piątek, 9 września 2016

New in / nowości

W końcu udało mi się zebrać wszystkie nowości tego lata, a większość z nich jest jeszcze z maja! Do nadrobienia został mi jeszcze post z ulubieńcami lata i mogę zabrać się za recenzje produktów, które służą mi już od ponad roku. Taki mam zapłon. Zresztą, wakacje upłynęły mi bardziej na zakupach ubraniowo-obuwniczych i w nosie miałam kosmetyki. Chyba mam za duży przesyt kolorówką i za mało czasu na jej używanie ale mam nadzieję, że teraz to się zmieni. A teraz zapraszam Was na krótką prezentację moich nabytków :) 


wtorek, 29 kwietnia 2014

Kwietniowe zużycia kosmetyczne

Zupełnie niespodziewanie kwiecień okazał się być miesiącem zużywania kosmetyków. Nie miałam wiele czasu na żadne kosmetyczne eksperymenty, w zamian sumiennie używałam tego co mam a chęć zużycia za wszelką cenę zeszła na dalszy plan. I dobrze, bez spiny zawsze wszystko lepiej mi wychodzi. W mijającym miesiącu udało mi się wrzucić do torby na wyrzutki 15 kosmetyków (w tym kilka miniatur) i jedną próbkę - a biorąc pod uwagę kategorie do których należą te kosmetyki uważam, że należy mi się poklepanie po plecach.



Włosowo nie zaszalałam. Korygujące odcień siwych i blond włosów szampon i odżywka Colour Renew John Frieda nie zrobiły na mnie spektakularnego wrażenia. Lekko ochładzały kolor, to fakt, ale odżywka okazała się też delikatnie obciążać włosy. Tego duetu używałam od września, z przerwą na zestaw z Soap&Glory KLIK. Nie planuję powrotu do tych produktów, chyba że szampon i odżywka, których używam teraz się nie sprawdzą. Kolejny żużyty produkt też jest sygnowany nazwiskiem John Frieda - miał być nabłyszczającym sprayem do włosów a okazał się być zwyklaczkiem bo żadnego nabłyszczenia nie odnotowałam.


Dwa pudełka temu w Powderpocket dostałam mianiaturę kremowego żelu pod prysznic z masłem Shea z The Body Shop. Zużyłam ją z przyjemnością, na pewno sięgnę po pełnowymiarowy produkt. Zdenkowała mi się też druga miniatura żelu pod prysznic, tym razem z Molton Brown. Dość mocny, męski zapach nie zachęcił mnie do zapoznania się z marką. Gdzieś tam leży saszetka po żelu Original Source o zapachu limonki, mam ich jeszcze spory zapas ale bardzo rzadko po nie sięgam. Masło do ciała Argan konystencją nie do końca przypominało masło ale gładkie, nawilżone ciało mi to wynagradzało. A żel/peeling Balea i jego dziwny, zupełnie nie mój zapach sprawił, że zdenkowanie go zajęło mi prawie rok.


Zamierzeniem notek z zużyciami są krótkie notatki o danym kosmetyku. Niestety, o 3 krokach Clinique mogłabym napisać całe wypracowanie i chyba poświęcę temu trio oddzielną notkę. Dla niecierpliwych: zawiodłam się. O czyściku do twarzy Buche de Noel z LUSH pisałam już tu KLIK. Dobry ale wolę Let the Good Times Roll.


Płyn micelarny beBeauty w żaden sposób mnie nie zachwycił. Micel jak micel. W dodatku okropnie irytowało mnie to, że zamykając butelkę wszystko dookoła było obryzgane. Pianka do mycia twarzy sygnowana Boots, bardzo mnie zachwyciła i to w pozytywnym znaczeniu. Tania, dobrze oczyszcza twarz, nie pozostawia uczucia ściągnięcia i nic a nic nie podrażnia. Kiedyś, kiedy jeszczw subskrybowała GB, w jednym z pudełek znalazłam bazę pod makijaż Primed&Ready z Collection 2000. Naprawdę godny polecenia produkt. Ostatnia jest miniaturka nawilżającego serum z Premae. Próbowałam użyć go kilka miesięcy temu kiedy miałam sajgon na twarzy, nie udało się bo za bardzo podrażniał i tak już zaognioną skórę. Dałam mu szansę kiedy cera wróciła do normy i towarzyszył mi przy wieczornej pielęgnacji jednak szału jakoś nie było.

To wszystko w kwietniu. Dajcie mi znać jakie macie opinie o tych kosmetykach!

                                                                                                                       Buziaki, 
                                                                                                             Gosia

sobota, 15 grudnia 2012

Czy to cień w kremie czy eyeliner?

O ile eyeliner towarzyszy mi od kilku lat, o tyle zawsze to był eyeliner koloru czarnego. Pewnego dnia powiedziałam basta! i poszłam do sklepu w celu znalezienia czegoś kolorowego. I znalazłam to w szafie Collection 2000. Nie miałam wcześniej żadnych kosmetyków z tej firmy toteż podeszłam do ich szafy jak pies do jeża. Wybór padł na Lasting Colour Gel Eyeliner w kolorze Gold i Teal. Dostępne są jeszcze dwa kolory - Black i Brown.

Do każdego eyelinera dołączony był mini pędzelek, z kategorii fiu bździu, którym raczej nie da się namalować normalnej kreski dlatego od razu poleciały do kosza. Eyelinery mieszkają w małych słoiczkach, niestety nie wiem jakiej są pojemności, ta informacja nie była umieszczona na kartoniku. Powiedziałabym jednak, że są dość sporych gabarytów i raczej ich nie zdenkuję.


Od żelowych eyelinerów oczekuję pewnej gładkości w nakładaniu i oba kolory ten warunek spełniają. Dobrze napigmentowany jest tylko Teal, taki trochę morsko zielony eyeliner. Po kilku godzinach kolor lekko się ściera ale nie rozmazuje się.

Gold, moim zdaniem, wcale a wcale nie nadaje się na bycie eyelinerem. Jako kreska na powiece wygląda trochę tanio a miałam co do niego wielkie oczekiwania, myślałam, że jego perłowe wykończenie będzie miłym akcentem. Znalazłam dla niego inne zastosowanie : używam go jako cień do powiek. Lekko roztarty wygląda już o wiele ładniej.


Ogólnie oceniam je na plus. Są tanie, łatwe do nałożenia. Jedyne do czego mogę się przyczepić to lekka trudność przy demakijażu, muszę delikatnie potrzeć oczy żeby zeszły.

 Zloty eyeliner dał się wykorzystać w inny sposób toteż nie wyrzuciłam pieniędzy w błoto. Szkoda, że w ofercie nie mają innych kolorów na przykład fioletu. Wiem, że Essence miał (ma?) fiolet w swojej ofercie ale nigdy się na niego nie natknęłam.

Lubicie kolorowe eyelinery? Macie swoich ulubieńców?
                                                                                                 Buziaki,
                                                                               
                                                                                                           

P.S. Dlaczego nikt nie powiedział mi, że w ostatnim poście pisałam o cieciu zamiast cieniu? ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...