W końcu udało mi się zebrać wszystkie nowości tego lata, a większość z nich jest jeszcze z maja! Do nadrobienia został mi jeszcze post z ulubieńcami lata i mogę zabrać się za recenzje produktów, które służą mi już od ponad roku. Taki mam zapłon. Zresztą, wakacje upłynęły mi bardziej na zakupach ubraniowo-obuwniczych i w nosie miałam kosmetyki. Chyba mam za duży przesyt kolorówką i za mało czasu na jej używanie ale mam nadzieję, że teraz to się zmieni. A teraz zapraszam Was na krótką prezentację moich nabytków :)
piątek, 9 września 2016
New in / nowości
Etykiety:
Bleach London,
Bourjois,
CoLab,
Collection 2000,
Essence,
FaceD,
Garnier,
Inglot,
John Frieda,
La Roche-Posay,
MAC,
MUA,
NYX,
PS...,
Revlon,
Rimmel,
Sleek,
Smashbox,
Victoria's Secret,
zakupy
wtorek, 29 grudnia 2015
Nowości
Perfumy Marc Jacobs Oh, Lola! i akompaniujący im balsam do ciała to właśnie prezent. Do zestawu dołączona była też roletka tego zapachu ale zostałam z niej ograbiona. Już od dawna czaiłam się na ten zapach jednak zawsze było coś pilniejszego, ale w końcu jest mój :)
Od dłuższego czasu wszędzie widuję recenzje płynnego kamuflażu Catrice i w końcu trafił do mnie - odwiedziłam kilka szaf marki i dopiero za trzecim razem dorwałam ostatni egzemplarz w odcieniu 010 Porcelain. Nie wiem od ilu lat na liście zakupów miałam True Match z L'oreal, przegapiłam co prawda starą wersję ale w końcu zdecydowałam się na swoją własną buteleczkę podkładu (wcześniej podbierałam go siostrze;)) Ciężko było mi dobrać odcień bo testerów brak ale ostatecznie wzięłam 1D/1W Golden Ivory. Przy okazji wzięłam też puder Nude Magique BB Powder ale może być odrobinę za ciemny na zimę, ale to wyjdzie w praniu.
Szał na nude lips trwa i bez wahania przygarnęłam Soft Matt Lip Cream w odcieniu Stockholm z NYX. Według mojej przyjaciółki róż NYC w odcieniu 651 Riverside ma cudowny odcień, dlatego niedługo będę weryfikować jej teorię, przy okazji dostałam też konturówkę Rimmel 063 Eastend Snob, kolejny kolor typu my lips, but better.
Znacie coś z moich nowości? Będę z nich zadowolona? Jakie macie plany zakupowe na najbliższy rok?
wtorek, 1 grudnia 2015
Październikowo-listopadowe zużycia kosmetyczne
Aż trudno uwierzyć, że za kilka dni będzie już grudzień, chyba jeszcze nigdy czas nie przelatywał mi tak przez palce jak w tym roku. Powoli zaczynam robić listy świąteczne, listy rzeczy do zrobienia - na jednej z pozycji jest, jak zawsze, ogarnięcie kosmetyków. Nie wiem jeszcze jak się za to zabiorę ale wyrzucenie śmieci z ostatnich dwóch miesięcy chyba ma mi w tym pomóc ;) Najbardziej cieszę się z zużytej kolorówki - i kto powiedział, że śmieci nie mogą zrobić przyjemności?
Zużyłam kolejną buteleczkę rajstop w sprayu Sally Hansen i kolejna jest już w użyciu. Uwielbiam ten produkt i mimo że cały czas testuję nowe samoopalacze zawsze wracam do Sally. Brązująca pianka do ciała St.Moriz była niby w odcieniu medium a na ciele jedna warstwa dawała bardzo delikatny efekt. Kosztuje jednak grosze więc warto się nią zainteresować.
Bardzo lubię suchy szampon do blond włosów z Batiste, po takie specyfiki sięgam bardzo rzadko, tylko w sytuacjach bardzo kryzysowych ale lubię kiedy ładnie pachną i choć trochę poprawiają wygląd włosów. Odżywka w sprayu Uniq One z Revlon Professionals to mój hit wszechczasów, z włosami robi prawdziwe cuda: są miękkie, nawilżone, przyjemne w dotyku i fajnie się układają. Miniatury odżywki do włosów z Dove nie używałam solo, a mieszałam ją z inną odżywką, i nie mogę zbyt wiele powiedzieć.
Tonik w sprayu z Yonka był tylko jednym z kroków w mojej pielęgnacji, ale czego można się spodziewać po mgiełce ;) Miniatura Moisture Prep Toning Lotion z Benefit okazała się dość gęsta ale zostawiała skórę przyjemnie miękką i nawilżoną chociaż nie na tyle żebym sięgnęła po pełnowymiarowe opakowanie. Zużyłam kolejne opakowanie wody micelarnej Garnier, nic nowego ;) No i próbka they're real remover Benefit ale szczerze przyznam, że nie pamiętam jak sie sprawdziła.
Lubię testować nowe podkłady ale zawsze na toaletce musi stać MAC Studio Fix, nie wiem ile już zużyłam. Kolejny zużyty podkład to Naked Skin Liquid Foundation z Urban Decay KLIK, który okazał się świetnym produktem. Ceniłam go za lekkość i średnie krycie, a taka kombinacja jest rzadka do znalezienia. Nie byłam za to zachwycona tuszem do rzęs tej samej marki czyli Perversion KLIK, obiecywał bardzo dużo a okazał się bardzo słabym ogniwem UD.
Przy okazji zrobiłam porządki w lakierach do paznokci i pozbyłam się lakierów, które zdążyły już zgęstnieć, jest miejsce na nowości ;)
A jak Wam idzie denkowanie?
Etykiety:
Batiste,
Benefit,
Dove,
Essence,
Garnier,
L'Oreal,
MAC,
OPI,
Orly,
Projekt Denko,
Revlon,
Rimmel,
Sally Hansen,
St.Moriz,
Urban Decay,
Yonka
sobota, 1 listopada 2014
Październikowe zużycia kosmetyczne
Nie będę oryginalna. Październik, jak każdy inny miesiąc w tym roku, minął w oka mgnieniu. Podobno do końca roku zostało 60 dni, czyli niecałe 50 dni na ogarnięcie prezentów świątecznych (ktoś już zaczął), 60 dni na zużycie tony kosmetyków jakie mam i 60 dni na obmyślenie planu na przyszły rok. Coś mi się nie podoba ta dorosłość. Wróćmy więc do bardziej trywialnych rzeczy i pozwólcie, że pochwalę się swoimi śmieciami.
Provoke Touch of Silver - szampon i odżywka do blond włosów. Uwielbiam ten duet za to, że ochładza moje farbowane włosy, odkąd używam tej dwójki moje włosy nie trącą już kanarkiem. Dokupiłam nowe opakowania.
wtorek, 2 września 2014
Sierpniowe Zużycia Kosmetyczne
Wrzesień od malenkości kojarzył mi się ze zbieraniem jarzębiny, robieniem kasztanowych ludzików i pierwszym dniem w szkole, którą, o dziwo, bardzo lubiłam. Potem po przeprowadzce do Irlandii ta jesienna aura gdzieś się zgubiła i wrzesień teraz niczym się nie wyróżnia dlatego przywitałam go z głośnym 'meh'. Sierpień był owocny w zużycia, wszystko poszło jakoś tak lekko, bez żadnej spiny.
Maska do włosów firmy bezimiennej była całkiem fajna, chociaż odrobinę obciążyła mi włosy. Maseczka do twarzy Montagne Jeunesse, która przyleciała do mnie wraz z Chic Treat Club pozwoliła mi na chwilę relaksu, zostawiając miękką i przyjemną cerę.
Musicie przyznać, że całkiem dobrze mi poszło w sierpniu ;-)
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Majowe nowości kosmetyczne
Po całkiem sporym denku i wczorajszym poście na Dzień Dziecka, którego pisanie sprawiło mi ogromną przyjemność przyszedł czas na zaprezentowanie moich kosmetycznych nabytków. Nie jest tego dużo, powiedziałabym nawet, że tyci tyci ale nie mam ostatnio ani żadnych zachcianek kosmetycznych ani natchnienia do zakupów.
Taki jakiś marazm.
W ostatnim tygodniu maja trafił mi soę wyjazd. Ku mojemu przerażeniu okazało się, że nie zapakowałam tuszu do rzęs. Na szybko wybrałam Scandaleyes mascara by Kate Moss w kolorze 004 Eye Rock Jet Black z Rimmel. Nie sprawił, że zrobiłam wow ale spełnił swoje zadanie.
Nie ma tego dużo. Znacie któryś z tych produktów, co o nich sądzicie?
środa, 16 kwietnia 2014
Kolekcja na środę - błyszczyki i konturówki do ust
Tradycyjnie, jak co środę przygotowałam zdjęcia kolejnej porcji moich zbiorów kosmetycznych. Co prawda o szminkach pisałam już tu, KLIK ale nie przedstawiłam Wam jeszcze moich błyszczyków i tym podobnych. Podczas szykowania tego postu uświadomiłam sobie, że błyszczyków mam sporo ale na razie nie mam parcia na zredukowanie tej liczby. Co więcej, mogłabym powiększyć tę gromadkę.
Zaczynając od moich ukochanych różowości i pochodnych - pierwsza po lewej jest kredka do ust Collistar w kolorze 205 Magenta. Nie sądziłam, że będę z niej tak zadowolona pod względem nie tylko koloru ale też trwałości i wykończenia. Obok niej, i do końca nie wiem dlaczego to tam postawiłam jest Baby Lips z Maybelline w okropnym kolorze Pink Punch, naprawdę nie wiem dlaczego zbiera tak dobre opinie w Internecie. Creemsheen Glass z MAC w odcieniu Narcissus KLIK. Kolor polubilam tak bardzo, że błyszczyk jest już prawie zdenkowany. Kredka Super Saturated Urban Decay w kolorze Love Child też należy do moich ulubieńców i nosząc ją czuję się trochę jak lalka Barbie. Muszę przyznać, że jestem trochę zawiedziona Chubby Stick z Clinique, spodziewałam się cudów a tu jednak fajerwerek nie ma. A kolor 07 Super Strawberry okazał się taki nijaki. Wracając do klimatów lalkie Barbie zostańmy przy kolejnym Cremesheen Glass MAC w kolorze Petite Indulgence KLIK, który pochodzi z ostatniej świątecznej LE. Ostatni jest balsam/błyszczyk Cherry Blossom z Figs&Rouge, który byłby ideałem gdyby nie jego trochę nachalny zapach.
Colour Saturation z MAC też pochodzi ze świątecznej limitki, KLIK. Uwielbiam go właśnie za to nasycenie koloru i mocno kremowe wykończenie. Apocalips z Rimmel prawdopodobnie powinien był się pojawić w poście o szminkach ale jakoś się nie złożyło. 303 Apocaliptic jest mocny, przykuwa uwagę i jest zupełnie nie do zdarcia.
Mlecznoróżowy Lipglass MAC w odcieniu Picture Pink miał być jak Turkish Delight z NARS ale jednak to nie był strzał w dziesiątkę. Trafił do mnie w zestawie z konturówką i szminką KLIK więc w takiej kombinacji najczęściej go używam. Kolejny Creemsheen MAC w kolorze Fashion Scoop KLIK nie porwał mnie na tyle żeby regularnie go używać. Miał być Turkish Delight i jest! NARSowy kultowy błyszczyk ma chyba tyle samo przeciwników co zwolenników a ja nadal jestem gdzieś pomiędzy. Ostatni jest MACowy Suntint wpadający w lekką pomarańcz Sea Mist, którego szczerze nie znoszę i czasami tylko nakładam go na noc.
Nie szaleję z drobinkami i takowych błyszczyków mam aż trzy. Dazzleglass MAC w odcieniu Dressed to Dazzle KLIK jest gęsty, lepki i ma masę drobinek. Czekam na cieplejsze dni bo uważam, że najładniej będzie wyglądać w pełnym słońcu. O błyszczyku z bareMinerals w kolorze Wild Honey nie mogę na razie nic powiedzieć bo trafił do mnie zaledwie kilka dni temu. Mini błyszczyk Lip Junkie z Urban Decay był dołączony do Naked 2 i polubiłam go tak bardzo, że w opakowaniu zostało go tylko tyci tyci.
To już prawie koniec :) na deser zostawiłam konturówki do ust bo posiadam ich zawrotną ilość, sztuk trzy. O MACowej Dervish pisałam całkiem nie dawno KLIK. Idealnie pasuje do większości, jak nie wszystkich, szminek, które posiadam. Konturówka z NYX w kolorze 817 Hot Red to też w dużej mierze nowy nabytek i nie udało mi się jej do końca przetestować. Ostatnia kredka to MACowa Embrace Me, która świetnie podbija kolor szminki Girl About Town KLIK.
Tak prezentuje się moja gromadka. Właśnie uświadomiłam sobie, że na zdjęciach brakuje co najmniej dwóch błyszczyków - Dandelion i Hoola z Benefit. Nic to, kiedyś je pokażę.
Ile blyszczyków i konturówek macie w swojej kolekcji?
Buziaki,
Gosia
Zaczynając od moich ukochanych różowości i pochodnych - pierwsza po lewej jest kredka do ust Collistar w kolorze 205 Magenta. Nie sądziłam, że będę z niej tak zadowolona pod względem nie tylko koloru ale też trwałości i wykończenia. Obok niej, i do końca nie wiem dlaczego to tam postawiłam jest Baby Lips z Maybelline w okropnym kolorze Pink Punch, naprawdę nie wiem dlaczego zbiera tak dobre opinie w Internecie. Creemsheen Glass z MAC w odcieniu Narcissus KLIK. Kolor polubilam tak bardzo, że błyszczyk jest już prawie zdenkowany. Kredka Super Saturated Urban Decay w kolorze Love Child też należy do moich ulubieńców i nosząc ją czuję się trochę jak lalka Barbie. Muszę przyznać, że jestem trochę zawiedziona Chubby Stick z Clinique, spodziewałam się cudów a tu jednak fajerwerek nie ma. A kolor 07 Super Strawberry okazał się taki nijaki. Wracając do klimatów lalkie Barbie zostańmy przy kolejnym Cremesheen Glass MAC w kolorze Petite Indulgence KLIK, który pochodzi z ostatniej świątecznej LE. Ostatni jest balsam/błyszczyk Cherry Blossom z Figs&Rouge, który byłby ideałem gdyby nie jego trochę nachalny zapach.
| L-R: Magenta, Pink Punch Narcissus, Love Child, Super Strawberry, Petit Indulgence, Cherry Blossom |
Colour Saturation z MAC też pochodzi ze świątecznej limitki, KLIK. Uwielbiam go właśnie za to nasycenie koloru i mocno kremowe wykończenie. Apocalips z Rimmel prawdopodobnie powinien był się pojawić w poście o szminkach ale jakoś się nie złożyło. 303 Apocaliptic jest mocny, przykuwa uwagę i jest zupełnie nie do zdarcia.
Mlecznoróżowy Lipglass MAC w odcieniu Picture Pink miał być jak Turkish Delight z NARS ale jednak to nie był strzał w dziesiątkę. Trafił do mnie w zestawie z konturówką i szminką KLIK więc w takiej kombinacji najczęściej go używam. Kolejny Creemsheen MAC w kolorze Fashion Scoop KLIK nie porwał mnie na tyle żeby regularnie go używać. Miał być Turkish Delight i jest! NARSowy kultowy błyszczyk ma chyba tyle samo przeciwników co zwolenników a ja nadal jestem gdzieś pomiędzy. Ostatni jest MACowy Suntint wpadający w lekką pomarańcz Sea Mist, którego szczerze nie znoszę i czasami tylko nakładam go na noc.
Nie szaleję z drobinkami i takowych błyszczyków mam aż trzy. Dazzleglass MAC w odcieniu Dressed to Dazzle KLIK jest gęsty, lepki i ma masę drobinek. Czekam na cieplejsze dni bo uważam, że najładniej będzie wyglądać w pełnym słońcu. O błyszczyku z bareMinerals w kolorze Wild Honey nie mogę na razie nic powiedzieć bo trafił do mnie zaledwie kilka dni temu. Mini błyszczyk Lip Junkie z Urban Decay był dołączony do Naked 2 i polubiłam go tak bardzo, że w opakowaniu zostało go tylko tyci tyci.
To już prawie koniec :) na deser zostawiłam konturówki do ust bo posiadam ich zawrotną ilość, sztuk trzy. O MACowej Dervish pisałam całkiem nie dawno KLIK. Idealnie pasuje do większości, jak nie wszystkich, szminek, które posiadam. Konturówka z NYX w kolorze 817 Hot Red to też w dużej mierze nowy nabytek i nie udało mi się jej do końca przetestować. Ostatnia kredka to MACowa Embrace Me, która świetnie podbija kolor szminki Girl About Town KLIK.
Tak prezentuje się moja gromadka. Właśnie uświadomiłam sobie, że na zdjęciach brakuje co najmniej dwóch błyszczyków - Dandelion i Hoola z Benefit. Nic to, kiedyś je pokażę.
Ile blyszczyków i konturówek macie w swojej kolekcji?
Buziaki,
Gosia
środa, 12 marca 2014
Kolekcja na środę: szminki
To już trzecia części serii postów o moich kosmetycznych zbiorach. Poprzednie, o perfumach KLIK i pędzlach do makijażu pokazały mi, że jest to ciekawy pomysł na serię postów, mogę pokazać, że w domu tak naprawdę nie mam drogerii ale przy okazji dowiaduję się też wiele o Waszych zasobach, o tym co lubicie a co nie do końca przypadło Wam do gustu i skonfrontować to ze swoimi doświadczeniami.
Na dzisiaj przygotowałam kilka zdjęć o wszystkich szminkach, które posiadam. Z jednej strony mam ich sporo ale z drugiej nie są to olbrzymie ilości, każda z nich jest w użyciu i dobrze mi z tą moja gromadką.
Mam 14 szminek. Każdą lubię i każdej używam. Gdyby tak nie było, już dawno podzieliłyby los swoich poprzedników, którzy zostali oddani w lepsze ręce.
Postanowilam zacząć od pojedynczych rodzynków w mojej kolekcji. W sumie jest ich 5 a zaczynając od prawej jest to Gosh ze szminką w odcieniu Sundown. Dość ciekawa pomarańcz, której dokładne testowanie zostawiłam na bardziej słoneczne dni bo to dość wiosenno letni kolor. Pierwsze wrażenia zostawiła dośc pozytywne ale jeszcze przyjdzie na nią czas. Heartbraker z Rimmel gościła u mnie na blogu w zeszłym roku, KLIK. Rzecz dziwna bo wtedy nie byłam z niej zadowolona, po kilku miesiącach dałam jej znowu szansę i było nam lepiej, żeby nie powiedzieć, że dobrze. Przecież tylko krowa nie zmienia zdania. Kolejna szminka to mój hicior z Revlon. Lollipop KLIK jest już na wykończeniu, chyba to wyjaśnia wszystko? Mocna czerwień Blossom Red z Lola, to prezent od siostry, z Hiszpani. Kolor bardzo odważny ale bardzo mój. Ostatnia jest szminka z Inglot o dużo mówiącej nazwie #57, KLIK. Mówiłam to nie raz i powiem jeszcze raz, szkoda, że Inglot nie ma nazw dla swoich odcieni bo numerki są nudne i bezpłciowe.
Nie da się zaprzeczyć, że szminki z MACa to największa grupa w mojej kosmetyczce. Jak za chwilę zobaczycie jestem dość konsekwetna w wykończeniach, które wybieram ale co jakiś czas zdarzają się wyjątki. Pierwszym z nich to Cyber o wykończeniu Satin, KLIK. Nie zachwyciła ale mam zamiar dalej walczyć o naszą relację. Kolejny wyjatek to szminka o wykończeniu Cremesheen i idealny nudziak Creme D'Nude. Jedyny taki kolor jaki posiadam i narazie nie potrzebuję wiecej.
Kolejną, trochę wiekszą grupą sa szminki o wykończeniu Amplified. Zaczynając od lewej, Impassioned KLIK, pan doskonały, który bardzo często gościł na moich ustach podczas wakacyjnych imprez. Zaraz obok są jagody z odrobiną śmietany czyli Up the Amp, KLIK. Uwielbiam ten kolor ale mam ochotę na coś jeszcze bardziej fioletowego. Ostatnia, która nie chciała się pokazać na zdjęciu to Girl About Town, KLIK. Dośc odważna mieszanka wybuchowa ale jest moim ideałem.
Nie spodziewałam się, że szminki o wykończeniu Matte są najmocniejszą grupą. Scarlet Ibis pochodzi z limitowanej edycji Marilyn Monroe, KLIK i jest to mocna pomarańczowa czerwień. Zaraz obok niej jest Candy Yum Yum, dający po oczach róż, który wykończeniowo matu nie przypomina. I kolejna szminka z LE Marilyn Monroe czyli Charmed, I'm Sure. Głęboka czerwień, mocno kryjąca i bardzo przyciągająca uwagę. I moje najmłodsze dziecko, Lady Danger, która dopiero przy robieniu zdjęć rzuciła mi się w oczy jako coś podobnego do Sarlet Ibis. Koniecznie muszę zbadać sprawę.
A na sam koniec zostawiłam już wszystkie moje szminki razem.
Ile pomadek jest w Waszej kolekcji? Jestem ciekawa czy macie ich więcej ode mnie i jak zapatrujecie się na ...zbieranie/chomikowanie/posiadanie kosmetyków? Ile to o wiele za wiele a jaka ilość jest w porządku?
Buziaki,
Gosia
Na dzisiaj przygotowałam kilka zdjęć o wszystkich szminkach, które posiadam. Z jednej strony mam ich sporo ale z drugiej nie są to olbrzymie ilości, każda z nich jest w użyciu i dobrze mi z tą moja gromadką.
Mam 14 szminek. Każdą lubię i każdej używam. Gdyby tak nie było, już dawno podzieliłyby los swoich poprzedników, którzy zostali oddani w lepsze ręce.
Postanowilam zacząć od pojedynczych rodzynków w mojej kolekcji. W sumie jest ich 5 a zaczynając od prawej jest to Gosh ze szminką w odcieniu Sundown. Dość ciekawa pomarańcz, której dokładne testowanie zostawiłam na bardziej słoneczne dni bo to dość wiosenno letni kolor. Pierwsze wrażenia zostawiła dośc pozytywne ale jeszcze przyjdzie na nią czas. Heartbraker z Rimmel gościła u mnie na blogu w zeszłym roku, KLIK. Rzecz dziwna bo wtedy nie byłam z niej zadowolona, po kilku miesiącach dałam jej znowu szansę i było nam lepiej, żeby nie powiedzieć, że dobrze. Przecież tylko krowa nie zmienia zdania. Kolejna szminka to mój hicior z Revlon. Lollipop KLIK jest już na wykończeniu, chyba to wyjaśnia wszystko? Mocna czerwień Blossom Red z Lola, to prezent od siostry, z Hiszpani. Kolor bardzo odważny ale bardzo mój. Ostatnia jest szminka z Inglot o dużo mówiącej nazwie #57, KLIK. Mówiłam to nie raz i powiem jeszcze raz, szkoda, że Inglot nie ma nazw dla swoich odcieni bo numerki są nudne i bezpłciowe.
Nie da się zaprzeczyć, że szminki z MACa to największa grupa w mojej kosmetyczce. Jak za chwilę zobaczycie jestem dość konsekwetna w wykończeniach, które wybieram ale co jakiś czas zdarzają się wyjątki. Pierwszym z nich to Cyber o wykończeniu Satin, KLIK. Nie zachwyciła ale mam zamiar dalej walczyć o naszą relację. Kolejny wyjatek to szminka o wykończeniu Cremesheen i idealny nudziak Creme D'Nude. Jedyny taki kolor jaki posiadam i narazie nie potrzebuję wiecej.
Kolejną, trochę wiekszą grupą sa szminki o wykończeniu Amplified. Zaczynając od lewej, Impassioned KLIK, pan doskonały, który bardzo często gościł na moich ustach podczas wakacyjnych imprez. Zaraz obok są jagody z odrobiną śmietany czyli Up the Amp, KLIK. Uwielbiam ten kolor ale mam ochotę na coś jeszcze bardziej fioletowego. Ostatnia, która nie chciała się pokazać na zdjęciu to Girl About Town, KLIK. Dośc odważna mieszanka wybuchowa ale jest moim ideałem.
Nie spodziewałam się, że szminki o wykończeniu Matte są najmocniejszą grupą. Scarlet Ibis pochodzi z limitowanej edycji Marilyn Monroe, KLIK i jest to mocna pomarańczowa czerwień. Zaraz obok niej jest Candy Yum Yum, dający po oczach róż, który wykończeniowo matu nie przypomina. I kolejna szminka z LE Marilyn Monroe czyli Charmed, I'm Sure. Głęboka czerwień, mocno kryjąca i bardzo przyciągająca uwagę. I moje najmłodsze dziecko, Lady Danger, która dopiero przy robieniu zdjęć rzuciła mi się w oczy jako coś podobnego do Sarlet Ibis. Koniecznie muszę zbadać sprawę.
![]() |
| Szminki MAC |
![]() |
| Szminki MAC |
A na sam koniec zostawiłam już wszystkie moje szminki razem.
Buziaki,
Gosia
sobota, 7 grudnia 2013
Listopadowy Projekt Denko
Ostatnio trochę mnie mniej w blogosferze. Przybyło mi trochę nowych obowiązkowych przez co nie mam już tyle czasu co do tej pory na blogowanie. Okropnie mi z tego powodu przykro ale liczę, że nauczę się lepszej organizacji i wyskrobię odrobinę czasu na lepszą opiekę nad LilOddiette.
W listopadzie nie poszalałam z denkowaniem, zużyłam o wiele mniej niż kupiłam ale pocieszam się, że grudzień będzie dla mnie łaskawszy pod względem denkowania. Oby!
Mówiłam, że jest tego malutko? A skoro grupowe zdjęcie mamy już za sobą przejdźmy do bliższego poznania denkowców.
Żel pod prysznic Original Source o zapachu cytryny i drzewa herbacianego. Szczerze mówiąc nie potrafię teraz przywołać tego zapachu więc podejrzewam, że nie porwał mojego zmysły powonienia. Już jestem szczerze przekonana, że żele OS nie są dla mnie i nie wiem skąd ten szał na nie. Kolejny żel pod prysznic od Balea. Miała być pomarańcza a był jakiś chemiczny smrodek. Nigdy więcej. I szampon do włosów produkowany dla Superdrug - naprawdę nie wiem dlaczego go kupiłam. Używałam go tylko raz na jakiś czas po okazał się być bardzo oczyszczający, co bym przekłknęła, ale zostawiał mi na głowie okropną szopę.
Baza pod podkład Rimmel zużyłam bo zużyłam ale szału nie było - pozostawiała okropną tłustą powłokę na twarzy. Sztuczne rzęsy Eylure, które dostałam w GB. Były gotowe do przyklejenia ale co z tego skoro kiedy odklejałam je od opakowania pasek kleju na nim został? Nie chciało mi się z tym bawić. Woda w sprayu Balea - woda jak woda. Używałam jej do odświeżenia maseczek.
Błyszczyk MAC, który miałam tak długo, że już nie pamiętam jakie miał wykończenie i kolor a wszystkie napisy się starły. Bardzo go lubiłam, miał delikatny różowy kolor i nienachalne drobinki. Odżywka do paznokci Eveline. Wiem, że wielu z Was zrobiła krzywdę ale mi pomogła odzyskać zdrowe, twarde i długie paznokcie. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się ją dostać na ebay.
Tusz do rzęs GOSH też dostałam w GlossyBox. Miał wydłużać co robił świetnie ale kilka dni temu odkręcając szczoteczkę, trzonek (górna część trzonka?) oderwał się od szczoteczki i ta została w środku. Co było zrobić? Musiałam wyrzucić. Kolejny tusz do rzęs tym razem od L'oreal był moim drogeryjnym ulubieńcem. Miał jednak jedną wadę, tusz gromadził się przy wlocie i zostawał po boku zastygając i tworząc nieestetyczny glucik. Smuteczek.
Balsam pod prysznic Nivea to śmiech na sali i nie wiem dlaczego był na niego taki szał. Serum do twarzy Vichy pachniał bardzo przyjemnie bo cytrusowo. Maseczka do twarzy z serum nawilżającym Montagne Jeunesse to produkt do którego nie wrócę. O ile maseczka mnie zadowoliła o tyle serum, które nałożyłam na twarz po zmyciu maseczki rozczarował. Rano wstałam z cudownymi farfoclami na twarzy. Krem BB Dior, oczywiście koło prawdziwego BB nie stał ale był całkiem miły w użyciu. Na zimę potrzebuję mocniejszego krycia ale zgłębię jeszcze temat tego BB przed nadejściem lata.
To tyle w tym miesiącu :) Znacie któryś z tych kosmetyków? Jak poszło Wam denkowanie w listopadzie?
Buziaki,
Gosia
W listopadzie nie poszalałam z denkowaniem, zużyłam o wiele mniej niż kupiłam ale pocieszam się, że grudzień będzie dla mnie łaskawszy pod względem denkowania. Oby!
Mówiłam, że jest tego malutko? A skoro grupowe zdjęcie mamy już za sobą przejdźmy do bliższego poznania denkowców.
Żel pod prysznic Original Source o zapachu cytryny i drzewa herbacianego. Szczerze mówiąc nie potrafię teraz przywołać tego zapachu więc podejrzewam, że nie porwał mojego zmysły powonienia. Już jestem szczerze przekonana, że żele OS nie są dla mnie i nie wiem skąd ten szał na nie. Kolejny żel pod prysznic od Balea. Miała być pomarańcza a był jakiś chemiczny smrodek. Nigdy więcej. I szampon do włosów produkowany dla Superdrug - naprawdę nie wiem dlaczego go kupiłam. Używałam go tylko raz na jakiś czas po okazał się być bardzo oczyszczający, co bym przekłknęła, ale zostawiał mi na głowie okropną szopę.
Baza pod podkład Rimmel zużyłam bo zużyłam ale szału nie było - pozostawiała okropną tłustą powłokę na twarzy. Sztuczne rzęsy Eylure, które dostałam w GB. Były gotowe do przyklejenia ale co z tego skoro kiedy odklejałam je od opakowania pasek kleju na nim został? Nie chciało mi się z tym bawić. Woda w sprayu Balea - woda jak woda. Używałam jej do odświeżenia maseczek.
Błyszczyk MAC, który miałam tak długo, że już nie pamiętam jakie miał wykończenie i kolor a wszystkie napisy się starły. Bardzo go lubiłam, miał delikatny różowy kolor i nienachalne drobinki. Odżywka do paznokci Eveline. Wiem, że wielu z Was zrobiła krzywdę ale mi pomogła odzyskać zdrowe, twarde i długie paznokcie. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się ją dostać na ebay.
Tusz do rzęs GOSH też dostałam w GlossyBox. Miał wydłużać co robił świetnie ale kilka dni temu odkręcając szczoteczkę, trzonek (górna część trzonka?) oderwał się od szczoteczki i ta została w środku. Co było zrobić? Musiałam wyrzucić. Kolejny tusz do rzęs tym razem od L'oreal był moim drogeryjnym ulubieńcem. Miał jednak jedną wadę, tusz gromadził się przy wlocie i zostawał po boku zastygając i tworząc nieestetyczny glucik. Smuteczek.
Balsam pod prysznic Nivea to śmiech na sali i nie wiem dlaczego był na niego taki szał. Serum do twarzy Vichy pachniał bardzo przyjemnie bo cytrusowo. Maseczka do twarzy z serum nawilżającym Montagne Jeunesse to produkt do którego nie wrócę. O ile maseczka mnie zadowoliła o tyle serum, które nałożyłam na twarz po zmyciu maseczki rozczarował. Rano wstałam z cudownymi farfoclami na twarzy. Krem BB Dior, oczywiście koło prawdziwego BB nie stał ale był całkiem miły w użyciu. Na zimę potrzebuję mocniejszego krycia ale zgłębię jeszcze temat tego BB przed nadejściem lata.
To tyle w tym miesiącu :) Znacie któryś z tych kosmetyków? Jak poszło Wam denkowanie w listopadzie?
Buziaki,
Gosia
Subskrybuj:
Posty (Atom)












