sobota, 11 października 2014

MUFE Aqua Brow vs NYX Eyebrow Gel

Bez wątpienia brwi nadają twarzy wyrazu. Ja sama proces podkreślania i stylizowania brwi w codziennym makijażu wprowadziłam dopiero jakieś dwa lata temu. Najpierw była kredka, potem znalazłam świetny cień i długo jechałam tylko na nim. Jakiś czas temu blogosfera aż huczała na temat żelu do brwi Aqua Brow z Make Up For Ever, w końcu i ja dostałam w swoje ręce jego egzemplarz i od marca używałam tylko tej farbki. Pod koniec lata natknęłam się na nowość NYX, żelu do brwi, który do złudzenia przypomina Aqua Brow. Koniecznie chciałam sprawdzić czy te produkty czymś się od siebie różnią. 
Jak NYX wypadł na tle MUFE? 



Kupując produkt MUFE musiałam kierować się jedynie zdjęciami w Internecie, moje naturalne brwi wpadają w średni brąz i koniecznie musiałam wybrać coś co nie będzie ani zbyt jasne ani wpadało w rudości ani nie sprawiało, że wyglądałabym jak wysmarowana węglem. Wybór padł na Aqua Brow 25, który pasuje do mnie idealnie dlatego sięgając po żel z NYX wiedziałam, że muszę celować w podobny kolor. 03 Brunette jest łudząco podobny do 25, chociaż NYXowy żel jest odrobinę cieplejszy.


Oba żele są wodoodporne i dopóki NYX nie wpadł w moje ręce dopóty byłam przekonana, że MUFE to najtrwalszy kosmetyk na rynku. Nic bardziej mylnego bo mimo że NYX Eyebrow Gel jest rzadszy i dłużej zasycha jest o wiele trwalszy od produktu MUFE. Jeżeli cenicie sobie taką trwałość warto spojrzeć w stronę NYXa.




Niewątpliwie dość ważną różnicą między tymi produktami jest ich cena. 7ml tubka żelu MUFE to wydatek rzędu niecałych100zł - za 10ml farbkę NYX wraz z przesyłką zapłaciłam na eBay ok.30zł. Oba produkty nakładam syntetycznym pędzlem dorysowując włoski ale zauważyłam, że korzystając z żelu NYX zużywam go odrobinę mniej. 



Czy Aqua Brow 25 znacznie różni się od Eyebrow Gel 03 Brunette? Nie, pozwolę sobie nawet powiedzieć, że to dwa identyczne produkty a różnice między nimi są minimalne. Jeżeli chciałyście wypróbować żel MUFE ale odstraszała Was jego wysoka cena warto zwrócić uwagę na produkt NYX

Jakich produktów do brwi używacie? 

środa, 14 maja 2014

Kolekcja na środę / bazy pod cienie, korektory, eyelinery, kosmetyki do brwi i tusze do rzęs

Seria postów o mojej kolekcji kosmetyków powoli dobiega końca. Z każdym kolejnym postem pojawiają się nowe przemyślenia i uwagi ale te na razie zostawię dla siebie, poczekam aż wszystko mi się ułoży. Dzisiejsza notka ta taki misz masz. Niby pojawiają się tu produkty do makijażu oczu, takie jak bazy pod cienie, eyelinery, tusze do rzęs i produkty do brwi ale dorzuciłam jeszcze korektory - bo z jakiegoś powodu nie trafiły do postu z zeszłego tygodnia. 



Pamiętam kiedy jedyną bazą pod cienie jaką miałam była ta z Essence, w dodatku używałam jej bardzo sporadycznie. Dzisiaj nie wyobrażam sobie codziennego makijażu bez bazy. Miniatura Eyeshadow Primer Potion ( wersja Original) z Urban Decay dołączyła do mnie zaledwie w zeszłym miesiącu ale już jestem nią zachwycona, o wiele bardziej niż tą samą bazą, tyle że w wersji Eden. Kremowa baza z Inglot raz się sprawdza a raz nie. Zupełnie nie wiem od czego to zależy więc nadal obserwuję. No i Duraline, też z Inglot, który często używam do utrzymania w ryzach tych bardziej miałkich cieni z Naked 3.



6 korektorów to dla mnie taka optymalna liczba. Tym bardziej, że co najmniej dwa z nich niedługo zużyję. Pro Longwear Concealer z MAC KLIK był chyba tym od którego wszystko się zaczęło. Od czasu jego recenzji zmieniłam jedynie trochę jego zastosowanie bo zaprzestałam używania go pod oczy. Zaraz obok jest Erase Paste z BeneFit, który jak zauważycie na zdjęciu dość mocno wpada w róż. Na całe szczęście na twarzy nie zostawia prosiaczkowych plam. Nie mam za to żadnych problemów z Fake Up, też z BeneFit KLIK.  Uwielbiam go tak bardzo, że powoli się kończy a ja planuję zakup kolejnego egzemplarza. O Radiant Creamy Concealer z NARS nie mam co się rozpisywać bo pisałam o nim zaledwie kilka dni temu KLIK. The Touche Magique z L'Oreal porównałam całkiem niedawno z Touche Eclat KLIK, który na zdjęcie już się nie załapał. Korektor z L'Oreal ostatnio służy mi do lekkiego konturowania twarzy. No i ostatni, świeży i jeszcze nie rozruszany korektor z Golden Rose. 



Właśnie uświadamiam sobie, że potrzebuję kolorowych kredek do oczu bo mam za dużo czerni. Eyestudio Lasting Drama Gel Eyeliner z Maybelline to produkt do którego bardzo często wracam. Z tej samej stajni pochodzi cień w kremie Colour Tattoo 24h w kolorze Tourqoise Forever nie podoba mi się jako cień i o wiele bardziej wolę użyć go jak eyelinera. Fluidline Blitz and Glitz z MAC lepiej obejrzeć tutaj KLIK żeby dostrzec to co mnie w nim urzekło. Flamastra be a ...bombshell używam bardzo sporadycznie. Kredka Natural Kajal z Benecos trafiła do mnie dzięki PowderPocket i jestem zachwycona jej trwałością. Eyeliner dla brązowych oczu Super Liner Liminizer Brown Eyes z L'Oreal sprawia, że moje oczy przykuwają uwagę. Tak jak w Blitz and Glitz są złote drobinki tak w tym eyelinerze znajdują się niebieski pyłek, który sprawia, że oczy wyglądają na radosne, błyszczą i migoczą.
Kredka 24/7 Glide-on eye pencil w kolorze Zero z Urban Decay to czarny koń w kategorii kredek. Miedziano brązowy Copper Penny Eyeliner z GOSH to mój, bezpieczny kolor w którym też bardzo dobrze się czuję. A gdyby było mi za mało ciemnych kolorów i drobinek to Khol Power Eye Pencil w odcieniu Orpheus z MAC KLIK wypełni tę pustkę. W końcu zdecydowałam się na rozświetlenie dolnej linii wodnej i Inliner Kajal 56 Blonde z Isa Dora mi w tym towarzyszy.


Z brwiami nie szaleję. Najczęściej sięgam po Veluxe Brow Liner Deep Dark Brunette z MAC KLIK.  Jednak kiedy mam odrobinę więcej czasu przed wyjściem kombinuję z Aqua Brow z Make Up For Ever. Tymczasem nadal szukam idealnego pędzelka do tego produktu.



Od co najmniej dwóch lat wyznaję zasadę, że otwarty ma być tylko jeden tusz do rzęs, do tego po trzech miesiącach musi trafić do kosza a ja mogę sięgnąć po coś z zapasów. Aktualnie na tapecie jest Baby Doll z YSl. Uwielbiam ten tusz za to co robi z moimi rzęsami! Muszę go Wam nie długo pokazać. Za to używanie dżywki do rzęs z Christian Breton idzie mi jak krew z nosa. Bardzo często o niej zapominam. W zapasach tuszowych mam In Extreme Dimension Lash z MAC, który pójdzie w ruch za jakieś dwa miesiące a po MACowym tuszu będę używać False Lash Effect z Inglot. Wygląda na to, że moje tuszowe zapasy są dość skromne i muszę je uzupełnić ;)



niedziela, 30 marca 2014

Marcowe nowości kosmetyczne

Marzec miał być dla mnie miesiącem bez zakupów. I szło mi całkiem nieźle bo do zeszłego weekendu to siostra była moim zaopatrzeniowcem. A jak ktoś mi coś kupuje, nawet za moje pieniądze, to i tak nie liczy się jakbym sama to kupowała. Ma to jakiś sens, prawda? No ale, miało nie być nic, potem miało być tylko kilka rzeczy a robiąc grupowe zrobiłam łup! na ziemię, w szarą rzeczywistość. Może tym razem kwiecień okaże się być miesiącem bez zakupów?



Na pewno przez dłuższy czas nie będę potrzebować płynu micelarnego. Siostra spędziła tydzień w Polsce gdzie zrobiła dla mnie małe zakupy. Poprosiłam o czerwoną Biodermę a dostałam zieloną Sebium H20 - mam nadzieję, że się sprawdzi tym bardziej, że bardzo podoba mi się rozwiązanie z  pompką. W końcu mam też możliwość przetestować Biedronkowy płyn micelarny beBeauty. Jest już w użyciu, nie jest zły ale raczej nie zostanę jego fanką. Zresztą, jego zamknięcie doprowadza mnie do szału, Wam też przy zamykaniu płyn bryzga na boki? Micel z Garnier dorwałam już sama. Jest tu sporo dziewczyn mieszkających w Irlandii - w Boots jest o wiele droższy niż w innych drogeriach lub nawet Penneys. Nie popełniajcie tego błędu co ja ;)


Nawilżający krem do twarzy Hydreane Riche z La Roche Posay gości u mnie już drugi raz. Używam go na noc i to chyba dzięki niemu moja skóra jest miękka i nawilżona, nawet po kuracji z Effeclar Duo i Clinique. Sezon na rajstopy w sprayu uważam za otwarty więc musiałam się zaopatrzyć w kolejną buteleczkę Sally Hansen Airbrush Legs, tym razem w odcieniu Tan Glow. Zakochałam się w żelach antybakteryjnych do rąk i w torebce noszę teraz Hand Maid z Soap&Glory. Delikatny, niemęczący zapach. Jestem na tak.


Lakierowo i paznokciowo w marcu była mała posucha. Wpadł mi lakier do paznokci z MAC w odcieniu Saint Germain. Cukierkowy kolor jak dla lalki Barbie, do kompletu brakuje mi teraz szminki w tym samym kolorze. Za cholerę nigdzie nie mogę tutaj dostać zmywacza do paznokci z pompką dlatego z Polski przyleciał też ten Biedronkowy z beBeauty. Chyba nie ma dobrych opinii ale mi chodzi tu jedynie o buteleczkę. A, poprosiłam siostrę o diamentową odżywkę z Eveline a dostałam lakier z odżywką 6w1. Niby mlecznoróżowy na paznokciach jest jednak niemal bezbarwny więc będę używać go jako bazy.


Będąc w Polsce siostra weszła też do Inglota. Wybrała dla mnie matowy, brązowy cień do powiek #357. Idealny do codziennego makijażu narobił mi ochoty na posiadanie kilku cieni tej firmy. Wiele z Was polecało mi Duraline - używam ale jego działanie jeszcze mnie nie porwało. Kasia wzięła też dla mnie bazę pod cienie tej samej firmy. Przyznam, że jeszcze jej nie używałam ale jestem ciekawa czy się zaprzyjaźnimy. Miesiąc bez tuszu do rzęs to miesiąc stracony i w zapasach mam też Inglotowy tusz do rzęs False Lash Effect. Chyba jeszcze nie spotkałam się z żadnymi opiniami o tuszach tej firmy więc nie mogę się doczekać aż go użyję (przy dobrych wiatrach będzie to po wakacjacj). Aqua Brow z Make Up For Ever chodziło za mną od dłużsszego czasu ale nie miałam jak i gdzie zdobyć tej farbki. Musiałam zdać się na opinię siostry w sprawie odcienia ale wybrała dla mnie 25 Ash, który mógłby być odrobinę ciemniejszy ale daje radę. Z NYX dostałam czerwoną kredkę do ust 817 Hot Red, nie mam takiej w swojej skromnej kolekcji więc cieszę się z niej niezmiernie. A na sporej przecenie dorwałam kredkę do linii wodnej Isa Dora w odcieniu 56 Blonde. Towarzyszy mi każdego dnia a ja zastanawiam się jak ja bez niej żyłam.


To już prawie koniec ;) W ręce wpadł mi róż z limitowanej edycji MAC Fantasy of Flowers w odcieniu Azalea in the Afternoon. Piękny, wiosenny, gości na moich policzkach codziennie. Muszę go w końcu pokazać. W ubiegłą sobotę sięgnęłam też po kwiatek z Clinique w kolorze Ginger Pop. Trochę czerwony koral, narazie tylko raz maźnięty, ale wydaje się być bardzo satynowy i napigmentowany. Bibułki matujące do twarzy z Inglot trafiły do mnie w momencie kiedy moja cera jeszcze wariowała i szła w stronę tłustej. Teraz powoli wraca do 'normalności' ale uważam, że warto takie coś mieć w torebce. Bronzer Solar Powder z Soap&Glory w odcieniu Bronzo. Nie jestem jeszcze w trakcie testów, muszę zrobić zdjęcie zanim zetrę najładniejszą warstwę ;) ale chyba jest jasny. Baaardzo jasny. I ostatni - Studio Fix z MAC czyli podkład i puder w kompakcie. Kupiony z myślą o cieplejszych dniach kiedy nie będę chciała mieć za dużo
na twarzy a że cerę mam coraz ładniejszą nie potrzebuję już mocnego krycia.


Za grosze, na wielkiej przecenie dorwałam zestaw Bronze'n'Dandy z BeneFit. W jego skład wchodzą cztery miniaturki - bronzera i błyszczyka Hoola oraz różu i błyszczyka Dandelion. Bardzo przyjemny zestaw a w dodatku podobają mi się rozmiary tychże kosmetyków - może uda mi się je kiedyś wykończyć, chociaż zawsze powtarzam, że kolorówka jest do używania a nie zużywania.

W marcu zdenkowałam 15 produktów (zapomniałam o tym wspomnieć w denkowym poście ale do lepszego domu trafiły dwa lakiery z NYC i jeden z Essence) ale przybyło mi 25 kosmetyków. Od dzisiaj kupuję teraz tylko to, co naprawdę jest mi potrzebne, obiecuję! Wpadło Wam coś w oko? O czym chciałybyście najpierw przeczytać?

                                                                                                             Buziaki,
                                                                                                 Gosia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...