Na to pudełko czekałam z niecierpliwością. Po sukcesie GB w zeszłym miesiącu w grudniu spodziewałam się fajerwerków, nosorożcy ... wróć ... jednorożcy i tęczy. Niestety fajerwerków nie było, jednorożcy też nie, nie wspominając już o tęczy. Tylko opakowanie mnie porwało. Trochę za mało jak dla mnie. Wow, rozczarowanie tak bardzo, nieuszanowanko.
Cieszę się jedynie z pudełka bo jest przesłodkie i świetnie wpasowuje się w klimat świąt.
Papier ozdobny też jest uroczy i nie miałabym nic przeciwko gdyby prezenty pod choinką w przyszłym tygodniu też byłyby tak zapakowane.
W środku bida z nędzą. Niestety. Na pewno wszyscy wiedzą, że GB to pudełko z kosmetykami luksusowymi bądź ciężko dostępnymi.
A Maybelline to nie dość, że ciężko dostępna marka to i też bardzo luksusowa, ani trochę nie drogeryjna!. Co z tego, że to pełnowymiarowy produkt wart (całe) 8 funtów skoro dostępny jest nawet w Tesco? Oczywiście, tusz do rzęs zawsze się przyda ale, na koci ogon!, ale nie mam ochoty dostawać Maybelline.
To tyci tyci coś to 4ml miniaturka błyszczyku do ust Beautiful Movements Cosmetics. Marka wynaleziona przez jedną z Pussycat Dolls, Kimberley Wyatt a błyszczyk nudziakowy i bardzo kryjący. Taki sobie. Pełnowymiarowy 12 ml produkt wart jest 12 funtów.
W nosie mam to, że Rituals i że pełnowymiarowy produkt. Krem do rąk dostałam już w zeszłym miesiącu i biorąc pod uwagę mój mały przerób nigdy nie zostanie zdenkowany. Ba, prawdopodobnie nie użyję go więcej niż trzy razy. Pełnowymiarowy produkt kosztuje 10 funtów.
Hit pudełka czyli naturalne mydełko z makiem Bee Nature. Prawdopodobnie ekipa GB pomyślała, że osoba mieszkająca na wsi może nie mieć dostępu do mydła. Ktoś musi biedaków uświadomić, że mydła to ci u nad pod dostatkiem i doprawdy nie trzeba było mi wysyłać tego maleństwa. 100g mydełka kosztuje 6 euro ale nie wiem ile gram dostałam.
Kolejny hicior, dwie malusieńkie próbeczki kremu ciała Ying Yang Skincare. Nie wiem czy starczy na jedną rękę, podejrzewam, że nie. No i szkoda, że GB nie przypatrzyło się próbkom gdzie jak wół jest napisane 'free sample, not for resale'. Mam nadzieję, że osoba, która skompletowała dla mnie pudełko poprosiła Mikołaja o okulary. 50ml kremu warte jest 20 funtów.
I tym kończę moją przygodę z GlossyBox. Pudełko oceniam na mierny ale cieszę się, że kupiłam go za glossy punkty. Możliwe, że GB jest tak dziadowy dlatego, że za niego nie zapłaciłam? To już drugie pudełko zdobyte w ten sposób i drugie, które mnie rozczarowało. Anuluję subskrypcję ale co miesiąc będę sprawdzać co jest w ofercie i możliwe, że skuszę się na kolejne. Ale nigdy więcej nie kupię go w ciemno.
Buziaki,
Gosia
środa, 18 grudnia 2013
wtorek, 26 listopada 2013
Listopadowy GlossyBox UK
I jest. Z dość dużym opóźnieniem bo po zeszłomiesięcznym pudełku, które bardzo mnie rozczarowało i o którym pisałam tu KLIK zrezygnowałam z prenumeraty GB. Nie chciałam płacić za coś co znowu mogło okazać się niewypałem i chciałam poczekać aż zobaczę co dostały dziewczyny zanim cokolwiek zamówię. Zawartość, którą widziałam na blogach nawet mi się spodobała i stwierdziłam, że zaryzykuję. Kliknęłam i dziś rano dostałam listopadowego GlossyBoxa.
W pudełku znalazłam 3 pełnowymiarowe kosmetyki, jedną dość sporą i trzy mniejsze miniaturki. Dla przypomnienia dodam, że w zeszłym miesiącu dostałam jedynie jeden pełnowymiarowy produkt a pozostałe cztery próbeczki były śmiechu warte.
Niestety, ekipa GlossyBox nie dodała ulotki i żeby poznać ceny produktów będę musiała wspomóc się informacjami z Internetu.
Już w weekend wiedziałam co dostanę - podejrzałam ankiety na stronie GB. Ale tego produktu Vichy zupełnie się nie spodziewałam. Miałam dostać płatki do zmywania lakieru z paznokci ale prawdopodobnie nie mieli ich już na stanie i dostałam Normaderm 3in1 cleanser. Można go używać na trzy sposoby: maseczki, czyścika i scrubu do twarzy. Oprócz żelu do mycia twarzy nie miałam nigdy innych produktów z tej serii więc chętnie zobaczę z czym to się je i czy przypadnie mi do gustu. Pełnowymiarowy 125ml produkt kosztuje około 15 euro - ja dostałam 50ml czyli całkiem przyjemna pojemność.
I znowu Vichy. Tym razem seria Idealia. Dostałam dwie 3ml próbki serum, które już znam. Użyłam próbki w zeszłym miesiącu i ten produkt nie bardzo mi się spodobał. Okropnie wałkował mi się na twarzy ale możliwe, że coś było z nim nie tak. Zobaczę jak sprawdzi się teraz. Trzecia, też 3ml, miniaturka wygładzającego i rozświetlającego kremu do twarzy dobrze się zapowiada. Zdążyłam już użyć tego kremu i pozostawił całkiem dobre wrażenie. Pełnowymiarowe 30ml opakowania każdego z tych produktów, kosztuje jakieś 30 funtów.
Kakaowo pistacjowy krem do rąk od Yves Rocher pachnie zabójczo apetycznie - aż chce się go zjeść. Co prawda, uczucie nawilżenia pozostaje tylko na kilka godzin ale za ten zapach mogę mu to wybaczyć. Krem powędrował już do mamy bo mam już spory zapas produktów tego typu. Ten pełnowymiarowy kosmetyk kosztuje 2 funty.
Na koniec zostawiłam to, co lubię najbardziej czyli kolorówkę. Pomadka GOSH w odcieniu na jaki polowałam od dawna - Sundown. Soczysta pomarańcz, która na ręku nie jest zbyt kryjąca ale nadal daje po oczach. Nie udało mi się jeszcze zobaczyć jak wygląda na ustach. Niestety, przez ostatnie przymrozki, od których już się odzwyczaiłam, sprawiły, że moje usta trochę się posypały ;) pracuję jednak nad tym problemem i już niedługo powinnam dokładnie przetestować pomadkę. Kolor wydaje mi się jednak być bardziej odpowiedni na lato niż na zimę ale małe testy muszą być ;)
To pełnowymiarowy kosmetyk, który kosztuje 7 funtów.
I produkt, którego cena mnie zabiła - 17 funtów. Toż to więcej niż mój ukochany MAC i dlatego będe mieć wysokie wymagania. Cień do powiek od Emite (chyba dostałam kiedyś zalotkę tej firmy?). Wydaje mi się, że się zaprzyjaźnimy. Odcień szampańsko idealny do rozświetlania, a sam cień jest mraśnie satynowy w dotyku i słoczowanie na ręku było dosyć przyjemne. Jestem na tak!
Zdjęcie do najlepszych nie należy ale można dostrzec zesłoczowany cień i pomadkę.
Jestem naprawdę zadowolona z tego pudełka a jeszcze bardziej zadowolona jestem z faktu, że następne pudełko dostanę za free. Uzbierało już mi się wystarczająco dużo punktów GB - ciekawa jestem czy grudniowe pudełko znowu pozytywnie mnie zaskoczy. Ze strony GB wiemy już, że w każdym pudełku znajdzie się pełnowymiarowy kosmetyk Maybelline. Nie pogardzę kolejną szminką ;) Co myślicie o tym pudełku?
Buziaki,
Gosia
W pudełku znalazłam 3 pełnowymiarowe kosmetyki, jedną dość sporą i trzy mniejsze miniaturki. Dla przypomnienia dodam, że w zeszłym miesiącu dostałam jedynie jeden pełnowymiarowy produkt a pozostałe cztery próbeczki były śmiechu warte.
Niestety, ekipa GlossyBox nie dodała ulotki i żeby poznać ceny produktów będę musiała wspomóc się informacjami z Internetu.
Już w weekend wiedziałam co dostanę - podejrzałam ankiety na stronie GB. Ale tego produktu Vichy zupełnie się nie spodziewałam. Miałam dostać płatki do zmywania lakieru z paznokci ale prawdopodobnie nie mieli ich już na stanie i dostałam Normaderm 3in1 cleanser. Można go używać na trzy sposoby: maseczki, czyścika i scrubu do twarzy. Oprócz żelu do mycia twarzy nie miałam nigdy innych produktów z tej serii więc chętnie zobaczę z czym to się je i czy przypadnie mi do gustu. Pełnowymiarowy 125ml produkt kosztuje około 15 euro - ja dostałam 50ml czyli całkiem przyjemna pojemność.
I znowu Vichy. Tym razem seria Idealia. Dostałam dwie 3ml próbki serum, które już znam. Użyłam próbki w zeszłym miesiącu i ten produkt nie bardzo mi się spodobał. Okropnie wałkował mi się na twarzy ale możliwe, że coś było z nim nie tak. Zobaczę jak sprawdzi się teraz. Trzecia, też 3ml, miniaturka wygładzającego i rozświetlającego kremu do twarzy dobrze się zapowiada. Zdążyłam już użyć tego kremu i pozostawił całkiem dobre wrażenie. Pełnowymiarowe 30ml opakowania każdego z tych produktów, kosztuje jakieś 30 funtów.
Kakaowo pistacjowy krem do rąk od Yves Rocher pachnie zabójczo apetycznie - aż chce się go zjeść. Co prawda, uczucie nawilżenia pozostaje tylko na kilka godzin ale za ten zapach mogę mu to wybaczyć. Krem powędrował już do mamy bo mam już spory zapas produktów tego typu. Ten pełnowymiarowy kosmetyk kosztuje 2 funty.
Na koniec zostawiłam to, co lubię najbardziej czyli kolorówkę. Pomadka GOSH w odcieniu na jaki polowałam od dawna - Sundown. Soczysta pomarańcz, która na ręku nie jest zbyt kryjąca ale nadal daje po oczach. Nie udało mi się jeszcze zobaczyć jak wygląda na ustach. Niestety, przez ostatnie przymrozki, od których już się odzwyczaiłam, sprawiły, że moje usta trochę się posypały ;) pracuję jednak nad tym problemem i już niedługo powinnam dokładnie przetestować pomadkę. Kolor wydaje mi się jednak być bardziej odpowiedni na lato niż na zimę ale małe testy muszą być ;)
To pełnowymiarowy kosmetyk, który kosztuje 7 funtów.
I produkt, którego cena mnie zabiła - 17 funtów. Toż to więcej niż mój ukochany MAC i dlatego będe mieć wysokie wymagania. Cień do powiek od Emite (chyba dostałam kiedyś zalotkę tej firmy?). Wydaje mi się, że się zaprzyjaźnimy. Odcień szampańsko idealny do rozświetlania, a sam cień jest mraśnie satynowy w dotyku i słoczowanie na ręku było dosyć przyjemne. Jestem na tak!
Zdjęcie do najlepszych nie należy ale można dostrzec zesłoczowany cień i pomadkę.
Jestem naprawdę zadowolona z tego pudełka a jeszcze bardziej zadowolona jestem z faktu, że następne pudełko dostanę za free. Uzbierało już mi się wystarczająco dużo punktów GB - ciekawa jestem czy grudniowe pudełko znowu pozytywnie mnie zaskoczy. Ze strony GB wiemy już, że w każdym pudełku znajdzie się pełnowymiarowy kosmetyk Maybelline. Nie pogardzę kolejną szminką ;) Co myślicie o tym pudełku?
Buziaki,
Gosia
niedziela, 20 października 2013
Co autor miał na myśli? - Październikowy GlossBox UK
Przyznam się, że byłam bardzo ciekawa polskiego GlossyBox, który był dla Was skompletowany przez Kasię Tusk. Przyznam się też, że byłam trochę zawiedziona? może nawet trochę zniesmaczona jego zawartością. Dlatego z niecierpliwością czekałam na moje angielskie pudełko. Ekipa GB przez ostatnie kilka tygodni zasypywała nas wręcz zdjęciami ciemnych szminek czy lakierów do paznokci. Ba, przecież całe pudełko miało być w klimacie 'Dark Romance'. Jeżeli narzekałam na poprzednie pudełko to teraz cofam wszystko bo tak źle jeszcze nie było. I przyznam, że nawet pudełko premierówny było o niebo lepsze.
Powiedzcie same, patrząc na okładkę GlossyMagu spodziewałybyście się jakiejś perełki? W udziale przypadło mi to ...
Buduję napięcie ...
Zamiast dark romance jest bad romance. Ale po kolei
Jedyny pełnowymiarowy produkt w tym pudełku, cheek&lip tint od MeMeMe. Rzeczywiście, firma bardzo luksusowa i w życiu nie pozwoliłabym sobie na zakup produktu za kilka euro. Wprost skaczę z radości tym bardziej, że efekt po użyciu tego cudeńka jest wręcz nieziemski. Więcej koloru dałoby wysmarowanie się kawałkiem buraka a nie tego 12ml kosmetyku.
Szałowe dwie saszetki balsamu brązującego do ciała od Vita Liberata. Ta wielka ilość produktu prawdopodobnie starczy mi na wysmarowanie jednej ręki. Ale nie martwmy się, poszukam asymetrycznej bluzki z jędnym rekawem i nikt nie zauważy różnicy. Prawdopodnie Glossy przewiduje, że takie ubrania będą w modzie tej zimy.
Rozświetlająca baza od Monu. Rzeczywiście ta firma nigdy nie pojawiła się w poprzednich pudełkach. Przyznaję, że mają fajne produkty ale ile można? Czy kiedykolwiek uwolnimy się od kosmetyków Monu? Podejrzewam, że nie i w kolejnych pudełkach dostaniemy od nich coś jeszcze. Plus za to, że w końcu kosmetyk ma normalne opakowanie i być może uda mi się go użyć do końca. Opakowanie zawiera 20ml produktu.
Serum do twarzy od Premae. Też 20ml miniaturka. Jestem bardzo ciekawa tego produktu ale za cholerę nie wpisuje mi się on w tematykę pudełka. Na pewno jednak nie będę testować go pod kątem uzyskania kremu BB bo nie jest mi z nimi po drodze i obawiam się, że miałabym na twarze fajne ciasto.
Wypełniając ankietę GB nie pisnęłam ani słowa o tym, że mam problemy z wypryskami. Gdyż iż ponieważ ich nie mam ale ekipa Glossy postanowiła mi wcisnąć malusieńką próbkę kremu, który ma mi pomóc w walce z takowymi. Nie wiem ile kremu od Unica zawiera to maleństwo ale nie dam mu więcej niż kilka gram. Czyżby GB próbował nas nauczyć oszczędności w używaniu kosmetyków?
Nie pokusiłam się o dokładne wyliczenia ale tak na oko, nie wydaje mi się, że wartość pudełka przewyższa cenę jaką za niego zapłaciłam. Żeby nie było, że tylko ja jestem taka wybredna - strona księgi twarzy GB huczy od postów osób niezadowolonych z tej edycji. Ale czy można się im dziwić? Miałyśmy prawo spodziewać się czegoś innego, niezywkłego. Dostałyśmy próbki, które bez problemu możemy dostać w drogerii bądź aptece. Nieładnie, Glossy, nieładnie!
Buziaki,
Gosia
Powiedzcie same, patrząc na okładkę GlossyMagu spodziewałybyście się jakiejś perełki? W udziale przypadło mi to ...
Buduję napięcie ...
Zamiast dark romance jest bad romance. Ale po kolei
Jedyny pełnowymiarowy produkt w tym pudełku, cheek&lip tint od MeMeMe. Rzeczywiście, firma bardzo luksusowa i w życiu nie pozwoliłabym sobie na zakup produktu za kilka euro. Wprost skaczę z radości tym bardziej, że efekt po użyciu tego cudeńka jest wręcz nieziemski. Więcej koloru dałoby wysmarowanie się kawałkiem buraka a nie tego 12ml kosmetyku.
Szałowe dwie saszetki balsamu brązującego do ciała od Vita Liberata. Ta wielka ilość produktu prawdopodobnie starczy mi na wysmarowanie jednej ręki. Ale nie martwmy się, poszukam asymetrycznej bluzki z jędnym rekawem i nikt nie zauważy różnicy. Prawdopodnie Glossy przewiduje, że takie ubrania będą w modzie tej zimy.
Rozświetlająca baza od Monu. Rzeczywiście ta firma nigdy nie pojawiła się w poprzednich pudełkach. Przyznaję, że mają fajne produkty ale ile można? Czy kiedykolwiek uwolnimy się od kosmetyków Monu? Podejrzewam, że nie i w kolejnych pudełkach dostaniemy od nich coś jeszcze. Plus za to, że w końcu kosmetyk ma normalne opakowanie i być może uda mi się go użyć do końca. Opakowanie zawiera 20ml produktu.
Serum do twarzy od Premae. Też 20ml miniaturka. Jestem bardzo ciekawa tego produktu ale za cholerę nie wpisuje mi się on w tematykę pudełka. Na pewno jednak nie będę testować go pod kątem uzyskania kremu BB bo nie jest mi z nimi po drodze i obawiam się, że miałabym na twarze fajne ciasto.
Wypełniając ankietę GB nie pisnęłam ani słowa o tym, że mam problemy z wypryskami. Gdyż iż ponieważ ich nie mam ale ekipa Glossy postanowiła mi wcisnąć malusieńką próbkę kremu, który ma mi pomóc w walce z takowymi. Nie wiem ile kremu od Unica zawiera to maleństwo ale nie dam mu więcej niż kilka gram. Czyżby GB próbował nas nauczyć oszczędności w używaniu kosmetyków?
Nie pokusiłam się o dokładne wyliczenia ale tak na oko, nie wydaje mi się, że wartość pudełka przewyższa cenę jaką za niego zapłaciłam. Żeby nie było, że tylko ja jestem taka wybredna - strona księgi twarzy GB huczy od postów osób niezadowolonych z tej edycji. Ale czy można się im dziwić? Miałyśmy prawo spodziewać się czegoś innego, niezywkłego. Dostałyśmy próbki, które bez problemu możemy dostać w drogerii bądź aptece. Nieładnie, Glossy, nieładnie!
Buziaki,
Gosia
czwartek, 26 września 2013
Wrześniowy GlossyBox UK
Nareszcie przyleciał do mnie wrześniowy GlossyBox, a czekałam na niego dosyć długo. Przez ten czas zdążyłam obejrzeć wszystkie pudełka w Internetach a także nawet trochę o nim zapomnieć. Ale jest, świeżutki ale już nie gorący GB! Wrześniowa edycja to kosmetyki, które są lubiane i popularne w Anglii, niby mogłabym z tym polemizować ale nie chce mi się no i nie mieszkam w Anglii a na wyspie obok i możliwe, że się nie znam. Spójrzcie jednak na to jak prezentuje się pudełko.
Pudełko zdobi nic innego jak Union Jack a ta 'bibułka' jest przystrojona w angielskie symbole. Naprawdę miła odmiana od comiesięcznego różowego pudełka - no i będzie przyjemnym akcentem w szufladzie z kosmetykami.
Wrzesień to też pierwszy miesiąc kiedy dostajemy GB Mag, kilka stron na krzyż, które jakoś nie przykuły mojej uwagi. Teraz najważniejsze, co znalazłam w pudełku?
Sztuczne rzęsy Eylure, już z klejem - gotowe do przyklejenia. Na moje oko wyglądają dosyć sztucznie ale założę je na jakieś wieczorne wyjście do pubu. Wieczór - ciemno - słabe oświetlenie - nikt nie zauważy. Możliwe jednak, że się miło rozczaruję i będą często gościć na moich rzęsach.
Nawilżający balsam Dr Lipp czyli coś co podobno wymyśliły kobiety karmiące piersią. If you know what I mean. Na usta raczej go nie nałożę bo konsystencją i kolorem przypomina mi linomag, którego nie znoszę, no i okropnie się klei. Myślałam czy nie nałożyć go na stopy, które ostatnio bardzo ucierpiały w niewygodnych obcasach ale boję się, że te 3ml starczą jedynie na duży palec u stopy. I to tylko jeden.
Nabłyszczające serum do włosów Toni&Guy, to coś co przypadło mi do gustu. Mój MoroccanOil powoli sięga dna (byłam z nim ostatnio bardzo oszczędna) a to może być równie dobrą alternatywą. Już nie mogę się doczekać żeby go użyć!
Eyeliner w pisaku be a ... bombshell to według mnie produkt zapchajdziura. Nie wyobrażam sobie tworzenia nim ładnych kresek na powiekach bo a) jest cholernie gruby, jak flamaster i b) przeokropnie śmierdzi, jak flamaster. Czuję, że czarny marker dałby takie same efekty ale mogę się mylić.
I coś co sprawiło, że zadrżały mi ręce. Bronzer HD Brows. Co prawda wolałabym dostać ichnie paletki do brwi ale darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, tym bardziej, że ten bronzer ma piekny, ciepły odcień. Niestety trochę się pyli i dołączona gąbeczka do aplikacji to śmiech na sali ale nikt nie każe mi jej przecieć używać. Dzisiaj mam dzień paszteta bez makijażu ale jutro spinam pośladki i używam tego bronzera.
No i bonusiki od GlossyBox za to, że tyle czekałam na moje pudełko.
Rozgrzewająca maska do twarzy na bazie glinki Monu. Firmę lubię, używam teraz ich kremu do twarzy, też z GlossyBox i wiem, że to tylko miniaturki ale do cholery jasnej, te buteleczki to jakiś żart. Ciężko coś z nich wycisnąć.
Żel pod prysznic Molton Brown. Pachnie bardzo męsko a jakby nie było wolę się otulać bardziej kobiecymi zapachami i nie wiem co z nim zrobić.
Tusz do rzęs GOSH. Z moimi zapasami prawdopodobnie nie będzie w użyciu przez kilka dobrych miesięcy ale myślę czy nie zacząć go używać już teraz. Wizja dłuższych rzęs po dwóch tygodniach używania jest bardzo kusząca.
Pudełko, moim zdaniem, jest udane. Znalazłam w nim produkty po które nigdy bym sama nie sięgnęła ale cieszę się na myśl o ich używaniu. Szybko podliczyłam wartość produktów - jakieś 45 funtów vs. 13 funtów, które zapłaciłam za Glossy. Hajs musi się zgadzać więc jest dobrze.
Czy coś szczególnie przykuło Waszą uwagę? Może chciałybyście o czymś przeczytać dokładniej?
Buziaki,
Gosia
Pudełko zdobi nic innego jak Union Jack a ta 'bibułka' jest przystrojona w angielskie symbole. Naprawdę miła odmiana od comiesięcznego różowego pudełka - no i będzie przyjemnym akcentem w szufladzie z kosmetykami.
Wrzesień to też pierwszy miesiąc kiedy dostajemy GB Mag, kilka stron na krzyż, które jakoś nie przykuły mojej uwagi. Teraz najważniejsze, co znalazłam w pudełku?
Sztuczne rzęsy Eylure, już z klejem - gotowe do przyklejenia. Na moje oko wyglądają dosyć sztucznie ale założę je na jakieś wieczorne wyjście do pubu. Wieczór - ciemno - słabe oświetlenie - nikt nie zauważy. Możliwe jednak, że się miło rozczaruję i będą często gościć na moich rzęsach.
Nawilżający balsam Dr Lipp czyli coś co podobno wymyśliły kobiety karmiące piersią. If you know what I mean. Na usta raczej go nie nałożę bo konsystencją i kolorem przypomina mi linomag, którego nie znoszę, no i okropnie się klei. Myślałam czy nie nałożyć go na stopy, które ostatnio bardzo ucierpiały w niewygodnych obcasach ale boję się, że te 3ml starczą jedynie na duży palec u stopy. I to tylko jeden.
Nabłyszczające serum do włosów Toni&Guy, to coś co przypadło mi do gustu. Mój MoroccanOil powoli sięga dna (byłam z nim ostatnio bardzo oszczędna) a to może być równie dobrą alternatywą. Już nie mogę się doczekać żeby go użyć!
Eyeliner w pisaku be a ... bombshell to według mnie produkt zapchajdziura. Nie wyobrażam sobie tworzenia nim ładnych kresek na powiekach bo a) jest cholernie gruby, jak flamaster i b) przeokropnie śmierdzi, jak flamaster. Czuję, że czarny marker dałby takie same efekty ale mogę się mylić.
I coś co sprawiło, że zadrżały mi ręce. Bronzer HD Brows. Co prawda wolałabym dostać ichnie paletki do brwi ale darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, tym bardziej, że ten bronzer ma piekny, ciepły odcień. Niestety trochę się pyli i dołączona gąbeczka do aplikacji to śmiech na sali ale nikt nie każe mi jej przecieć używać. Dzisiaj mam dzień paszteta bez makijażu ale jutro spinam pośladki i używam tego bronzera.
No i bonusiki od GlossyBox za to, że tyle czekałam na moje pudełko.
Rozgrzewająca maska do twarzy na bazie glinki Monu. Firmę lubię, używam teraz ich kremu do twarzy, też z GlossyBox i wiem, że to tylko miniaturki ale do cholery jasnej, te buteleczki to jakiś żart. Ciężko coś z nich wycisnąć.
Żel pod prysznic Molton Brown. Pachnie bardzo męsko a jakby nie było wolę się otulać bardziej kobiecymi zapachami i nie wiem co z nim zrobić.
Tusz do rzęs GOSH. Z moimi zapasami prawdopodobnie nie będzie w użyciu przez kilka dobrych miesięcy ale myślę czy nie zacząć go używać już teraz. Wizja dłuższych rzęs po dwóch tygodniach używania jest bardzo kusząca.
Pudełko, moim zdaniem, jest udane. Znalazłam w nim produkty po które nigdy bym sama nie sięgnęła ale cieszę się na myśl o ich używaniu. Szybko podliczyłam wartość produktów - jakieś 45 funtów vs. 13 funtów, które zapłaciłam za Glossy. Hajs musi się zgadzać więc jest dobrze.
Czy coś szczególnie przykuło Waszą uwagę? Może chciałybyście o czymś przeczytać dokładniej?
Buziaki,
Gosia
Subskrybuj:
Posty (Atom)