym od którego wszystko się zaczęło. Od czasu jego recenzji zmieniłam jedynie trochę jego zastosowanie bo zaprzestałam używania go pod oczy. Zaraz obok jest Erase Paste z BeneFit, który jak zauważycie na zdjęciu dość mocno wpada w róż. Na całe szczęście na twarzy nie zostawia prosiaczkowych plam. Nie mam za to żadnych problemów z Fake Up, też z BeneFit KLIK. Uwielbiam go tak bardzo, że powoli się kończy a ja planuję zakup kolejnego egzemplarza. O Radiant Creamy Concealer z NARS nie mam co się rozpisywać bo pisałam o nim zaledwie kilka dni temu KLIK. The Touche Magique z L'Oreal porównałam całkiem niedawno z Touche Eclat KLIK, który na zdjęcie już się nie załapał. Korektor z L'Oreal ostatnio służy mi do lekkiego konturowania twarzy. No i ostatni, świeży i jeszcze nie rozruszany korektor z Golden Rose.
Właśnie uświadamiam sobie, że potrzebuję kolorowych kredek do oczu bo mam za dużo czerni. Eyestudio Lasting Drama Gel Eyeliner z Maybelline to produkt do którego bardzo często wracam. Z tej samej stajni pochodzi cień w kremie Colour Tattoo 24h w kolorze Tourqoise Forever nie podoba mi się jako cień i o wiele bardziej wolę użyć go jak eyelinera. Fluidline Blitz and Glitz z MAC lepiej obejrzeć tutaj KLIK żeby dostrzec to co mnie w nim urzekło. Flamastra be a ...bombshell używam bardzo sporadycznie. Kredka Natural Kajal z Benecos trafiła do mnie dzięki PowderPocket i jestem zachwycona jej trwałością. Eyeliner dla brązowych oczu Super Liner Liminizer Brown Eyes z L'Oreal sprawia, że moje oczy przykuwają uwagę. Tak jak w Blitz and Glitz są złote drobinki tak w tym eyelinerze znajdują się niebieski pyłek, który sprawia, że oczy wyglądają na radosne, błyszczą i migoczą.
Kredka 24/7 Glide-on eye pencil w kolorze Zero z Urban Decay to czarny koń w kategorii kredek. Miedziano brązowy Copper Penny Eyeliner z GOSH to mój, bezpieczny kolor w którym też bardzo dobrze się czuję. A gdyby było mi za mało ciemnych kolorów i drobinek to Khol Power Eye Pencil w odcieniu Orpheus z MAC KLIK wypełni tę pustkę. W końcu zdecydowałam się na rozświetlenie dolnej linii wodnej i Inliner Kajal 56 Blonde z Isa Dora mi w tym towarzyszy.
Z brwiami nie szaleję. Najczęściej sięgam po Veluxe Brow Liner Deep Dark Brunette z MAC KLIK. Jednak kiedy mam odrobinę więcej czasu przed wyjściem kombinuję z Aqua Brow z Make Up For Ever. Tymczasem nadal szukam idealnego pędzelka do tego produktu.
Od co najmniej dwóch lat wyznaję zasadę, że otwarty ma być tylko jeden tusz do rzęs, do tego po trzech miesiącach musi trafić do kosza a ja mogę sięgnąć po coś z zapasów. Aktualnie na tapecie jest Baby Doll z YSl. Uwielbiam ten tusz za to co robi z moimi rzęsami! Muszę go Wam nie długo pokazać. Za to używanie dżywki do rzęs z Christian Breton idzie mi jak krew z nosa. Bardzo często o niej zapominam. W zapasach tuszowych mam In Extreme Dimension Lash z MAC, który pójdzie w ruch za jakieś dwa miesiące a po MACowym tuszu będę używać False Lash Effect z Inglot. Wygląda na to, że moje tuszowe zapasy są dość skromne i muszę je uzupełnić ;)
Etykiety:
be a ...bombshell,
Benecos,
Benefit,
Christian Breton,
Golden Rose,
Gosh,
Inglot,
Isa Dora,
Kolekcja kosmetyków,
L'Oreal,
MAC,
Make Up For Ever,
Maybelline,
NARS,
Urban Decay,
YSL
Subskrybuj:
Posty (Atom)