niedziela, 27 grudnia 2015

Zużycia kosmetyczne

Zawsze ubolewam nad tym, że przygotowania do Świąt trwają o wiele dłużej od samych Świąt, uwielbiam nicnierobienie połączone z wcinaniem moich ulubionych przysmaków. Zbliżający się koniec roku zmotywował mnie do zrobienia porządków w kosmetykach i w końcu moja toaletka wygląda przejrzyściej. Co prawda ostatnie denko pojawiło się zaledwie na początku miesiąca ale w Nowy Rok chciałabym wkroczyć bez śmieci i z czystym kontem tym bardziej, że przez miesiąc zdążyłam zużyć sporo kosmetyków.



Już nigdy, ale to nigdy nie sięgnę po zmywacz do paznokci Sally Hansen,  wersja do słabych paznokci jeszcze tylko pogorszyła stan moich pazurów. Scrub do ciała z Bomb Cosmetics przepięknie pachniał limonką a kawałki żurawiny jeszcze bardziej uprzyjemniały zdzieranie naskórka. Niestety nie udało mi się go dokończyć, nie używany przez dwa tygodni zbił się w jedną,wielką bryłę cukru. Olejek do ciała Skin Perfector Garnier Body był taki sobie KLIK, już do niego nie wróce.


Różana woda micelarna z Nuxe świetnie zmywała makijaż oczu i twarzy delikatnie przy tym pachnąc, ale zostanę przy micelu z Garnier, może nie pachnie tak ładnie ale demakijaż nim jest równie skuteczny, no i kosztuje odrobinę mniej ;) Maseczka The Face Shop z glinki wulkanicznej pamięta lepsze czasy, najwyższa pora jej się pozbyć chociaż miło ją wspominam. Nawilżający krem do twarzy Hydra+ z ROC miał lekką konsystencję, ekspresowo się wchłaniał i przyjemnie nawilżał.


O ile nie polubiłam szamponu i odżywki z serii John Frieda Sheer Blonde o tyle z przyjemnością używałam maski do włosów. Świetnie sprawdza się na włosach, które potrzebują dobrej opieki. 30ml buteleczka olejku Macadamia pozostawiła u mnie ambiwalentne uczucia, niby wygładza włosy ale nie jestem pewna czy nie działa tak samo jak tańsze olejki. Miniatura Aussie 3 Minute Miracle Reconstructor utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że moim włosom zupełnie nie odpowiada.


Benetint z benefit wyglądał lepiej na ustach niż na policzkach ale nadal bez szału. Zmęczona podkreślaniem brwi zdecydowałam się na domową hennę. Ta brązowa z Delia wyszła bardzo naturalnie. Szkoda tylko, że jest jej tak dużo a nadaje się do jednorazowego użytku. O Mineral Veil  z bareMinerals mówiłam już nie raz, warto się nim zainteresować. Równie ciepło wspominam puder do twarzy Naked Skin z Urban Decay KLIK chociaż do pudru wszechczasów troche mu brakowało. Mam podobne odczucia co do korektora z NYX KLIk, nie jest zły ale mógłby być lekko ulepszony. Bez żalu żegnam pomadkę ochronną Baby Lips z Maybelline. Nadal pamiętam pochwalne recenzje na ich cześć i nadal zastanawiam się co wszyscy w nich widzieli. I tak żegnam się z ubiegającym rokiem :)

Jak minęły Wam Święta?

piątek, 16 października 2015

NUXE Huile Prodigieuse OR / suchy olejek z drobinkami złota

Mimo kilku ostatnich bardzo słonecznych dni zima już wisi w powietrzu. Z lekkim żalem wyjmuję z szafy coraz to cieplejsze chusty i szale, lubię być opatulona miękkim i ciepłym materiałem ale jeszcze bardziej lubię czuć promienie słoneczne na skórze. Dzisiejszy post pozwoli mi się choć trochę cofnąć do słonecznych dni bo to wtedy najczęściej używałam suchego olejka  z drobinkami z NUXE. 


Huile Prodigieuse OR (55zł/50ml) to, według producenta, olejek o bardzo wszechstronnym działaniu - pięlgnuje, rozświetla zawiera sześć olejków szlachetnych i witaminę E. Może być używany do twarzy, ciała i włosów.
Mój olejek służył mi jako upiększacz ciała, używałam go na dekolt, ramiona i nogi kiedy chciałam je odsłonić. Olejek NUXE bez wątpienia daje efekt Photoshopa, tysiące złotych drobinek daje efekt świeżego rozświetlenia, skóra jest wygładzona, poprawia się jej koloryt a na opalonym ciele wygląda przebosko!
Olejek nie brudzi, drobinki nie migrują ani się nie ścierają.



Nie jest do końca suchy olejek, bo bywają te bardziej suche, ale szybko się wchłania. Ciężko opisać mi jego zapach jest słodki, może lekko ziołowy. Lubię , ot tak, czasami podnieść buteleczkę i upajać się aromatem zawartości, fantastycznie pachnie na rozgrzanej słońcem skórze.


Niu używałam ani nie mam zamiaru używać Huile Prodigueuse OR na twarzy czy włosach, do ciała używam go też sporadycznie, wtedy kiedy chcę się odrobinę rozpieścić - przy takim stosowaniu i jego wydatności wróżę nam długą i świetlaną przyszłość.
Zgodzicie się ze mną, że ten olejek to must have lata?

środa, 22 października 2014

Nowości kosmetyczne / bareMinerals, theBalm, Benefit

Wyjdę na ściągarę ale nie dalej jak w niedzielę stwierdziłam, że lekko męczą mnie comiesięczne wpisy a w poniedziałek to samo ogłosiła Magdanawakacjach. Wiem, że jeden post ze wszystkimi nowościami miesiąca wprowadza na blogu jakąś harmonię ale chyba wolę harmider i zdjęcia nowości będą pojawiać się mniej lub bardziej regularnie, w zależności czy będę miała do pokazania coś ciekawego. 
Pozwólcie, że zanim wprowadzę tę zasadę pokażę Wam wszystkie nowości z ostatnich trzech tygodni, a dzięki świątecznym zestawom, które powoli zaczynają wchodzić na półki mam co pokazać ;-) 



Rozpoczynając dwutygodniowy teatox zaczęłam interesować się bardziej swoim ciałem. Oprócz ćwiczeń postanowiłam zacząć też szczotkowanie siebie. W tym celu sięgnęłam po okrągłą szczotę z The Body Shop. Nie mogłam zrezygnować też z nowego żelu pod prysznic z Soap&Glory, nie wiem jednak jakim cudem znalazł się u mnie Clean, girls kiedy chciałam kupić Clean on me. Musiał się tu wdać jakiś chochlik. Nie wiem też co mnie opałętało, że na jesienno zimowe miesiące zaopatrzyłam się w olejek z drobinkami z Nuxe. No cóż, będzie musiał poczekać. Brązujący balsam St.Tropez był gratisem dołączonym do zakupów.


Winigronowa woda Caudalie trafiła do mnie dzięki feelunique, tak samo jak olejek do włosów MacadamiaOil. Obu produktów jestem, bardzo ciekawa! Prime Time z bareMinerals to BB baza  pod podkład, pierwsze testy idą całkiem całkiem.


Oczywiście musiałam przetestować najnowsze dziecko Urban Decay czyli Naked2 Basics, już niedługo poświęcę tej paletce pełną recenzję. Siostra obdarowała mnie dwoma miniaturami Benefit. Tusz i żelowy eyeliner They're real nie mają dobrych recenzji aczkolwiek Kasia bardzo chwali sobie ten tusz (nic dziwnego, ma rzęsy do samego nieba!). 


W końcu na mojej toaletce wylądowały słynne kosmetyki theBalm, szlak przecieraja rozświetlacz Mary-Lou Manizer i bronzer Bahama Mama. Jak narazie jestem nimi zachwycona! Świąteczne zestawy czas start! Skusiłam się na Benefitowy zestaw Sweet Tintations w którego skład wchodzą dwie miniatury Lolli Tint i Bene Tint a także pełnowymiarowe Lolli Balm i BeneBalm. Jak ja uwielbiam takie zestawy! 


Ostatnio zainteresowałam się produktami bareMinerals, chociaż od sypkich mineralnych podkładów trzymam się z daleka! Marka też już zaczęła wypuszczać świąteczne zestawy, które nie dość, że mają kosmetyki pokaźnych rozmiarów to mają całkiem przyjemną cenę. Pierwszy zestaw, Glow All The Way to zestaw czterech produktów. Rozświetlacza Well-Rested, błyszczyka Marvelous Moxie w odcieniu Smooth Talker, różu w kolorze Love Radiance i pudru Mineral Veil, który ostatnio bardzo polubiłam. 
A, nie mogę też zapomnieć o świątecznej palecie dwunastu cieni, która jest wspaniała! Muszę pokazać ją z bliska! 


I znowu bareMinerals! Zaczynając od lewej mamy kredkę do oczu Lasting liner w odcieniu endless orchid i tint do ust Pretty Amazing w odcieniu ambition, oba produkty to gratisy dorzucone podczas zakupów. Kredka do ust Marvelous Moxie w kolorze empowered i błyszczyk z tej samej serii w kolorze daredevil mają pomóc mi w uzyskaniu ciemnych, wyrazistych usta w nadchodzących miesiącach. 

Co pokazać pierwsze? Jestem bardzo ciekawa co zasiliło Wasze kosmetyczne szeregi w ostatnim czasie? Pochwalcie się ;-) 

niedziela, 3 sierpnia 2014

NUXE Masque Creme Fraiche de Beaute / maseczka do twarzy

Założę się, że gdybym zapytała 10 osób z czym kojarzy im się lato, połowa z nich odpowiedziałaby plaża, morze, piasek, słońce, urlop. Ba, ja sama należałabym do tej grupy respondentów, do powyższej odpowiedzi dodałabym jeszcze długie imprezy. To latem najczęściej spotykam się ze znajomymi, którzy rozpierzchli się tu i tam, to latem najlepiej (i najdłużej) nam się imprezuje. Bardzo często wracam do domu o świcie, jeszcze częściej nie chce mi się zmywać makijażu i od razu padam na łóżko. Na efekty nie trzeba długo czekać bo już po przebudzeniu czuję, że skóra błaga o odrobinę nawilżenia. Pomocną dłoń wyciąga wtedy do mnie kojąco-nawilżająca maseczka do twarzy Masque Creme Fraiche de Beaute od Nuxe (70zł/50ml).



Maseczkę nakładam cienką warstwą i czuję jak skóra ją wchłania. Zmywam ją ciepłą wodą po 10-15 minutach ale zostawia delikatny film i poprawiam twarz płynem micelarnym. Raz zostawiłam maseczkę na całą noc, obudziłam się z wiórkami i nie powtórzyłam już tego eksperymentu.



Ciężko uwierzyć, że kilkanaście minut może sprawić, że skóra staje się nawilżona, odżywiona, o wiele gładsza i bardziej miękka. Dodajmy do tego piękny, chyba akacjowy zapach maseczki, który uwielbiam.

To maseczka godna polecenia ale nie za taką cenę, ja swoją dostałam jako prezent przy zakupach, warto polować na takie promocje. 


czwartek, 17 lipca 2014

Moja aktualna pielęgnacja twarzy

Patrząc na mojego bloga możnaby odnieść wrażenie, że z pielęgnacją jestem na bakier. To, że o wiele bardziej lubię pisać o kolorówce nie znaczy, że podkład nakładam na nieumytą twarz a kotom daję buziaki spierzchniętymi ustami. Postanowiłam więc zebrać wszystkie kosmetyki pielęgnacyjne których teraz używam w jeden post. Koniec zeszłego roku przyniósł ze sobą nieciekawe wypryski, które udało mi się zwalczyć a aktualnie moja cera jest mieszana w kierunku suchej. Na zdjęciach przewinie się sporo produktów, nie znaczy to, że każdy z nich nakładam codziennie. Niektóre z nich używane są raz w tygodniu, niektóre co drugi dzień. Nie ze wszystkich produktów jestem zadowolona w 100% ale najważniejsze, że mój plan pielęgnacyjny działa i nie mam już większych problemów z cerą, na zmiany przyjdzie czas niedługo. 



Dzień zaczynam od umycia twarzy pianką z wyciągami z drzewa herbacianego i oczaru wirginijskiego, którą kupiłam w Boots. Kosztowała grosze a jest naprawdę godna polecenia, nie podrażnia skóry twarzy, nie ściąga jej a delikatnie oczyszcza z nocnych zanieczyszczeń. Tonizuję się produktem z Clarins - Extra Comfort Toning Lotion. Nie jest to produkt idealny, potrzebuje czasu żeby się wchłonąć ale odświeża cerę i przygotowuje ją do dalszych zabiegów.


Pod oczami ląduje żel Stop the Clock z Bia Beauty. Jedno jest pewne, po zdenkowaniu go na pewno sięgnę po coś innego. Nie przemawia do mnie jego śluzowata konsystencja i znikome nawilżenie. Buzię nawilżam kremem Garden Roses z Make Me Bio. Wystarczy naprawdę odrobina żeby skóra była miękka w dotyku i przygotowana do makijażu .

Opcjonalnie, kiedy nie wychodzę z domu na twarz, i tak naprawdę na całe ciało, nakładam Bio-Oil. Niestety, ospa zostawiła po sobie niezbyt urocze ślady i jestem zdeterminowana żeby je wytępić. I znowu, tym bardziej jeszcze bardziej opcjonalnie, w dni kiedy nie noszę makijażu na pyszczku ląduje Vichy Capital Soleil Spf 50. Wersja matująca, która nie bieli, świetnie się wchłania. Jestem przeciwna takim praktykom ale zrobiłam kilka testów pod tym kątem - pod makijażem też świetnie się sprawdza.


Wieczorny rytuał zaczynam od demakijażu. Tu do akcji wkracza Bioderma Sebium H2O. Nie mam porównania do tej słynnej różowej wersji ale robi to co ma robić. Potem myję twarz moim najnowszym dobytkiem, Deep Pore Charcoal Cleanser z Biore. Podobno to ulubiony produkt najmłodszych sióstr Kardashian, to czy i ja go polubię okaże się za jakiś czas. Tydzień to stanowczo za mało na jakiekolwiek osądy. Na końcu twarz przemywam tonikiem z fizjologicznym pH czyli Physiological Soothing Toner z La Roche-Posay. Pozbywa się wszelkich resztek makijażu, które mogły się uchować, odświeża twarz i, znowu, przygotowuje ją do dalszych zabiegów.


Kiedy pisałam recenzję kremu/masła kakowego do twarzy z Ziaji, nie sądziłam, że wrócę do niego po kilku miesiącach żeby stwierdzić, że stosowany raz na kilka dni ładnie poprawia koloryt twarzy. Effeclar Duo wyprowadził moją cerę na prostą a Effeclar K pilnuje żeby nie pojawiły się na niej kolejne niespodzianki. Używam go co drugą noc, jedynie na strefę T. A kiedy potrzebuję porządnej dawki nawilżenia na twarzy ląduje mocno nawilżający Hydreane Riche, też z La Roche-Posay. To naprawdę produkt godny polecenia.

Peelingowo nie szaleję. Nadal zużywam mój zapas Let The Good Times Roll z LUSH. To mój ulubiony czyścik tej firmy i myślę, że zawsze będzie u mnie gościł. Jakiś czas temu naszło mnie na peeling enzymatyczny a wybór padł na Ziaję Nuno. W tym samym czasie zaczęłam trzy kroki Clinique i na twarzy pojawiła mi się piękna kaszka dlatego musiałam odstawić ten peeling.Teraz znowu do niego wróciłam, bardzo ostrożnie, nie do końca systematycznie. Wielkich efektów nie widzę ale to pewnie przez moją nieregularność.


W koszyczku z próbkami mam dziesiątki saszetek z maseczkami dlatego nie sięgam po duże tuby z tymi specyfikami. Jednak w zeszłym roku skusiłam się na No Clogs Allowed z Soap&Glory . Jest już na wykończeniu i mimo że bardzo ją lubię nie kupię jej po raz kolejny. Obok niej to Masque Creme Fraiche de Beaute z Nuxe. Dostałam ją jakiś czas temu i jestem zachwycona jej właściwościami nawilżającymi, jednak ma też swoje słabe strony.


I już takie dodatkowe produkty. Maseczki na twarzy często dokarmiam wodą termalną, tym razem mam tą z La Roche-Posay. Wypryski pojawiają się u mnie bardzo rzadko ale jak już są to traktuję je Grease Lightning z LUSH. Nie jest to żadna torpeda w tej kwestii ale delikatnie je zmniejsza. Kolejny LUSHowy produkt po który często sięgam niestety nie załapał się na zdjęcie ale ichni peeling do ust o zapachu Bubblegum  zostawia usta gładkie i gotowe na porcję miodku do ust Reve de Miel z Nuxe. W swoim zbiorze mam sporo produktów do ust ale ten balsam jest wśród nich numerem jeden.

To już wszystko. Nie wiem czy tak naprawdę jest tego dużo czy mało, dla mnie to ilość zadowalająca i spełniająca moje potrzeby. A jak wygląda Wasza pielęgnacja twarzy?

czwartek, 29 maja 2014

Majowe zużycia kosmetyczne

Gdybym miała porównać maj do czegokolwiek powiedziałabym, że był jak torpeda. Te dni zleciały mi nie wiadomo jak i nie wiadomo na czym. Jeżeli kolejne miesiące też mają takie być to ja dziękuję postoję. Nie wiem dlaczego zima tak się dłuży a słoneczne, ciepłe i letnie dni pędzą jak w oka mgnieniu. Jakoś te comiesięczne posty z zużyciami uświadamiają mi, że to już koniec miesiąca. Systematyczność nie zawsze mi się podoba ;-) Maj okazał się być obfity w zużycia, w woreczku znalazłam masę pustych produktów, sami zobaczcie. 



Mistrzem drugiego planu jest pan Bazyli, który się nie myli ;-) Adoptowany ponad miesiąc temu nadal przyzwyczaja się do nowego miejsca. Zabawne jest kiedy wychodzi na dwór i zwiedza, rozgląda się jak turysta. Jedyne czego mu brakuje to mały aparat fotograficzny. Ale ja nie o kocie chciałam. Bloker Perspirex był świetny dopóki nie znalazłam jego tańszego odpowiednika z Ziaji. Krem Nivea Soft przydaje się do szybkiego nawilżenia skóry ciała, na przykład przed nałożeniem samoopalacza. Masełko do ciała Nip+Fab zużyłam na spółkę z resztą domowników. Jego zapach okazał się dla mnie  jednak zbyt duszący. Cieszę się, że nie zdecydowałam się na pistacjową wersję bo poniuchany w sklepie śmierdział okropnie.


O szamponie i odżywce Glad Hair Day z Soap&Glory pisałam już jakiś czas temu. Wybaczcie ale nie potrafię dodawać linków na allikacji bloggera. Nie byłam zadowona z tego duetu dlatego już do nich nie wrócę. 


Przetrzepując torebki, których nie nosiłam od wieków znalazłam flakonik wody toaletowej Playboy. Przyznam szczerze, że nie pamiętam jak dokładnie pachniała. Podejrzewam, że bardzo słodko. Woda perfumowana Heat by Beyonce gościła u mnie od kilku lat. Na początku uwielbiałam ten zapach potem okazał się duszący i powodujący ból głowy.


Krem pod oczy Contour des Yeux Prodigieux z Nuxe gościł u mnie na blogu kilka dni temu. Zero nawilżenia, nic tylko wielkie rozczarowanie. Effeclar K z La Roche-Posay zagościł u mnie po niezbyt udanym romansie z trzema krokami Clinique. Jest dobrze, co prawda pojawiają się u mnie na twarzy niespodzianki ale szybko się goją i nie są wielkie. Zakupiłam już drugie opakowanie.


Na dnie buteleczki podkładu Nude Magique Eau de Teint z L'oreal, o którym też oczywiście pisałam, zostało trochę podkładu. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie kiedy po kilku tygodniach znowu po niego sięgnęłam a podkład ... zasechł. I pupa zbita, poleciał do pustaków. Lakier z blogerskiej kolekcji Wibo w kolorze Blue Lake okropnie zgęstniał. Szkoda bo bardzo go lubiłam, kolor przyciągał wzrok i był naprawdę trwały. Miniaturka tuszu do rzęs High Impact Mascara z Clinique okazał się być dość dobrym tuszem. Podobał mi się efekt jaki dawał na rzęsach jednak nie na tyle żeby sięgnąć po pelnowymiarowe opakowanie. 


Dwa tygodnie temu przeprowadziłam kolejną kurację złuszczającą na stopach z Botanical Choice. Tym razem nie zamówiłam skarpetek z ebay tylko sięgnęłam po te, które znalazłam w aptece. Znowu mam stopy jak u niemowlaka więc nie narzekam. Próbka Milk Proteins 3in1 Cleansing Milk z Korres ponownie utwierdziła mnie w tym, że mleczek do twarzy nie zdzierżę. Koniec kropka. Oczyszczający drobnoziarnisty peeling do twarzy z Perfecty pozytywnie mnie zaskoczył. Saszetka starczyła mi na trzy użycia pozostawiając twarz oczyszczoną i rozjaśnioną. Próbka podkładu True Match z L'Oreal  w odcieniu W3 Golden Beige była zbyt pomarańczowa do mojej cery. Szkoda, że nie miałam dobrego dla mnie odcienia bo chętnie przetestowałabym ten podkład na dłuższą metę. 

To wszystko w tym miesiącu. Jestem ciekawa czy znacie moich denkowców i podzielacie moje zdanie o nich? Jak poszło Wam zużywanie w maju? 

wtorek, 20 maja 2014

Nuxe / Contour des Yeux Prodigieux

Nie ma to jak krem pod oczy! Ale nie może to też być byle jaki krem bo odkąd poznałam mocno nawilżające właściwości kremu Soap&Glory KLIK wiedziałam, że poprzeczka jest postawiona bardzo wysoko. Niby mogłam zostać przy moim ulubieńcu ale nie byłabym sobą gdybym nie próbowała znaleźć czegoś innego, może jeszcze lepszego?


I tak zdecydowałam się na krem pod oczy Contour des Yeux Prodigueux z Nuxe. Spodziewałam się cudów bo krem ma nawilżać, likwidować oznaki zmęczenia i minimalizować oznaki starzenia. Mała, 15ml buteleczka typu airless kosztuje sporo bo ok.60zł. Używany dwa razy dziennie starczył mi jedynie na dwa miesiące mimo że większość kremów pod oczy o tej objętości zawsze używałam przez trzy miesiące.


Zapach kremu odrobinę przypomina mi suchy olejek tej firmy, jest przyjemny i nienachalny. Sam krem jest lekki, to taki żel krem pod oczy, który szybko się wchłaniał nie pozostawiając tłustej powłoki i na szczęście nie rolował się pod makijażem.





Jakby nie było, nie nawilżał tak jak tego chciałam. Ba, nawilżał tak słabo, że często chciałam ponawiać aplikację w ciągu dnia. Nie poradził sobie też nigdy nawet z lekką opuchlizną i ani trochę nie odświeżał spojrzenia.
Contour les Yeux Prodigueux z Nuxe to dość drogi zwyklaczek i jeżeli macie na niego ochotę warto najpierw sięgnąć po próbki.

sobota, 3 maja 2014

Nuxe Reve de Miel / balsam do ust

O miodku, bądź jak kto woli, balsamie do ust Reve de Miel z Nuxe czytałam same dobre recenzje. Z każdej strony dochodził mnie chór zachwytów a ja zachodziłam w głowę jak mały, 15g, szklany słoiczek za 40zł może skrywać w sobie coś tak rewelacyjnego. Aż kupiłam, użyłam i ...przepadłam bo od tego czasu nie wiem co to suche, spierzchnięte usta. 



Nie jest to chyba tajemnicą, że za sukcesem tego balsamu leży idealnie dobrany naturalny skład napakowany samymi dobrociami. Przyznaję, że obawiałam się miodowego smrodku - ten jednak nie ma bo Reve de Miel, co prawda,  pachnie słodko ale cytrusowa nuta ma tu jednak przewagę. Balsam ma dziwną konsystencję, dostrzegam w nim grudki, jest tępy ale topnieje pod wpływem ciepła palców. 
 


Podczas stosowania balsamów do ust najważniejsze dla mnie są dwa aspekty: smak i to czy nadaje się do bycia bazą pod szminkę. Miodek do ust Nuxe jest bezsmakowy a nałożony normalną (nie za grubą ani nie za cienką warstwą) pozostawia usta idealnie przygotowane do nałożenia pomadki. 
Nawet nałożony grubszą warstwą przed pójściem spać nie klei się. 


Co prawda moje usta nie są problematyczne ale miewają okres kiedy mogłyby robić za tarkę. Ostatni taki czas był jakieś dwa miesiące temu ale pierwsza warstwa tego balsamu je ukoiła, potem zaczął je regenerować aż wyszłam na prostą. Od tego czasu używam go profilaktycznie i o ile zużycie nadal jest minimalne wiem, że kiedy się skończy sięgnę po kolejny słoiczek. 

Przerobiłam już sporo balsamów do ust, żaden, nawet uwielbiany Carmex, nie pozwolił mi się sobą zachwycić tak jak zrobił to Reve de Miel.

piątek, 7 marca 2014

Lutowe nowości kosmetyczne

Mówiłam to już nie raz ale w lutym wpadłam w kosmetyczny marazm. Tyle rzeczy, które chciałam mieć w styczniu w lutym przestały być mi niezbędne do życia. Zakupy nie wprawiały mnie w wyborowy nastrój a ja w większości sięgnęłam po kosmetyki, których  potrzebowałam w mniejszym czy większym stopniu. Nic szalonego. Dlatego lutowa gromadka nowości kosmetycznych prezentuje się tak.


Na pierwszy ogień idzie zakup, który okazał się potrzebną potrzebnością. Wspomniałam już, że moja cera zwariowała a ja wyglądałam jak dojrzewająca nastolatka. Z pomocą przyszedł mi podkład Double Wear ale ile można się szpachlować? Tym bardziej, że Effeclar Duo odrobinę poprawił stan mojej cery. Potrzebowałam czegoś lekkiego ale nadal dość kryjącego. Z pomocą przyszedł zestaw na początek minerałów z bareMinerals. W pudełku znajduje się baza pod podkład, dwa odcienie podkładu, puder, bronzer i trzy pędzle. Dzielnie testuję i chyba zaczęłam darzyć minerały sympatią, ale o tym kiedy indziej.


Effeclar Duo przyniósł widoczne efekty ale powoli sięga dna. Pierwszy zamysł był taki, że kiedy skończę kurację z Duo, przeniosę się na Effeclar K - plany pokrzyżował mi dość spontaniczny zakup zestawu 3 Kroki Clinique. I chyba dopiero po trzech krokach wrócę do LRP, jeżeli nadal będę miała taką potrzebę.
Po długich konsultacjach z konsultantką Clinique doszłyśmy do wniosku, że do stanu mojej cery na dzień dzisiejszy (bądź ten sprzed dwóch tygodni) najlepszy będzie zestaw dla cery mieszanej/tłustej.
Po drodze do kasy zwróciłam uwagę na lakiery tejże firmy, A different nail enamel, o którym pisałam juz tu KLIK. Nadal jestem w nim zakochana, jest sobie na paznokciach, nie zwraca uwagi a w tym czasie paznokcie rosną i się polepszają. 



A przy zakupie powyższych produktów dostałam kosmetyczkę z miniaturkami produktów Clinique. I tak znalazłam w niej high impact mascara (która jest świetna!), dramatically different moisturizinh lotion +, krem CC moisture surge, liquid facial soap, poczwórne cienie do powiek i chubby stick. Takie prezenty mogę dostawać przy każdych zakupach ;)

W Waszych postach często wspominacie o wysuszaczu do paznokci Insta Dri z Sally Hansen więc postanowiłam zmierzyć się z legendą. Jeszcze nie używany bo nie mam na czym ;) absolutnie niezbędny okazał się pocieszacz w postaci pomadki do ust. A jak szminka to MAC  i matowy odcień Lady Danger. Na super wyprzedaży za grosze dorwałam lakier do paznokci YSL w kolorze Cobalt Blue. W buteleczce wygląda bardzo ciekawie ale na paznokciach nie miał jeszcze premiery.


Ostatnio często sięgam po lakier do włosów, poprzedni zdenkowałam więc potrzebowałam czegoś nowego. Wybór padł na sheer BLONDE z John Frieda, lakier specjalnie dla blondynek. Czy naprawdę jest inny przekonam się za jakiś czas. No i tonik do twarzy, który chodził mi po głowie przez długi czas. Extra Comfort Toning Lotion z Clarins kojarzy mi się jedynie z pozytywnymi recenzjami. Za wcześnie na jakiekolwiek osądy ale pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne.


I już ostatnia porcja zakupowa. Potrzebowałam kremu pod oczy, nie wiedziałam czego chcę (ten co zdenkowałam był świetny ale miałam ochotę na coś nowego) i moje kroki skierowałam do stoiska Nuxe. Contour des Yeux Prodigieux nadal wzbudza we mnie mieszane uczucia ale stosuję, smaruję i poczekam jeszcze jakiś czas na finalny werdykt. A skoro byłam już przy stoisku tejże firmy musiałam sięgnąć po sławny balsam do ust Reve de Miel. Już rozumiem zachwyty nad tym produktem! Miód na moje usta ;)
Przy okazji kupiłam też krem pod oczy dla mamy a przy kasie okazało się, że kwalifikuję się na gratis ;) Nawilżająca maseczka do oczu Masque Creme Fraiche de Beaute była też bardzo zachwalana przez sprzedawczynię więc skoro dawali to wzięłam ;)


Dostałam też paczuszkę od Hexxany, miałam dostać jedynie odsypkę pudru NARS, dostałam jednak masę próbek, odlewek, brokat Glazel, i dwie inne odsypki: La Prairie i Guerlain. Rozczarowałam się NARSem, nie okazał się tym czego szukam i bardzo podkreśla wszystkie niedoskonałości cery. Możliwe, że jest to spowodowane stanem mojej twarzy na teraz dlatego odłożę go na inne (mam nadzieję, lepsze) czasy. Za to La Prairie i Guerlain bardzo mnie zaciekawiły, możliwe, że coś z tego będzie.

To wszystko co przybyło mi w zeszłym miesiącu, o ile dobrze liczę, w lutym zużyłam 15 pełnowymiarowych kosmetyków a kupiłam tylko 9 i bardzo mi z tym dobrze. Jest coś co Was zaciekawiło i chciałybyście o tym przeczytać? Jestem ciekawa czy znacie i lubicie moje nowości?

                                                                                                                 Buziaki, 
                                                                                                           Gosia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...