sobota, 7 stycznia 2017

Urban Decay / szminki Matte Revolution

Mój brak systematyczności i dość słomiany zapał dały się poznać już jakiś czas temu, a próba podliczenia, który to już raz wracam do blogowania jest zbędna bo było ich już trochę. Przyznaję, że brakowało mi i robienia zdjęć i pisania ale dałam się wciągnąć w wir nauki ;) i blogowanie zeszło na dalszy plan. Pierwszy raz od bardzo dawna nie wiem nawet jakie kosmetyki weszły na rynek, jakie robią furorę a co jest już passé. Wracam na chwilę, tymczasowo kosmetycznie a za kilka miesięcy pewnie pojawi się coś turystycznego ale o tym niedługo :)
Dzisiaj przyszła pora na rozprawienie się z dwoma szminkami Urban Decay z serii Matte Revolution (10g/ok.86zł), które na stoisku firmy pojawiły się ponad rok temu. 


poniedziałek, 5 września 2016

Zużycia kosmetyczne

Nadal ciężko mi uwierzyć w to, że wakacje już się skończyły a jesień pojawiła się tak nagle. Przyznam, że w głębi serca cieszę się, że mogę wrócić do codziennej rutyny, do przerw na kawę pomiędzy zajęciami na uczelni i do ciepłych ogromnych szali, którymi będę mogła się opatulać. To właśnie wrzesień, a nie styczeń, jest dla mnie miesiącem nowych postanowień i planów. Nie będę ukrywać, że regularne blogowanie jest jednym z tych postanowień. A wraz z nowym rokiem przyszedł czas na pozbycie się pustych opakowań po kosmetykach, których udało mi się zużyć podczas wakacji.

sobota, 28 maja 2016

5 rozczarowań kosmetycznych: Urban Decay, MAC, Benefit, L'Oreal, Viktor&Rolf

Nie raz i nie dwa trafiłam na całkowite buble, Trudno, zdarza się. Ale czasami są takie produkty, które miały być chodzącymi ideałami a zaraz po testach ... okazują się być wielkimi rozczarowaniami - to właśnie im poświęcę dzisiejszego posta. Mimo że w większości jestem zadowolona z mojej kosmetycznej to bez problemu znalazłam 5 produktów, które mam bo mam, ale po które nie sięgnęłabym znowu gdybym miała taką możliwość.



Najwyższe miejsce na podium zajęła paleta Urban Decay Naked Smoky KLIK. Chyba najsłabsze dziecko tej marki, kompletnie nie dorównuje jakością poprzednim paletom Naked fundując mi plamy na oczach. Mam przez to nadzieję, że nie zobaczę kontynuacji tej lini, a jeżeli jednak się o to pokuszą to będę sekretnie prosić o lepszą jakość i trwałość cieni.


Paletkę UD musiałam umieścić na pierwszym miejscu - reszta rozczarowań jest już przypadkowa. Jakiś czas temu miałam ochotę na nowy podkład, tym razem poprosiłam o kilka odlewek przed zakupem pełnowymiarowego produktu. Jak dobrze zrobiłam bo podkład Pro Longwear Nourishing Waterproof z MAC na mojej twarzy wygląda jak nieumiejętnie nałożona farba. Nie ważne jak, czym i na jaką bazę go nakładam, na mojej skórze podkreśla i wymyśla niedoskonałości a trupiobiały odcień NW20 sprawia, że wyglądam jak śmierć,
O podkładzie True Match z L'Oreal pisałam całkiem niedawno KLIK. Zwyklaczek, który dodatkowo jest bardzo kapryśny.


Zapach EDP Bonbon od Viktor&Rolf KLIK  jest dziewczęcy, obrzydliwie słodki i ... do złudzenia przypomina zapach Britney Spears, który kosztuje grosze. Pozostając w różowościach, spójrzmy jeszcze na pomadkę ochronną Lollibalm z Benefit,  która przypomina mi droższą wersję BabyLips. Tak samo dziwnie pachnie, tak samo ma lekko kiczowaty kolor i tak samo zostawia na ustach niezbyt przyjemną warstewkę,

Podzielcie się Waszymi ostatnimi rozczarowaniami, jakie produkty okazały się do kitu? 

niedziela, 27 grudnia 2015

Zużycia kosmetyczne

Zawsze ubolewam nad tym, że przygotowania do Świąt trwają o wiele dłużej od samych Świąt, uwielbiam nicnierobienie połączone z wcinaniem moich ulubionych przysmaków. Zbliżający się koniec roku zmotywował mnie do zrobienia porządków w kosmetykach i w końcu moja toaletka wygląda przejrzyściej. Co prawda ostatnie denko pojawiło się zaledwie na początku miesiąca ale w Nowy Rok chciałabym wkroczyć bez śmieci i z czystym kontem tym bardziej, że przez miesiąc zdążyłam zużyć sporo kosmetyków.



Już nigdy, ale to nigdy nie sięgnę po zmywacz do paznokci Sally Hansen,  wersja do słabych paznokci jeszcze tylko pogorszyła stan moich pazurów. Scrub do ciała z Bomb Cosmetics przepięknie pachniał limonką a kawałki żurawiny jeszcze bardziej uprzyjemniały zdzieranie naskórka. Niestety nie udało mi się go dokończyć, nie używany przez dwa tygodni zbił się w jedną,wielką bryłę cukru. Olejek do ciała Skin Perfector Garnier Body był taki sobie KLIK, już do niego nie wróce.


Różana woda micelarna z Nuxe świetnie zmywała makijaż oczu i twarzy delikatnie przy tym pachnąc, ale zostanę przy micelu z Garnier, może nie pachnie tak ładnie ale demakijaż nim jest równie skuteczny, no i kosztuje odrobinę mniej ;) Maseczka The Face Shop z glinki wulkanicznej pamięta lepsze czasy, najwyższa pora jej się pozbyć chociaż miło ją wspominam. Nawilżający krem do twarzy Hydra+ z ROC miał lekką konsystencję, ekspresowo się wchłaniał i przyjemnie nawilżał.


O ile nie polubiłam szamponu i odżywki z serii John Frieda Sheer Blonde o tyle z przyjemnością używałam maski do włosów. Świetnie sprawdza się na włosach, które potrzebują dobrej opieki. 30ml buteleczka olejku Macadamia pozostawiła u mnie ambiwalentne uczucia, niby wygładza włosy ale nie jestem pewna czy nie działa tak samo jak tańsze olejki. Miniatura Aussie 3 Minute Miracle Reconstructor utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że moim włosom zupełnie nie odpowiada.


Benetint z benefit wyglądał lepiej na ustach niż na policzkach ale nadal bez szału. Zmęczona podkreślaniem brwi zdecydowałam się na domową hennę. Ta brązowa z Delia wyszła bardzo naturalnie. Szkoda tylko, że jest jej tak dużo a nadaje się do jednorazowego użytku. O Mineral Veil  z bareMinerals mówiłam już nie raz, warto się nim zainteresować. Równie ciepło wspominam puder do twarzy Naked Skin z Urban Decay KLIK chociaż do pudru wszechczasów troche mu brakowało. Mam podobne odczucia co do korektora z NYX KLIk, nie jest zły ale mógłby być lekko ulepszony. Bez żalu żegnam pomadkę ochronną Baby Lips z Maybelline. Nadal pamiętam pochwalne recenzje na ich cześć i nadal zastanawiam się co wszyscy w nich widzieli. I tak żegnam się z ubiegającym rokiem :)

Jak minęły Wam Święta?

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Urban Decay / High Color Lipgloss

Uwielbiam makijaż za to, że za każdym razem możemy wyczarować na naszej twarzy coś innego. Nie ważne czy to konturówka o mniej lub bardziej bezpiecznym kolorze, nowy podkład czy błyszczyk po który, być może, zazwyczaj rzadko sięgamy? Uwielbiam podkreślać swoje usta ale najczęściej robię to właśnie za pomocą konturówki czy szminki a błyszczyki traktuję lekko po macoszemu. Kilka miesięcy temu trafiła do mnie nowość Urban Decay High Color Lipgloss w odcieniu Savage (89zł/6.5ml).



Savage to jeden z dziesięciu dostępnych w Polsce (tu w ofercie znajdziemy ich aż czternaście) i jest to dość jasny i chłodny, lekko rozbielony kolor gumy balonowej o kremowym wykończeniu. Krycie ma średnie ale można je stopniować i budować kolor. Niestety. Savage nie nakłada się równo, zostawia na ustach smugi i jak na błyszczyk, który powinnyśmy mogły nałożyć bez lusterka, potrzebuje trochę pracy. Na plus zaliczam dobrą trwałość - do pięciu godzin z jedzeniem i piciem i lekkie nawilżenie w ciągu dnia. Zjadając się, najpierw znika środek zostawiając tylko obrysowany blyszczykiem kontur ust. 



Formuła błyszczyka jest dość gęsta, lekko żelowa przez co wyciągając aplikator z buteleczki razem z nim wychodzą nitki błyszczyka tworząc lekki bałagan. Nie znoszę klejących się błyszczyków, o dziwo błyszczyk Urban Decay zaraz po aplikacji nie jest ani trochę klejący, w ciągu noszenia go na ustach robi się lepki ale mimo wszystko nie zbiera ani włosów ani żadnych paprochów.
Fajny jest za to aplikator, stożkowaty w kształcie pozwala na łatwe zaznaczenie łuku Kupidyna czy konturu ust.



Mimo swoich wad lubię ten kolor błyszczyka, nie wiem co to jest ale ma w sobie to coś chociaż wydaje się być ... bardzo zwyczajny.

Podoba Wam się ten kolor? Wolicie błyszczyki czy szminki? 

wtorek, 1 grudnia 2015

Październikowo-listopadowe zużycia kosmetyczne

Aż trudno uwierzyć, że za kilka dni będzie już grudzień, chyba jeszcze nigdy czas nie przelatywał mi tak przez palce jak w tym roku. Powoli zaczynam robić listy świąteczne, listy rzeczy do zrobienia - na jednej z pozycji jest, jak zawsze, ogarnięcie kosmetyków. Nie wiem jeszcze jak się za to zabiorę ale wyrzucenie śmieci z ostatnich dwóch miesięcy chyba ma mi w tym pomóc ;) Najbardziej cieszę się z zużytej kolorówki - i kto powiedział, że śmieci nie mogą zrobić przyjemności? 



 Zużyłam kolejną buteleczkę rajstop w sprayu Sally Hansen i kolejna jest już w użyciu. Uwielbiam ten produkt i mimo że cały czas testuję nowe samoopalacze zawsze wracam do Sally. Brązująca pianka do ciała St.Moriz była niby w odcieniu medium a na ciele jedna warstwa dawała bardzo delikatny efekt. Kosztuje jednak grosze więc warto się nią zainteresować.


Bardzo lubię suchy szampon do blond włosów z Batiste, po takie specyfiki sięgam bardzo rzadko, tylko w sytuacjach bardzo kryzysowych ale lubię kiedy ładnie pachną i choć trochę poprawiają wygląd włosów. Odżywka w sprayu Uniq One z Revlon Professionals to mój hit wszechczasów, z włosami robi prawdziwe cuda: są miękkie, nawilżone, przyjemne w dotyku i fajnie się układają. Miniatury odżywki do włosów z Dove nie używałam solo, a mieszałam ją z inną odżywką, i nie mogę zbyt wiele powiedzieć.


Tonik w sprayu z Yonka był tylko jednym z kroków w mojej pielęgnacji, ale czego można się spodziewać po mgiełce ;) Miniatura Moisture Prep Toning Lotion z Benefit okazała się dość gęsta ale zostawiała skórę przyjemnie miękką i nawilżoną chociaż nie na tyle żebym sięgnęła po pełnowymiarowe opakowanie. Zużyłam kolejne opakowanie wody micelarnej Garnier, nic nowego ;) No i próbka they're real remover Benefit ale szczerze przyznam, że nie pamiętam jak sie sprawdziła.


Lubię testować nowe podkłady ale zawsze na toaletce musi stać MAC Studio Fix, nie wiem ile już zużyłam. Kolejny zużyty podkład to Naked Skin Liquid Foundation z Urban Decay KLIK, który okazał się świetnym produktem. Ceniłam go za lekkość i średnie krycie, a taka kombinacja jest rzadka do znalezienia. Nie byłam za to zachwycona tuszem do rzęs tej samej marki czyli Perversion KLIK, obiecywał bardzo dużo a okazał się bardzo słabym ogniwem UD. 

Przy okazji zrobiłam porządki w lakierach do paznokci i pozbyłam się lakierów, które zdążyły już zgęstnieć, jest miejsce na nowości ;)

A jak Wam idzie denkowanie? 

piątek, 20 listopada 2015

Urban Decay / korektor Naked Skin

Mój codzienny makijaż nie może obejść się bez korektora. Nakładam go jedynie pod oczy dlatego zawsze szukam czegoś rozświetlającego, nie wysuszającego i dobrze kryjącego. Nie wiem akurat dlaczego ma być kryjący bo cieni pod oczami nie posiadam ale ma być i koniec. Jeszcze przed wakacjami od siostry dostałam korektor Naked Skin z Urban Decay (109zł/5ml), który ma być uzupełnieniem pudru i podkładu, które należą do linii Naked Skin. 


W polskej Sephorze dostępnych jest pięć odcieni jednak w tutejszym Debenhamsie doliczyłam się ich aż ośmiu, znajdziemy tam kolory ciepłe jak i neutralne. Mi przypadł w udziale jeden z jaśniejszych odcieni, Light Warm, który jest jasny, żółty i rozświetlający, idealny do używania na skórę pod oczami. Gdybym chciała jednak używać go na niedoskonałości cery okazałby się zbyt jasny i musiałabym sięgnąć po coś ciemniejszego.


O ile ostatnia paleta Naked srogo mnie rozczarowała o tyle korektor Naked Skin okazał się miłością od pierwszej aplikacji. Jest idealnie kremowy, delikatny a mimo to kryjący i nie zasycha w twardą skorupę. Co więcej, ma bardzo satynowe wykończenie, pięknie rozświetla i odbija światło i jest zupełnie niewyczuwalny na skórze. Nigdy mnie nie wysuszył, nie zrolował ani nie wszedł w zmarszczki. Nie chcę tu Was zasłodzić ale to naprawdę fantastyczny korektor, który sprawia, że skóra wygląda naprawdę nago, zdrowo i idealnie.



Jedynym, maleńkim, minusem korektora Naked Skin jest jest aplikator gąbeczka. Nabiera za dużo produktu, który muszę wytrzeć o wlot, dziurę w butelce (?) i robi się trochę niechlujno. Nie zwracam jednak na to zbyt dużej uwagi, bo działanie korektora wynagradza mi wszystko. A, zapomniałabym, korektor nakładam pod oczami owym aplikatorem ale potem delikatnie wklepuję go mokrą gąbeczką z RT - efekt jest naprawdę wyśmienity.


Co prawda korektor Naked Skin nie jest tani ale to naprawdę jeden z lepszych korektorów których używałam. Jeżeli szukacie czegoś rozświetlającego, kryjącego a do tego lekkiego jak piórko zwróćcie uwagę na szafę Urban Decay. 

poniedziałek, 16 listopada 2015

Urban Decay / Naked Smoky, warto?

Z paletami cieni do powiek Urban Decay jest jak z Pringlesami - once you pop, you can't stop. Zaczęło się od dwójki, potem przyszła pora na paletki Basic, do tego kilka limitowanych paletek, nic dziwnego, że kiedy w wakacje na rynku pojawiło się najnowsze dziecko marki, kontynuacja paletek Naked czyli paleta Naked Smoky (225zł) od razu trafiła ona w moje ręce (tu KLIK, znajdziecie pierwsze zdjęcia paletki). Paletka została przetestowana a ja zdążyłam sobie wyrobić o niej mocną opinię. Czy mnie zachwyciła? Nie do końca, bo ,według mnie, jakościowo odstaje od swoich poprzedników.  


środa, 11 listopada 2015

Kolekcja na środę: rozświetlacze, bronzery i róże

Tegoroczny projekt Kolekcja na środę to największy dowód na to, że jestem słaba w systematyczności i zawsze zostawiam wszystko na ostatnią chwilę a nawet kilka dni po ;) Już miałam wspomnieć, że moja kolekcja rozświetlaczy, bronzerów i róży (różów?) aż tak bardzo nie zmieniła się od zeszłego roku a jednak spojrzałam na tamte zdjęcia i są pewne zmiany ... chyba jednak na lepsze bo jestem w pełni zadowolona z tego co mam i nie planuję adopcji kolejnych egzemplarzy (jeszcze nie!). Postaram się Was nie zanudzić, zapraszam do podejrzenia mojej gromadki. 


wtorek, 27 października 2015

Urban Decay / Perversion&Subversion, tusz i baza do rzęs

Jakiś czas temu postanowiłam bliżej poznać produkty Urban Decay, o ile z paletami cieni do powiek byłam w miarę dobrze zaprzyjaźniona o tyle z resztą kosmetyków byłam na bakier. Nie mogłam więc nie sięgnać po, ówczesną, nowość UD czyli tusz do rzęs Perversion. Akurat trafiłam na świetną ofertę gdzie za do tuszu (105zł) dołączona była miniatura bazy do rzęs Subversion. Przeglądając recenzję tego duetu u zagranicznych blogerek spodziewałam się cudów, jak wyszło? Tak jak zawsze, czyli tak sobie. 




Tusz Perversion miał być na propsie i cudownie wydłużać, zagęszczać a także być czarny jak smoła. O ile powiększa objętość rzęs o tyle nie mogę się zgodzić, że wydłuża bo moje, i tak już długie rzęsy, nie są spektakularnie ani perwersyjnie wydłużone ale nie mogę się dopatrzyć efektu sztucznych rzęs. Od otwarcia tuszu minęły cztery miesiące a tusz jak tak mokry jak na początku. Na rzęsach też długo wysycha i muszę bardzo uważać żeby nie odznaczył się pod brwiami. Jego wodnista konsystencja sprawia, że rzęsy się sklejają i przed aplikacją zawsze wycieram nadmiar tuszu w chusteczkę i dopiero wtedy szczoteczka cudownie podkreśla każdą rzęsę. Nie kruszy się i nie robi pandy pod oczami ale tego zawsze wymagam od tuszu, który sporo kosztuje.


Nie znoszę sylikonowych szczoteczek i, na szczęście,  Perversion takiej nie ma, ale potrzebowałam sporo czasu żeby nauczyć się obsługi tej dużej szczoty. Podobno tusz zawiera w swoim składzie mieszankę aminokwasów, białek i glikogenu morskiergo, która za zadanie ma stymulować porost rzęs ale tego też nie zauważyłam. Ot, tusz za grube hajsy, który dużo gada a mało robi ;)


Primer do rzęs Subversion zawiera za to elastynę i kolagen morski, ten duet ma dbać o dobrą kondycję rzęs, znajdziemy tu też odżywiający ekstrakt z miodu. Dobrze współpracuje z każdym tuszem do rzęs, o ile maskara Perversion nie zapewniła mi znacznego wydłużenia rzęs o tyle w połączeniu z bazą rzęsy istotnie wyglądają na dłuższe a ich skręt jest podkreślony. Nie wiem jednak czy mogę polecić tę odżywkę, jeżeli uda Wam się ją dorwać w postaci miniatury to warto zobaczyć jak działa ale kupiona za pełnowymiarową cenę może Was rozczarować bo nie robi nic czego nie zrobiłaby o wiele tańsza baza do rzęs.
Nie ma sensu wstawiać tu zdjęć o tym jak ten duet wygląda na rzęsach ale zainteresowanych odsyłam do dwóch ostatnich postów, może uda Wam się tam dopatrzeć tego efektu  ;)


Znacie tuszę do rzęs Urban Decay? A może wolicie jedynie cienie do powiek tej firmy?

środa, 30 września 2015

Nowości kosmetyczne

Denka, czy jak kto woli, śmieci kosmetyczne zawsze niosą ze sobą nowości :) zakupy to chyba jedna z najbardziej ulubionych czynności każdej z nas. Raczej nic nie odpręża tak bardzo jak kupno nowych ubrani czy kosmetykiów, prawda? Ostatnio odeszłam od co miesięcznego pokazywania zakupów, ot, raz jest ich więcej raz mniej więc staram się robić takie posty co dwa miesiące lub kiedy zbierze się tego trochę więcej. Nie wiem jak Wy ale ja uwielbiam nowości innych, mogę wtedy podejrzeć co jest teraz w ofercie, jaką marką warto się zainteresować podczas kolejnych zakupów. 



Kosmetyki od Laboratorium Nova* to jedyne nowości pielęgnacyjne. Po dogłębnym zapoznaniu się z ofertą marki wybrałam dla siebie dwa produkty z serii Go Cranberry - Inteligentnie Nawilżający Krem do Twarzy na Dzień i Odżywczo-Wygładzający Krem pod Oczy. Już kiedyś miałam próbkę kremu do twarzy i nadal podtrzymuję moje zdanie o jego zapachu - jest dla mnie zbyt mocny ale z działania obu panów jak narazie jestem zadowolona chociaż to jeszcze za szybko na jakiekolwiek recenzje. Do  rytuału wieczornej pielęgnacji dołączył też olejek do twarzy z serii GoArgan+ , jeszcze nigdy nie miałam okazji przetestować olejku do twarzy dlatego jestem bardzo ciekawa jakie działanie na mojej cerze będzie miał ten produkt z olejkiem arganowym i kiełkami owsa.


Paletka cieni do powiek Naked Smoky z Urban Decay miała swoją premierę tu KLIK. Dopiero szykuję jej pełną recenzję ale to nie jest moja paletka - zupełnie nie czuję się w tych kolorach. Trafiłam też na świetną promocję rozświetlacza Touche Eclat z YSL z której wprost nie mogłam nie skorzystać. W zeszłym tygodniu robiąc rundkę po drogeriach znalazłam szafę MUA, na pierwszy ogień poszła paletka Undressed, czyli tańsza wersja czy dupe  UD Naked1. Kuszą mnie też ichnie rozświetlacze tylko nie wiem jaki odcień wybrać?


Konturówek do ust nigdy nie za wiele i o ile bardzo lubię te z NYX o tyle ich szafy są zawsze mocno przebrane. Dlatego do koszyczka trafiła konturów Catrice 150 Vintage Rose i Essence 12 Wish Me a Rose, obie w bardzo bezpiecznych i delikatnych kolorach. Nabrałam też ochoty na różowo fioletowy cień do powiek i od razu skierowałam się do MACa, wybrałam przepiękny cień w odcieniu Star Violet, który na powiece wygląda wprost fenomenalnie.


Pozostają przy MACu korzystając z Back to MAC i, bardzo przydatnych, kart lojalnościowych trafiły do mnie aż cztery szminki. Od lewej - All Fired Up, Diva,  Steady Going i Viva Glam Miley Cyrus 2.W każdej z nich świetnie się czuję, ale u mnie o to nie ciężko ;)

Wpadło Wam w oko coś z moich nowości? Koniecznie muszę wziąć się za recenzje szminek bo jeszcze tak wielu z nich nie pokazywałam naustnie. 

środa, 16 września 2015

Kolekcja na środę / szminki

Chyba to najwyższa pora żeby przestać się lenić i wrócić do środowych postów o mojej kolekcji kosmetyków tym bardziej, że sprawiają mi one dużo zabawy i fajnie jest sobie przypomnieć co mam ;) Nigdy nie ukrywałam, że uwielbiam szminki i to zakup tychże sprawa mi najwięcej radości dlatego dzisiaj na tapecie jest moja kolekcja szminek. W porównaniu z zeszłym rokiem KLIK ta grupa odrobinę się rozrosła, wtedy miałam 14 pomadek, teraz jest ich ... 30. Jednak wychodzę z założenia, że kolorówka nie jest do zużywania a używania i bawienia się kolorami ;)


Najliczniejszą grupą jest MAC, to w ofercie tej firmy znajduję wykończenia i kolory, które zawsze mącą mi w głowie. Najczęściej sięgam po matowe szminki, uwielbiam je za trwałość i to, że nie wysuszają mi ust, do ulubieńców należą też mocne, wyraziste kolory ale fajnym nudziakiem też nie pogardzę ;)



Zaczynając od lewej - moja pierwsza MACowa ( w dodatku matowa szminka) czyli Scarlet Ibis z limitowanej edycji Marilyn Monroe KLIK. Candy Yum Yum to mój niekwestionowany ulubieniec KLIK. Nie bez powodu pojawił się przecież w moich ulubieńcach lata. Girl About Town KLIK to wykończenie Amplified i na pewno nie można odmówić uroku temu odcieniowi. Ruby Woo to mat a jej głęboki kolor przepięknie podbija biel zębów. Impassioned to kolejna szminka o wykończeniu Amplified KLIK i długo była moją ulubioną szminką na lato. To samo wykończenie ma szminka Viva Glam Miley Cyrus KLIK. Lady Danger to znowu mat KLIK, który okazał się fajną szminką z pomarańczowymi tonami, akurat idealna na lato. Matowa Heroine jeszcze nie pokazała się na blogu ale na wszystko przyjdzie pora bo to fantastyczny odcień. Nie zawsze mam odwagę na noszenie satynowej Cyber KLIK chociaż ten kolor ma w sobie to coś.


Bardzo nudny Creme d'Nude KLIK to akurat Cremesheen, co jakiś czas znowu sięgam po ten kolor. Dreaminess to jedyny reprezentant linii Mineralize Rich Lipstick jaki posiadam KLIK. to słodki, dziewczęcy róż a jeszcze ładniej wygląda podbity białą bazą. Kolejny Creemesheen to Creme Cup KLIK, to też bardzo bezpieczny kolor. Matowy Velvet Teddy to nudziak, który dość mocno uderza w brązowe tony. Saint Germain to Amplified Creme i jest bardzo landrynkowym różem, nie pokazał się jeszcze na blogu bo nie do końca się w nim jeszcze czuję. Kolejny mat to Pink Pigeon, który jest niemal identyczny jak Candy Yum Yum. Na sam koniec zostawiłam Up the Amp KLIK o wykończeniu Amplified. 


O pomadkach Urban Decay nie będę się rozpisywać bo o miniaturkach z zeszłorocznej świątecznej kolekcji pisałam tu KLIK, a te większe, pełnowymiarowe pomadki to matowe Bittersweet i Afterdark, które niedawno dołączyły do szminek marki.



Na sam koniec zostawiłam szminki z pojedynczych firm ale nie ma ich dużo. Od lewej bardzo pomarańczowa Sundown z GOSH, która najczęściej noszę po domu. Lollitint z Benefit to mocno koloryzujący balsam nawilżający KLIK, który szału nie robi. Think Pink z Wet'n'Wild noszę bardzo rzadko bo masakrycznie wysusza i podkreśla suchość ust. 13 z Golden Rose Velvet Matte KLIK zdecydowanie ma moc! Dzisiejszy post zakończę dwoma szminkami z Inglot Slim Gel -soczystym różem nr 57 KLIK i jeżynowy nr 65 KLIK.

Ufff, to wszystko. Jak tak dalej pójdzie i jeszcze bardziej obrosnę w szminki to w życiu nie uda mi się skleić przyszłorocznej serii ;)

Jestem bardzo ciekawa Waszych kolekcji szminek, może któraś z Was skusi się na zrobienie takiej serii u siebie na blogu?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...