niedziela, 10 listopada 2013

Ratatuj się kto może! Gotuję!

Wiem, wiem. Blog ten jest w dużej części blogiem kosmetycznym ale co jakiś czas pojawiają się tu zdjęcia zwierzątek, wycieczek i, jeszcze raz, zwierzątek. Dlatego pomyślałam, że podzielę się z Wami moim małym sukcesem - tym razem w kuchni. Nie gotuję często i raczej za tym nie przepadam. Ku rozpaczy mojej mamy, która twierdzi, że zginę w dorosłym życiu. W brudzie i głodzie. Żeby pokazać mojej ulubionej mamie, że się myli temu wpadłam na pomysł zrobienia ratatouille. Jak wyszło? Przepysznie! Nie spodziewałam się, że może to być aż tak dobre.


Na straganie w dzień targowy ...
Przygotowałam wszystkie składniki, przyprawy i przyrządy kuchenne, które miały mi ułatwić pracę w kuchni. Gdzieś tam jest jeszcze mięso mielone ale nie jest zbyt fotogeniczne dlatego zdjęcia mielonej świnki nie będzie.


Nie spodziewałam się, że bakłażan tak wygląda w środku! Ja chyba naprawdę jeszcze nie wiele widziałam.


W między czasie mama upiekła chrupiący chleb. Dla mnie to już wyższa szkoła jazdy i nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się pójść w jej ślady.


Stanęłam też oko w oko z tymi dwoma zawodnikami. Chcieli mnie przechytrzyć myślać, że nie wiem jak się z nimi obchodzić a tu niespodzianka! obyło się bez ostrej wymiany zdań.


Cebula mnie jednak zagięła i uroniłam kilka łez. Zaraz potem na internetach mignęła mi informacja, że żucie gumy podczas krojenia cebuli zapobiega płakaniu. No rychło w czas! Jeżeli jednak będę jeszcze kiedyś coś gotować chętnie sprawdzę czy to prawda.



Mięso nadal nie chciało ładnie pozować do zdjęć toteż nie uwieczniłam rytuału smażenia na zdjęciach. Kiedy pokroiłam już wszystkie warzywa wrzuciłam je do woka i dusiłam je aż zmiękły.


O ile Smrodzia zawsze jest chętna do pomocy w kuchni o tyle tym razem nie była skora do pomocy. Wspomniała coś, że warzywa na obiad nie zgadzają się z jej religią? Odmówiła krojenia warzyw swoim precyzyjnym pazurkiem i poszła spać.


Już na tym etapie zawartość woka wyglądała i pachniała coraz ładniej ale jeszcze powstrzymywałam się od podjadania ...



Roztarłam w moździerzu czosnek i dodałam przyprawy. Niestety nie miałam pod ręką świeżych ziół.
Wracając do moździerza przypomniała mi się książka Przez dziurkę od klucza Krystyny Siesickiej. To była moja ulubiona książka kilkanaście (możliwe? a jednak) lat temu. Czytałam ją namiętnie średnio raz na kilka miesięcy aż się rozkleiła. Nic to, sklei się. Czytałyście?


Na sam koniec dodałam mięso i jeszcze chwilę poddusiłam. Nie jestem pewna jak ratatouille powinno smakować ale to było idealne. Prawdziwa uczta dla podniebienia! Możliwe, że to danie zdetronizuje moje danie popisowe jakim jest gulasz i będę je serwować częściej.

Lubicie gotować? Co najczęściej serwujecie? 

                                                                                                               Miłej niedzieli,
                                                                                                                        Gosia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...