środa, 14 października 2015

Kolekcja na środę / lakiery do paznokci

Przygotowanie ostatniego postu o kolekcji szminek KLIK sprawiło mi niemałe trudności. Nie miałam wtedy pojęcia, że obfocenie wszystkich lakierów do paznokci, które posiadam będzie jeszcze trudniejsze. Do ostatniego weekendu nie zdawałam sobie sprawy, że mam tego aż tyle. Zauważyłam jednak pewną zależność - im więcej fajniejszych lakierów tym bardziej moje paznokcie odmawiają współpracy. W efekcie borykam się z rozdwajającymi paznokciami, które lakier, przy dobrych wiatrach, widują raz na miesiąc. Ot, taki chichot losu. Niemniej, lubię tę moją kolekcję, lubię przekładać te małe buteleczki i delektować się ich kolorami. Dlatego dzisiaj zapraszam Was na post o mojej kolekcji lakierów do paznokci. 



środa, 30 września 2015

Nowości kosmetyczne

Denka, czy jak kto woli, śmieci kosmetyczne zawsze niosą ze sobą nowości :) zakupy to chyba jedna z najbardziej ulubionych czynności każdej z nas. Raczej nic nie odpręża tak bardzo jak kupno nowych ubrani czy kosmetykiów, prawda? Ostatnio odeszłam od co miesięcznego pokazywania zakupów, ot, raz jest ich więcej raz mniej więc staram się robić takie posty co dwa miesiące lub kiedy zbierze się tego trochę więcej. Nie wiem jak Wy ale ja uwielbiam nowości innych, mogę wtedy podejrzeć co jest teraz w ofercie, jaką marką warto się zainteresować podczas kolejnych zakupów. 



Kosmetyki od Laboratorium Nova* to jedyne nowości pielęgnacyjne. Po dogłębnym zapoznaniu się z ofertą marki wybrałam dla siebie dwa produkty z serii Go Cranberry - Inteligentnie Nawilżający Krem do Twarzy na Dzień i Odżywczo-Wygładzający Krem pod Oczy. Już kiedyś miałam próbkę kremu do twarzy i nadal podtrzymuję moje zdanie o jego zapachu - jest dla mnie zbyt mocny ale z działania obu panów jak narazie jestem zadowolona chociaż to jeszcze za szybko na jakiekolwiek recenzje. Do  rytuału wieczornej pielęgnacji dołączył też olejek do twarzy z serii GoArgan+ , jeszcze nigdy nie miałam okazji przetestować olejku do twarzy dlatego jestem bardzo ciekawa jakie działanie na mojej cerze będzie miał ten produkt z olejkiem arganowym i kiełkami owsa.


Paletka cieni do powiek Naked Smoky z Urban Decay miała swoją premierę tu KLIK. Dopiero szykuję jej pełną recenzję ale to nie jest moja paletka - zupełnie nie czuję się w tych kolorach. Trafiłam też na świetną promocję rozświetlacza Touche Eclat z YSL z której wprost nie mogłam nie skorzystać. W zeszłym tygodniu robiąc rundkę po drogeriach znalazłam szafę MUA, na pierwszy ogień poszła paletka Undressed, czyli tańsza wersja czy dupe  UD Naked1. Kuszą mnie też ichnie rozświetlacze tylko nie wiem jaki odcień wybrać?


Konturówek do ust nigdy nie za wiele i o ile bardzo lubię te z NYX o tyle ich szafy są zawsze mocno przebrane. Dlatego do koszyczka trafiła konturów Catrice 150 Vintage Rose i Essence 12 Wish Me a Rose, obie w bardzo bezpiecznych i delikatnych kolorach. Nabrałam też ochoty na różowo fioletowy cień do powiek i od razu skierowałam się do MACa, wybrałam przepiękny cień w odcieniu Star Violet, który na powiece wygląda wprost fenomenalnie.


Pozostają przy MACu korzystając z Back to MAC i, bardzo przydatnych, kart lojalnościowych trafiły do mnie aż cztery szminki. Od lewej - All Fired Up, Diva,  Steady Going i Viva Glam Miley Cyrus 2.W każdej z nich świetnie się czuję, ale u mnie o to nie ciężko ;)

Wpadło Wam w oko coś z moich nowości? Koniecznie muszę wziąć się za recenzje szminek bo jeszcze tak wielu z nich nie pokazywałam naustnie. 

poniedziałek, 28 września 2015

Sierpniowo-wrześniowe zużycia kosmetyczne

Gdyby zorganizowany byłby konkurs na najmniejszą zużytą ilość kosmetyków w miesiącu wygrałabym go z palcem w nosie. Za nic nie idzie mi zużywanie a przybywające kosmetyki nie polepszają sprawy. Stan pielęgmacji jeszcze jakoś się zgadza ale kolorówka? Dziękuję i dobranoc, zostanie jeszcze dla moich wnuków - chociaż ostatnio zauważyłam denko w rozświetlaczu Mary Lou może nie jest jeszcze tak źle. Sierpień był nadal intensywnym czasem w pracy, a wraz z początkiem września wróciłam na studia - tu poziom stresu jeszcze bardziej podrósł bo ni chu chu nie ma nigdzie mieszkań. I nie, mieszkanie co tydzień w hotelu ani trochę nie przypomina życia z Gossip Girl ;)



Nie wiem ile miesięcy zajęło mi zużycie kremu pod oczy Aquaporin Active z Eucerin KLIK, nie zrobił na mnie zachwytu za to niejeden krem mógłby pozazdrościć mu wydajności. Niestety, nie jest wart polecenia. Płyn micelarny Pure Active do cery wrażliwej i mieszanej z Garnier tak naprawdę niczym nie różni się od różowej wersji, świetnie zmywa makijaż i chyba już nigdy nie sięgnę po żaden inny micel ( a ostatnio w aptekach pojawiła się Bioderma, która już ani trochę mnie nie kusi).


O fioletowym duecie do blond włosów Touch of Silver z Provoke pisałam już nie raz - to najlepsze produkty tej kategorii w drogeryjnej cenie.


Wykończyłam też rozświetlacz w pisaku Touche Eclat z Yves Saint Laurent KLIK, od razu zaopatrzyłam się w kolejny egzemplarz, tym bardziej, że trafiłam na świetną promocję. Jajko z Real Techniques zaczęło podejrzanie wyglądać dlatego od razu pomaszerowało do kosza. Przy okazji zużyłam do końca bazę pod cienie do powiek bareMinerals, jest jeszcze lepsza od tych z Urban Decay!


Miniaturka emulsji SPF Anthelios 50 z La Roche Posay nie zachwyciła mnie swoją konsystencją, nie lubię takich rzadkich produktów. Odlewki olejku do mycia twarzy z serii Mineralixirs z bareMinerals też nie zrobiły wielkiego wow. Szminki - jedna z Wet'n'Wild druga z Gosh leżały nieużywane od roku, w końcu poszłam po rozum do głowy i z przyjemnością się ich pozbywam.


Zrobiłam też porządek w pędzelkach i do śmieci poleciały dwa egzemplarze sygnowane nazwą Cosmpolitan, które miałam od wieków. Gąbeczka do rozcierania rzadko kiedy była używana a pędzelek do eyelinera niestety stracił swój kształt.

Nie jest tego dużo ale zawsze do przodu ;) a jak Wam poszło zużywanie?

piątek, 13 lutego 2015

YSL / Le Teint Touche Éclat, rozświetlający podkład

Nigdy nie ukrywałam, że preferuję dość kryjącą tapetę na twarzy a moim ulubionym podkładem jest Studio Fix z MAC, zawsze mam jego buteleczkę w zapasie. Jednak w mojej małej kolekcji podkładów  znajdą się też produkty lżejsze, trochę mniej kryjące, o innym wykończeniu. Bez wątpienia Le Teint Touche Èclat z YSL taki jest - lekki, nadający cerze blasku i kryjący niedoskonałości. 


Spośród 22 (w Polsce dostępnych jest tylko dziewięć) odcieni wybrałam dla siebie B30, jest niemal identyczny jak NW15 z MAC a idealnie stapia się z kolorem cery. Podkład zamknięty jest w przepięknym szklanym flakoniku, który nawiązuje do słynnego rozświetlacza w pisaku tej firmy.


YSL Le Teint TE jest bardzo kremowy, nie pozostawia smug.
Daje półmatowe wykończenie, rozświetla, zmiękcza rysy twarzy. Najbardziej lubię używać go palcami, uzyskuję wtedy dość naturalny efekt, gdzie krycie jest lekkie w stronę średniego. Nakładany jajkiem RT daje średnie krycie ale z dość mokrym wykończeniem.Najlepsze krycie uzyskuję nakładając podkład pędzlem Hakuro ale robię to bardzo rzadko, przecież po Le Teint TE sięgam kiedy chcę osiagnąć lekki, dziewczęcy wygląd.  Niezależnie od techniki aplikacji podkład nie wchodzi w pory, wyrównuje koloryt i sprawia, że cera wygląda świeżo i lekko, twarzy pokryta jest delikatną powłoczką. Według mnie to produkt dający efekt photoshopa - muszę jednak zauważyć, że nie mam znacznych przebarwień, a te które pojawiły się po zeszłorocznej chorobie są już niemal niewidoczne.



Le Teint Touche Eclat to nie tylko świeży wygląd, ale także orzeźwiający, ogórkowy (?) zapach. Dla niektórych to szczegół ale ja to doceniam bo spotkałam się już z śmierdzielami.


Podkład zazwyczaj tylko lekko przypudrowuję w strefie T - najczęściej sypańcem z LUSH ale muszę uważać żeby nie przesadzić, inaczej po kilkunastu godzinach ta mieszanka waży się w okolicach nosa. Niemniej jest to podkład, który nie wymaga poprawek i wygląda dobrze od aplikacji do demakijażu. Nigdy mnie nie podrażnił, nie przesuszył, nie ściemniał.

YSL Le Teint Touche Eclat to podkład, którym uzyskamy zdrowy i wypoczęty wygląd. Niestety, podejrzewam, że nie sprawdziłby się na tłustych cerach i tych z mocnymi przebarwieniami i niedoskonałościami, ale warto przetestować jego próbki. Tylko uwaga, ten 30ml podkład w Douglas kosztuje 219zł, w Sephora tylko 209zł co i tak jest dość kosmiczną ceną ;)

piątek, 20 czerwca 2014

Yves Saint Laurent La Laque Couture17 Bleu Cobalt / lakier do paznokci

To moje szczęście, że kiedy jest lato i mogłabym zaszaleć z paznokciami to te zaczęły się łamać i rozdwajać. Grzebanie, dłubanie w piachu i budowanie zamków z piasku też jakoś nie pomagają i kondycja moich paznokci woła o pomstę do nieba. Zacznie padać deszcz to się nimi zajmę, narazie w planach mam uzyskanie zdrowej opalenizny ;-) Kilka dni temu udało mi się pomalować paznokcie - wybrałam kolor, który mam już od kilku miesięcy a jeszcze nie miał swojej premiery. Lakier do paznokci z Yves Saint Laurent w odcieniu 17 Bleu Cobalt (105zł/10ml) zachwycił mnie swoim wyglądem w butelce. 



Ciemny granat z delikatnym shimmerem na paznokciach raz wygląda jak czerń a raz jest tym co widzimy w butelce. Wygodny, dobrze wyprofilowany pędzelek ułatwia aplikację i już jedna warstwa daje fantastyczny efekt bez smug. Wysoki połysk, nasycony kolor i błyskawiczne wysychanie sprawiły, że uwielbiałam podziwać ten kolor.


Czy ma jakieś minusy? Tak i to spore. Po pierwsze trwałość, odpryskuje po dwóch dniach. Po drugie,  zmywanie go to istna katorga. Wszystko łącznie z palcami i ubraniami jest ufaflunione. O ładnych skórkach mogę zapomnieć. Po trzecie, lakiery La Laque Couture zawierają w sobie olejek Chill Rose, który mają nawilżyć paznokcie i chronić je przed złamaniem - mam wrażenie, że znacznie pogorszył stan moich, lichych już, paznokci i wszystkie problemy zaczęły się od niego.


Bardzo lubię ten kolor ale nic nie jest w stanie wynagrodzić mi jego złych stron - wolę zostać przy Essie bo nie jestem ani trochę kompatybilna z lakierami YSL. Cieszę się, że udało mi się go kupić za połowę ceny, przynajmniej nie pluję sobie teraz w brodę. 

piątek, 13 czerwca 2014

Yves Saint Laurent Baby Doll / pogrubiający tusz do rzęs

Uwielbiam tusze do rzęs. Uwielbiam to co potrafią zrobić z moimi rzęsami - wydłużają, pogrubiają, sprawiając, że nie potrzebuję sztucznych rzęs. Mam kilku ulubieńców co zupełnie nie przeszkadza mi w dalszym szukaniu, testowaniu i tak trafiłam na, kultowy, pogrubiający tusz do rzęs Volume Effet Faux Cills Baby Doll (149zł), który wyszedł ze stajni YSL. Dzięki temu cudeńku w złotym kubraczku miałam mieć rzęsy jak laleczka a wyszło jak zawsze.



Jak zawsze sięgnęłam po czarny jak węgiel Fetish Black. Jakoś nie wyobrażam sobie siebie używającej brązowego tuszu, musi być czerń i już. Nie mam za to preferencji co do szczoteczki, uważam, że na to czy grzebyk jest funkcjonalny i przyjemny w użyciu składa się więcej aspektów aniżeli tylko to z czego jest zrobiony. Bywają silikony i silikony, prawda ;)


Pierwszy raz z tym tuszem był istną przyjemnością. Owa silikonowa szczoteczka idealnie modelowała rzęsy sprawiając, że były rozdzielone, pogrubione i wydłużone, jak u porcelanowej laleczki. Głęboka czerń, efekt jak udawało mi się wyczarować na rzęsach i niezwykła trwałość sprawiły, że byłam niemal pewna, że już nigdy nie sięgnę po żaden inny tusz.
Po niecałych dwóch miesiącach nasza miłość się skończyła bo Baby Doll zrobił się jakiś ... suchy. Nie robił już cudów z moimi rzęsami a na dodatek zaczął się osypywać. Zdjęć nie ma bo przegapiłam najlepszy czas na ich zrobienie, najpierw był zbyt mokry a potem stał się sucharkiem, jednak na zdjęciu w tym poście klik można coś dojrzeć.

Niby wymieniam tusze do rzęs co trzy miesiące ale lubię kiedy to ja decyduję kiedy to robię a nie kiedy tusz za spore pieniądze robi to za mnie. Jestem rozczarowana i tyle.

środa, 14 maja 2014

Kolekcja na środę / bazy pod cienie, korektory, eyelinery, kosmetyki do brwi i tusze do rzęs

Seria postów o mojej kolekcji kosmetyków powoli dobiega końca. Z każdym kolejnym postem pojawiają się nowe przemyślenia i uwagi ale te na razie zostawię dla siebie, poczekam aż wszystko mi się ułoży. Dzisiejsza notka ta taki misz masz. Niby pojawiają się tu produkty do makijażu oczu, takie jak bazy pod cienie, eyelinery, tusze do rzęs i produkty do brwi ale dorzuciłam jeszcze korektory - bo z jakiegoś powodu nie trafiły do postu z zeszłego tygodnia. 



Pamiętam kiedy jedyną bazą pod cienie jaką miałam była ta z Essence, w dodatku używałam jej bardzo sporadycznie. Dzisiaj nie wyobrażam sobie codziennego makijażu bez bazy. Miniatura Eyeshadow Primer Potion ( wersja Original) z Urban Decay dołączyła do mnie zaledwie w zeszłym miesiącu ale już jestem nią zachwycona, o wiele bardziej niż tą samą bazą, tyle że w wersji Eden. Kremowa baza z Inglot raz się sprawdza a raz nie. Zupełnie nie wiem od czego to zależy więc nadal obserwuję. No i Duraline, też z Inglot, który często używam do utrzymania w ryzach tych bardziej miałkich cieni z Naked 3.



6 korektorów to dla mnie taka optymalna liczba. Tym bardziej, że co najmniej dwa z nich niedługo zużyję. Pro Longwear Concealer z MAC KLIK był chyba tym od którego wszystko się zaczęło. Od czasu jego recenzji zmieniłam jedynie trochę jego zastosowanie bo zaprzestałam używania go pod oczy. Zaraz obok jest Erase Paste z BeneFit, który jak zauważycie na zdjęciu dość mocno wpada w róż. Na całe szczęście na twarzy nie zostawia prosiaczkowych plam. Nie mam za to żadnych problemów z Fake Up, też z BeneFit KLIK.  Uwielbiam go tak bardzo, że powoli się kończy a ja planuję zakup kolejnego egzemplarza. O Radiant Creamy Concealer z NARS nie mam co się rozpisywać bo pisałam o nim zaledwie kilka dni temu KLIK. The Touche Magique z L'Oreal porównałam całkiem niedawno z Touche Eclat KLIK, który na zdjęcie już się nie załapał. Korektor z L'Oreal ostatnio służy mi do lekkiego konturowania twarzy. No i ostatni, świeży i jeszcze nie rozruszany korektor z Golden Rose. 



Właśnie uświadamiam sobie, że potrzebuję kolorowych kredek do oczu bo mam za dużo czerni. Eyestudio Lasting Drama Gel Eyeliner z Maybelline to produkt do którego bardzo często wracam. Z tej samej stajni pochodzi cień w kremie Colour Tattoo 24h w kolorze Tourqoise Forever nie podoba mi się jako cień i o wiele bardziej wolę użyć go jak eyelinera. Fluidline Blitz and Glitz z MAC lepiej obejrzeć tutaj KLIK żeby dostrzec to co mnie w nim urzekło. Flamastra be a ...bombshell używam bardzo sporadycznie. Kredka Natural Kajal z Benecos trafiła do mnie dzięki PowderPocket i jestem zachwycona jej trwałością. Eyeliner dla brązowych oczu Super Liner Liminizer Brown Eyes z L'Oreal sprawia, że moje oczy przykuwają uwagę. Tak jak w Blitz and Glitz są złote drobinki tak w tym eyelinerze znajdują się niebieski pyłek, który sprawia, że oczy wyglądają na radosne, błyszczą i migoczą.
Kredka 24/7 Glide-on eye pencil w kolorze Zero z Urban Decay to czarny koń w kategorii kredek. Miedziano brązowy Copper Penny Eyeliner z GOSH to mój, bezpieczny kolor w którym też bardzo dobrze się czuję. A gdyby było mi za mało ciemnych kolorów i drobinek to Khol Power Eye Pencil w odcieniu Orpheus z MAC KLIK wypełni tę pustkę. W końcu zdecydowałam się na rozświetlenie dolnej linii wodnej i Inliner Kajal 56 Blonde z Isa Dora mi w tym towarzyszy.


Z brwiami nie szaleję. Najczęściej sięgam po Veluxe Brow Liner Deep Dark Brunette z MAC KLIK.  Jednak kiedy mam odrobinę więcej czasu przed wyjściem kombinuję z Aqua Brow z Make Up For Ever. Tymczasem nadal szukam idealnego pędzelka do tego produktu.



Od co najmniej dwóch lat wyznaję zasadę, że otwarty ma być tylko jeden tusz do rzęs, do tego po trzech miesiącach musi trafić do kosza a ja mogę sięgnąć po coś z zapasów. Aktualnie na tapecie jest Baby Doll z YSl. Uwielbiam ten tusz za to co robi z moimi rzęsami! Muszę go Wam nie długo pokazać. Za to używanie dżywki do rzęs z Christian Breton idzie mi jak krew z nosa. Bardzo często o niej zapominam. W zapasach tuszowych mam In Extreme Dimension Lash z MAC, który pójdzie w ruch za jakieś dwa miesiące a po MACowym tuszu będę używać False Lash Effect z Inglot. Wygląda na to, że moje tuszowe zapasy są dość skromne i muszę je uzupełnić ;)



środa, 7 maja 2014

Kolekcja na środę / Podkłady, pudry i bazy pod podkład

Ostatnio odrobinę zapuściłam się z postami z moją kosmetyczną kolekcją. Jednak Wasze głosy, że lubicie tę serię i te środowe posty były dobrym pomysłem uświadomiły mi, że trzeba wrócić. Wydaje mi się, że jesteśmy już na finiszu, jeszcze 2 czy 3 posty i środowe notki dobiegną końca ale już myślę nad kolejnym czymś, mam nadzieję, że to coś pozwoli nam na lepsze poznanie siebie nawzajem. Ale ja nie miałam o tym ... Tak, podkłady, pudry i bazy pod podkład to dzisiejszy temat przewodni. Nie mam zbyt wielu tych kosmetyków ale wydaje mi się, że narazie mi wystarczy a wszelkie zachcianki będę spełniać w miarę możliwości ale bez żadnej spiny.



Pierwszy z lewej to Le Teint Touche Eclat Foundation z Yves Saint Laurent. Nabytek dość świeży więc ciężko mi cokolwiek o nim powiedzieć ale po wstępnych testach jestem na tak. Tuż obok jes mój faworyt wszech czasów, pierwszy MACowy podkład jaki wpadł mi w ręce i od razu okazał się hitem. Studio Fix, KLIK bo o nim mowa, jest idealny dla mojej cery i spełnia wszystkie moje wymagania. W buteleczce zostało teraz wystarczająco podkładu na jedno użycie więc oszczędzam go na lepszy dzień bo w sklepie internetowym nigdy nie ma mojego odcienia. Obok mojego ulubieńca jest Naked Skin Foudation z Urban Decay. Szykuję recenzję o tym panu więc więcej już niedługo. O Double Wear z Estee Lauder pisałam dość niedawno KLIK. Prawdziwy tytan wśród mojego zbioru pod względem krycia i trwałości.


Naked Skin Beauty Balm z Urban Decay też jest dość nowy i mimo kilku użyć nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej oprócz tego, że nie jestem co do niego zbyt przekonana. Nude Magique Eau de Teint z L'Oreal to niewypał jak się patrzy. Po więcej odsyłam tu, KLIK.


Słoiczki z bareMinerals to nic innego jak podkład mineralny Original SPF w dwóch odcieniach Fairly Light i Light. Na dniach pojawi się recenzja kosmetyków tej firmy więc nie chcę psuć niespodzianki i wszystko opowiem wtedy. A, no i kompakt 2w1 Studio Fix z MAC, który nadal rozgryzam i testuję na każdy możliwy sposób.


W końcu jesteśmy przy pudrach. Od lewej Mineral Veil z bareMinerals, o którym też wkrótce. Bambusowy puder z Paese szczerze mnie zaskoczył swoimi właściwościami mimo że wielką fanką sypanych pudrów nie jestem. Studio Careblend z MAC to powrót do korzeni bo to był mój pierwszy puder tej firmy te kilka lat temu. 


Hello Flawless z BeneFit prawdopodobnie powinno ukazać się razem z podkładami bo jest to dość mocno kryjący puder, który w połączeniu z podkładem dość często robi maskę na twarzy. Naked Skin Powder z Urban Decay jest świetny! Współpracuje z każdym podkładem i jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. No i Meteoryty z Guerlain, których nie do końca wiedziałam gdzie umieścić. W końcu doszłam do wniosku, że mają więcej z pudru wykanczającego niż rozświetlacza.


To już prawie koniec, obiecuję! Bo o bazie Prime time z bareMinerals też nie będę się teraz rozwodzić. Velvet Touch Foundation Primer z GOSH to moja pierwsza baza, która służy mi od dłuższego już czasu. Illuminating Primer Spf15 z MONU jakoś do mnie nie przemawia bo jest zbyt rozświetlająca chociaż może słoneczne dni sprawią, że po nią sięgnę. 


Kto nie zna thePorefessional z BeneFit? Pisałam o tej wygładzającej bazie tu KLIK i jest moim stanowczym faworytem. Lubię ją tak bardzo, że przeczuwam rychłe denko. O bazie Stay Flawless, też z BeneFit pisałam tu KLIK. Świetna baza, która zaskakuje swoim zachowaniem po zetknięciu się ze skórą. Powoli do niej wracam bo ze wzgledów higienicznych musiałam ją odstawić na jakiś czas aż moja skóra wróci do normy. 


To wszystko. Dużo, mało? Dla mnie narazie wystarczająco ale jestem ciekawa jak wyglądają Wasze zbiory.

środa, 19 marca 2014

Kolekcja na środę:lakiery do paznokci

Kolejna bo już czwarta część mojej serii postów Kolekcja na środę. W poprzednich zdążyłam już pokazać moją skromną kolekcję perfum KLIK, dość sporą kolekcję pędzli do makijażu KLIK, i taką sobie kolekcję szminek KLIK. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że wpadłam na dobry pomysł, który nie tylko spotkał się z Waszym uznaniem ale też pozwala mi na dokładne rozeznanie w tym co mam. Okazało się, że posiadam aż 41 lakierów! Według mnie to o wiele za wiele i pora na kolejne porządki, których nie było od października. Co jakiś czas staram się oddać lakiery któych już nie używam w lepsze ręce. 
Nie będę przedłużać, zapraszam Was obejrzenia tego co trzymam w lakierowym pudełeczku.


Różowości to druga w kolejności najliczniejsza grupa, którą posiadam mimo to każdy z nich jest inny. Od lewej znajduje się Inglot #362 o którym nawet niedawno pisałam KLIK i który zaszczepił we mnie zainteresowanie ofertą tej firmy. Obok jest Perpetual Peony z NYC, który najpewniej pierwszy pójdzie do odstrzału bo na paznokciach nie miałam go całe lata świetlne. Kolejny lakier z NYC to Bubblegum Pink KLIK. Ten odcień nie grzeszy trwałością więc nie noszę go zbyt często. Lakiery z L'Oreal niektórzy (cocaron ;)) kochają, niektórzy (ja) nie do końca lubieją. Opulent Pink to ciekawy kolor ale z kiepską trwałością. Za to #309 z Bell KLIK trzyma się na paznokciach okropnie długo. Znalazł się tu też MACzek z najnowszej limitki Fantasy of Flowers o pięknym odcieniu Saint Germain, zdecydowanie brakuje mi do niego szminki. Kocham wszystkie moje lakiery z Essie i Watermelon nie jest żadnym wyjątkiem. Kolor idealny <3


Z Golden Rose zaprzyjaźniłam się dzięki temu cudnownemu kolorze czerwonego wina #30. Pisałam o nim jakiś czas tu KLIK. Obok jest czerwień idealna czyli kolejny Essie i Russian Roulette. Kocham, kocham, kocham. I nie potrzebuję już żadnych innych czerwieni. Po 03 Kiss on Top of the Rock z Essence sięgam kiedy chcę podrasować zwykłą czerwień na paznokciach i ten duet pozwala mi na coś innego.


Nie spodziewałam się, że jasne i nudziakowe kolory to też dość spora grupa. Od lewej jest moje najnowsze odkrycie i miłość, lakier nude z Clinique 28 Birthday Suit KLIK. Obok jest jakiś dziwak z Eveline czyli lakier z odżywką do paznokci 6w1. Prosiłam o najzwyklejszą odżywkę a siostra kupiła mi toto. Zobaczymy jak się sprawdzi. Wieki temu w H&M znalazłam lakier nude, który w pełni mnie zadowolał (aż nie odkryłam Clinique ;)) Nerd był chyba jednym z pierwszych lakierów jakie pokazałam na blogu KLIK. Kolejne Essie i Fiji, który dostałam na Gwiazdkę. Koniecznie muszę Wam go pokazać w połączeniu z pewną błyskotką. Swego czasu lakiery NYC były jednymi z kilku, które można było dostać w pobliskim mieście, no i kosztowały grosze więc nic dziwnego, że w swojej kolekcji mam też Oh SoHo Sweet. Znowu lakier z Essie - adore-a-ball. Tak między nami, jeszcze go nie używałam więc nic nie mogę o nim powiedzieć.


Żółtki są dwa. Go Bananas z Sally Hansen to żółć z delikatnym shimmerem i zapachem bananów! Limon Claro wyszło ze stajni Springfield Cosmetics i jest baardzo optymistycznym kolorem.


Znowu NYC i Mint Macaroon. Niestety, tak jak jeden z róży na paznokciach trzyma się cały jedeń dzień. Lakier Wibo trafił do mnie dzięki Gosia, błękit Blue Lake bardzo mi się podoba i nie mogę się doczekać lata żeby znowu go nosić. No i jest to Gosiny lakier, od Gosi dla Gosi ;)


Przedwczoraj pokazałam Wam lakier Sidewalk z RARE Nails KLIK. Najlepiej podsumowała go Chili  'francuski lakier, kupiony w Hiszpanii trafił do Irlandii, aby pomalowała nim paznokcie polska dziewczyna'. :) Bouncer it's me z Essie to niestety mały koszmarek ale jeszcze będę z nim eksperymentować. Obok jest Essence i za cholerę nie pamiętam jaki Underwater tak naprawdę jest. YSL zachwycił mnie w sklepie swoim głębokim odcieniem Bleu Cobalt. Niestety, moje paznokcie są na niego za krótkie i jeszcze musi poczekać aż będzie miał swoją premierę.



Fiolety też są dwa. Sexy Divide z Essie KLIK jest tak piękny, że już ma spore użycie. Za to zupełnie nie wiem co robi u mnie Tawny Port z Technic KLIK. Ani niczym mnie nie zachwycił ani po niego nie sięgam.


Znowu ten nieszczęsny lakier z L'Oreal, tym razem You Are Worth It KLIK. I równie nieszczęsne NYC City Blackout. Jedyna czerń jaką posiadam i, o dziwo, bardzo rzadko po nią sięgam.


Nie spodziewałam się, że posiadam tyle błyskotek w swojej kolekcji! Piegusowy #115 Jolly Jewels z Golden Rose KLIK jest przecudowny! Ciekawa jestem czy te lakiery nadal są w sprzedaży? p2 kojarzy mi się tylko z piaskami. nic dziwnego bo 050 Confidential to właśnie piasek KLIK. A Cut Above z Essie koniecznie musi być sparowany z Fiji,z tejże firmy. Zresztą ten różowy brokat dostałam w komplecie razem z tamtym mlecznoróżowym lakierem. Wieki temu w Claire's dorwałam niepodpisany brokat, który koniec końców nie zrobił szału. Obok jest przepiękne złoto Gilded Lily z Sally Hansen KLIK. Staram się być z nim oszczędna żeby zbyt szybko się nie skończył. Kolejny lakier z p2 czyli 080 Go Dangerous, błyskotka jak się patrzy! Zresztą, wszystko tu błyszczy, tak jak Galaxy z GOSH KLIK. Miniaturka Follow Me On Glitter z Nicole by OPI jest już na dnie. Tak mi się spodobała, że przez kilka tygodni tylko ten lakier był na moich paznokciach! Błyszczący jak miliony monet, tfu, drobinek zatopionych w fiolecie Scorching Haute z limitowanej edycji Temperature Rising z MAC był moim pierwszym MACowym lakierem, KLIK.


Ufff, prawie koniec! Jeszcze tylko Pro White Original czyli lakier, który ma wybielać paznokcie. Tego efektu nie zauważyłam ale świetnie działa jako baza pod lakier. Top Coat Jessica dostałam w ostatnim pudełku PowderPocket ale jeszcze ani razu go nie użyłam. Kolejny top, Insta Dri z Sally Hansen czyli i ja w końcu stawiam czoła legendzie. Obok jest nijaki topcoat z Essence, który miał dawać efekt żelowych paznokci a jedyne co dawał to możliwość oderwania lakieru od płytki.

To koniec! Jestem baaardzo ciekawa ile lakierów posiadacie? Wyobrażam sobie, że lakieromaniaczki idą w setki? Jako że lakieromaniaczka ze mnie żadna przeraża mnie ilość lakierów, które ja mam i wiem, że muszę je przejrzeć i kilku się pozbyć. 

                                                                                                             Buziaki, 
                                                                                                     
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...