Korzystając ze zbliżającej się gali Oskarowej ekipa PowderPocket postanowiła przyznać swoje własne Oskary kosmetykom w bardzo ciekawych kategoriach. Pomysł moim zdaniem świetny, tylko jak z wykonaniem?
W kategorii Najlepsza wschodząca gwiazda nagrodę dostał Herra Protect Perfume z Herra. I tu nie wiem czym dokładnie to coś jest. Wydaje mi się, że to coś w stylu perfumującego suchego szamponu do włosów z zadatkami na odżywkę zabezpieczającą włosy? Jestem jednak ciekawa tego produktu, szkoda, że dostałam tak malutką próbkę, która warta jest z 50 centów.
Nagroda na Najbardziej cieszący oko występ powędrowała do Benefiance Pure Retinol Eye Mask z Shiseido. Owe płatki mają wygładzić i nawilżyć skórę pod oczami, może też użyć jej w okolicach ust. Niestety dostałam tylko dwa płatki więc będą użyte jedynie pod oczami. Według moich obliczeń, moje mini opakowanie jest warte ok. 5 euro.
Najbardziej błyszczącą, drugoplanową gwiazdą został Brilliance Top Coat z Jessica. Firma jak i produkt są mi zupełnie nieznane ale jestem ciekawa czy ten top coat naprawdę będzie dodawał blasku paznokciom i przyspieszał czas schnięcia. Chętnie porównam go z Insta Dri, tym bardziej, że Sally Hansen jest o wiele tańsza od Jessica. Dostałam pełnowymiarowy produkt wart 13.95 euro.
Panem od Najlepszej ścieżki dźwiękowej został kremowy żel pod prysznic Shea Shower Cream z The Body Shop. Dawno nie miałam nic z tej firmy tym bardziej, że jakiś czas temu zraziłam się do ich żelu pod prysznic o zapachu chemicznego mango. Ostatnio moja skóra jest bardzo przesuszona a ja jestem odrobinę zbyt leniwa żeby coś z tym zrobić dlatego mam nadzieję, że to maleństwo mi pomoże trochę ją odratować. 60ml miniaturka warta jest jakieś 2 euro.
A najlepszym montażystą 4 Step File&Shine z Manicare. Pilniczek do paznokci mam (też papierowy;)), który bardzo lubię - jeżeli szukacie prostego w użyciu pilniczka polecam Wam S-file z Stylfile, chyba nie pokręciłam). Ale leży on zawsze na toaletce a jak spotka mnie krzywda na mieście to płacz i lament bo nie mam czym się ratować. Ten pilniczek, warty 2.50 euro, będę właśnie trzymać w torebce.
To wszystko w tym miesiącu, nie wiem do końca co myśleć o tym pudełku. W sumie nigdzie nie było napisane, że jest to subskrypcja próbek luksusowych więc tego się tutaj nie spodziewam. Lutowe pudełko warte jest 24 euro, co znacznie przewyższa jego cenę a w środku znalazłam kosmetyki po które sama raczej bym nie sięgnęła więc narazie będę kontynuować prenumeratę PowderPocket.Tak między nami, jeżeli mam do wyboru kiepski angielski GlossyBox a kiepski irlandzki PowderPocket to wybiorę to drugie, taki mały lokalny patriotyzm ;)
Wiem, że mogłabym całkowicie zrezygnować z pudełek niespodzianek ale lubię ten element podekscytowania przy oczekiwaniu i otwieraniu pudełka plus nie są to jakieś duże pieniądze,a kto wie? Może za jakiś czas znajdę tu kosmetyk wszech czasów?
Buziaki,
Gosia













