Przygotowanie ostatniego postu o kolekcji szminek KLIK sprawiło mi niemałe trudności. Nie miałam wtedy pojęcia, że obfocenie wszystkich lakierów do paznokci, które posiadam będzie jeszcze trudniejsze. Do ostatniego weekendu nie zdawałam sobie sprawy, że mam tego aż tyle. Zauważyłam jednak pewną zależność - im więcej fajniejszych lakierów tym bardziej moje paznokcie odmawiają współpracy. W efekcie borykam się z rozdwajającymi paznokciami, które lakier, przy dobrych wiatrach, widują raz na miesiąc. Ot, taki chichot losu. Niemniej, lubię tę moją kolekcję, lubię przekładać te małe buteleczki i delektować się ich kolorami. Dlatego dzisiaj zapraszam Was na post o mojej kolekcji lakierów do paznokci.
środa, 14 października 2015
Kolekcja na środę / lakiery do paznokci
Etykiety:
Bell,
Ciate,
Clinique,
Essie,
Eveline,
Golden Rose,
Gosh,
Inglot,
Jessica,
Kolekcja kosmetyków 2015,
L'Oreal,
MAC,
Models Own,
NYC,
p2,
Sally Hansen,
Springfield Cosmetics,
Technic,
W7,
YSL
piątek, 14 sierpnia 2015
Nowości kosmetyczne
Do zakupów nigdy nie trzeba mnie namawiać. Zaraz po momenty posuchy, kiedy nic nie jest w stanie mnie do siebie przyciągnąć, następują szaleństwa zakupowe wywołane nowością, którą, niemal jak nałogowiec, muszę mieć, tu i teraz. Ostatnie dwa miesiące sponsorowane są przez sporą swawolę i rozpustę kosmetyczną i ciekawe prezenty. Chyba nic nie powprawia tak humoru jak nowy kosmetyk na toaletce ;)
Moja malutka siostra w czerwcu podróżowała po Europie co zaowocowało prezentami w postaci nie tylko przeuroczych breloczków ale też kosmetyków. Tu Balea, żadnego z produktów raczej nie trzeba przedstawiać ale wtrącę tylko, że zapach mgiełki do ciała to pierwsza klasa.
Na fali zachwytu kremem nawilżającym w sprayu z Vaseline, do koszyka wpadł też ten z Palmer's. Przy okazji wizyty w drogerii wzięłam też Schwarzkopf got2b All Star 10in1 treatment. Omamiło mnie chyba to wszystko w jednym bo produktów do włosów ci u mnie dostatek a jedyne czego używam to odżywka bez spłukiwania Revlon i olejek na końcówki. A jak o olejku mowa to jest tu też olejek Oil-licious tej samej firmy. Prezent od koleżanki, Vera Wang Pink Princess EDT to dziewczęcy flakon, który skrywa w sobie ... dość banalny zapach, który mimo że wspisuje się w móh gust perfumeryjny to jednak brakuje mu jakiegoś elementu niespodzianki.
Po dłuższej przerwie trafił do mnie znowu mineralny, wypiekany puder Mineralize Skinfinish Natural z MAC, przy okazji wzięłam też kolejną buteleczkę podkładu Studio Fix Fluid, który jest moim numerem jeden. Szukałam też korektora, nie chciałam iść w stronę niczego ciężkiego jak Prolongwear ani niczego leistego i lekkiego jak Mineralize - wybór padł na coś pomiędzy czyli Select Cover Up. Zawiesiłam też oko na najnowszych różach Urban Decay Afterglow 8 hour Blush wybierając dla siebie odcień Score, któremu na zdjęciu brakuje brzoskwiniowych tonów.
Cielista konturówka z p2 w odcieniu 130 First Lady to kolejny, europejski prezent, tak samo jak jajeczko eos, którze szczerze mówiac niczym mnie nie zachwyciło. Ot, balsam jak balsam, nie rozumiem zachwytów. Z Republiki Czeskiej przyleciał malinowy balsam do ust z czeskiej Manufaktury a wizyta w Polsce zaowocowała w prezent z Inglot, matową szminkę w kolorze 408. Szminka Velvet Teddy z MAC to dziecko krótkiej fascynacji nudnymi kolorami. Nie ma za to nic nudnego w błyszczku Revolution High Color z Urban Decay w odcieniu Savage.
Roller Lash z Benefit był w planach odkąd zachwyciłam się miniaturką dodaną do gazety. Miałam też ochotę na Fluidline z MAC, wybór padł na Our Secret, brąz z milionem drobinek. W zapasach czekają na swoją kolej odżywka i tusz do rzęs Maximize Your Lashes z Estee Lauder, to też prezent od mini me. 24/7 Glide On w najczarniejszej czerni Perversion z Urban Decay dorównuje kroku innym kredkom tej firmy, które mam. Baza pod cienie Prime Time z bareMinerals to odkrycie roku, nie skłamię jeżeli powiem, że działa identycznie o ile nie o odrobinę lepiej od sławnych baz UD.
Z Polski przyleciał do mnie pędzel Inglot 31T, którego używam do wypełniania brwi. Na szybko potrzebowałam dobrego pędzelka do eyelinera, szybki rekonesans wskazał na MAC 210, który świetnie współpracuje z Fluidline. Ostatni pędzel to E23 z Blank Canvas Cosmetics, który narobił mi ochoty na bliższe poznanie tej firmy.
Koniecznie dajcie znać czy znacie coś z powyższych produktów :)
Etykiety:
Balea,
bareMinerals,
Benefit,
Blank Canvas Cosmetics,
eos,
Estee Lauder,
Inglot,
MAC,
Manufaktura,
p2,
Palmer's,
Schwarzkopf,
Urban Decay,
Vera Wang,
zakupy
środa, 19 marca 2014
Kolekcja na środę:lakiery do paznokci
Kolejna bo już czwarta część mojej serii postów Kolekcja na środę. W poprzednich zdążyłam już pokazać moją skromną kolekcję perfum KLIK, dość sporą kolekcję pędzli do makijażu KLIK, i taką sobie kolekcję szminek KLIK. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że wpadłam na dobry pomysł, który nie tylko spotkał się z Waszym uznaniem ale też pozwala mi na dokładne rozeznanie w tym co mam. Okazało się, że posiadam aż 41 lakierów! Według mnie to o wiele za wiele i pora na kolejne porządki, których nie było od października. Co jakiś czas staram się oddać lakiery któych już nie używam w lepsze ręce.
Nie będę przedłużać, zapraszam Was obejrzenia tego co trzymam w lakierowym pudełeczku.
Różowości to druga w kolejności najliczniejsza grupa, którą posiadam mimo to każdy z nich jest inny. Od lewej znajduje się Inglot #362 o którym nawet niedawno pisałam KLIK i który zaszczepił we mnie zainteresowanie ofertą tej firmy. Obok jest Perpetual Peony z NYC, który najpewniej pierwszy pójdzie do odstrzału bo na paznokciach nie miałam go całe lata świetlne. Kolejny lakier z NYC to Bubblegum Pink KLIK. Ten odcień nie grzeszy trwałością więc nie noszę go zbyt często. Lakiery z L'Oreal niektórzy (cocaron ;)) kochają, niektórzy (ja) nie do końca lubieją. Opulent Pink to ciekawy kolor ale z kiepską trwałością. Za to #309 z Bell KLIK trzyma się na paznokciach okropnie długo. Znalazł się tu też MACzek z najnowszej limitki Fantasy of Flowers o pięknym odcieniu Saint Germain, zdecydowanie brakuje mi do niego szminki. Kocham wszystkie moje lakiery z Essie i Watermelon nie jest żadnym wyjątkiem. Kolor idealny <3
Z Golden Rose zaprzyjaźniłam się dzięki temu cudnownemu kolorze czerwonego wina #30. Pisałam o nim jakiś czas tu KLIK. Obok jest czerwień idealna czyli kolejny Essie i Russian Roulette. Kocham, kocham, kocham. I nie potrzebuję już żadnych innych czerwieni. Po 03 Kiss on Top of the Rock z Essence sięgam kiedy chcę podrasować zwykłą czerwień na paznokciach i ten duet pozwala mi na coś innego.
Nie spodziewałam się, że jasne i nudziakowe kolory to też dość spora grupa. Od lewej jest moje najnowsze odkrycie i miłość, lakier nude z Clinique 28 Birthday Suit KLIK. Obok jest jakiś dziwak z Eveline czyli lakier z odżywką do paznokci 6w1. Prosiłam o najzwyklejszą odżywkę a siostra kupiła mi toto. Zobaczymy jak się sprawdzi. Wieki temu w H&M znalazłam lakier nude, który w pełni mnie zadowolał (aż nie odkryłam Clinique ;)) Nerd był chyba jednym z pierwszych lakierów jakie pokazałam na blogu KLIK. Kolejne Essie i Fiji, który dostałam na Gwiazdkę. Koniecznie muszę Wam go pokazać w połączeniu z pewną błyskotką. Swego czasu lakiery NYC były jednymi z kilku, które można było dostać w pobliskim mieście, no i kosztowały grosze więc nic dziwnego, że w swojej kolekcji mam też Oh SoHo Sweet. Znowu lakier z Essie - adore-a-ball. Tak między nami, jeszcze go nie używałam więc nic nie mogę o nim powiedzieć.
Żółtki są dwa. Go Bananas z Sally Hansen to żółć z delikatnym shimmerem i zapachem bananów! Limon Claro wyszło ze stajni Springfield Cosmetics i jest baardzo optymistycznym kolorem.
Znowu NYC i Mint Macaroon. Niestety, tak jak jeden z róży na paznokciach trzyma się cały jedeń dzień. Lakier Wibo trafił do mnie dzięki Gosia, błękit Blue Lake bardzo mi się podoba i nie mogę się doczekać lata żeby znowu go nosić. No i jest to Gosiny lakier, od Gosi dla Gosi ;)
Przedwczoraj pokazałam Wam lakier Sidewalk z RARE Nails KLIK. Najlepiej podsumowała go Chili 'francuski lakier, kupiony w Hiszpanii trafił do Irlandii, aby pomalowała nim paznokcie polska dziewczyna'. :) Bouncer it's me z Essie to niestety mały koszmarek ale jeszcze będę z nim eksperymentować. Obok jest Essence i za cholerę nie pamiętam jaki Underwater tak naprawdę jest. YSL zachwycił mnie w sklepie swoim głębokim odcieniem Bleu Cobalt. Niestety, moje paznokcie są na niego za krótkie i jeszcze musi poczekać aż będzie miał swoją premierę.
Fiolety też są dwa. Sexy Divide z Essie KLIK jest tak piękny, że już ma spore użycie. Za to zupełnie nie wiem co robi u mnie Tawny Port z Technic KLIK. Ani niczym mnie nie zachwycił ani po niego nie sięgam.
Znowu ten nieszczęsny lakier z L'Oreal, tym razem You Are Worth It KLIK. I równie nieszczęsne NYC City Blackout. Jedyna czerń jaką posiadam i, o dziwo, bardzo rzadko po nią sięgam.
Nie spodziewałam się, że posiadam tyle błyskotek w swojej kolekcji! Piegusowy #115 Jolly Jewels z Golden Rose KLIK jest przecudowny! Ciekawa jestem czy te lakiery nadal są w sprzedaży? p2 kojarzy mi się tylko z piaskami. nic dziwnego bo 050 Confidential to właśnie piasek KLIK. A Cut Above z Essie koniecznie musi być sparowany z Fiji,z tejże firmy. Zresztą ten różowy brokat dostałam w komplecie razem z tamtym mlecznoróżowym lakierem. Wieki temu w Claire's dorwałam niepodpisany brokat, który koniec końców nie zrobił szału. Obok jest przepiękne złoto Gilded Lily z Sally Hansen KLIK. Staram się być z nim oszczędna żeby zbyt szybko się nie skończył. Kolejny lakier z p2 czyli 080 Go Dangerous, błyskotka jak się patrzy! Zresztą, wszystko tu błyszczy, tak jak Galaxy z GOSH KLIK. Miniaturka Follow Me On Glitter z Nicole by OPI jest już na dnie. Tak mi się spodobała, że przez kilka tygodni tylko ten lakier był na moich paznokciach! Błyszczący jak miliony monet, tfu, drobinek zatopionych w fiolecie Scorching Haute z limitowanej edycji Temperature Rising z MAC był moim pierwszym MACowym lakierem, KLIK.
Ufff, prawie koniec! Jeszcze tylko Pro White Original czyli lakier, który ma wybielać paznokcie. Tego efektu nie zauważyłam ale świetnie działa jako baza pod lakier. Top Coat Jessica dostałam w ostatnim pudełku PowderPocket ale jeszcze ani razu go nie użyłam. Kolejny top, Insta Dri z Sally Hansen czyli i ja w końcu stawiam czoła legendzie. Obok jest nijaki topcoat z Essence, który miał dawać efekt żelowych paznokci a jedyne co dawał to możliwość oderwania lakieru od płytki.
To koniec! Jestem baaardzo ciekawa ile lakierów posiadacie? Wyobrażam sobie, że lakieromaniaczki idą w setki? Jako że lakieromaniaczka ze mnie żadna przeraża mnie ilość lakierów, które ja mam i wiem, że muszę je przejrzeć i kilku się pozbyć.
Buziaki,
Etykiety:
Bell,
Claire's,
Clinique,
Essie,
Eveline,
Golden Rose,
Gosh,
Inglot,
Jessica,
Kolekcja kosmetyków,
L'Oreal,
MAC,
NYC,
OPI,
p2,
RARE Nails,
Sally Hansen,
Springfield Cosmetics,
Wibo,
YSL
piątek, 6 grudnia 2013
Mikołajkowa poczta
Kiedy Hexx zaproponowała blogerską Mikołajkową zabawę wiedziałam, że wezmę w tym udział. Po burzliwych dyskusjach, sugestiach i propozycjach szczegóły zostały dopięte na ostatni guzik. Przygotowanie paczuszki, która poleciała do Fraise26 (którą możecie zobaczyć tu KLIK sprawiło mi bardzo dużo radości i z wielką ekscytacją czekałam na moją paczkę. Mój Mikołajkowy prezent przyleciał do mnie od ... Ani, Fraise26. A co dostałam?
Michałki to to co kocurki lubią najbardziej! Mogłabym je jeść kilogramami :) A w Mikołajowej miseczce, oprócz cukierków, znalazłam
Lakier do paznokci p2 w migoczącym odcieniu Go Dangerous!, który będzie idealny na wszystkie grudniowe imprezy. Martwi mnie jedynie zmywanie tego lakieru więc będę musiała się zaopatrzyć w dużo folii aluminiowej.
Boski błyszczyk w kredce (?) Collistar w kolorze Magenta. Chyba już wszyscy wiedzą, a jak nie wiedzą to się dowiedzą, że uwielbiam wszelkie róże więc kolor trafiony w 100%.
Pianka do mycia ciała Organique. O kosmetykach tej firmy dużo czytałam ale jeszcze nie dane było mi jej poznać więc czekam na pierwsze testy. Co prawda zapach Greek to nie do końca mój zapach ale kto wie może będziemy w bardzo dobrej komitywie?
Cieszę się, że mogłam uczestniczyć w tej zabawie. Przygotowanie prezentów dla Ani było samą przyjemnością a otwieranie paczki od niej naprawdę przywołało uśmiech na mojej twarzy. Nie mogę się już doczekać przyszłorocznych Mikołajek :)
Buziaki,
Gosia
Michałki to to co kocurki lubią najbardziej! Mogłabym je jeść kilogramami :) A w Mikołajowej miseczce, oprócz cukierków, znalazłam
Lakier do paznokci p2 w migoczącym odcieniu Go Dangerous!, który będzie idealny na wszystkie grudniowe imprezy. Martwi mnie jedynie zmywanie tego lakieru więc będę musiała się zaopatrzyć w dużo folii aluminiowej.
Boski błyszczyk w kredce (?) Collistar w kolorze Magenta. Chyba już wszyscy wiedzą, a jak nie wiedzą to się dowiedzą, że uwielbiam wszelkie róże więc kolor trafiony w 100%.
Pianka do mycia ciała Organique. O kosmetykach tej firmy dużo czytałam ale jeszcze nie dane było mi jej poznać więc czekam na pierwsze testy. Co prawda zapach Greek to nie do końca mój zapach ale kto wie może będziemy w bardzo dobrej komitywie?
Cieszę się, że mogłam uczestniczyć w tej zabawie. Przygotowanie prezentów dla Ani było samą przyjemnością a otwieranie paczki od niej naprawdę przywołało uśmiech na mojej twarzy. Nie mogę się już doczekać przyszłorocznych Mikołajek :)
Buziaki,
Gosia
sobota, 12 października 2013
p2 razy dwa - 050 Confidential
Szmat czasu temu w paczce od Toni znalazłam dwa piaskowe lakiery p2. Pierwszy z nich pokazałam już tutaj KLIK. Dlatego nie będe się teraz produkować na temat pędzelka czy przyjemności z malowania bo Confidential jest taki sam pod tymi względami. Jest w nim jednak coś innego a mianowicie trwałość. Illegal to taki mały żarcik bo odprysnął następnego dnia po malowaniu. Ten lakier zaskoczył mnie pozytywnie bo na paznokciach wytrzymał 3 dni bez żadnych odprysków. Jest postęp? Jest!
Confidential to granat z tysiącem migoczących drobinek, które pięknie mienią się w słońcu. Jestem w nim zakochana! Wybaczcie mi tylko stan moich skórek, od jakiegoś czasu nie mogę doprowadzić ich do porządku.
Przyznaję, że nie mam już parcia na piaski a jak jest z Wami? Nadal malujecie nimi paznokcie?
Buziaki,
Gosia
piątek, 3 maja 2013
Piaszczysta plaża w butelece
Z ostatniego zakupowego posta wiecie, że w końcu stałam się posiadaczką piaskowych lakierów do paznokci :) Nie byłabym sobą gdybym od razu nie pomalowała paznokci.
Na początku chciałam róż zamiast czerwieni ale po konsultacji z Tonią stwierdziłam, że róż to jednak nie moja bajka dlatego trafił do mnie lakier w odcieniu 040 Illegal
Muszę powiedzieć, że to jeden z niewielu lakierów, który zachwyca mnie we wszystkim (no, prawie wszystkim). Idealny pędzelek sprawia, że malowanie paznokci to istna przyjemność. Nie jest zbyt gruby czy krótki i manewowranie nim nie doprowadza mnie do szewskiej pasji.
Na moich paznokciach lakier nie smuży ani nie wylewa się na skórki. Jeszcze mokry na paznokciu mieni się kilkoma kolorami niczym kula disco. Schnie w ekspresowym tempie i już po szybkich dwóch warstwach później mogłam się cieszyć piaskowymi paznokciami. Faktura paznokci nie przeszkadzała w codziennym życiu i ani razu o nic nie zahaczyłam. To co mi się w nim nie podoba? Jego trwałość.
Już następnego dnia pojawił się lekki odprysk, który możecie zobaczyć na zdjęciu a zaraz po sesji zdjęciowej poszłam umyć włosy. I tego ten lakier już nie przeżył - odpadał sporymi kawałkami. A fu, fu.
Nie wyobrażam sobie zmywania tego lakieru zmywaczem - na moje szczęście używam bazy peel off.
Jak widzicie tą sesję zdjęciową nadzorował Teodor, który chętnie zapozował do zdjęcia pod tytułem 'Młody pies i morze'.
Co sądzicie o lakierach piaskowych? Jesteście ich zwolenniczkami a może przeciwniczkami?
Buziaki,
Na początku chciałam róż zamiast czerwieni ale po konsultacji z Tonią stwierdziłam, że róż to jednak nie moja bajka dlatego trafił do mnie lakier w odcieniu 040 Illegal
Na moich paznokciach lakier nie smuży ani nie wylewa się na skórki. Jeszcze mokry na paznokciu mieni się kilkoma kolorami niczym kula disco. Schnie w ekspresowym tempie i już po szybkich dwóch warstwach później mogłam się cieszyć piaskowymi paznokciami. Faktura paznokci nie przeszkadzała w codziennym życiu i ani razu o nic nie zahaczyłam. To co mi się w nim nie podoba? Jego trwałość.
Już następnego dnia pojawił się lekki odprysk, który możecie zobaczyć na zdjęciu a zaraz po sesji zdjęciowej poszłam umyć włosy. I tego ten lakier już nie przeżył - odpadał sporymi kawałkami. A fu, fu.
Nie wyobrażam sobie zmywania tego lakieru zmywaczem - na moje szczęście używam bazy peel off.
Jak widzicie tą sesję zdjęciową nadzorował Teodor, który chętnie zapozował do zdjęcia pod tytułem 'Młody pies i morze'.
Co sądzicie o lakierach piaskowych? Jesteście ich zwolenniczkami a może przeciwniczkami?
Buziaki,
środa, 1 maja 2013
Z jak zakupy. Kwietniowe zakupy
Jakiś czas temu postanowiłam pisać grupowe posty zakupowe pod koniec danego miesiąca zamiast małych odzielnych postów tu i tam. Wydaje mi się, że przez to blog jest trochę bardziej przejrzysty a Wy możecie dokładnie się dowiedzieć czego możecie się spodziewać w przyszłym czasie. Mam nadzieję, że Wam też taka forma odpowiada? W tym miesiącu przybyło mi zaledwie kilka rzeczy, które grupowo prezentują się tak:
Wszystkie niemieckie kosmetyki, które możecie tu zobaczyć nie trafiłyby w moje ręce gdyby nie Tonia, która też prowadzi bloga, KLIK. Dziękuję :)
Szampon i odżywka do włosów, Balea. Kokosowa wersja o której wiele czytałam. Ciekawa jestem czy te kosmetyki do włosów sprawdzą się i u mnie.
Trafiła też do mnie gąbka konjac z Misshy, jeszcze czeka na swój debiut w łazience. Kolej na Baleę (tak to się odmenia?) i wodę w sprayu, co prawda nie jest to woda termalna ale zobaczę jak się sprawdzi w tym kierunku. Produkt 3 w 1 to maseczka, peeling i coś do mycia twarzy. Chyba jest nam po drodze ;) Zrobiłam też małe zamówienie w LUSHu i trafił do mnie czyścik Ocean Salt, następca mojego ukochanego Let the Good Times Roll. Kupiłam też tonik Breath of Fresh Air, który mam zamiar używać do lekkiego orzeźwienia w cieplejsze dni. Maseczka Brazened Honey nie zachwyciła mnie tak jak tego oczekiwałam ale o tym już niedługo. Nawilżający krem do twarzy Imperialis był koniecznością, nie mogłam już wytrzymać zapachu kremu z Bingo Spa, nie pachnie nachalnie i już się lubimy ;)
Balea, Balea i jeszcze raz Balea <3 Pokusiłam się o balsam do ciała z rozświetlającymi drobinkami, nie mogę się doczekać słonecznych dni żeby go użyć. Masło do ciała pachnie słodko ale nie mdło. Olejek do ciała o zapachu wanilii i do kokosa kusi mnie żeby użyć go też do włosów. A antycellulitowy olejek Alverde był na mojej liście 'chcenia' od dłuższego czasu, czas zabrać się za siebie!
Żele pod prysznic Balea, pachną tak jak lubię czyli orzeźwiająco. Balea Young uwiodła mnie swoim słodkim wyglądem a peeling maślankowo limonkowy ma szansę być hitem lata. Mam też 3 LUSHowe mydełka: Bohemian, Porridge i Sea Vegetable. Jak widzicie prysznice będą teraz jeszcze większą przyjemnością.
Postanowiłam zainwestować w MACowy Studio Sculpt w odcieniu ciemniejszym niż zawsze. Mam nadzieję się trochę opalić a NW15 mógłby być ciut za jasny. Miesiąc bez tuszu do rzęs to miesiąc stracony, dlatego zaopatrzyłam się w Haute&Naughty też z MACowej stajni. Skoro jeden Touche Eclat pożegnał się ze mną w tym miesiącu dlatego do moich zbiorów dołączył nowy egzemplarz. Dwa lakiery piaskowe p2 też trafiły do mnie dzięki Toni. A róż do policzków NARS w kultowym już odcieniu mnie oczarował i zaczarował.
To wszystko w tym miesiącu, przyznacie, że nie jest tego dużo? Znacie któreś z tych rzeczy? O czym chciałybyście najpierw przeczytać?
Buziaki,
Wszystkie niemieckie kosmetyki, które możecie tu zobaczyć nie trafiłyby w moje ręce gdyby nie Tonia, która też prowadzi bloga, KLIK. Dziękuję :)
Szampon i odżywka do włosów, Balea. Kokosowa wersja o której wiele czytałam. Ciekawa jestem czy te kosmetyki do włosów sprawdzą się i u mnie.
Trafiła też do mnie gąbka konjac z Misshy, jeszcze czeka na swój debiut w łazience. Kolej na Baleę (tak to się odmenia?) i wodę w sprayu, co prawda nie jest to woda termalna ale zobaczę jak się sprawdzi w tym kierunku. Produkt 3 w 1 to maseczka, peeling i coś do mycia twarzy. Chyba jest nam po drodze ;) Zrobiłam też małe zamówienie w LUSHu i trafił do mnie czyścik Ocean Salt, następca mojego ukochanego Let the Good Times Roll. Kupiłam też tonik Breath of Fresh Air, który mam zamiar używać do lekkiego orzeźwienia w cieplejsze dni. Maseczka Brazened Honey nie zachwyciła mnie tak jak tego oczekiwałam ale o tym już niedługo. Nawilżający krem do twarzy Imperialis był koniecznością, nie mogłam już wytrzymać zapachu kremu z Bingo Spa, nie pachnie nachalnie i już się lubimy ;)
Balea, Balea i jeszcze raz Balea <3 Pokusiłam się o balsam do ciała z rozświetlającymi drobinkami, nie mogę się doczekać słonecznych dni żeby go użyć. Masło do ciała pachnie słodko ale nie mdło. Olejek do ciała o zapachu wanilii i do kokosa kusi mnie żeby użyć go też do włosów. A antycellulitowy olejek Alverde był na mojej liście 'chcenia' od dłuższego czasu, czas zabrać się za siebie!
Żele pod prysznic Balea, pachną tak jak lubię czyli orzeźwiająco. Balea Young uwiodła mnie swoim słodkim wyglądem a peeling maślankowo limonkowy ma szansę być hitem lata. Mam też 3 LUSHowe mydełka: Bohemian, Porridge i Sea Vegetable. Jak widzicie prysznice będą teraz jeszcze większą przyjemnością.
Postanowiłam zainwestować w MACowy Studio Sculpt w odcieniu ciemniejszym niż zawsze. Mam nadzieję się trochę opalić a NW15 mógłby być ciut za jasny. Miesiąc bez tuszu do rzęs to miesiąc stracony, dlatego zaopatrzyłam się w Haute&Naughty też z MACowej stajni. Skoro jeden Touche Eclat pożegnał się ze mną w tym miesiącu dlatego do moich zbiorów dołączył nowy egzemplarz. Dwa lakiery piaskowe p2 też trafiły do mnie dzięki Toni. A róż do policzków NARS w kultowym już odcieniu mnie oczarował i zaczarował.
To wszystko w tym miesiącu, przyznacie, że nie jest tego dużo? Znacie któreś z tych rzeczy? O czym chciałybyście najpierw przeczytać?
Buziaki,
Subskrybuj:
Posty (Atom)