niedziela, 8 października 2017

Inglot / szminka nr 116 & konturówka Soft Precision nr 63

Przestałam juz liczyć moje mazidła do ust. Może się zdawać, że mam ich o wiele za dużo, ale ja wychodzę z żałożenia, zresztą mówiłam to już nieraz, że kolorówka jest do używania a nie zużywania. Co prawda małymi krokami próbuję zredukować ilość kolorówki w mojej kolekcji ale nie dotyczy do szminek, błyszczyków czy konturówek do ust. Jakiś czas temu przekonwertowałam się z fantyczki matu na twarzy i ustach na fankę rozświetlenia, z tego okresu pochodzi dzisiejsza pomadka i dobrania do niej konturówka Inglot szminka nr 116 (34zł/4.5g) i konturówka Soft Precision nr 63 (23zł/1.13g). 



piątek, 9 września 2016

New in / nowości

W końcu udało mi się zebrać wszystkie nowości tego lata, a większość z nich jest jeszcze z maja! Do nadrobienia został mi jeszcze post z ulubieńcami lata i mogę zabrać się za recenzje produktów, które służą mi już od ponad roku. Taki mam zapłon. Zresztą, wakacje upłynęły mi bardziej na zakupach ubraniowo-obuwniczych i w nosie miałam kosmetyki. Chyba mam za duży przesyt kolorówką i za mało czasu na jej używanie ale mam nadzieję, że teraz to się zmieni. A teraz zapraszam Was na krótką prezentację moich nabytków :) 


poniedziałek, 5 września 2016

Zużycia kosmetyczne

Nadal ciężko mi uwierzyć w to, że wakacje już się skończyły a jesień pojawiła się tak nagle. Przyznam, że w głębi serca cieszę się, że mogę wrócić do codziennej rutyny, do przerw na kawę pomiędzy zajęciami na uczelni i do ciepłych ogromnych szali, którymi będę mogła się opatulać. To właśnie wrzesień, a nie styczeń, jest dla mnie miesiącem nowych postanowień i planów. Nie będę ukrywać, że regularne blogowanie jest jednym z tych postanowień. A wraz z nowym rokiem przyszedł czas na pozbycie się pustych opakowań po kosmetykach, których udało mi się zużyć podczas wakacji.

środa, 14 października 2015

Kolekcja na środę / lakiery do paznokci

Przygotowanie ostatniego postu o kolekcji szminek KLIK sprawiło mi niemałe trudności. Nie miałam wtedy pojęcia, że obfocenie wszystkich lakierów do paznokci, które posiadam będzie jeszcze trudniejsze. Do ostatniego weekendu nie zdawałam sobie sprawy, że mam tego aż tyle. Zauważyłam jednak pewną zależność - im więcej fajniejszych lakierów tym bardziej moje paznokcie odmawiają współpracy. W efekcie borykam się z rozdwajającymi paznokciami, które lakier, przy dobrych wiatrach, widują raz na miesiąc. Ot, taki chichot losu. Niemniej, lubię tę moją kolekcję, lubię przekładać te małe buteleczki i delektować się ich kolorami. Dlatego dzisiaj zapraszam Was na post o mojej kolekcji lakierów do paznokci. 



środa, 16 września 2015

Kolekcja na środę / szminki

Chyba to najwyższa pora żeby przestać się lenić i wrócić do środowych postów o mojej kolekcji kosmetyków tym bardziej, że sprawiają mi one dużo zabawy i fajnie jest sobie przypomnieć co mam ;) Nigdy nie ukrywałam, że uwielbiam szminki i to zakup tychże sprawa mi najwięcej radości dlatego dzisiaj na tapecie jest moja kolekcja szminek. W porównaniu z zeszłym rokiem KLIK ta grupa odrobinę się rozrosła, wtedy miałam 14 pomadek, teraz jest ich ... 30. Jednak wychodzę z założenia, że kolorówka nie jest do zużywania a używania i bawienia się kolorami ;)


Najliczniejszą grupą jest MAC, to w ofercie tej firmy znajduję wykończenia i kolory, które zawsze mącą mi w głowie. Najczęściej sięgam po matowe szminki, uwielbiam je za trwałość i to, że nie wysuszają mi ust, do ulubieńców należą też mocne, wyraziste kolory ale fajnym nudziakiem też nie pogardzę ;)



Zaczynając od lewej - moja pierwsza MACowa ( w dodatku matowa szminka) czyli Scarlet Ibis z limitowanej edycji Marilyn Monroe KLIK. Candy Yum Yum to mój niekwestionowany ulubieniec KLIK. Nie bez powodu pojawił się przecież w moich ulubieńcach lata. Girl About Town KLIK to wykończenie Amplified i na pewno nie można odmówić uroku temu odcieniowi. Ruby Woo to mat a jej głęboki kolor przepięknie podbija biel zębów. Impassioned to kolejna szminka o wykończeniu Amplified KLIK i długo była moją ulubioną szminką na lato. To samo wykończenie ma szminka Viva Glam Miley Cyrus KLIK. Lady Danger to znowu mat KLIK, który okazał się fajną szminką z pomarańczowymi tonami, akurat idealna na lato. Matowa Heroine jeszcze nie pokazała się na blogu ale na wszystko przyjdzie pora bo to fantastyczny odcień. Nie zawsze mam odwagę na noszenie satynowej Cyber KLIK chociaż ten kolor ma w sobie to coś.


Bardzo nudny Creme d'Nude KLIK to akurat Cremesheen, co jakiś czas znowu sięgam po ten kolor. Dreaminess to jedyny reprezentant linii Mineralize Rich Lipstick jaki posiadam KLIK. to słodki, dziewczęcy róż a jeszcze ładniej wygląda podbity białą bazą. Kolejny Creemesheen to Creme Cup KLIK, to też bardzo bezpieczny kolor. Matowy Velvet Teddy to nudziak, który dość mocno uderza w brązowe tony. Saint Germain to Amplified Creme i jest bardzo landrynkowym różem, nie pokazał się jeszcze na blogu bo nie do końca się w nim jeszcze czuję. Kolejny mat to Pink Pigeon, który jest niemal identyczny jak Candy Yum Yum. Na sam koniec zostawiłam Up the Amp KLIK o wykończeniu Amplified. 


O pomadkach Urban Decay nie będę się rozpisywać bo o miniaturkach z zeszłorocznej świątecznej kolekcji pisałam tu KLIK, a te większe, pełnowymiarowe pomadki to matowe Bittersweet i Afterdark, które niedawno dołączyły do szminek marki.



Na sam koniec zostawiłam szminki z pojedynczych firm ale nie ma ich dużo. Od lewej bardzo pomarańczowa Sundown z GOSH, która najczęściej noszę po domu. Lollitint z Benefit to mocno koloryzujący balsam nawilżający KLIK, który szału nie robi. Think Pink z Wet'n'Wild noszę bardzo rzadko bo masakrycznie wysusza i podkreśla suchość ust. 13 z Golden Rose Velvet Matte KLIK zdecydowanie ma moc! Dzisiejszy post zakończę dwoma szminkami z Inglot Slim Gel -soczystym różem nr 57 KLIK i jeżynowy nr 65 KLIK.

Ufff, to wszystko. Jak tak dalej pójdzie i jeszcze bardziej obrosnę w szminki to w życiu nie uda mi się skleić przyszłorocznej serii ;)

Jestem bardzo ciekawa Waszych kolekcji szminek, może któraś z Was skusi się na zrobienie takiej serii u siebie na blogu?

środa, 26 sierpnia 2015

Kolekcja na środę:pędzle do makijażu

Pamiętacie jeszcze zeszłoroczne posty o kolekcji kosmetyków? Jak wspomniałam w pierwszym tegorocznym poście o moich zapachach KLIK najwyższa pora na update, przygotujcie się więc na cotygodniowe posty z dużą dawką zdjęć i moje dłuższę jak i krótsze wywody. 
Dzisiaj na tapecie wylądowały moje pędzle do makijażu, gdyby ktoś był ciekaw rotacji jaka wystąpiła od zeszłego roku warto zajrzeć do tamtego posta KLIK.
Co jakiś czas chętnie dokupuję pędzelki, mimo że raczej zestaw, który już mam w zupełności mi wystarcza, nowe egzemplarze to już bardziej chciejstwo aniżeli prawdziwa potrzeba. 



Stippling brush z Real Techniques nadal jest przeze mnie używany do aplikacji podkładu i bronzerów w musie. Perfecting Face z bareMinerals używam wyłącznie do podkładu tej samej marki KLIK, i mimo trudności w domyciu tego pana jestem z niego zadowolona. Po Hakuro H52 sięgam teraz coraz częściej, zaskoczył mnie tym, że zupełnie nie zostawia smug a jedynie przepiękny, idealny efekt jaki daje. Max Coverage Concealer jest w użyciu raczej rzadko, u mnie znajdziecie go w duecie z korektorem tej firmy ale nadal nie mogę przekonać się do syntetycznych pędzelków do korektora.


Pędzel do pudru 150 z MAC to mój numer jeden z którym bardzo rzadko się rozstaję i służy mi do aplikacji każdego rodzaju pudrów. Ma już ponad dwa lata a nadal trzyma formę, dosłownie nic się z nim nie dzieje, Full Flawless Face z bareMinerals towarzyszy mi w aplikacji mineralnego pudru tej samej firmy. A all-purpose brush z Beter jest wyjątkowo duży, miękki i giętki do oprószenia twarzy Meteorytami.


Pędzel jajo contour brush z Real Techniques to pędzel dwuzadaniowy. Lubię używać go do aplikacji rozświetlacza i to robię najcześciej ale co jakiś czas sięgam po niego również do konturowania co raczej powinno być jego przeznaczeniem ;) Pointed foundation brush tej samej firmy ogląda światło dzienne bardzo rzadko, nie do końca go lubię. Czasami od biedy używany jest tylko do aplikacji rozświetlacza. Flawless Face z bareMinerals służy mi do nakładania sypkiego bronzera tej samej firmy, co też dość rzadko się zdarza. Do codziennej aplikacji bronzera używam pędzla z EcoTools, to chyba pędzel do pudru, kupiony w zestawie dobrych kilka lat temu. RT buffing brush również jest bardzo rzadko używana i jest wtedy do wszystkiego - pudru, różu, rozświetlacza. Pędzel miniatura Bobbi Brown jak i MAC 116 to najfajniejsze pędzle do różu jakie miałam. Zgrabne, dość zbite kuleczki, które są przyjemne w użyciu.


Pointed liner brush z Real Techniques to kolejny pędzel po który sięgam bardzo rzadko bo nie do końca potrafię zrobić sobie nim porządne kreski. Podobnie jest z pędzelkiem EcoTools, trochę się już rozcapierzył ale na początku był jak torpeda. Najnowszy nabytek to MAC 210, którym zawsze udaje mi się zrobić takie kreski na jakie mam ochotę. Inglot 31T to idealny, cienki, syntetyczny pędzelek do brwi. Świetnie współpracuje z cieniami jak i mokrymi produktami jak farbki do brwi. To chyba odkrycie roku! Zanim dostałam Inglotowy pędzelek brwi poprawiałam pędzelkiem Beter, dobrze nam się współpracowało ale nie jest tak precyzyjny jak Inglot.


Trzy pędzelki z paletek Naked Urban Decay - ten ze Smoky to z jednej strony kuleczka, z drugiej, podobnie jak w Naked 2 i 3 pędzelek do blendowania, każdy z nich jest jednak odrobinę inaczej zbudowany. Raczej rzadko z nich korzystam. Smokey Eye Base Brush sygnowany Cosmopolitan był chyba jednym z pierwszych pędzelków ever. A syntetyczny pędzelek do korektora EcoTools służy mi czasami do nałożenia cienia bazy. 


Smudge brush z Real techniques jest cudowny do akcentowania dolnej powieki. Po Base shadow brush tej samej firmy sięgam wtedy kiedy chcę ugruntować pudrem korektor pod oczami ale staram się to robić bardzo rzadko. MAC 217 to ulubieniec wszechczasów, najlepszy pędzelek do blendowania. Mam ochotę na jeszcze jeden egzemplarz. Zaraz obok jest podobny pędzelek, też do blendowania cieni, to E26 z Blank canvas cosmetics. To całkiem przyjemny pędzelek ale brakuje mu tej giętkości, którą ma MAC. Kulka z Essence bardzo rzadko widuje światło dziennie, sięgam po nią tylko wtedy kiedy reszta pędzli nie nadaje się do użytku. Precyzyjny pędzelek E23 z Blank Canvas Cosmetics podobnie jak ten z RT jest idealny do akcentowania dolnej powieki czy zaznaczenia zewnętrznego kącika. 


A tu już pędzle, które są ale tak jakby ich nie było bo używam ich albo bardzo sporadycznie albo ... nigdy. Obustronny pędzelek dołączony do paletki bareMinerals jest ciut za mały żeby wygodnie leżał w dłoni. Grzebyk do brwi i rzęs EcoTools słabo się sprawdza a w dodatku zupełnie nie mogę go domyć. Deluxe crease brush RT nie przetrwał podróży i złamał się w połowie. Bardzo żałuję, bo lubiłam go używać i trzymam go teraz z czystego sentymentu. Detailer brush RT używam raz na ruski rok do aplikacji szminek. A ichni brow brush jest za gruby i do kresek na powiekach i brwi.

Po szybkich kalkulacjach wychodzi, że mam teraz 14 pędzli do twarzy (to o kedną sztukę więcej niż w zeszłym roku), 17 pędzelków do makijażu oczu (w zeszłym roku miałam ich tylko 11) i jeden pędzelek do ust (tu bez zmian). 
Ilę pędzli skrywa Wasza kolekcja? 

piątek, 14 sierpnia 2015

Nowości kosmetyczne

Do zakupów nigdy nie trzeba mnie namawiać. Zaraz po momenty posuchy, kiedy nic nie jest w stanie mnie do siebie przyciągnąć, następują szaleństwa zakupowe wywołane nowością, którą, niemal jak nałogowiec, muszę mieć, tu i teraz. Ostatnie dwa miesiące sponsorowane są przez sporą swawolę i rozpustę kosmetyczną i ciekawe prezenty. Chyba nic nie powprawia tak humoru jak nowy kosmetyk na toaletce ;)


Moja malutka siostra w czerwcu podróżowała po Europie co zaowocowało prezentami w postaci nie tylko przeuroczych breloczków ale też kosmetyków. Tu Balea, żadnego z produktów raczej nie trzeba przedstawiać ale wtrącę tylko, że zapach mgiełki do ciała to pierwsza klasa.


Na fali zachwytu kremem nawilżającym w sprayu z Vaseline, do koszyka wpadł też ten z Palmer's. Przy okazji wizyty w drogerii wzięłam też Schwarzkopf got2b All Star 10in1 treatment. Omamiło mnie chyba to wszystko w jednym bo produktów do włosów ci u mnie dostatek a jedyne czego używam to odżywka bez spłukiwania Revlon i olejek na końcówki. A jak o olejku mowa to jest tu też olejek Oil-licious tej samej firmy. Prezent od koleżanki, Vera Wang Pink Princess EDT to dziewczęcy flakon, który skrywa w sobie ... dość banalny zapach, który mimo że wspisuje się w móh gust perfumeryjny to jednak brakuje mu jakiegoś elementu niespodzianki.


Po dłuższej przerwie trafił do mnie znowu mineralny, wypiekany puder Mineralize Skinfinish Natural z MAC, przy okazji wzięłam też kolejną buteleczkę podkładu Studio Fix Fluid, który jest moim numerem jeden. Szukałam też korektora, nie chciałam iść w stronę niczego ciężkiego jak Prolongwear ani niczego leistego i lekkiego jak Mineralize - wybór padł na coś pomiędzy czyli Select Cover Up. Zawiesiłam też oko na najnowszych różach Urban Decay Afterglow 8 hour Blush wybierając dla siebie odcień Score, któremu na zdjęciu brakuje brzoskwiniowych tonów.


Cielista konturówka z p2 w odcieniu 130 First Lady to kolejny, europejski prezent, tak samo jak jajeczko eos, którze szczerze mówiac niczym mnie nie zachwyciło. Ot, balsam jak balsam, nie rozumiem zachwytów. Z Republiki Czeskiej przyleciał malinowy balsam do ust z czeskiej Manufaktury a wizyta w Polsce zaowocowała w prezent z Inglot, matową szminkę w kolorze 408. Szminka Velvet Teddy z MAC to dziecko krótkiej fascynacji nudnymi kolorami. Nie ma za to nic nudnego w błyszczku Revolution High Color z Urban Decay w odcieniu Savage.  

Roller Lash z Benefit był w planach odkąd zachwyciłam się miniaturką dodaną do gazety. Miałam też ochotę na Fluidline z MAC, wybór padł na Our Secret, brąz z milionem drobinek. W zapasach czekają na swoją kolej odżywka i tusz do rzęs Maximize Your Lashes z Estee Lauder, to też prezent od mini me. 24/7 Glide On w najczarniejszej czerni Perversion z Urban Decay dorównuje kroku innym kredkom tej firmy, które mam. Baza pod cienie Prime Time z bareMinerals to odkrycie roku, nie skłamię jeżeli powiem, że działa identycznie o ile nie o odrobinę lepiej od sławnych baz UD. 


Z Polski przyleciał do mnie pędzel Inglot 31T, którego używam do wypełniania brwi. Na szybko potrzebowałam dobrego pędzelka do eyelinera, szybki rekonesans wskazał na MAC 210, który świetnie współpracuje z Fluidline. Ostatni pędzel to E23 z Blank Canvas Cosmetics, który narobił mi ochoty na bliższe poznanie tej firmy.

Koniecznie dajcie znać czy znacie coś z powyższych produktów :)

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Grudniowe zużycia kosmetyczne

Chciałoby się polecieć frazesem i westchnąć Nowy Rok, nowa ja ale zdążyłam już zobaczyć tysiąc pięcset postów w tym temacie. Odrobinę zapuściłam bloga, okres świąteczny okazał się być również pracowitym i imprezowym okresem ;-) Na bloga powracam z porcją zeszłorocznych śmieci, co mi szkodzi zacząć ten rok z przytupem! 
Ze śmieci jestem zadowolona, moja kolekcja kolorówki powoli się wykrusza co dla mnie oznacza jedno:zakupy. Jednak tym razem będą przemyślane i dość dobrze zaplanowane, rzuciłam nawyk robienia szalonych, spontanicznych zakupów. 



Tubka niebieskiego kremu Nivea służyła mi dość długo a kremu używam do nawilżenia różnych partii ciała. Żel pod prysznic Go Fresh Dove o zapachu granatu i cytrynowej werbeny miał być orzeźwiający a pachniał mydlinami. Śliska, spływająca z ciała konsystencja - nic ciekawego. Płyn micelarny Garnier to mój ulubieniec a w użyciu jest już kolejna buteleczka.


Na dobre rozstałam się z sypkimi podkładami bareMinerals, chociaż pod koniec opakowania byłam zadowolona z efektu jaki daje na twarzy i jego trwałości. Może w przyszłą zimę sięgnę po miniaturę, zdaje się, że lepiej sprawuje się w chłodne dni. Jajeczko Real Techniques służyło mi do aplikacji podkładu przez ponad rok ale o tym już niedługo ;-) 


Miniatura błyszczyka Lip junkie dołączonego do palety Naked 2 z Urban Decay to produkt wart uwagi. Gdybym nie miała tylu jasnych, nudnych błyszczyków na pewno zainwestowałabym w pełnowymiarową wersję. Błyszczyk/róż do policzków Jelly Pong Pong nie był w centrum uwagi zbyt często, ba!, bardzo rzadko po niego sięgałam. Nic dziwnego, że podczas porządków trafił do kosza. Tusz do rzęs z Inglot był całkiem przyjemnym tuszem, co z tego skoro po niespełna trzech miesiącach zrobił się okropnie suchy, nie wygladał ładnie na twarzy a co gorsza się osypywał. Za to przeznaczony do brązowych oczu eyeliner Super liner luminizer z L'Oreal to chyba mój hit w tej kategorii. Zatopione w nim drobinki sprawiały, że w oczach pojawiał się filuterny błysk. Muszę koniecznie sprawić sobie drugi egzemplarz. 


Dwie saszetki - pierwsza to maseczka do twarzy, która nie dość, że nawilżyła skórę twarzy to również pachniała bardzo odświeżająco. Druga to miniatura z Vita Liberata - rozświetlający samoopalacz to coś co lubię. Gdybym nie miała sporego zapasu samoopalaczy pełnowymiarowa wersja tego pana już dawno by się u mnie pojawiła. 

To wszystko co zużyłam w grudniu. Zostawię Was teraz ze swoimi śmieciami a ja lecę doprowadzić skórę do porządku bo dwa tygodnie Świąt zrobiły swoje, ale o tym lepiej nie mówić publicznie ;-)

niedziela, 9 listopada 2014

Inglot / False Lash Effect Mascara

Obserwując recenzje w blogosferze i patrząc na moją toaletkę dałabym sobie rękę uciąć, że Inglot to tylko cienie do powiek, lakier do paznokci, szminki i bibułki, duuuużo bibułek matujących. A tu niespodzianka, znajdziemy u nich też tusze do rzęs. Właśnie kilka miesięcy temu, dzięki mojej siostrze trafił do mnie False Lash Effect (33zł), tusz, który miał pogrubić, wydłużyć i podkręcić rzęsy. Dużo, co? 



Przyznam, że czytając opinie o nim w Internecie byłam odrobinę przerażona bo miał dużą szansę na okazanie się bublem. A jednak uważam go za dobry tusz chociaż nie jest najlepszy w swojej dziedzinie. Na pewno znacznie pogrubia i wydłuża rzęsy, nie osypuje się ani nie tworzy efektu pandy a do tego dzielnie trzyma się rzes do wieczornego demakijażu. Ale jego kosmiczna szczota nabiera za dużo tuszu i brudzi powiekę (nawet wytarcie szczoteczki chusteczką przed tuszowaniem nie do końca daje radę). Tusz jest bardzo mokry, łatwo o sklejenie rzęs i jego aplikacja wymaga czasu i koncentracji. 
Nie jest to zły tusz ale jego formuła i szczoteczka mogłyby być ulepszone. W poście o zestawie Glow All the Way z bareMinerals można podziwiać moje firany ;) 
A ja się zastanawiam co jeszcze Inglot ma swojej ofercie co nie jest rozreklamowane? 

środa, 15 października 2014

Inglot / baza pod cienie

Nie wiem jak Wy ale ja używam bazy pod cienie do powiek codziennie. Dobra, może nie codziennie ale za każdym razem kiedy funduję sobie na powiekach jakieś bohomazy czyli jakieś 6 dni w tygodniu. Bazę nakładam bo chciałabym w jakiś sposób przedłużyć żywotność cieni na powiece i podbić ich kolor. Tyle albo aż tyle chociaż nie spotkałam się jeszcze z bazą słabszej jakości, która nie robiłaby nic. Przez długi czas upajałam się znakomitą relacją z bazami Urban Decay, jakoś w marcu na scenę weszła baza z Inglot, jak wypadła? 



Za cholerę nie wiem od czego to zależy ale raz baza roluje się na powiekach po trzech godzinach a innym razem cienie wytrzymują w nienaruszonym stanie przez kilkanaście godzin. Nieważne czy nałożę je palcem czy syntetycznym pędzlem, dam mniej lub więcej bazy. Inglot zapewnia nam istną ruletkę.




I gdyby nie ta niepewność czy cienie wytrzymują na powiece to ogłosiłabym Inglotową bazę moim hitem bo cienie bardzo dobrze się na niej rozprowadzają i mają bardziej intensywny odcień ale co z tego skoro nie znam dnia ani godziny kiedy znowu mnie zawiedzie? Zwróćmy też uwagę na dość słoną cenę tej bazy. 38zł za 5.5g niepewności, dziękuję, następnym razem postoję. 

sobota, 6 września 2014

Inglot Slim Gel / pomadka do ust nr65

Nigdy nie ukrywałam, że bardzo lubię szminki do ust. Im ciemniej tym lepiej bo w jasnych kolorach czuję się jakoś mdło, zresztą nie raz i Wy mi to mówiłyście. Co dziwne, od klasycznych czerwieni wolę wszelkiej maści róże, fiolety czy niemal czarną oberżynę. Nie będę też ukrywać, że prezent od Polly w postaci pomadki do ust z Inglot sprawił mi niezmierną radość bo kolor wydawał się być idealny.



O ile to coś Wam mówi, kolor to 65 ;) ciężko go określić bo nie przychodzi mi na myśl żadne porównanie oprócz niedojrzałego jeszcze bakłażana. W sztyfcie wygląda ciemniej a na moich ustach ... znika i trochę rozczarowuje bo przeistacza się w ciemny róż z domieszką fioletu. Krycie można stopniować ale jedna cienka warstwa wygląda dość dziwacznie więc konieczna jest hojna ręka.



Inglotowa pomadka ma średnie krycie i niemal perłowe, dość mokre wykończenie. Właśnie przez to nie trzyma się na ustach zbyt długo, z piciem i jedzeniem niecałą godzinę. Nie lubię ciągle poprawiać szminki.


Czuję się okropnie rozczarowana tą szminką, spodziewałam się innego koloru i o wiele lepszej jakości. W sumie machnęłabym ręką na jakość gdyby kolor na ustach odpowiadał temu w sztyfcie, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że mój naturalny kolor ust robi tu też wielką różnicę. Mam jednak zamiar podtrzymać znajomość z Inglotową ofertą bo pomadka nr 57 KLIK jest całkiem przyjemna a na mojej toaletce znajduje się kilka produktów tej firmy, które bardzo lubię.

środa, 21 maja 2014

Kolekcja na środę / cienie do powiek

I to nie tych MACowych bo te pokazywałam już tu KLIK. Od tego czasu dorobiłam się dwóch nowych cieni ale o tym kiedy indziej. Inne cienie to w większości palety chociaż tych pojedynczych cieni okazało się  być o wiele więcej niż się spodziewałam. Nie kieruję się żadnymi kryteriami przy wyborze cienia do powiek rano, zależy na co mam ochotę. Bywa i tak, że jakiś cień leży nieużywany przez kilka miesięcy żeby potem być mocno eksploatowanym. 




Rozświetlający cień do powiek z Emite dostałam w zeszłym roku w Glossy. Najczęściej używam go solo w połączeniu z czarną kreską. Dwa cienie z Hean, ten pierwszy po lewej to róż o numerku 512 mający w sobie coś z paletki Naked 3 i różu Nars. Za to ten mocno miedziany kolor to 824, jest tak mocno napigmentowany, że używam go z ogromną ostrożnością coby nie zrobić sobie krzywdy. Matowy, brązowy wkład Inglot to 357. Uwielbiam go do podkreślania załamania. Sypki cień z bareMinerals to Gossip. Wielowymiarowy, nadający oczom blasku kolor, który niezmiennie mnie zachwyca. C'mon Chameleon z Catrice znają chyba wszyscy. Uwielbiam ten cień ale mam wielką ochotę na porównanie go z podobnym cieniem MACa. Sypkie coś z BM Beauty to tak naprawdę bronzer, Summer Warmth ale ja wolę używać go na powiekach. I ostatni już cień w kredce z Etre belle z ostatniego PowderPocket. Taka forma to dla mnie nowość ale coraz bardziej się do niej przekonuję.


Hean

Clinique
All about Shadow Quad z Clinique to poczwórna paletka, gdzie nazwa odcieni idealnie opisuje kolory jakie się w niej znajdują. 06 Pink Chocolate bo o niej mowa, nie jest zła ale czegoś mi w niej brakuje. Za to paletka 408 Caffee Twist z Hean zachwyciła mnie swoją pigmentacją.





World Famous Neutrals w wersji glamorous z BeneFit to połączenie kremowych cieni, które coraz bardziej mnie zachwycają, z tymi zwykłymi. Dopiero się z nią poznaję, więcej napiszę kiedy indziej ;)


O Naked 2 i Naked 3 z Urban Decay napisałam już wszystko, o tu, KLIK. Ostatnio obie poszły trochę w odstawkę ale właśnie narobiłam sobie ochoty na makijaż z trójką.



Moja najnowsza paletka z Urban Decay to Ammo Palette, czyli zbiór popularnych cieni tej firmy. Kolory zachwycają ale aplikacja i konsystencja już nie bardzo. To tak w wielkim skrócie bo przygotowuję recenzję tej paletki.



I ostatnia już paleta, też z Urban Decay to Shattered Face Case. Gdyby ktoś był ciekawy jak wygląda dół i dodatki zapraszam tu, KLIK. Uwielbiam sięgać po te cienie bo w zależności od nastroju mogę mieć coś mniej lub bardziej drapieżnego.

To wszystko z moich cieni do powiek. Jestem ciekawa jak przedstawia się Wasza kolekcja? 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...