poniedziałek, 5 września 2016

Zużycia kosmetyczne

Nadal ciężko mi uwierzyć w to, że wakacje już się skończyły a jesień pojawiła się tak nagle. Przyznam, że w głębi serca cieszę się, że mogę wrócić do codziennej rutyny, do przerw na kawę pomiędzy zajęciami na uczelni i do ciepłych ogromnych szali, którymi będę mogła się opatulać. To właśnie wrzesień, a nie styczeń, jest dla mnie miesiącem nowych postanowień i planów. Nie będę ukrywać, że regularne blogowanie jest jednym z tych postanowień. A wraz z nowym rokiem przyszedł czas na pozbycie się pustych opakowań po kosmetykach, których udało mi się zużyć podczas wakacji.

wtorek, 1 grudnia 2015

Październikowo-listopadowe zużycia kosmetyczne

Aż trudno uwierzyć, że za kilka dni będzie już grudzień, chyba jeszcze nigdy czas nie przelatywał mi tak przez palce jak w tym roku. Powoli zaczynam robić listy świąteczne, listy rzeczy do zrobienia - na jednej z pozycji jest, jak zawsze, ogarnięcie kosmetyków. Nie wiem jeszcze jak się za to zabiorę ale wyrzucenie śmieci z ostatnich dwóch miesięcy chyba ma mi w tym pomóc ;) Najbardziej cieszę się z zużytej kolorówki - i kto powiedział, że śmieci nie mogą zrobić przyjemności? 



 Zużyłam kolejną buteleczkę rajstop w sprayu Sally Hansen i kolejna jest już w użyciu. Uwielbiam ten produkt i mimo że cały czas testuję nowe samoopalacze zawsze wracam do Sally. Brązująca pianka do ciała St.Moriz była niby w odcieniu medium a na ciele jedna warstwa dawała bardzo delikatny efekt. Kosztuje jednak grosze więc warto się nią zainteresować.


Bardzo lubię suchy szampon do blond włosów z Batiste, po takie specyfiki sięgam bardzo rzadko, tylko w sytuacjach bardzo kryzysowych ale lubię kiedy ładnie pachną i choć trochę poprawiają wygląd włosów. Odżywka w sprayu Uniq One z Revlon Professionals to mój hit wszechczasów, z włosami robi prawdziwe cuda: są miękkie, nawilżone, przyjemne w dotyku i fajnie się układają. Miniatury odżywki do włosów z Dove nie używałam solo, a mieszałam ją z inną odżywką, i nie mogę zbyt wiele powiedzieć.


Tonik w sprayu z Yonka był tylko jednym z kroków w mojej pielęgnacji, ale czego można się spodziewać po mgiełce ;) Miniatura Moisture Prep Toning Lotion z Benefit okazała się dość gęsta ale zostawiała skórę przyjemnie miękką i nawilżoną chociaż nie na tyle żebym sięgnęła po pełnowymiarowe opakowanie. Zużyłam kolejne opakowanie wody micelarnej Garnier, nic nowego ;) No i próbka they're real remover Benefit ale szczerze przyznam, że nie pamiętam jak sie sprawdziła.


Lubię testować nowe podkłady ale zawsze na toaletce musi stać MAC Studio Fix, nie wiem ile już zużyłam. Kolejny zużyty podkład to Naked Skin Liquid Foundation z Urban Decay KLIK, który okazał się świetnym produktem. Ceniłam go za lekkość i średnie krycie, a taka kombinacja jest rzadka do znalezienia. Nie byłam za to zachwycona tuszem do rzęs tej samej marki czyli Perversion KLIK, obiecywał bardzo dużo a okazał się bardzo słabym ogniwem UD. 

Przy okazji zrobiłam porządki w lakierach do paznokci i pozbyłam się lakierów, które zdążyły już zgęstnieć, jest miejsce na nowości ;)

A jak Wam idzie denkowanie? 

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Czerwcowo-lipcowe zużycia kosmetyczne


O ile pamięć mnie nie myli to niemal od początku prowadzenia bloga okres wakacyjny to zawsze czas kiedy jak wyrodna matka porzucam swoje dziecko. Ot, niektórzy wypoczywają w tym okresie a niektórzy cierpią na brak czasu spowodowany pracą, są na sali jakieś kelnerki? Mimo to, co jakiś czas z tęsknotą myślę o LilOddiette i obiecuję sobie powrót. Mam tak dużo zaległości, że nie wiem w co włożyć ręce, chciałabym pokazać Wam wszystko bo trafiłam na kilka fajnych produktów. Na pewno będzie tu więcej kolorówki niż pielęgnacji, nie przepadam za recenzjami produktów pielęgnacyjnych i ciężko pokazać na zdjęciach ich efekty.
Mogę jednak Was zapewnić, że nie zmieniło się jedno - nadal szaleję za produktami do ust, ta obsesja chyba nigdy się nie skończy. Jednak zanim na blogu pojawią się recenzje szminek warto zrobić porządek w ostatnich zużyciach kosmetycznych.








Kiedy w zeszłym roku kupiłam buteleczkę samoopalacza WOW Brown Ready to Glo nie spodziewałam się po nim zbyt wiele. A jednak to najlepszy taki produkt jaki do tej pory testowałam - daje bardzo naturalny i długotrwały efekt, nie śmierdzi, nadaje się do użycia na twarz - nie znalazłam w nim ani jednej wady. Na pewno do niego wrócę. Dwa żele pod prysznic z Dove to nic szczególnego, myją bo myją ale zapachowo są takie sobie. Pianka do golenia Gillette to bubel jakich mało, powodowała u mnie okropne podrażnienia. Zdzierak do ciała The Breakfast Scrub z Soap&Glory oczarował mnie swoim zapachem, cudowne połączenia bananów, miodu i syropu klonowego, przypomina mi coś co już znam, miałam ale za nic nie pamiętam co to było. To całkiem mocny peeling ale nie da się zrobić nim sobie krzywdy. Polecam!



Fioletowy szampon i odżywka do blond włosów z Provoke nie raz i nie dwa pojawiały się już na blogu, są naprawdę najlepsze w swojej kategorii. Odżywka do blond włosów z serii Sheer Blonde z John Frieda lepiej sprawowała się odkąd mam krótkie włosy, nie wiem od czego to zależy.



O czyściku do twarzy Dark Angels z LUSH pisałam tu KLIK i zdanie podtrzymuję, to świetny produkt ale nie do cery suchej/normalnej. Woda micelarna Garnier to mój hit, nie wiem ile opakowań udało mi się już zużyć. Effaclar Duo+ z La Roche Posay sprawował się dokładnie tak samo jak starsza, bezplusowa wersja, naprawdę nie widziałam między nimi różnicy.



Po raz kolejny udowodniłam sobie, że minerały sprawdzają się u mnie jedynie w chłodne dni, oryginalna wersja podkładu bareMinerals w odcieniu Golden Medium całkiem ładnie komponowała się z opalenizną z butelki. Lakier nawierzchniowy Sally Hansen Advanced Hard as Nails dobrze utwierdzała lakier, używana solo przez dłuższy okres sprawiała, że paznokcie stały się twarde i szybciej rosły. Saszetkowo nie zaszalałam co widać na zdjęciu, nic mnie nie zachwyciło na tyle żeby się rozpisać.

To ja zostawiam Was ze śmieciami i lecę przygotować recenzję pewnych dwóch mazideł do ust. Do zobaczenia!

piątek, 22 maja 2015

Kwietniowo-majowe zużycia kosmetyczne

Dopiero teraz dociera do mnie jak wiele zaległości narobiłam sobie przez tą kilkumiesięczną przerwę od blogowania. Powrót zapoczątkował post o nowościach, myślę, że warto rozliczyć się też z moich zużyć przez ten czas. Niestety, karta pamięci do aparatu tak jak i mój blog zrobiła kaput i straciłam masę zdjęć czego nie mogę odżałować. Dlatego zużycia na zdjęciu pochodzą tylko z okresu kwietniowo-majowego, ale nawet jak na dwa miesiące zużywania bez żadnej spiny nie jest źle, zresztą, po co przejmować się śmieciami ;)



O szamponie i odżywce do blond włosów Provoke Touch of Silver pisałam już nieraz. Uwielbiam ten duet za to, że trzyma moje włosy w ryzach bez pojawiania się żółtych kosmyków. Używany raz, dwa razy w tygodniu utrzymuje chłodny kolor, polecam wszystkim posiadaczkom blond kosmyków. Żel antybakteryjny do rąk Cuticura idzie u mnie jak woda, ma orzeźwiający, ogórkowy zapach i jest teraz stałym mieszkańcem mojej torebki. Wolę go o wiele bardziej od żelu Soap&Glory, który ma jednak dość duszący zapach.


Dezodorantu w kulce z Dove używałam dość sporadycznie i nic raczej nie mogę o nim powiedzieć. Bloker z Ziaja to mój ulubieniec wśród blokerów, ma świetne działanie a dodatkowo nie podrażnia tak jak inne blokery, których używałam. Zakochałam się w zapachu brzoskwiniowego masła do ciała z The Body Shop, jest intensywny, długo utrzymuje się na skórze i całkiem dobrze nawilża. Żel do mycia ciała Clean, Girls z Soap&Glory niczym mnie nie zachwycił ale, mówiłam już nie raz, minął mi szał na produkty tej firmy. Co jakiś czas sięgam po złuszczające skarpetki do stóp Purederm i zawsze jestem zachwycona efektami jakie dają.

To już któraś z rzędu zużyta butelka pianki do mycia twarzy z Boots, bardzo dobrze oczyszcza skórę twarzy ale jej nie podrażnia. Równie często sięgam po wodę micelarną z Garnier, to już enta zużyta butelka. Zużyłam też miniaturę kremu pod oczy It's potent! z Benefit ale nie mam w planach sięgnięcia po pełnowymiarowy produkt. Za to tusz do rzęs Roller Lash z tej samej firmy zrobił u mnie efekt wow, jestem nim oczarowana i mam w planach zakup pełnowymiarowy tusz.



Przy okazji zużyłam też kilka próbek - Puff off! zupełnie bez szału, tak samo jak Flowerbomb ale już kiedyś mówiłam, że to nie jest mój zapach. Próbki lekkiego kremu koloryzujący Complexion Rescue z bareMinerals przekonały mnie do sięgnięcia po pełnowymiarowy produkt, myślę, że dobrze sprawdzi się w okresie wakacji.

To wszystko co znalazłam w denkowym woreczku, a teraz lecę nadrabiać zaległości ;) 

niedziela, 17 maja 2015

Nowości kosmetyczne

Powroty zawsze są trudne a tym bardziej te po kilkumiesięcznej przerwie. Nie będę oryginalna jeżeli powiem, że nie wiem na czym zleciał mi ten czas ale wiem, że tęskniłam za blogowaniem. Podczas tej pauzy odpoczęłam trochę od kosmetyków, skupiłam się bardziej na sobie a mniej na mojej twarzy, na kosmetycznym świecie i jego nowinkach. Zdjęcia do tego postu czekały na opisanie dobrych kilka tygodni, ciężko jest wrócić do pisania kiedy wyszło się z wprawy ale może coś z tego będzie ;-) 



Gromadka nowości jest dość spora jak na kogoś kto doświadczył chwilowej utraty weny kosmetycznej ale jak zawsze to wszystko było taaaakie niezbędne.


Jaki czas temu wyleczyłam się z chęci bycia bladą przez okrągły rok - twarz nadal chronię przed promieniami słonecznymi i tu nic się nie zmieniło ale ciało lubię przybrązowić, chyba każdy wygląda lepiej z opalenizną. Mam to szczęście, że szybko się opalam na ładny, naturalny kolor ale póki słońca jest jak na lekarstwo chętnie korzystam z tego w butelce. Dlatego sięgnęłam po brązujący balsam do ciała Dove Summer Glow, nie pachnie sztucznością a daje delikatny efekt. Duet Yes to Carrots to prezent, ale i masło do ciała i krem do rąk i łokci(?) czekają jeszcze na swoją kolej. 


Dołączyła do mnie też baza pod makijaż Garnier 5 Second Perfect Blur, sprawuje się całkiem nieźle ale nie używałam jej jeszcze wystarczająco często żeby wyrobić sobie o niej opinię. Nie raz i nie dwa wspominałam, że uwielbiam rajstopy w sprayu Sally Hansen dlatego nie zawahałam się ani sekundy kiedy zobaczyłam w aptece niemałą promocję na zestaw rajstop i lakieru do paznokci w radosnym kolorze 530 Back to Fuschia, ma naprawdę niesamowitą trwałość! Nie wiem jak Wy ale uwielbiam kiedy wychodząc od fryzjera włosy pięknie pachną i są takie przyjemne w dotyku! Moja fryzjerka używa wielofunkcyjnej odżywki w sprayu Revlon Professional Uniq One i zachęcona efektem jaki daje kupiłam mój własny egzemplarz, polecam! 


Kolorówka, moja ulubiona część. Jakiś czas temu sięgnęłam po nowość Maybelline czyli podkład Dream Flawless Nude w odcieniu 10 Ivory. Z niecierpliwością wyczekiwałam wejścia na rynek pudru w kompakcie Bare Skin Perfecting Veil z bareMinerals, wybrałam wersję light to medium ale jeszcze ani razu nie go użyłam bo ... Czeka na zdjęcia. Bardzo lubię mgiełkę fixującą z Urban Decay i zapragnęłam przetestowania podobnej mgiełki z innej firmy. Wybór padł na NYX i mgiełkę utrzymującą mat, jedyną różnicę jaką widzę pomiędzy produktami tych dwóch firm to ta cenowa i na pewno sięgnę po drugą mgiełkę NYX, tym razem tą dającą mokry efekt. Uwielbiam korektory i z radością przywitałam korektor Naked Skin z Urban Decay, ale na wyrobienie sobie o nim zdania jeszcze nie miałam czasu. 


Wydawać by się mogło, że kolekcja naustna Viva Glam Miley Cyrus dla MAC wyszła wieki temu! I szminka i błyszczyk świetnie wyglądają na ustach, muszę je koniecznie pokazać! Jako fanka Color Elixir Maybelline przygarnęłam dwa kolejne egzemplarze, tym razem w bardziej stonowanych kolorach - 705 Blush Essence i 720 Nude Illusion


Chyba jako ostatnia dołączyłam do grona posiadaczek tintów Rouge Edition Velvet z Bourjois a do mojej kolekcji produktów naustnych doszedł kolor 05 Ole Flamingo, uwielbiam takie kolory! Nigdy wcześniej nie miałam też cieni do powiek Infaillible z L'Oreal ale podczas promocji przygarnęłam dwa odcienie, 012 Endless Chocolate i 006 All Night Blue, są fantastyczne! Jak to się stało, że wcześniej sie nimi nie zainteresowałam? Jestem niepocieszona, że zostały wyprowadzone ze sprzedaży. 

To wszystko co zgromadziłam podczas mojej internetowej nieobecności, o czym chciałybyście przeczytać?

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Grudniowe zużycia kosmetyczne

Chciałoby się polecieć frazesem i westchnąć Nowy Rok, nowa ja ale zdążyłam już zobaczyć tysiąc pięcset postów w tym temacie. Odrobinę zapuściłam bloga, okres świąteczny okazał się być również pracowitym i imprezowym okresem ;-) Na bloga powracam z porcją zeszłorocznych śmieci, co mi szkodzi zacząć ten rok z przytupem! 
Ze śmieci jestem zadowolona, moja kolekcja kolorówki powoli się wykrusza co dla mnie oznacza jedno:zakupy. Jednak tym razem będą przemyślane i dość dobrze zaplanowane, rzuciłam nawyk robienia szalonych, spontanicznych zakupów. 



Tubka niebieskiego kremu Nivea służyła mi dość długo a kremu używam do nawilżenia różnych partii ciała. Żel pod prysznic Go Fresh Dove o zapachu granatu i cytrynowej werbeny miał być orzeźwiający a pachniał mydlinami. Śliska, spływająca z ciała konsystencja - nic ciekawego. Płyn micelarny Garnier to mój ulubieniec a w użyciu jest już kolejna buteleczka.


Na dobre rozstałam się z sypkimi podkładami bareMinerals, chociaż pod koniec opakowania byłam zadowolona z efektu jaki daje na twarzy i jego trwałości. Może w przyszłą zimę sięgnę po miniaturę, zdaje się, że lepiej sprawuje się w chłodne dni. Jajeczko Real Techniques służyło mi do aplikacji podkładu przez ponad rok ale o tym już niedługo ;-) 


Miniatura błyszczyka Lip junkie dołączonego do palety Naked 2 z Urban Decay to produkt wart uwagi. Gdybym nie miała tylu jasnych, nudnych błyszczyków na pewno zainwestowałabym w pełnowymiarową wersję. Błyszczyk/róż do policzków Jelly Pong Pong nie był w centrum uwagi zbyt często, ba!, bardzo rzadko po niego sięgałam. Nic dziwnego, że podczas porządków trafił do kosza. Tusz do rzęs z Inglot był całkiem przyjemnym tuszem, co z tego skoro po niespełna trzech miesiącach zrobił się okropnie suchy, nie wygladał ładnie na twarzy a co gorsza się osypywał. Za to przeznaczony do brązowych oczu eyeliner Super liner luminizer z L'Oreal to chyba mój hit w tej kategorii. Zatopione w nim drobinki sprawiały, że w oczach pojawiał się filuterny błysk. Muszę koniecznie sprawić sobie drugi egzemplarz. 


Dwie saszetki - pierwsza to maseczka do twarzy, która nie dość, że nawilżyła skórę twarzy to również pachniała bardzo odświeżająco. Druga to miniatura z Vita Liberata - rozświetlający samoopalacz to coś co lubię. Gdybym nie miała sporego zapasu samoopalaczy pełnowymiarowa wersja tego pana już dawno by się u mnie pojawiła. 

To wszystko co zużyłam w grudniu. Zostawię Was teraz ze swoimi śmieciami a ja lecę doprowadzić skórę do porządku bo dwa tygodnie Świąt zrobiły swoje, ale o tym lepiej nie mówić publicznie ;-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...