Tradycyjnie, jak co środę przygotowałam zdjęcia kolejnej porcji moich zbiorów kosmetycznych. Co prawda o szminkach pisałam już
tu, KLIK ale nie przedstawiłam Wam jeszcze moich błyszczyków i tym podobnych. Podczas szykowania tego postu uświadomiłam sobie, że błyszczyków mam sporo ale na razie nie mam parcia na zredukowanie tej liczby. Co więcej, mogłabym powiększyć tę gromadkę.
Zaczynając od moich ukochanych różowości i pochodnych - pierwsza po lewej jest kredka do ust
Collistar w kolorze
205 Magenta. Nie sądziłam, że będę z niej tak zadowolona pod względem nie tylko koloru ale też trwałości i wykończenia. Obok niej, i do końca nie wiem dlaczego to tam postawiłam jest
Baby Lips z
Maybelline w okropnym kolorze
Pink Punch, naprawdę nie wiem dlaczego zbiera tak dobre opinie w Internecie.
Creemsheen Glass z
MAC w odcieniu
Narcissus KLIK. Kolor polubilam tak bardzo, że błyszczyk jest już prawie zdenkowany. Kredka
Super Saturated Urban Decay w kolorze
Love Child też należy do moich ulubieńców i nosząc ją czuję się trochę jak lalka Barbie. Muszę przyznać, że jestem trochę zawiedziona
Chubby Stick z
Clinique, spodziewałam się cudów a tu jednak fajerwerek nie ma. A kolor
07 Super Strawberry okazał się taki nijaki. Wracając do klimatów lalkie Barbie zostańmy przy kolejnym
Cremesheen Glass MAC w kolorze
Petite Indulgence KLIK, który pochodzi z ostatniej świątecznej LE. Ostatni jest balsam/błyszczyk
Cherry Blossom z
Figs&Rouge, który byłby ideałem gdyby nie jego trochę nachalny zapach.
 |
| L-R: Magenta, Pink Punch Narcissus, Love Child, Super Strawberry, Petit Indulgence, Cherry Blossom |
Colour Saturation z
MAC też pochodzi ze świątecznej limitki,
KLIK. Uwielbiam go właśnie za to nasycenie koloru i mocno kremowe wykończenie.
Apocalips z
Rimmel prawdopodobnie powinien był się pojawić w poście o szminkach ale jakoś się nie złożyło.
303 Apocaliptic jest mocny, przykuwa uwagę i jest zupełnie nie do zdarcia.
Mlecznoróżowy
Lipglass MAC w odcieniu
Picture Pink miał być jak Turkish Delight z NARS ale jednak to nie był strzał w dziesiątkę. Trafił do mnie w zestawie z konturówką i szminką
KLIK więc w takiej kombinacji najczęściej go używam. Kolejny
Creemsheen MAC w kolorze
Fashion Scoop KLIK nie porwał mnie na tyle żeby regularnie go używać. Miał być
Turkish Delight i jest!
NARSowy kultowy błyszczyk ma chyba tyle samo przeciwników co zwolenników a ja nadal jestem gdzieś pomiędzy. Ostatni jest
MACowy Suntint wpadający w lekką pomarańcz
Sea Mist, którego szczerze nie znoszę i czasami tylko nakładam go na noc.
Nie szaleję z drobinkami i takowych błyszczyków mam aż trzy.
Dazzleglass MAC w odcieniu
Dressed to Dazzle KLIK jest gęsty, lepki i ma masę drobinek. Czekam na cieplejsze dni bo uważam, że najładniej będzie wyglądać w pełnym słońcu. O błyszczyku z
bareMinerals w kolorze
Wild Honey nie mogę na razie nic powiedzieć bo trafił do mnie zaledwie kilka dni temu. Mini błyszczyk
Lip Junkie z
Urban Decay był dołączony do Naked 2 i polubiłam go tak bardzo, że w opakowaniu zostało go tylko tyci tyci.
To już prawie koniec :) na deser zostawiłam konturówki do ust bo posiadam ich zawrotną ilość, sztuk trzy. O
MACowej Dervish pisałam całkiem nie dawno
KLIK. Idealnie pasuje do większości, jak nie wszystkich, szminek, które posiadam. Konturówka z
NYX w kolorze
817 Hot Red to też w dużej mierze nowy nabytek i nie udało mi się jej do końca przetestować. Ostatnia kredka to
MACowa Embrace Me, która świetnie podbija kolor szminki Girl About Town
KLIK.
Tak prezentuje się moja gromadka. Właśnie uświadomiłam sobie, że na zdjęciach brakuje co najmniej dwóch błyszczyków - Dandelion i Hoola z Benefit. Nic to, kiedyś je pokażę.
Ile blyszczyków i konturówek macie w swojej kolekcji?
Buziaki,
Gosia