poniedziałek, 5 września 2016

Zużycia kosmetyczne

Nadal ciężko mi uwierzyć w to, że wakacje już się skończyły a jesień pojawiła się tak nagle. Przyznam, że w głębi serca cieszę się, że mogę wrócić do codziennej rutyny, do przerw na kawę pomiędzy zajęciami na uczelni i do ciepłych ogromnych szali, którymi będę mogła się opatulać. To właśnie wrzesień, a nie styczeń, jest dla mnie miesiącem nowych postanowień i planów. Nie będę ukrywać, że regularne blogowanie jest jednym z tych postanowień. A wraz z nowym rokiem przyszedł czas na pozbycie się pustych opakowań po kosmetykach, których udało mi się zużyć podczas wakacji.

wtorek, 10 lutego 2015

Shiseido Ibuki / zestaw startowy

Nie da się ukryć, że rzadko goszczę produkty pielęgnacyjne do twarzy na blogu. O wiele bardziej preferuję prezentacje kolorówki bo efekty są już, teraz a do tego są namacalne - no, widoczne na zdjęciach a ja jestem niecierpliwa, wszystko chciałabym mieć od razu. Na zestaw startowy z produktami z linii Ibuki z Shiseido miałam ochotę jak tylko dowiedziałam się, że wyszedł na rynek a jak na złość, przez długi czas nie mogłam go nigdzie dostać. W końcu udało mi się go dorwać w sierpniu i kilka tygodni potem zaczęłam go używać. 


Kolekcja Ibuki przeznaczona jest dla młodych kobiet w przedziale wiekowym 25-30 lat i jest odpowiedzią na trzy podstawowe potrzeby naszej skóry: nawilżenie, korekcja niedoskonałości i ochrona przed zmieniającymi się czynnikami zewnętrznymi. Co prawda do ćwierćwiecza brakuje mi jeszcze, prawie, dwóch lat ale nieustannie dbam o moją cerę, wolę zapobiegać niż leczyć i w sumie jedyne na czym na razie bardzo mi zależy to idealne nawilżenie. Moja skóra twarzy nie sprawia mi większych problemów, czasami pojawią się drobne niedoskonałości ale wtedy to tylko i wyłącznie zasługa mojego lenistwa.



Zestaw startowy Ibuki Shiseido to trzy 30ml miniatury Gentle Cleanser, Softening Concentrate i Refining Moisturizer. Cały zestaw kosztuje ok. 130zł ale jak na złość, znowu nigdzie nie mogę go dostać. 


Ibuki Gentle Cleanser to delikatna, bardzo kremowa pianka do oczyszczania twarzy. Pozostawia skórę odświeżoną i bardzo gładką i przyjemną w dotyku. Pianka świetnie się pieni a do tego potrzebuje bardzo małej ilości produktu. Skóra jest oczyszczona bez uczucia ściągnięcia czy wysuszenia, a Gentle Cleanser ani razu mnie nie podrażnił. Wspaniały produkt wart uwagi.


Ibuki Softening Concentrate to zmiękczający tonik do skóry twarzy. Ma jedwabistą, odrobinę żelową konystencję -  podobnie jak tonik z Clarins nakładam go na twarz rękoma. Błyskawicznie się wchłania, nie pozostawia uczucia lepkości, idealnie przygotowuję cerę na na dalsze zabiegi pielęgnacyjne. 


Ibuki Refining Moisturiser to atłasowy produkt nawilżający i ostatni etap pielęgnacji z tą linią Shiseido. Mimo swojej lekkiej konsystencji pozostawia cerę ukojoną, dobrze nawilżoną i bardzo miękką. Szybko się wchłannia i jest dobrą bazą pod makijaż. 


Trio z zestawu startowego Shiseido Ibuki okazało się być świetnymi produktami do mojej cery. Koloryt skóry znacznie się poprawił a cera została jedwabiście miękka i gładka. O ile jestem fanką aptecznej pielęgnacji o tyle będę dumała nad zakupem pełnowymiarowych produktów z linii tej marki. Całość okala przyjemny dla nosa owocowo kwiatowy zapach, ani trochę nie żałuję zakupu tego zestawu -jeżeli gdzieś go dostrzeżecie warto się nim zainteresować :-) 

czwartek, 7 sierpnia 2014

Lipcowe nowości kosmetyczne

Lipiec ani razu nie zasugerował, że się skończył. Ot tak, raz zajrzałam w kalendarz i uświadomiłam sobie, że mamy już pierwszy tydzień sierpnia. Taka niespodzianka. Lipiec upłynął pod znakiem zakupowego tumiwisizmu, nie miałam chciejstw ani potrzeb, nie chciało mi się robić większych zakupów - naprawdę myślałam, że skończy się na kilku produktach. Ostatni tydzień miesiąca nagle przyniósł kilka chciejstw i wyszło jak zawsze. Nie planuję jednak żadnych zakupów w sierpniu, oprócz tych najpilniejszych, potrzebuję przerwy. 



Najświeższym nabytkiem są perfumy Bonbon od Viktor&Rolf. Myślałam nad nimi odkąd tylko weszły na rynek, w końcu zdecydowałam się kupić 50ml flakon. Zapach jest tak słodki jak buteleczka - to moje klimaty.


Truskawowy sorbet do ciała z The Body Shop idealnie sprawdza się w letnie dni. Lekka konsystencja, świeży zapach, poprawne nawilżenie. Czego jeszcze oczekiwać? Polubiłam też wielkie, 500ml butle żelu pod prysznic z Soap&Glory. Sugar crush to bardzo cytrusowy, orzeźwiający zapach. 

Seria Shiseido Ibuki wpadła mi w oko już jakiś czas temu, jednak dopiero teraz udało mi się dorwać zestaw startowy. Widziałam same pozytywne opinie o tych produktach więc jestem do nich dobrze nastawiona, chociaż zdaję sobie sprawę, że u mnie mogą się zupełnie nie sprawdzić. Czarny jak węgiel czyścik do twarzy Dark Angels z LUSH będzie następcą LTGTR. Już niedługo pójdzie w obroty. 


Żel pod oczy z BiaBeauty jakoś mi nie służy dlatego zabrałam się za wykończenie miniatur kremów pod oczy. Kiedy te się skończą sięgnę po Aqua porin Active z Eucerin, który dorwałam na sporej promocji. Gdzieś wyczytałam, że MAC przestanie produkować Strobe Cream dlatego chciałam się z nim zapoznać przed końcem roku. I jest, chociaż nadal nie wiem czy się z nim lubię. 


W mojej ulubionej apteko-drogerii przez pewien czas była promocja na produkty Essie. Wybrałam odżywkę Fill the Gap i trzy, zupełnie inne, lakiery. Master plan, Blanc i Splash of Grenadine. Takich kolorów brakowało w mojej skromnej kolekcji.


Musiałam przecież sprawić sobie jakies produkty do ust ;-) Clarins Instant Light Natural Lip Perfector kusił mnie już od dłuższego czasu i nie był to zły wybór. Odkryłam też szafę NYX dość blisko mnie, przez co trafiło do mnie kilka ichnich produktów. Jednym z nich jest błyszczyk z serii Butter Gloss. Nie czuję jednak między nami tej chemii. MACowa pomadka Heroine to chyba dość popularny kolor, nie mogło go więc i u mnie zabraknąć. A, jest tu jeszcze konturówka NYX w mocnym, różowym kolorze Pinky.


Ostatnimi czasy czytałam same dobre opinie o sypkim pudrze Emotional Brilliance z LUSH tak więc trafił i do mnie. Na wykończeniu mam już dwa korektory dlatego przyszła pora na uzupełnienie zapasów. Tym razem wybrałam korektor z serii Mineralize z MAC. Bardzo rzadko zaglądam do szafy Catrice ale limitowana kolekcja Le Grand Bleu naprawdę wpadła mi w oko. Z tej właśnie limitki pochodzi rozświetlacz w pisaku Black's Pearl. I chyba najbardziej popularny produkt NYX czyli róż w kolorze Taupe, który służy mi do konturowania.


Limitowana edycja Catrice to też cień w kredce Mermaid it, jego trwałość i kolor powalają na kolana. Stwierdziłam też, że brakuje mi kolorowych kredek do kresek tak więc trafiły do mnie: MACowy Petrol Blue, Emerald City i Purple to kredki z NYX. Sięgnęłam też po Jumbo Eye Pencil w kolorze Cobalt z tej samej firmy. Zawieruszył się tu też pędzelek do brwi, który był mi potrzebny a który kupiłam za grosze. Ostatni produkt to BROWdrama z Maybelline. Używam go od kilku tygodni ale nie jest to chyba coś po co będę regularnie sięgać. 


piątek, 4 lipca 2014

Czerwcowy PowderPocket

Ekipa Powderpocket zaliczyła chyba małą obsuwę szykując czerwcowe pudełko bo dostałam je dopiero wczoraj. Jednak chyba warto było czekać bo jestem z niego bardzo zadowolona i nie mam żadnych zastrzeżen do zawartości pudełka. Jest dobrze i byle tak dalej. Hasłem przewodnim gazetki jest Viva Brazil a w pudełku przepasanym żółtą wstążeczką znajdziemy prawdziwą sambę produktów.




Na pierwszy ogień idzie miniaturka kremu do suchej skóry z Nia. Nia to irlandzka firma produkująca w pełni naturalne kosmetyki. Jeszcze bardzo ostrożnie podchodzę do pielęgnacji, o kolorówce nie wspominając, ale użyłam trochę kremu na ręce i jestem zachwycona lekka konsystencją i delikatnym zapachem. Moja miniatura to tylko kilka gram więc jest warta jakieś 1,2 euro.



Druga, dość porządna miniatura, pochodzi z The Body Shop i jest to pogrubiający tusz do rzęs. Tuszów nigdy za wiele a do tego nigdy nie miałam kolorówki z TBS więc chętnie dam mu niedługo szansę. Miniatura warta jest jakieś 4euro. W pudełku znalazłam też voucher na darmowe nitkowanie brwi w salonie TBS - na pewno się przyda, mam dobre wspomnienia z tym zabiegiem.



W czerwcowym pudełku pojawiło się Pixy, to kolejna irlandzka firma specjalizująca się w naturalnych kosmetykach. W udziale przypadała mi peelingująca kostka Lime Body Scrub. Jej zapach jest zniewalający i nie mogę się doczekać żeby jej użyć. Jedna kostka to 1 euro. 



Kolejna porządna miniatura, tym razem jest to Advanced Body Creator - Super Slimming Reducer czyli antycellulitowy żel do ciała z Shiseido. Nie żebym wierzyła, że sam mnie wyszczupli i wygładzi ale w połączeniu z ćwiczeniami może dać już jakieś efekty. 30ml tubka to  ok. 10 euro.


Ostatnia już miniatura to olejek do kąpieli Almond Soothing Bath Essence z Dr. Hauschka. Pachnie apetycznie, migdałami, tak jak olejek do pieczenia. Ekipa PP dokonała tu kolejnego znakomitego wyboru. 10ml fiolka warta jest 3 euro. 

W rozrachunku wartość pudełka tylko nieznacznie przewyższa jego cenę ale znalazłam w nim miniatury w rozsądnym rozmiarze, w dodatku każda z nich będzie przetestowana. Czego chcieć więcej? A co Wy myślicie o tym pudełku?

poniedziałek, 26 maja 2014

Shiseido Perfect Rouge / pomadka do ust

Pomadka Shiseido Perfect Rouge czy też Rouge Parfait (105zł/4g) dostępne są na rynku już od kilku lat, jednak ja nie zwróciłam na nie nigdy uwagi. Owe szminki mają nawilżać usta i być dlugotrwałe. Swój egzemplarz dostałam od ekipy Powderpocket jakiś czas temu. W udziale przypadł mi kolor BE208 Baby. 




Pomadka Shiseido zapakowana jest w nietypowy sposób. Zamiast tradycyjnego szminkowego opakowania w pudełku znajdziemy coś na kształt koniczyny.




BE208 Baby mógłby być opisany jako nudziak, ja do tego opisu dodałabym wzmiankę o lekko różowych i brzoskwiniowych tonach. Mimo że szminka wygląda na napigmentowaną na ustach jest niemal przezroczysta dając jednak spory blask. Nie powiedziałabym, że jest bardzo nawilżająca bo nie zauważyłam tego u siebie. Nie będzie też tu zdjęcia twarzy bo Perfect Rouge ginie na u mnie na ustach.

Szminka na pewno ucieszyłaby kogoś kto szuka bardzo delikatnego nudziaka, ja nie byłam jednak z niej zadowolona.

sobota, 29 marca 2014

Marcowy PowderPocket

Nie wiem jak to jest, że ledwo co robiłam zdjęcia lutowemu PowderPocket KLIK a tu wczoraj odebrałam kolejne, marcowe pudełko (gwoli przypomnienia, PowderPocket to irlandzka odpowiedż na GlossyBox). Mówiłam to już kilka tygodni temu ale wspomnę o tym jeszcze raz, uwielbiam kiedy kurier doręcza mi tą małą paczuszkę zaledwie dzień po wysłaniu.




Ekipa PowderPocket nie jest zbyt skora do zdradzenia co znajduje się w pudełkach więc uwielbiam ten moment kiedy w końcu mogę otworzyć kartonik i zobaczyć co dostałam. To moje trzecie pudełko i jeszcze ani razu nie byłam nim rozczarowana. A co dostałam w Marcu?


W marcu, w moje ręce trafiły dwa pełnowymiarowe produkty, dwie miniatury i jedna próbka. Nie jest źle, zresztą przyjrzyjmy się im bliżej.



Kremy BB w ogóle mnie nie interesują ale mimo że sama bym po nie raczej nie sięgnęła to sprezentowana mi miniatura na pewno zostanie użyta, tak żeby spóbować czegoś nowego. Green Tea Nude Cover BB Cream z Ginvera narazie trafia do koszyczka z próbkami żeby zostać wyciągnięty w lecie. Jestem ciekawa czy choć trochę przekonana mnie do kremów BB. Moja 8ml miniatura warta jest 6.70 euro.



Produkty Lavera znam z blogów tych z Was, które lubią naturalną pielęgnację a także z mojego pierwszego pudełka PP gdzie dostałam miniaturę, świetnego, kremu do rąk. 2in1 Hair and Body Wash może być świetny na wyjazdy. Ja narazie takowych nie planuję więc wykorzystam go w domu, żeby trochę bliżej poznać tę firmę. Nie posądzam się o zamiłowanie do naturalnych kosmetyków ale kto wie, może kiedyś sprawię sobie pełnowymiarowe produkty Lavera? 50ml miniatura warta jesr niecałe 1 euro.



I to co tygryski lubią najbardziej czyli a)pełnowymiarowy produkt b)szminka. Perfect Rouge Lipstick z Shiseido trafiła do mnie w odcieniu BE 208 - zapewne Wam też to niewiele mówi? W mojej kolekcji szminek KLIK jest tylko jeden nudziak więc ten lekko brzoskwiniowy cielisty kolor został dość gorąco przywitany. Co prawda mogłabym zacząć narzekać, że z 12 kolorów ja dostałam taki dość mdły ale nie będę bo jestem z niego naprawdę zadowolona. Tym bardziej, że szminka jest dość droga, kosztuje 27 euro, i raczej nigdy sama bym jej nie kupiła a tak mogę zobaczyć jak jej formuła sprawdzi się na ustach.



Perfumy Ghost są podobno dość popularne ale jeszcze nigdy nie przykuły mojej uwagi. Nie jestem pewna czy nuta zapachowa tego pachnidła przypadnie mi do gustu ale podejrzewam, że 2ml fiolka, warta 2 euro, pozwoli mi na przekonanie się o tym.



I ostatni produkt w tym pudełku, pełnowymiarowy i irlandzki. Sensitive Make-up Removal Wipes z Waterwipes to coś do czego mam dość ambiwaletny stosunek. Chusteczek do demakijażu nie używam odkąd przekonałam się, że zazwyczaj te chusteczki są do tyłka a nie do twarzy (taki żarcik) ale z drugiej strony te wszystkie zapewnienia producenta sprawiają, że dam im szansę. Jednak wątpię, że wrócę do takiej formy zmywania tapety. 24 chusteczki kosztują 3.49 euro.


Nie będę ukrywać, że podoba mi się zawartość marcowego PowderPocket. Według moich wyliczeń produkty, które dostałam warte są 40 euro - ja zapłaciłam za pudełko 15 euro i wszystko zostanie, wcześniej bądź później, użyte. A teraz już nie mogę się doczekać kwietniowej edycji ;)
Wpadło Wam coś w oko? Byłbyście zadowolne z takiego pudełka?

                                                                                                      Buziaki, 
                                                                                              Gosia

niedziela, 2 marca 2014

Lutowy PowderPocket

Miesiąc temu wspomniałam o irlandzkim odpowiedniku Glossybox, czyli PowderPocket, o tu KLIK. Minął kolejny miesiąc a w piątek przyjechało do mnie kolejne, lutowe pudełko. Muszę tu wspomnieć, że jak ostatnio przywiózł je kurier zaledwie dzień po wysłaniu, niebo a ziemia w porównaniu do GB na który zazwyczaj czekałam ponad tydzień.




Korzystając ze zbliżającej się gali Oskarowej ekipa PowderPocket postanowiła przyznać swoje własne Oskary kosmetykom w bardzo ciekawych kategoriach. Pomysł moim zdaniem świetny, tylko jak z wykonaniem?




W kategorii Najlepsza wschodząca gwiazda nagrodę dostał Herra Protect Perfume z Herra. I tu nie wiem czym dokładnie to coś jest. Wydaje mi się, że to coś w stylu perfumującego suchego szamponu do włosów z zadatkami na odżywkę zabezpieczającą włosy? Jestem jednak ciekawa tego produktu, szkoda, że dostałam tak malutką próbkę, która warta jest z 50 centów.




Nagroda na Najbardziej cieszący oko występ powędrowała do Benefiance Pure Retinol Eye Mask z Shiseido. Owe płatki mają wygładzić i nawilżyć skórę pod oczami, może też użyć jej w okolicach ust. Niestety dostałam tylko dwa płatki więc będą użyte jedynie pod oczami. Według moich obliczeń, moje mini opakowanie jest warte ok. 5 euro.



Najbardziej błyszczącą, drugoplanową gwiazdą został Brilliance Top Coat z Jessica. Firma jak i produkt są mi zupełnie nieznane ale jestem ciekawa czy ten top coat naprawdę będzie dodawał blasku paznokciom i przyspieszał czas schnięcia. Chętnie porównam go z Insta Dri, tym bardziej, że Sally Hansen jest o wiele tańsza od Jessica. Dostałam pełnowymiarowy produkt wart 13.95 euro.



Panem od Najlepszej ścieżki dźwiękowej został kremowy żel pod prysznic Shea Shower Cream z The Body Shop. Dawno nie miałam nic z tej firmy tym bardziej, że jakiś czas temu zraziłam się do ich żelu pod prysznic o zapachu chemicznego mango. Ostatnio moja skóra jest bardzo przesuszona a ja jestem odrobinę zbyt leniwa żeby coś z tym zrobić dlatego mam nadzieję, że to maleństwo mi pomoże trochę ją odratować. 60ml miniaturka warta jest jakieś 2 euro.



A najlepszym montażystą 4 Step File&Shine z Manicare. Pilniczek do paznokci mam (też papierowy;)), który bardzo lubię - jeżeli szukacie prostego w użyciu pilniczka polecam Wam S-file z Stylfile, chyba nie pokręciłam). Ale leży on zawsze na toaletce a jak spotka mnie krzywda na mieście to płacz i lament bo nie mam czym się ratować. Ten pilniczek, warty 2.50 euro, będę właśnie trzymać w torebce.

To wszystko w tym miesiącu, nie wiem do końca co myśleć o tym pudełku. W sumie nigdzie nie było napisane, że jest to subskrypcja próbek luksusowych więc tego się tutaj nie spodziewam. Lutowe pudełko warte jest 24 euro, co znacznie przewyższa jego cenę a w środku znalazłam kosmetyki po które sama raczej bym nie sięgnęła więc narazie będę kontynuować prenumeratę PowderPocket.Tak między nami, jeżeli mam do wyboru kiepski angielski GlossyBox a kiepski irlandzki PowderPocket to wybiorę to drugie, taki mały lokalny patriotyzm ;) 
Wiem, że mogłabym całkowicie zrezygnować z pudełek niespodzianek ale lubię ten element podekscytowania przy oczekiwaniu i otwieraniu pudełka plus nie są to jakieś duże pieniądze,a kto wie? Może za jakiś czas znajdę tu kosmetyk wszech czasów?

                                                                                           Buziaki, 
                                                                                       Gosia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...