sobota, 1 listopada 2014

Październikowe zużycia kosmetyczne

Nie będę oryginalna. Październik, jak każdy inny miesiąc w tym roku, minął w oka mgnieniu. Podobno do końca roku zostało 60 dni, czyli niecałe 50 dni na ogarnięcie prezentów świątecznych (ktoś już zaczął), 60 dni na zużycie tony kosmetyków jakie mam i 60 dni na obmyślenie planu na przyszły rok. Coś mi się nie podoba ta dorosłość. Wróćmy więc do bardziej trywialnych rzeczy i pozwólcie, że pochwalę się swoimi śmieciami. 



Provoke Touch of Silver - szampon i odżywka do blond włosów. Uwielbiam ten duet za to, że ochładza moje farbowane włosy, odkąd używam tej dwójki moje włosy nie trącą już kanarkiem. Dokupiłam nowe opakowania.

środa, 16 kwietnia 2014

Kolekcja na środę - błyszczyki i konturówki do ust

Tradycyjnie, jak co środę przygotowałam zdjęcia kolejnej porcji moich zbiorów kosmetycznych. Co prawda o szminkach pisałam już tu, KLIK ale nie przedstawiłam Wam jeszcze moich błyszczyków i tym podobnych. Podczas szykowania tego postu uświadomiłam sobie, że błyszczyków mam sporo ale na razie nie mam parcia na zredukowanie tej liczby. Co więcej, mogłabym powiększyć tę gromadkę.



Zaczynając od moich ukochanych różowości i pochodnych - pierwsza po lewej jest kredka do ust Collistar w kolorze 205 Magenta. Nie sądziłam, że będę z niej tak zadowolona pod względem nie tylko koloru ale też trwałości i wykończenia. Obok niej, i do końca nie wiem dlaczego to tam postawiłam jest Baby Lips z Maybelline w okropnym kolorze Pink Punch, naprawdę nie wiem dlaczego zbiera tak dobre opinie w Internecie. Creemsheen Glass z MAC w odcieniu Narcissus KLIK. Kolor polubilam tak bardzo, że błyszczyk jest już prawie zdenkowany. Kredka Super Saturated Urban Decay w kolorze Love Child też należy do moich ulubieńców i nosząc ją czuję się trochę jak lalka Barbie. Muszę przyznać, że jestem trochę zawiedziona Chubby Stick z Clinique, spodziewałam się cudów a tu jednak fajerwerek nie ma. A kolor 07 Super Strawberry okazał się taki nijaki. Wracając do klimatów lalkie Barbie zostańmy przy kolejnym Cremesheen Glass MAC w kolorze Petite Indulgence KLIK, który pochodzi z ostatniej świątecznej LE. Ostatni jest balsam/błyszczyk Cherry Blossom z Figs&Rouge, który byłby ideałem gdyby nie jego trochę nachalny zapach.

L-R: Magenta, Pink Punch Narcissus, Love Child, Super Strawberry, Petit Indulgence, Cherry Blossom


Colour Saturation z MAC też pochodzi ze świątecznej limitki, KLIK. Uwielbiam go właśnie za to nasycenie koloru i mocno kremowe wykończenie. Apocalips z Rimmel prawdopodobnie powinien był się pojawić w poście o szminkach ale jakoś się nie złożyło. 303 Apocaliptic jest mocny, przykuwa uwagę i jest zupełnie nie do zdarcia.



Mlecznoróżowy Lipglass MAC w odcieniu Picture Pink miał być jak Turkish Delight z NARS ale jednak to nie był strzał w dziesiątkę. Trafił do mnie w zestawie z konturówką i szminką KLIK więc w takiej kombinacji najczęściej go używam. Kolejny Creemsheen MAC w kolorze Fashion Scoop KLIK nie porwał mnie na tyle żeby regularnie go używać. Miał być Turkish Delight i jest! NARSowy kultowy błyszczyk ma chyba tyle samo przeciwników co zwolenników a ja nadal jestem gdzieś pomiędzy. Ostatni jest MACowy Suntint wpadający w lekką pomarańcz Sea Mist, którego szczerze nie znoszę i czasami tylko nakładam go na noc.



Nie szaleję z drobinkami i takowych błyszczyków mam aż trzy. Dazzleglass MAC w odcieniu Dressed to Dazzle KLIK jest gęsty, lepki i ma masę drobinek. Czekam na cieplejsze dni bo uważam, że najładniej będzie wyglądać w pełnym słońcu. O błyszczyku z bareMinerals w kolorze Wild Honey nie mogę na razie nic powiedzieć bo trafił do mnie zaledwie kilka dni temu. Mini błyszczyk Lip Junkie z Urban Decay był dołączony do Naked 2 i polubiłam go tak bardzo, że w opakowaniu zostało go tylko tyci tyci.



To już prawie koniec :) na deser zostawiłam konturówki do ust bo posiadam ich zawrotną ilość, sztuk trzy. O MACowej Dervish pisałam całkiem nie dawno KLIK. Idealnie pasuje do większości, jak nie wszystkich, szminek, które posiadam. Konturówka z NYX w kolorze 817 Hot Red to też w dużej mierze nowy nabytek i nie udało mi się jej do końca przetestować. Ostatnia kredka to MACowa Embrace Me, która świetnie podbija kolor szminki Girl About Town KLIK.


Tak prezentuje się moja gromadka. Właśnie uświadomiłam sobie, że na zdjęciach brakuje co najmniej dwóch błyszczyków - Dandelion i Hoola z Benefit. Nic to, kiedyś je pokażę.

Ile blyszczyków i konturówek macie w swojej kolekcji? 

                                                                                                       Buziaki, 
                                                                                                Gosia

niedziela, 16 czerwca 2013

Czerwcowy GlossBox

Whoohoo! Nadszedł czas na kolejnego GlossyBoxa. Trafił on w moje ręce już kilka dni temu ale dopiero dzisiaj mam czas na 'omówienie' go. W tym miesiącu tematem przewodnim jest lato i w pudełku znalazłam produkty, które mogą mi się przydać w te słoneczne dni. W pudełku znalazłam trzy pełnowymiarowe produkty i dwie miniaturki. Co dokładnie znalazło się w czerwcowym GB?



Wygładzające serum do włosów John Frieda. Miałam już kiedyś pełnowymiarowe opakowanie ale nie pamiętam czy się dogadywaliśmy. Dostałam 30ml opakowanie więc na pewno zdążę sobie wyrobić o nim jakąś opinię.




Koloryzujący balsam do ust Figs&Rouge. To moje pierwsze spotkanie z tą firmą, wstępne testy już były i chyba jestem na tak :) To jeden z pełnowymiarowych produktów w tym pudełku.




GlossyBox zadbał też o odpowiedni krem do twarzy na lato. Ten nawilżający krem z SPF15, na pewno przyda się na zaplanowane wyjazdy. Monu znam z poprzednich boxów kiedy dostałam krem do twarzy, był to chyba krem dla cery naczynkowej i oddałam go mamie ale nie miała chyba żadnych zażaleń (chyba że o czymś nie wiem, mamo?).  Pachnie ładnie, ma obiecujący skład - jedyne co mi się w nim nie podoba to to, że nie ma żadnej pompki. Nie wiem jeszcze jaką strategię obrać przy wydobywaniu kremu z buteleczki. Dostałam 30ml tego kremu.





Ostatnio kręciłam się wokół stoiska MeMeMe ale nie mogłam się na nic zdecydować. GB przysłało mi cień do powiek w dosyć fajnym odcieniu Mocha. Jak widać, przed zrobieniem zdjęć zdążyłam wysmarować go już paluchem. Nie wiem jeszcze jak się sprawdza, mam zamiar użyć tego cienia na dzisiejsze wyjście z koleżankami. Jakby nie było, nie będe narzekać - dostałam pełnowymiarowy produkt.





Ostatnim pełnowymiarowym produktem jest kredka do ust Helene E. Nigdy nie słyszałam o tej firmie, będąc w sklepie nie spojrzałabym chyba nawet na te produkty ale chętnie dam szansę tej kredce bo ma 'mój' odcień. Testy naręczne nie były jednak zbyt pozytywne bo kredka bardzo szybko się starła. Chętnie zobaczę jak sprawdzi się na ustach.

Według moich wyliczeń, pudełko jest warte około 40 funtów i zawiera produkty, których sama nigdy bym dla siebie nie wybrała. Niemniej nie mogę się doczekać żeby zacząć pełne testowanie tych kosmetyków. Chciałabyście o czymś przeczytać? 
Chciałam też Wam bardzo podziękować! Podczas mojej nieobecności nadal tu zaglądacie i chcecie obserwować mojego bloga :) Dziękuję. 

                                                                                                       
 




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...