piątek, 9 września 2016

New in / nowości

W końcu udało mi się zebrać wszystkie nowości tego lata, a większość z nich jest jeszcze z maja! Do nadrobienia został mi jeszcze post z ulubieńcami lata i mogę zabrać się za recenzje produktów, które służą mi już od ponad roku. Taki mam zapłon. Zresztą, wakacje upłynęły mi bardziej na zakupach ubraniowo-obuwniczych i w nosie miałam kosmetyki. Chyba mam za duży przesyt kolorówką i za mało czasu na jej używanie ale mam nadzieję, że teraz to się zmieni. A teraz zapraszam Was na krótką prezentację moich nabytków :) 


wtorek, 1 grudnia 2015

Październikowo-listopadowe zużycia kosmetyczne

Aż trudno uwierzyć, że za kilka dni będzie już grudzień, chyba jeszcze nigdy czas nie przelatywał mi tak przez palce jak w tym roku. Powoli zaczynam robić listy świąteczne, listy rzeczy do zrobienia - na jednej z pozycji jest, jak zawsze, ogarnięcie kosmetyków. Nie wiem jeszcze jak się za to zabiorę ale wyrzucenie śmieci z ostatnich dwóch miesięcy chyba ma mi w tym pomóc ;) Najbardziej cieszę się z zużytej kolorówki - i kto powiedział, że śmieci nie mogą zrobić przyjemności? 



 Zużyłam kolejną buteleczkę rajstop w sprayu Sally Hansen i kolejna jest już w użyciu. Uwielbiam ten produkt i mimo że cały czas testuję nowe samoopalacze zawsze wracam do Sally. Brązująca pianka do ciała St.Moriz była niby w odcieniu medium a na ciele jedna warstwa dawała bardzo delikatny efekt. Kosztuje jednak grosze więc warto się nią zainteresować.


Bardzo lubię suchy szampon do blond włosów z Batiste, po takie specyfiki sięgam bardzo rzadko, tylko w sytuacjach bardzo kryzysowych ale lubię kiedy ładnie pachną i choć trochę poprawiają wygląd włosów. Odżywka w sprayu Uniq One z Revlon Professionals to mój hit wszechczasów, z włosami robi prawdziwe cuda: są miękkie, nawilżone, przyjemne w dotyku i fajnie się układają. Miniatury odżywki do włosów z Dove nie używałam solo, a mieszałam ją z inną odżywką, i nie mogę zbyt wiele powiedzieć.


Tonik w sprayu z Yonka był tylko jednym z kroków w mojej pielęgnacji, ale czego można się spodziewać po mgiełce ;) Miniatura Moisture Prep Toning Lotion z Benefit okazała się dość gęsta ale zostawiała skórę przyjemnie miękką i nawilżoną chociaż nie na tyle żebym sięgnęła po pełnowymiarowe opakowanie. Zużyłam kolejne opakowanie wody micelarnej Garnier, nic nowego ;) No i próbka they're real remover Benefit ale szczerze przyznam, że nie pamiętam jak sie sprawdziła.


Lubię testować nowe podkłady ale zawsze na toaletce musi stać MAC Studio Fix, nie wiem ile już zużyłam. Kolejny zużyty podkład to Naked Skin Liquid Foundation z Urban Decay KLIK, który okazał się świetnym produktem. Ceniłam go za lekkość i średnie krycie, a taka kombinacja jest rzadka do znalezienia. Nie byłam za to zachwycona tuszem do rzęs tej samej marki czyli Perversion KLIK, obiecywał bardzo dużo a okazał się bardzo słabym ogniwem UD. 

Przy okazji zrobiłam porządki w lakierach do paznokci i pozbyłam się lakierów, które zdążyły już zgęstnieć, jest miejsce na nowości ;)

A jak Wam idzie denkowanie? 

niedziela, 11 października 2015

LilOddiette - mój własny beauty box

Nigdy nie ukrywałam, że lubię te wszystkie kosmetyczne pudełka niespodzianki - przerobiłam GlossyBox, She Said Beauty, PowderPocket, Chic Treat Club. Z jednych byłam mniej lub bardziej zadowolona ale z każdego pudełka prawie zawsze udało mi się wyłuskać jakąś perełkę. Zainspirowana filmikami na YouTube, postanowiłam stworzyć swój własny beauty box. I nagle okazało się, że wybranie pięciu czy sześciu kosmetyków, które miałyby pasować każdej potencjalnej subskrybentce to nie lada wyzwanie. Jak dobrze, że to tylko zabawa! 


W pudełku LilOddiette pojawiło się pięć kosmetyków, jeden gadżet i dwie próbki - w dodatku jeden z produktów występuję w dwóch wersjach kolorystycznych, każda z nas mogłaby wybrać jaki kolor bardziej nam pasuje. Chyba najwyższa pora na prezentację pudełka?


Do pudełka nie chciałam wrzucić typowej pielęgnacji bo o ile produkty do ciała mogłyby sprawdzić się u każdej z nas o tyle kosmetyki do twarzy już nie - na co osobie z tłustą cerą kosmetyki przeznaczone do cery suchej? Dlatego w LilOddiette Box znalazła się odżywka bez spłukiwania Uniq One sygnowana marką Revlon Professional, to mój hit i odkrycie roku. Nawilża, cudownie pachnie, wygładza, nadaje włosom blasku a do tego ich nie obciąża.
Okrągła szczotka do ciała The Body Shop to wspomniany wyżej gadżet. Połączenie regularnych ćwiczeń i szczotkowania ciała daje naprawdę zadowalające efekty!


Mgiełka utrwalająca makijaż z NYX działaniem nie ustępuje tej z Urban Decay a jest o wiele tańsza. Mineral Veil czyli puder do twarzy z Urban Decay powinien zadowolić te z Was, które lubią produkty mineralne i naturalny efekt na twarzy.


W moim pudełku nie mogłoby zabraknąć szminki MAC - tu do wyboru miałybyśmy jeden z dwóch kolorów, bezpieczny i delikatny Creme Cup i trochę bardziej odważny i zadziorny Girl About Town. Ciekawa jestem jaki kolor wybrałybyście?


Ostatnim produktem, który znalazłybyście w LilOddiette Box jest rozświetlacz Mary-Lou Manizer z theBalm, mój zdecydowany ulubieniec, chociaż wiem, że ma tyle samo przeciwników jak fanów. Chciałabym też dorzucić próbki płynnego podkładu bareSkin z bareMinerals, ot dwie czy trzy żeby każda z subskrybentek pudełka mogłaby go dobrze przetestować.

Jak dobrze, że nie jest to prawdziwe pudełko bo siedziałabym teraz jak na szpilkach czekając na jego werdykt. Co, Waszym zdaniem powinno znaleźć się w pudełku kosmetycznym? Jakie produkty chciałybyście w nim zobaczyć? Czy ... skusiłybyście się na moje pudełko?

niedziela, 13 września 2015

Kosmetyczni ulubieńcy lata

Lato - było i minęło. Moje wakacje, niestety, zleciały na pracy a dni wolne spędziłam w domu bo jak na złość zawsze wtedy padał deszcz. Ostatnio stwierdziłam, że jeszcze nigdy nie pokazywałam na blogu swoich ulubieńców a podczas lata miałam żelazny zestaw kilku produktów po które sięgałam bardzo często, czasami nawet codziennie. 
Wczoraj rano zebrałam towarzystwo i oto są, kosmetyczni ulubieńcy wakacji, 



Pielęgnacyjnie jest bez szaleństw. Ot, odżywka bez spłukiwania w sprayu Uniq One z Revlon Professionals towarzyszy mi już od kilku dobrych miesięcy - używam jej na mokre włosy jak i na suche, pomiędzy myciem a moje włosy już dawno tak dobrze nie wyglądały. Są nawilżone, wygładzone, nie plączą się a do tego cudownie pachną. Matująca emulsja do twarzy z filtrem SPF50 czyli Capital Soleil z Vichy szybko się wchłania, współpracuje z podkładami i ani trochę nie zapycha. Nie wiem jak bardzo chroni przed słońcem bo tego nie uświadczyłam ale tak czy tak namiętnie się nim smarowałam. Jajko-balsam do ust z eos o smaku/zapachu mięty cały czas nosiłam w torebce. Co prawda nie jest tak dobry jak masełko do ust Nuxe ale też dobrze nawilża i da się go zaaplikować na usta w higieniczny sposób ;)


Kolorówki jest trochę więcej ale też, jak na mnie, to cienizna. Róż do policzków w odcieniu Azalea in the Afternoon KLIK to zeszłoroczna MACowa limitka. To bardzo delikatny, dziewczęcy i radosny odcień i zawsze zbiera sporo komplementów. Rozświetlacz Mary-Lou Manizer z theBalm KLIK gościł na blogu zaledwie kilka dni temu, chyba będzie z tego miłość do końca życia. W lipcu miałam dość ważną imprezę - planując makijaż wiedziałam, że muszę sięgnąć i po MACową Candy Yum Yum KLIK (swoją drogą gdybym musiała wybrać tylko jedną ulubioną szminkę byłaby to właśnie ta) i po paletkę Urban Decay Naked3 KLIK. Oba produkty pasowały i do sukienki i pięknie wyszły na zdjęciach. Przyznam też, że Naked3 to moja ulubiona naga paletka. Smoky może się schować. Ostatnim ale nie mniej ważnym produktem jest rozświetlająca baza pod cienie Prime Time z bareMinerals. Cudownie wygląda na powiece i solo i pod satynowymi cieniami do oczu.

Ciekawa jestem czy któryś z moich ulubieńców również i Wam przypadł do gustu? Po jakie kosmetyki najczęściej sięgałyście w te wakacje? 

niedziela, 17 maja 2015

Nowości kosmetyczne

Powroty zawsze są trudne a tym bardziej te po kilkumiesięcznej przerwie. Nie będę oryginalna jeżeli powiem, że nie wiem na czym zleciał mi ten czas ale wiem, że tęskniłam za blogowaniem. Podczas tej pauzy odpoczęłam trochę od kosmetyków, skupiłam się bardziej na sobie a mniej na mojej twarzy, na kosmetycznym świecie i jego nowinkach. Zdjęcia do tego postu czekały na opisanie dobrych kilka tygodni, ciężko jest wrócić do pisania kiedy wyszło się z wprawy ale może coś z tego będzie ;-) 



Gromadka nowości jest dość spora jak na kogoś kto doświadczył chwilowej utraty weny kosmetycznej ale jak zawsze to wszystko było taaaakie niezbędne.


Jaki czas temu wyleczyłam się z chęci bycia bladą przez okrągły rok - twarz nadal chronię przed promieniami słonecznymi i tu nic się nie zmieniło ale ciało lubię przybrązowić, chyba każdy wygląda lepiej z opalenizną. Mam to szczęście, że szybko się opalam na ładny, naturalny kolor ale póki słońca jest jak na lekarstwo chętnie korzystam z tego w butelce. Dlatego sięgnęłam po brązujący balsam do ciała Dove Summer Glow, nie pachnie sztucznością a daje delikatny efekt. Duet Yes to Carrots to prezent, ale i masło do ciała i krem do rąk i łokci(?) czekają jeszcze na swoją kolej. 


Dołączyła do mnie też baza pod makijaż Garnier 5 Second Perfect Blur, sprawuje się całkiem nieźle ale nie używałam jej jeszcze wystarczająco często żeby wyrobić sobie o niej opinię. Nie raz i nie dwa wspominałam, że uwielbiam rajstopy w sprayu Sally Hansen dlatego nie zawahałam się ani sekundy kiedy zobaczyłam w aptece niemałą promocję na zestaw rajstop i lakieru do paznokci w radosnym kolorze 530 Back to Fuschia, ma naprawdę niesamowitą trwałość! Nie wiem jak Wy ale uwielbiam kiedy wychodząc od fryzjera włosy pięknie pachną i są takie przyjemne w dotyku! Moja fryzjerka używa wielofunkcyjnej odżywki w sprayu Revlon Professional Uniq One i zachęcona efektem jaki daje kupiłam mój własny egzemplarz, polecam! 


Kolorówka, moja ulubiona część. Jakiś czas temu sięgnęłam po nowość Maybelline czyli podkład Dream Flawless Nude w odcieniu 10 Ivory. Z niecierpliwością wyczekiwałam wejścia na rynek pudru w kompakcie Bare Skin Perfecting Veil z bareMinerals, wybrałam wersję light to medium ale jeszcze ani razu nie go użyłam bo ... Czeka na zdjęcia. Bardzo lubię mgiełkę fixującą z Urban Decay i zapragnęłam przetestowania podobnej mgiełki z innej firmy. Wybór padł na NYX i mgiełkę utrzymującą mat, jedyną różnicę jaką widzę pomiędzy produktami tych dwóch firm to ta cenowa i na pewno sięgnę po drugą mgiełkę NYX, tym razem tą dającą mokry efekt. Uwielbiam korektory i z radością przywitałam korektor Naked Skin z Urban Decay, ale na wyrobienie sobie o nim zdania jeszcze nie miałam czasu. 


Wydawać by się mogło, że kolekcja naustna Viva Glam Miley Cyrus dla MAC wyszła wieki temu! I szminka i błyszczyk świetnie wyglądają na ustach, muszę je koniecznie pokazać! Jako fanka Color Elixir Maybelline przygarnęłam dwa kolejne egzemplarze, tym razem w bardziej stonowanych kolorach - 705 Blush Essence i 720 Nude Illusion


Chyba jako ostatnia dołączyłam do grona posiadaczek tintów Rouge Edition Velvet z Bourjois a do mojej kolekcji produktów naustnych doszedł kolor 05 Ole Flamingo, uwielbiam takie kolory! Nigdy wcześniej nie miałam też cieni do powiek Infaillible z L'Oreal ale podczas promocji przygarnęłam dwa odcienie, 012 Endless Chocolate i 006 All Night Blue, są fantastyczne! Jak to się stało, że wcześniej sie nimi nie zainteresowałam? Jestem niepocieszona, że zostały wyprowadzone ze sprzedaży. 

To wszystko co zgromadziłam podczas mojej internetowej nieobecności, o czym chciałybyście przeczytać?

poniedziałek, 19 maja 2014

Revlon Parfumerie / Surf Spray

Kto nie lubi ładnych zapachów? Oczywiście każda z nas ma inną definicję ładnego zapachu, dla niektórych może to być przesłodzona wanilia, dla innych orzeźwiające cytrusy a dla mnie najpiękniejszy jest zapach nagrzanego przez słońce psiego i kociego futra. Ale nie oszukujmy się, lakiery do paznokci mają to do siebie, że kwiatami nie pachną. To znaczy mialy to do siebie bo lakiery Revlon Parfumerie(20zł)  to 20 kolorów do wyboru, każdy w pięknej buteleczce, która może ozdabiać toaletkę i każdy o innym zapachu. Zapachy zostały podzielone na trzy kategorie: owocowe/kwiatowe zapachy, świeże zapachy i słodkie/ostre zapachy. 



Ubolewam nad tym, że w moim Boots do wyboru były tylko trzy kolory - jedyny z nich jaki wpadł mi w oko to Surf Spray, ten należący do świeżych zapachów. Lakier jest bardzo rzadki i dość przezroczysty dlatego do uzyskania pełnego, satysfakcjonującego mnie krycia potrzebuję trzech warstw. Pędzęlek jest cienki ale zupełnie mi to nie przeszkadza.


Zachwycił mnie za to czas wysychania - zrobił to w trymiga i jego trwałość bo na moich paznokciach podczas bardzo intensywnego okresu wytrzymał 3 dni, po czym pojawiły się starte końcówki. Surf Spray to metaliczny, niebieski kolor idealny na lato i dni spędzone na plaży.


A, no i najważniejsze czyli zapach. Za pierwszym razem spodziewałam się chemicznego zapachu morza i tu Revlon mnie zaskoczył. Po wyschnięciu lakieru poczułam zapach zwykłej świeżości, może nie ma w nim nic morskiego ale odrobinę kojarzy mi się z zapachem rąk umytych mydłem. Muszę dodać, że ten świeży zapach utrzymuje się prawie dwa dni.


Niby nie lubię kupowania lakierów do paznokci przez Internet ale dla Revlon Parfumerie prawdopodobnie zrobię wyjątek.

środa, 12 marca 2014

Kolekcja na środę: szminki

To już trzecia części serii postów o moich kosmetycznych zbiorach. Poprzednie, o perfumach KLIK i pędzlach do makijażu pokazały mi, że jest to ciekawy pomysł na serię postów, mogę pokazać, że w domu tak naprawdę nie mam drogerii ale przy okazji dowiaduję się też wiele o Waszych zasobach, o tym co lubicie a co nie do końca przypadło Wam do gustu i skonfrontować to ze swoimi doświadczeniami.
Na dzisiaj przygotowałam kilka zdjęć o wszystkich szminkach, które posiadam. Z jednej strony mam ich sporo ale z drugiej nie są to olbrzymie ilości, każda z nich jest w użyciu i dobrze mi z tą moja gromadką.


Mam 14 szminek. Każdą lubię i każdej używam. Gdyby tak nie było, już dawno podzieliłyby los swoich poprzedników, którzy zostali oddani w lepsze ręce.




Postanowilam zacząć od pojedynczych rodzynków w mojej kolekcji. W sumie jest ich 5 a zaczynając od prawej jest to Gosh ze szminką w odcieniu Sundown. Dość ciekawa pomarańcz, której dokładne testowanie zostawiłam na bardziej słoneczne dni bo to dość wiosenno letni kolor. Pierwsze wrażenia zostawiła dośc pozytywne ale jeszcze przyjdzie na nią czas. Heartbraker z Rimmel gościła u mnie na blogu w zeszłym roku, KLIK. Rzecz dziwna bo wtedy nie byłam z niej zadowolona, po kilku miesiącach dałam jej znowu szansę i było nam lepiej, żeby nie powiedzieć, że dobrze. Przecież tylko krowa nie zmienia zdania. Kolejna szminka to mój hicior z Revlon. Lollipop KLIK jest już na wykończeniu, chyba to wyjaśnia wszystko? Mocna czerwień Blossom Red z Lola, to prezent od siostry, z Hiszpani. Kolor bardzo odważny ale bardzo mój. Ostatnia jest szminka z Inglot o dużo mówiącej nazwie #57, KLIK. Mówiłam to nie raz i powiem jeszcze raz, szkoda, że Inglot nie ma nazw dla swoich odcieni bo numerki są nudne i bezpłciowe.



Nie da się zaprzeczyć, że szminki z MACa to największa grupa w mojej kosmetyczce. Jak za chwilę zobaczycie jestem dość konsekwetna w wykończeniach, które wybieram ale co jakiś czas zdarzają się wyjątki. Pierwszym z nich to Cyber o wykończeniu SatinKLIK. Nie zachwyciła ale mam zamiar dalej walczyć o naszą relację. Kolejny wyjatek to szminka o wykończeniu Cremesheen i idealny nudziak Creme D'Nude. Jedyny taki kolor jaki posiadam i narazie nie potrzebuję wiecej.



Kolejną, trochę wiekszą grupą sa szminki o wykończeniu Amplified. Zaczynając od lewej, Impassioned KLIK, pan doskonały, który bardzo często gościł na moich ustach podczas wakacyjnych imprez. Zaraz obok są jagody z odrobiną śmietany czyli Up the Amp, KLIK. Uwielbiam ten kolor ale mam ochotę na coś jeszcze bardziej fioletowego. Ostatnia, która nie chciała się pokazać na zdjęciu to Girl About Town, KLIK. Dośc odważna mieszanka wybuchowa ale jest moim ideałem.



Nie spodziewałam się, że szminki o wykończeniu Matte są najmocniejszą grupą. Scarlet Ibis pochodzi z limitowanej edycji Marilyn Monroe, KLIK i jest to mocna pomarańczowa czerwień. Zaraz obok niej jest Candy Yum Yum, dający po oczach róż, który wykończeniowo matu nie przypomina. I kolejna szminka z LE Marilyn Monroe czyli Charmed, I'm Sure. Głęboka czerwień, mocno kryjąca i bardzo przyciągająca uwagę. I moje najmłodsze dziecko, Lady Danger, która dopiero przy robieniu zdjęć rzuciła mi się w oczy jako coś podobnego do Sarlet Ibis. Koniecznie muszę zbadać sprawę.

Szminki MAC

Szminki MAC

A na sam koniec zostawiłam już wszystkie moje szminki razem.



Ile pomadek jest w Waszej kolekcji? Jestem ciekawa czy macie ich więcej ode mnie i jak zapatrujecie się na ...zbieranie/chomikowanie/posiadanie kosmetyków? Ile to o wiele za wiele a jaka ilość jest w porządku?

                                                                                                                            Buziaki, 
                                                                                                                Gosia

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Revlon Color Burst - masełko do ust


Revlon Color Burst czyli masełka do ust to żadna nowość w świecie kosmetycznym ale nigdy mnie nie kusiły. Do czasu aż ze zwykłej ciekawości jeden egzemplarz trafił do moich zasobów i wpadłam po uszy. Owe masełka zawierają masło z mango, shea i kokosa, wygładzają usta, nadają ustom blasku i soczystego koloru. Moje masełko jest w kolorze Lollipop - intensywna fuksja, którą uwielbiam. Chyba nie skłamię mówiąc, że ten produkt to mój hit lata 2013 i gościł na moich ustach prawie codziennie.


Nie będę się tu skupiać na opakowaniu masełka. Plastikowe ale trwałe, bez ścierających się napisów. A w środku? Prawdziwa orgia nawilżenia i koloru. Color Burst sunie po ustach jak szalone i naprawdę je nawilża. Mam wrażenie, że to taki balsam, błyszczyk i szminka w jednym. Kolor jest bardzo trwały, nie zjada się się i nie osadza się w kącikach. Dodatkowym plusem jest to, że pomimo intensywnego koloru mogę nakładać to masełko bez lusterka i jeszcze nigdy nie zrobiłam się na klauna ;)



Czy ma jakieś minusy? Chyba tylko jeden, podczas upalnych dni masełko trochę się roztapiało. Jednak zawsze wracało do swojej formy i nie zmieniło swoich właściwości.
Nie wiem ile kolorów tego produktu jest w ofercie, na stronie Boots jest ich kilkanaście, stacjonarnie widziałam ich tylko sześć. Ten kolor wzięłam w ciemno i się nie zawiodłam więc kolejne pewnie też będą tak nabyte. Te Revlonowe masełka kosztują ok. 40zł i są warte każdego grosza.


Znacie, lubicie? Jakie kolory są w Waszych kosmetyczkach? 

                                                                                                                         Buziaki,
                                                                                                                             Gosia

czwartek, 8 sierpnia 2013

Tak zgrzeszyć i tyle kupić ... - Lipcowe zakupy

Przyznaję, że w tym miesiącu trochę zaszalałam. Ale to tylko dlatego iż bo ponieważ w czerwcu nie miałam czasu na żadne zakupy i obiecałam sobie, że zaspokoję moją potrzebę posiadania w tym miesiącu. Bilans kosmetycznego spełnienia musi się zgadzać,a jak! Moja lipcowa gromadka prezentuje się tak

Podczas robienia zdjęć podzieliłam te nowości na grupki żeby nadać temu wszystkiemu harmonię. Zaczynając od pierwszej kategorii

Pielęgnacja ciała - Zaczęło się od Flake Away z Soap&Glory czyli pilingu. Nie znałam wcześniej tej firmy ale coś czuję, że moja fascynacja LUSHem przerodzi się w fascynację Soap&Glory. Kilka dni temu dokupiłam jeszcze kilka produktów tej firmy ale o tym w nowościach sierpnia ;) Potem machnęłam się na żel pod prysznic Rich and Foamus z S&G. Jeszcze nie używany ale już jestem oczarowana jego migdałowym zapachem. Zestaw do wosku na ciepło Veet chodził za mną od dłuższego czasu ale wiedziałam, że nie dam za niego pełnej ceny. Upolowany na promocji czeka teraz na dłuższe włosiska na nogach i możemy podłączyć się do prądu ;) Samoopalacz SunShimmer z Rimmel ma wysoko postawioną poprzeczkę bo musi dorównać rajstopom w sprayu Sally Hansen. Ostatnią rzeczą jest olejek w sprayu Garniera, który jak narazie niczym mnie nie zachwycił.

 Pielęgnacja twarzy - Nawilżający krem do twarzy Arad to zupełna nowość. Nigdy nie słyszałam o tej izraelskiej firmie ale te wszystkie dobroci zawarte w kremie mnie zaintrygowały. Jeszcze nie otwierany bo staram się wykończyć nagromadzone minaturki kremów. Ściereczka vel flanelka The Body Shop, która ma pomóc w oczyszczaniu twarzy/demakijażu/zmywaniu maseczek. Podobno jest świetna. Olejek do demakijażu L'Oreal kupiłam skuszona dość pozytywnymi wspomnieniami olejku DHC. Ciekawe czy sprawdzi się tak jak swój poprzednik a może będzie jeszcze lepszy? Soap&Glory i ichnia maseczka do twarzy No Clogs Allowed, którą notabene możecie wygrać w moim rozdaniu do którego was zapraszam - link po prawej, ma oczyszczać pory. Oczywiście jeszcze jej nie użyłam na twarzy, nałożyłam jej trochę na palec i powiem, że rozgrzewa ;)

Masło do włosów z The Body Shop to dla mnie totalna nowość. Zawiera olejki o których nigdy nie słyszałam i pachnie dość dziwnie. Mam spory zapas kosmetyków do włosów i to masło nie będzie w użyciu przez dłuższy czas. Na swoją kolej będzie musiała też poczekać odżywcza maseczka jajeczna Z Apteczki Babuni Joanny.  Sporo o niej czytałam i jestem ciekawa jak sprawdzi się na moich włosach. Suchy szampon Batiste to stara nowość w moich zbiorach ale to mój pierwszy raz z wersją do blond włosów. Pachnie przepysznie i nie zostawia żadnego osadu na włosach.

Paznokcie - tu nie zaszalałam ani trochę. Do koszyka wpadł mój pierwszy lakier Essie w kolorze Sexy Divide, którym jestem zachwycona i który na pewno pojawi się na blogu. Top Coat Sally Hansen to totalna porażka. Pęka jak te słynne kilka lat temu pękacze po czym odpada w kawałkach.


Kolorówka: Oczy - W Tk Maxx dorwałam odżywkę do rzęs Christian Breton ale nie jestem ani trochę systematyczna i użyłam jej tylko dwa razy w przeciągu ostatniego miesiąca. MACowy cień do powiek jest dokładnie taki jak nazwa odcienia Sumptuous Olive - wystawna, okazała oliwka. O MACowej kredce do oczu pisałam kilka postów wstecz a baza pod cienie Urban Decay to coś co chodziło za mną od dawna mimo że baza Essence sprawdzała się u mnie wyśmienicie.

Kolorówka: Twarz - Perełki, meteorytki, jak zwał tak zwał, ale moje kosmetyczne marzenie od Guerlain w końcu się spełniło i mogę umierać w spokoju. Brązująca baza Bourjois nie zagościłaby u mnie gdyby nie Hexxana, to ona mi ją przedstawiła na swoim blogu :) już miałam prosić Asię o małą przysługę aż w końcu znalazłam tę bazę w 'moim' Boots. 

Kolorówka: Usta - masełko do ust Revlon jest Wam już pewnie bardzo dobrze znane :) ja nie odczuwałam chęci posadania go aż do zeszłego miesiąca. Wybrałam odcień Lollipop i to masełko aspiruje do zastępcy mojej pomadki idealnej do pracy czyli zdenkowanego Pierre Rene. Jak zresztą widać noszę to mazidełko często ze sobą: ma już pościerane napisy. Od miesięscy pragnęłam różu na usta, czegoś w stylu lalki Barbie. W końcu znalazłam to czego chciałam MACowa szminka do ust w odcieniu Candy Yum Yum to bijący po oczach róż. Nom nom. O błyszczyku MACa też niedawno pisałam, zapraszam do cofnięcia się o parę postów jeżeli jesteście ciekawe mojej opinii o tym produkcie.


Próbowałam też nagrać filmik o nowościach ale YouTube ucina wszystkie filmiki na po 14 minutach. Już zweryfikowałam swoje konto, żeby móc przesyłać dłuższe filmiki ale to nic nie pomogło. Pomoooocy :( 
Jakby ktoś chciał zobaczyć te 14 minut i 45 sekund zapraszam tu KLIK KLIK KLIK KLIK

Znacie moje nowości? Czy są to dobrze wydane pieniądze czy  będę żałować?

                                                                         Buziaki,
                                      





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...