czwartek, 10 lipca 2014

Paese / puder bambusowy

Nie jestem fanką sypanych pudrów. Nie lubię się w nich babrać a każda próba aplikacji zazwyczaj kończy się sporą ilością proszku w powietrzu. Dlatego w mojej kosmetycznej kolekcji uraczysz tylko kompaktów. Niemniej raz na jakiś czas mam ochotę na kolejne eksperymenty i testy, które kończą się różnie. Jakiś czas temu, prosto z Polski przyleciał do mnie sypki bambusowy puder z jedwabiem z Paese. Przyznaję, że podchodziłam do niego jak pies do jeża, jak w końcu nam poszło? 



Moja cera nadal szaleje, lubi się przetłuszczać jedynie w okolicy czoła i brody, chociaż, raz na jakiś czas borykam się z suchymi skórkami w tych miejscach. Potrzebuję jednak zmatowienia, nie zależy mi aż tak na kryciu. Ten bardzo drobny puder Paese jest właśnie taki. Mat utrzymuje się u mnie do 5 godzin. Nie zauważyłam jednak u siebie tego wygładzenia, wyrównania niedoskonałości - mat jest mocny, płaski, jednowymiarowy. Warto zauważyć, że nie używam dołączonego do niego puszka, jest bezużyteczny, ale wielkiego puchatego pędzla, którym mogę łatwo omieść twarz lub wcisnąć w nią puder. 


Muszę zaznaczyć, że puder odrobinę bieli, jednak za chwilę staje się stapia się z cerą. Pudrowy, przyjemny zapach, który jest dość wyczuwalny, też znika przy kontakcie z twarzą.



Nie mogę nie wspomnieć o minusach tego produktu. Naliczyłam ich aż dwa. Po pierwsze - okropne, badziewnie plastikowe opakowanie z okropnym, wielkim sitkiem przez które straciłam już co najmniej połowę produktu. Pomogło mu w tym wieczko, które jest bardziej nakładanie aniżeli zakręcane i, mam wrażenie, że kompletnie nie pasuje do reszty opakowania. 
Drugi minus to fakt, że podkreśla suche skórki i dodatkowo je wysusza. Nie było to zbyt uciążliwe kiedy miałam niemal perfekcyjną cerę ale teraz, kiedy borykam się z poospową cerą, jest to ważne bo po użyciu tego pudru wyglądam jak siedem nieszczęść. 


Muszę przyznać, że mimo swoich minusów, które są dość poważne ten bambusowy puder z Paese narobił mi ochoty na dalsze eksperymenty z sypańcami. Tym razem jednak nie wybiorę niczego matującego i dobrze przyjrzę się opakowaniu. Macie jakieś sugestie? 

środa, 7 maja 2014

Kolekcja na środę / Podkłady, pudry i bazy pod podkład

Ostatnio odrobinę zapuściłam się z postami z moją kosmetyczną kolekcją. Jednak Wasze głosy, że lubicie tę serię i te środowe posty były dobrym pomysłem uświadomiły mi, że trzeba wrócić. Wydaje mi się, że jesteśmy już na finiszu, jeszcze 2 czy 3 posty i środowe notki dobiegną końca ale już myślę nad kolejnym czymś, mam nadzieję, że to coś pozwoli nam na lepsze poznanie siebie nawzajem. Ale ja nie miałam o tym ... Tak, podkłady, pudry i bazy pod podkład to dzisiejszy temat przewodni. Nie mam zbyt wielu tych kosmetyków ale wydaje mi się, że narazie mi wystarczy a wszelkie zachcianki będę spełniać w miarę możliwości ale bez żadnej spiny.



Pierwszy z lewej to Le Teint Touche Eclat Foundation z Yves Saint Laurent. Nabytek dość świeży więc ciężko mi cokolwiek o nim powiedzieć ale po wstępnych testach jestem na tak. Tuż obok jes mój faworyt wszech czasów, pierwszy MACowy podkład jaki wpadł mi w ręce i od razu okazał się hitem. Studio Fix, KLIK bo o nim mowa, jest idealny dla mojej cery i spełnia wszystkie moje wymagania. W buteleczce zostało teraz wystarczająco podkładu na jedno użycie więc oszczędzam go na lepszy dzień bo w sklepie internetowym nigdy nie ma mojego odcienia. Obok mojego ulubieńca jest Naked Skin Foudation z Urban Decay. Szykuję recenzję o tym panu więc więcej już niedługo. O Double Wear z Estee Lauder pisałam dość niedawno KLIK. Prawdziwy tytan wśród mojego zbioru pod względem krycia i trwałości.


Naked Skin Beauty Balm z Urban Decay też jest dość nowy i mimo kilku użyć nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej oprócz tego, że nie jestem co do niego zbyt przekonana. Nude Magique Eau de Teint z L'Oreal to niewypał jak się patrzy. Po więcej odsyłam tu, KLIK.


Słoiczki z bareMinerals to nic innego jak podkład mineralny Original SPF w dwóch odcieniach Fairly Light i Light. Na dniach pojawi się recenzja kosmetyków tej firmy więc nie chcę psuć niespodzianki i wszystko opowiem wtedy. A, no i kompakt 2w1 Studio Fix z MAC, który nadal rozgryzam i testuję na każdy możliwy sposób.


W końcu jesteśmy przy pudrach. Od lewej Mineral Veil z bareMinerals, o którym też wkrótce. Bambusowy puder z Paese szczerze mnie zaskoczył swoimi właściwościami mimo że wielką fanką sypanych pudrów nie jestem. Studio Careblend z MAC to powrót do korzeni bo to był mój pierwszy puder tej firmy te kilka lat temu. 


Hello Flawless z BeneFit prawdopodobnie powinno ukazać się razem z podkładami bo jest to dość mocno kryjący puder, który w połączeniu z podkładem dość często robi maskę na twarzy. Naked Skin Powder z Urban Decay jest świetny! Współpracuje z każdym podkładem i jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. No i Meteoryty z Guerlain, których nie do końca wiedziałam gdzie umieścić. W końcu doszłam do wniosku, że mają więcej z pudru wykanczającego niż rozświetlacza.


To już prawie koniec, obiecuję! Bo o bazie Prime time z bareMinerals też nie będę się teraz rozwodzić. Velvet Touch Foundation Primer z GOSH to moja pierwsza baza, która służy mi od dłuższego już czasu. Illuminating Primer Spf15 z MONU jakoś do mnie nie przemawia bo jest zbyt rozświetlająca chociaż może słoneczne dni sprawią, że po nią sięgnę. 


Kto nie zna thePorefessional z BeneFit? Pisałam o tej wygładzającej bazie tu KLIK i jest moim stanowczym faworytem. Lubię ją tak bardzo, że przeczuwam rychłe denko. O bazie Stay Flawless, też z BeneFit pisałam tu KLIK. Świetna baza, która zaskakuje swoim zachowaniem po zetknięciu się ze skórą. Powoli do niej wracam bo ze wzgledów higienicznych musiałam ją odstawić na jakiś czas aż moja skóra wróci do normy. 


To wszystko. Dużo, mało? Dla mnie narazie wystarczająco ale jestem ciekawa jak wyglądają Wasze zbiory.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...