piątek, 23 września 2016

Kosmetyczni ulubieńcy lata

Lato przeminęło jak w oka mgnieniu. Wszystkie dni zdążyły się już zlać w niewyraźną plamę, a ja powoli myślę już o moich dwóch ulubionych okresach w roku, Halloween i Gwiazdce. 
A dzisiejszy post jest takim pożegnianiem z latem, ot, krótka notka o produktach po które sięgałam prawie codziennie. Zapraszam Was do podejrzenia moich uubieńców lata :) 

środa, 7 września 2016

Vita Liberata / Trystal Bronzing Minerals, mineralany samoopalający bronzer do twarzy

Vita Liberata to irlandzka marka przodująca w tworzeniu innowacyjnych produktów samoopalających. Wszystkie produkty tej marki wyróżniają się nie tylko opakowaniami ale również naturalnymi, organicznymi składnikami i tym jak wyglądają na skórze ciała czy twarzy dzięki technologii zastosowanych w tworzeniu tych kosmetyków. 
Po udanej przygodzie z samoopalaczem do ciała KLIK, przyszła pora na mineralny, samoopalający bronzer do twarzy i dekoltu Trystal3 Bronzing Minerals (175zł/9g [w Debenhams jest teraz promocja na ten puder, kosztuje 20kilka euro, ja drugi egzemplarz tego pudru dorwałam nna promocji w lokalnej aptece za 10e]). To pierwszy na świecie samoopalający puder do twarzy, podobno po tym jak wszedł na rynek US został wymieciony z półek w ciągu dwóch tygodni.


środa, 1 czerwca 2016

Vita Liberata / pHenomenal 2-3 Week Tan Lotion / samoopalający lotion

Jeszcze kilka lat temu przed samoopalaczami broniłam się rękami i nogami, potem doceniłam cudowne właściwości rajstop w sprayu żeby teraz rozkoszować się stałą opalenizną uzyskaną, właśnie dzięki, samoopalającym produktom. I już nie podobam się sobie blada, wydaje mi się, że lepiej i zdrowiej wyglądam lekko przybrązowiona. Z ciekawością podeszłam więc do samoopalającza pHenomenal 2-3 Week Tan Lotion z Vita Liberata (150ml/175zl). 



Już sama nazwa jest pHenomenalna ;) gdyż lotion wykorzystuje technologię pHenO2, która, podobno, przystosowuje się do pH skóry i która ma zapewnić długotrwały, złocisty odcień skóry. Wybrałam dla siebie odcień medium, który jest idealny, ale przyznam, że mam ochotę jeszcze na ciemniejszy odcień. Medium nie jest ani trochę pomarańczowy a do złudzenia przypomina mój naturalny brązowy kolor opalenizny.


Przetestowałam już kilka firm produkujących samoopalacze i jak narazie ten z Vita Liberata jest moim ulubionym. Niestety, ta irlandzka marka nie należy do najtańszych ale zapewniam Was, że cena to jedyna wada tego samoopalającego lotionu.
Samoopalacz pHenomenal już podczas aplikacji barwi skórę co bardzo ułatwia cały proces. Od razu widać, co poprawić, gdzie dołożyć jeszcze pianki a gdzie nałożyliśmy jej trochę za dużo.
Mimo że kolor jest widoczny na skórze od razu to na prawdziwą opaleniznę musimy trochę poczekać, nie wiem dokładnie ile bo samoopalacz zazwyczaj nakładam przed pójściem do łóżka żeby wstając cieszyć się oliwkowym odcieniem skóry.  Krem szybko się wchłania i nie brudzi ubrań czy pościeli.


Mimo że lotion nie ma najlżejszej konsystencji to z łatwością da się rozsmarować go na skórze. Czy jest tak trwały jak zapewnia producent? Nie, nie wytrzymuje ani dwóch ani trzech tygodni a tydzień co w zupełności mi wystarcza bo ściera się bardzo estetycznie, a chyba wszystkie wiemy jak wygląda ponad tygodniowy samoopalacz na ciele ;)



Co prawda balsam ma nie mieć żadnego zapachu jednak ja wyczuwam w nim delikatny zapach - typowy dla samoopalaczy, jednak nie jest ani trochę męczący dla nosa.
Nie potrafię określić wydajności lotionu, użyłam go kilka razy na całe ciało i twarzy, kilka razy na górną część ciała ale nie wiem ile jeszcze go zostało, nie da się tego podejrzeć.
Do testów dostałam też rękawicę do aplikacji samoopalacza (29zł), która jest przyjemnie miękka, łatwo ją domyć, ale ... produkt nakłada się nią tak samo jak tańszą rękawicą, tutaj nie trzeba przepłacać.


Każda recenzja produktów Vita Liberata jaką widziałam była bardzo pochwalna i pewnie macie ich już po dziurki w nosie ale nic nie poradzę na to, że to wprost idealne produkty samoopalające, warto się im przyjrzeć bliżej ;)

Często korzystacie z samoopalaczy? 

sobota, 19 grudnia 2015

Nowości kosmetyczne

Nagle zdałam sobie sprawę, że dawno nie było u mnie postu o zakupach, ale jakby to powiedzieć ... bardzo rzadko sobie coś kupuję. W końcu doszłam do tego, że nie potrzebuję nowego podkładu co tydzień czy siedemnastego bronzera w mojej kolekcji. Mam co prawda jeszcze kilka chciejstw, raczej nie zrezygnuję z kolejnych MACowych szminek (to już obsesja), ale będzie tego o wiele mniej.  Potrzebowałam kilku lat żeby do tego dojrzeć, ale nareszcie to się udało :)



Moja miłość do samoopalaczy trwa dlatego z przyjemnością testuję pHenomenal 2-3 Week Tan Mousse* i dołączoną do niego łapę do aplikacji z Vita Liberata. Do tej pory uwielbiałam samopalacz z St.Tropez ciekawa jestem czy Vita Liberata zrzuci go z tronu.


Wiem, że ten nowy róż trochę wyklucza co przed chwila powiedziałam, ale MACowa Melba chodziła za mną od bardzo długiego czasu, w końcu musiałam ją mieć. Mineralny bronzer Trystal Bronzing Minerals* to kolejny produkt przybliżający mnie do poznania Vita Liberata.  


W Superdrug znowu stanęłam przy szafie MUA co obrodziło w nowy rozświetlacz Undress your skin w odcieniu iridescent gold i pojedynczym cieniu do powiek electric purple. Ostatnio bardzo lubię fiolety na powiekach, mam też ochotę na coś różowego ale to już zachcianka .


Matowa pomadka w płynie w odcieniu Copenhagen z NYX chodziła za mną od ponad roku dlatego nie wahałam się ani sekundy kiedy w końcu udało mi się ją dorwać. Przechodzę teraz ogromną fascynację nudziakowymi ustami dlatego bez wahania sięgnęłam po szminkę Pure Colour w odcieniu 17 Camel z New Look, nawet jeżeli się okaże się być do niczego to kosztowała grosze. Nie mogłam być się bez nowej MACowej szminki, tym razem to jest  Mehr czyli my lips but better, który wypatrzyłam u siostry.


Mówiłam już, że uwielbiam nudne usta, prawda? Często sięgam też po konturówkę zamiast szminki i ostatnio testuję Pure Colour 17 z New Look, P.S. I love ... 06 z Penneys i Caramel Nougat z MUA.  Myślę właśnie nad zrobieniem postu o wszystkich nudziakowych konturówkach, które mam, myślę,
że mógłoby coś z tego być. A, kupiłam też Honey Berry z Essence żeby połączyć ją z Mehr. 

To wszystko co trafiło do mnie przez ostatnich kilka miesięcy ;) jak wyglądają Wasze najświeższe nabytki? 

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Grudniowe zużycia kosmetyczne

Chciałoby się polecieć frazesem i westchnąć Nowy Rok, nowa ja ale zdążyłam już zobaczyć tysiąc pięcset postów w tym temacie. Odrobinę zapuściłam bloga, okres świąteczny okazał się być również pracowitym i imprezowym okresem ;-) Na bloga powracam z porcją zeszłorocznych śmieci, co mi szkodzi zacząć ten rok z przytupem! 
Ze śmieci jestem zadowolona, moja kolekcja kolorówki powoli się wykrusza co dla mnie oznacza jedno:zakupy. Jednak tym razem będą przemyślane i dość dobrze zaplanowane, rzuciłam nawyk robienia szalonych, spontanicznych zakupów. 



Tubka niebieskiego kremu Nivea służyła mi dość długo a kremu używam do nawilżenia różnych partii ciała. Żel pod prysznic Go Fresh Dove o zapachu granatu i cytrynowej werbeny miał być orzeźwiający a pachniał mydlinami. Śliska, spływająca z ciała konsystencja - nic ciekawego. Płyn micelarny Garnier to mój ulubieniec a w użyciu jest już kolejna buteleczka.


Na dobre rozstałam się z sypkimi podkładami bareMinerals, chociaż pod koniec opakowania byłam zadowolona z efektu jaki daje na twarzy i jego trwałości. Może w przyszłą zimę sięgnę po miniaturę, zdaje się, że lepiej sprawuje się w chłodne dni. Jajeczko Real Techniques służyło mi do aplikacji podkładu przez ponad rok ale o tym już niedługo ;-) 


Miniatura błyszczyka Lip junkie dołączonego do palety Naked 2 z Urban Decay to produkt wart uwagi. Gdybym nie miała tylu jasnych, nudnych błyszczyków na pewno zainwestowałabym w pełnowymiarową wersję. Błyszczyk/róż do policzków Jelly Pong Pong nie był w centrum uwagi zbyt często, ba!, bardzo rzadko po niego sięgałam. Nic dziwnego, że podczas porządków trafił do kosza. Tusz do rzęs z Inglot był całkiem przyjemnym tuszem, co z tego skoro po niespełna trzech miesiącach zrobił się okropnie suchy, nie wygladał ładnie na twarzy a co gorsza się osypywał. Za to przeznaczony do brązowych oczu eyeliner Super liner luminizer z L'Oreal to chyba mój hit w tej kategorii. Zatopione w nim drobinki sprawiały, że w oczach pojawiał się filuterny błysk. Muszę koniecznie sprawić sobie drugi egzemplarz. 


Dwie saszetki - pierwsza to maseczka do twarzy, która nie dość, że nawilżyła skórę twarzy to również pachniała bardzo odświeżająco. Druga to miniatura z Vita Liberata - rozświetlający samoopalacz to coś co lubię. Gdybym nie miała sporego zapasu samoopalaczy pełnowymiarowa wersja tego pana już dawno by się u mnie pojawiła. 

To wszystko co zużyłam w grudniu. Zostawię Was teraz ze swoimi śmieciami a ja lecę doprowadzić skórę do porządku bo dwa tygodnie Świąt zrobiły swoje, ale o tym lepiej nie mówić publicznie ;-)

czwartek, 31 lipca 2014

Kosmetyczne zużycia lipca

Nie da się ukryć, że zniknęłam z wirtualnego świata na dobrych kilka dni. Nagle okazało się, że doba jest za krótka i blogowanie musiało zejść na dalszy plan. Ciężko jest ponownie rzucić się w wir blogowania ale z pomocą przyszły mi lipcowe zużycia kosmetyczne. Temat lekki i przyjemny dlaczego więc nie zacząć od niego. Przyznaję, że zużywanie w lipcu szło mi tak jak blogowanie czyli po grudzie i do worka trafiło zaledwie kilka produktów. Niby mogłabym poczekać do przyszłego miesiąca ale po robić z pokoju składownię śmieci? Oto są, moje lipcowe zużycia. 


W butelce żelu Rich&Foamous z Soap&Glory zostało jeszcze trochę ale nijak nie idzie jej wyciągnąć jednak nie specjalnie mi to przeszkadza bo ta duża, 500ml butla starczyła mi na dość długo. Dodajmy do tego jego właściwości nawilżające i przyjemny zapach świeżo upieczonych ciasteczek i mamy żel niemal doskonały. Miniaturę żelu do twarzy Clinique zużyłam bo zużyłam. Używałam już go wcześniej, przy okazji 3 kroków i tak jak wtedy mnie nie porwał tak i nie zrobił tego teraz.


Antyperspirant Mitchum to mój ulubieniec a rajstopy w sprayu Sally Hansen towarzyły mi zawsze kiedy odsłaniałam nogi.


Próbki to, aż chciałoby się rzec z angielska, nothing to write home about. No może oprócz rozświetlającego samoopalacza lub, jak kto woli, kremu BB do ciała z Vita Liberata. Prawdopodobnie sięgnę po pełnowymiarowy produkt w przyszłe wakacje.


Lakier Jolly Jewels z Golden Rose, ku mojej rozpaczy, zasechł na amen. Jednak używałam go tak często, że był po części zużyty. Od Hexxany dostałam próbkę sypkiego pudru Nars, zużyłam ją ale wiem, że nie nadaje się do mojej cery. 

Jak poszło Wam denkowanie w lipcu? 

niedziela, 20 października 2013

Co autor miał na myśli? - Październikowy GlossBox UK

Przyznam się, że byłam bardzo ciekawa polskiego GlossyBox, który był dla Was skompletowany przez Kasię Tusk. Przyznam się też, że byłam trochę zawiedziona? może nawet trochę zniesmaczona jego zawartością. Dlatego z niecierpliwością czekałam na moje angielskie pudełko. Ekipa GB przez ostatnie kilka tygodni zasypywała nas wręcz zdjęciami ciemnych szminek czy lakierów do paznokci. Ba, przecież całe pudełko miało być w klimacie 'Dark Romance'. Jeżeli narzekałam na poprzednie pudełko to teraz cofam wszystko bo tak źle jeszcze nie było. I przyznam, że nawet pudełko premierówny było o niebo lepsze.

Powiedzcie same, patrząc na okładkę GlossyMagu spodziewałybyście się jakiejś perełki? W udziale przypadło mi to ...


Buduję napięcie ...


Zamiast dark romance jest bad romance. Ale po kolei



Jedyny pełnowymiarowy produkt w tym pudełku, cheek&lip tint od MeMeMe. Rzeczywiście, firma bardzo luksusowa i w życiu nie pozwoliłabym sobie na zakup produktu za kilka euro. Wprost skaczę z radości tym bardziej, że efekt po użyciu tego cudeńka jest wręcz nieziemski. Więcej koloru dałoby wysmarowanie się kawałkiem buraka a nie tego 12ml kosmetyku.



Szałowe dwie saszetki balsamu brązującego do ciała od Vita Liberata. Ta wielka ilość produktu prawdopodobnie starczy mi na wysmarowanie jednej ręki. Ale nie martwmy się, poszukam asymetrycznej bluzki z jędnym rekawem i nikt nie zauważy różnicy. Prawdopodnie Glossy przewiduje, że takie ubrania będą w modzie tej zimy.


Rozświetlająca baza od Monu. Rzeczywiście ta firma nigdy nie pojawiła się w poprzednich pudełkach. Przyznaję, że mają fajne produkty ale ile można? Czy kiedykolwiek uwolnimy się od kosmetyków Monu? Podejrzewam, że nie i w kolejnych pudełkach dostaniemy od nich coś jeszcze. Plus za to, że w końcu kosmetyk ma normalne opakowanie i być może uda mi się go użyć do końca. Opakowanie zawiera 20ml produktu.


Serum do twarzy od Premae. Też 20ml miniaturka. Jestem bardzo ciekawa tego produktu ale za cholerę nie wpisuje mi się on w tematykę pudełka. Na pewno jednak nie będę testować go pod kątem uzyskania kremu BB bo nie jest mi z nimi po drodze i obawiam się, że miałabym na twarze fajne ciasto.




Wypełniając ankietę GB nie pisnęłam ani słowa o tym, że mam problemy z wypryskami. Gdyż iż ponieważ ich nie mam ale ekipa Glossy postanowiła mi wcisnąć malusieńką próbkę kremu, który ma mi pomóc w walce z takowymi. Nie wiem ile kremu od Unica zawiera to maleństwo ale nie dam mu więcej niż kilka gram. Czyżby GB próbował nas nauczyć oszczędności w używaniu kosmetyków?

Nie pokusiłam się o dokładne wyliczenia ale tak na oko, nie wydaje mi się, że wartość pudełka przewyższa cenę jaką za niego zapłaciłam. Żeby nie było, że tylko ja jestem taka wybredna - strona księgi twarzy GB huczy od postów osób niezadowolonych z tej edycji. Ale czy można się im dziwić? Miałyśmy prawo spodziewać się czegoś innego, niezywkłego. Dostałyśmy próbki, które bez problemu możemy dostać w drogerii bądź aptece. Nieładnie, Glossy, nieładnie!

                                                                                                                    Buziaki,
                                                                                                                           Gosia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...