Chyba to najwyższa pora żeby przestać się lenić i wrócić do środowych postów o mojej kolekcji kosmetyków tym bardziej, że sprawiają mi one dużo zabawy i fajnie jest sobie przypomnieć co mam ;) Nigdy nie ukrywałam, że uwielbiam szminki i to zakup tychże sprawa mi najwięcej radości dlatego dzisiaj na tapecie jest
moja kolekcja szminek. W porównaniu z zeszłym rokiem
KLIK ta grupa odrobinę się rozrosła, wtedy miałam 14 pomadek, teraz jest ich ... 30. Jednak wychodzę z założenia, że kolorówka nie jest do zużywania a używania i bawienia się kolorami ;)
Najliczniejszą grupą jest
MAC, to w ofercie tej firmy znajduję wykończenia i kolory, które zawsze mącą mi w głowie. Najczęściej sięgam po matowe szminki, uwielbiam je za trwałość i to, że nie wysuszają mi ust, do ulubieńców należą też mocne, wyraziste kolory ale fajnym nudziakiem też nie pogardzę ;)
Zaczynając od lewej - moja pierwsza
MACowa ( w dodatku matowa szminka) czyli
Scarlet Ibis z limitowanej edycji Marilyn Monroe
KLIK.
Candy Yum Yum to mój niekwestionowany ulubieniec
KLIK. Nie bez powodu pojawił się przecież w moich ulubieńcach lata.
Girl About Town KLIK to wykończenie
Amplified i na pewno nie można odmówić uroku temu odcieniowi.
Ruby Woo to mat a jej głęboki kolor przepięknie podbija biel zębów.
Impassioned to kolejna szminka o wykończeniu
Amplified KLIK i długo była moją ulubioną szminką na lato. To samo wykończenie ma szminka
Viva Glam Miley Cyrus KLIK. Lady Danger to znowu mat
KLIK, który okazał się fajną szminką z pomarańczowymi tonami, akurat idealna na lato. Matowa
Heroine jeszcze nie pokazała się na blogu ale na wszystko przyjdzie pora bo to fantastyczny odcień. Nie zawsze mam odwagę na noszenie
satynowej Cyber KLIK chociaż ten kolor ma w sobie to coś.
Bardzo nudny
Creme d'Nude KLIK to akurat
Cremesheen, co jakiś czas znowu sięgam po ten kolor.
Dreaminess to jedyny reprezentant linii
Mineralize Rich Lipstick jaki posiadam
KLIK. to słodki, dziewczęcy róż a jeszcze ładniej wygląda podbity białą bazą. Kolejny
Creemesheen to
Creme Cup KLIK, to też bardzo bezpieczny kolor.
Matowy Velvet Teddy to nudziak, który dość mocno uderza w brązowe tony.
Saint Germain to
Amplified Creme i jest bardzo landrynkowym różem, nie pokazał się jeszcze na blogu bo nie do końca się w nim jeszcze czuję. Kolejny
mat to
Pink Pigeon, który jest niemal identyczny jak
Candy Yum Yum. Na sam koniec zostawiłam
Up the Amp KLIK o wykończeniu
Amplified.
O pomadkach
Urban Decay nie będę się rozpisywać bo o miniaturkach z zeszłorocznej świątecznej kolekcji pisałam tu
KLIK, a te większe, pełnowymiarowe pomadki to matowe
Bittersweet i
Afterdark, które niedawno dołączyły do szminek marki.
Na sam koniec zostawiłam szminki z pojedynczych firm ale nie ma ich dużo. Od lewej bardzo pomarańczowa
Sundown z
GOSH, która najczęściej noszę po domu.
Lollitint z
Benefit to mocno koloryzujący balsam nawilżający
KLIK, który szału nie robi.
Think Pink z
Wet'n'Wild noszę bardzo rzadko bo masakrycznie wysusza i podkreśla suchość ust.
13 z
Golden Rose Velvet Matte KLIK zdecydowanie ma moc! Dzisiejszy post zakończę dwoma szminkami z
Inglot Slim Gel -soczystym różem nr
57 KLIK i jeżynowy nr
65 KLIK.
Ufff, to wszystko. Jak tak dalej pójdzie i jeszcze bardziej obrosnę w szminki to w życiu nie uda mi się skleić przyszłorocznej serii ;)
Jestem bardzo ciekawa Waszych kolekcji szminek, może któraś z Was skusi się na zrobienie takiej serii u siebie na blogu?