niedziela, 27 grudnia 2015

Zużycia kosmetyczne

Zawsze ubolewam nad tym, że przygotowania do Świąt trwają o wiele dłużej od samych Świąt, uwielbiam nicnierobienie połączone z wcinaniem moich ulubionych przysmaków. Zbliżający się koniec roku zmotywował mnie do zrobienia porządków w kosmetykach i w końcu moja toaletka wygląda przejrzyściej. Co prawda ostatnie denko pojawiło się zaledwie na początku miesiąca ale w Nowy Rok chciałabym wkroczyć bez śmieci i z czystym kontem tym bardziej, że przez miesiąc zdążyłam zużyć sporo kosmetyków.



Już nigdy, ale to nigdy nie sięgnę po zmywacz do paznokci Sally Hansen,  wersja do słabych paznokci jeszcze tylko pogorszyła stan moich pazurów. Scrub do ciała z Bomb Cosmetics przepięknie pachniał limonką a kawałki żurawiny jeszcze bardziej uprzyjemniały zdzieranie naskórka. Niestety nie udało mi się go dokończyć, nie używany przez dwa tygodni zbił się w jedną,wielką bryłę cukru. Olejek do ciała Skin Perfector Garnier Body był taki sobie KLIK, już do niego nie wróce.


Różana woda micelarna z Nuxe świetnie zmywała makijaż oczu i twarzy delikatnie przy tym pachnąc, ale zostanę przy micelu z Garnier, może nie pachnie tak ładnie ale demakijaż nim jest równie skuteczny, no i kosztuje odrobinę mniej ;) Maseczka The Face Shop z glinki wulkanicznej pamięta lepsze czasy, najwyższa pora jej się pozbyć chociaż miło ją wspominam. Nawilżający krem do twarzy Hydra+ z ROC miał lekką konsystencję, ekspresowo się wchłaniał i przyjemnie nawilżał.


O ile nie polubiłam szamponu i odżywki z serii John Frieda Sheer Blonde o tyle z przyjemnością używałam maski do włosów. Świetnie sprawdza się na włosach, które potrzebują dobrej opieki. 30ml buteleczka olejku Macadamia pozostawiła u mnie ambiwalentne uczucia, niby wygładza włosy ale nie jestem pewna czy nie działa tak samo jak tańsze olejki. Miniatura Aussie 3 Minute Miracle Reconstructor utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że moim włosom zupełnie nie odpowiada.


Benetint z benefit wyglądał lepiej na ustach niż na policzkach ale nadal bez szału. Zmęczona podkreślaniem brwi zdecydowałam się na domową hennę. Ta brązowa z Delia wyszła bardzo naturalnie. Szkoda tylko, że jest jej tak dużo a nadaje się do jednorazowego użytku. O Mineral Veil  z bareMinerals mówiłam już nie raz, warto się nim zainteresować. Równie ciepło wspominam puder do twarzy Naked Skin z Urban Decay KLIK chociaż do pudru wszechczasów troche mu brakowało. Mam podobne odczucia co do korektora z NYX KLIk, nie jest zły ale mógłby być lekko ulepszony. Bez żalu żegnam pomadkę ochronną Baby Lips z Maybelline. Nadal pamiętam pochwalne recenzje na ich cześć i nadal zastanawiam się co wszyscy w nich widzieli. I tak żegnam się z ubiegającym rokiem :)

Jak minęły Wam Święta?

środa, 11 listopada 2015

Kolekcja na środę: rozświetlacze, bronzery i róże

Tegoroczny projekt Kolekcja na środę to największy dowód na to, że jestem słaba w systematyczności i zawsze zostawiam wszystko na ostatnią chwilę a nawet kilka dni po ;) Już miałam wspomnieć, że moja kolekcja rozświetlaczy, bronzerów i róży (różów?) aż tak bardzo nie zmieniła się od zeszłego roku a jednak spojrzałam na tamte zdjęcia i są pewne zmiany ... chyba jednak na lepsze bo jestem w pełni zadowolona z tego co mam i nie planuję adopcji kolejnych egzemplarzy (jeszcze nie!). Postaram się Was nie zanudzić, zapraszam do podejrzenia mojej gromadki. 


niedziela, 30 sierpnia 2015

Maybelline / Dream Flawless Nude

Raz na jakiś czas nabieram ochoty na drogeryjny podkład, najczęściej wtedy kiedy na sklepowych półkach pojawia się jakaś nowość. Podkład to dla mnie najważniejsza część makijażu, nieważne jak lekki czy kryjący ale musi być. Nie raz i nie dwa trafiłam na podkład bubel, który podkreślał to co miał zakryć. 
Maybelline Dream Flawless Nude (€10.49/20ml) to kolejny bardzo płynny podkład, który obiecuje perfekcyjne krycie. Konsystencją i pomysłem na siebie bardzo przypomina mi Nude Magique Eau de Teint z L'Oreal KLIK. 



Spośród siedmiu dostępnych odcieni wybrałam dla siebie ten najjaśniejszy, 10 Ivory z żółtymi tonami, który dla mnie jest jest idealny. Nie jestem pewna czy pasowałby do tych bardzo bladych ale te z ciemniejszymi cerami z łatwością znajdą odcień dla siebie.


W przeciwieństwie do podkładu z L'Oreal, który nie miał żadnego dozownika, Maybelline Dream Flawless Nude wydobędziemy z buteleczki dzięki aplikatorowi w kształcie łzy. To naprawdę bardzo ułatwia życie.Podkład na twarz nakładam palcami, pędzle niestety pozostawiają smugi i jajko połyka za dużo podkładu.



Podkład od razu wchłania się w twarz, zostawiając na niej lekki woal, którego pudrowe wykończenie balansuje na granicy matu i satyny. Muszę uważać żeby nie używać go w dni kiedy czuję, że moja cera jest dla niego zbyt sucha ale na cerach mieszanych czy tłustych będzie sprawował się wzorowo.
Twarz po nałożeniu Dream Flawless Nude jest wygładzona i promienna,
Nie jest to bardzo trwały podkład bo po ośmiu godzinach jest lekko starty w okolicach nosa czy ust ale nigdy się nie waży i nie wygląda nienaturalnie.

Warto się nim zainteresować, szczególnie podczas promocji w Boots bo to o wiele lepsza wersja płynnego pudrowego podkładu z L'Oreal. 
A może już go macie?

niedziela, 17 maja 2015

Nowości kosmetyczne

Powroty zawsze są trudne a tym bardziej te po kilkumiesięcznej przerwie. Nie będę oryginalna jeżeli powiem, że nie wiem na czym zleciał mi ten czas ale wiem, że tęskniłam za blogowaniem. Podczas tej pauzy odpoczęłam trochę od kosmetyków, skupiłam się bardziej na sobie a mniej na mojej twarzy, na kosmetycznym świecie i jego nowinkach. Zdjęcia do tego postu czekały na opisanie dobrych kilka tygodni, ciężko jest wrócić do pisania kiedy wyszło się z wprawy ale może coś z tego będzie ;-) 



Gromadka nowości jest dość spora jak na kogoś kto doświadczył chwilowej utraty weny kosmetycznej ale jak zawsze to wszystko było taaaakie niezbędne.


Jaki czas temu wyleczyłam się z chęci bycia bladą przez okrągły rok - twarz nadal chronię przed promieniami słonecznymi i tu nic się nie zmieniło ale ciało lubię przybrązowić, chyba każdy wygląda lepiej z opalenizną. Mam to szczęście, że szybko się opalam na ładny, naturalny kolor ale póki słońca jest jak na lekarstwo chętnie korzystam z tego w butelce. Dlatego sięgnęłam po brązujący balsam do ciała Dove Summer Glow, nie pachnie sztucznością a daje delikatny efekt. Duet Yes to Carrots to prezent, ale i masło do ciała i krem do rąk i łokci(?) czekają jeszcze na swoją kolej. 


Dołączyła do mnie też baza pod makijaż Garnier 5 Second Perfect Blur, sprawuje się całkiem nieźle ale nie używałam jej jeszcze wystarczająco często żeby wyrobić sobie o niej opinię. Nie raz i nie dwa wspominałam, że uwielbiam rajstopy w sprayu Sally Hansen dlatego nie zawahałam się ani sekundy kiedy zobaczyłam w aptece niemałą promocję na zestaw rajstop i lakieru do paznokci w radosnym kolorze 530 Back to Fuschia, ma naprawdę niesamowitą trwałość! Nie wiem jak Wy ale uwielbiam kiedy wychodząc od fryzjera włosy pięknie pachną i są takie przyjemne w dotyku! Moja fryzjerka używa wielofunkcyjnej odżywki w sprayu Revlon Professional Uniq One i zachęcona efektem jaki daje kupiłam mój własny egzemplarz, polecam! 


Kolorówka, moja ulubiona część. Jakiś czas temu sięgnęłam po nowość Maybelline czyli podkład Dream Flawless Nude w odcieniu 10 Ivory. Z niecierpliwością wyczekiwałam wejścia na rynek pudru w kompakcie Bare Skin Perfecting Veil z bareMinerals, wybrałam wersję light to medium ale jeszcze ani razu nie go użyłam bo ... Czeka na zdjęcia. Bardzo lubię mgiełkę fixującą z Urban Decay i zapragnęłam przetestowania podobnej mgiełki z innej firmy. Wybór padł na NYX i mgiełkę utrzymującą mat, jedyną różnicę jaką widzę pomiędzy produktami tych dwóch firm to ta cenowa i na pewno sięgnę po drugą mgiełkę NYX, tym razem tą dającą mokry efekt. Uwielbiam korektory i z radością przywitałam korektor Naked Skin z Urban Decay, ale na wyrobienie sobie o nim zdania jeszcze nie miałam czasu. 


Wydawać by się mogło, że kolekcja naustna Viva Glam Miley Cyrus dla MAC wyszła wieki temu! I szminka i błyszczyk świetnie wyglądają na ustach, muszę je koniecznie pokazać! Jako fanka Color Elixir Maybelline przygarnęłam dwa kolejne egzemplarze, tym razem w bardziej stonowanych kolorach - 705 Blush Essence i 720 Nude Illusion. 


Chyba jako ostatnia dołączyłam do grona posiadaczek tintów Rouge Edition Velvet z Bourjois a do mojej kolekcji produktów naustnych doszedł kolor 05 Ole Flamingo, uwielbiam takie kolory! Nigdy wcześniej nie miałam też cieni do powiek Infaillible z L'Oreal ale podczas promocji przygarnęłam dwa odcienie, 012 Endless Chocolate i 006 All Night Blue, są fantastyczne! Jak to się stało, że wcześniej sie nimi nie zainteresowałam? Jestem niepocieszona, że zostały wyprowadzone ze sprzedaży. 

To wszystko co zgromadziłam podczas mojej internetowej nieobecności, o czym chciałybyście przeczytać?

środa, 17 grudnia 2014

Maybelline Brow Drama / żel do brwi

Chyba nikogo nie zaskoczę jeżeli powiem, że uwielbiam mieć podkreślone brwi. Wyglądam wtedy o wiele lepiej, twarz nie jest mdła (mam dość jasny kolor włosków, które przy mocniejszym makijażu wyglądają po prostu źle). Testowałam już ołówek do brwi KLIK, cienie - najlepiej wypadł MACowy cień z jednej z paletek Dynamic Duo, farbki (porównanie NYX i AquaBrow KLIK) aż w końcu zdecydowałam się wypróbować żel do brwi. Nie chciałam od razu sięgać po ten droższy, jak na przykład ten z Benefit, i do testów wybrałam żel Brow Drama z Maybelline (7.50 euro/7.6ml). 



Żel występuje w trzech kolorach, dark blonde, medium brown i dark brown. W sklepie nie było testerów dlatego zdecydowałam się na medium brown, który okazał się dobrym strzałem. Używam go jedynie do makijażu no make up bo jedynie odrobinę barwi brwi i raczej jest do trzymania ich w ryzach.
Trzeba przyznać, że szczoteczka jest beznadziejna. Nie dość, że ma taki sobie kształt to nabiera za dużo produktu i masakrycznie skleja włoski. Godzinami mogłabym wyskubywać zaschnięte grudki.


Dlatego przed nałożeniem Brow Drama na brwi muszę wytrzeć szczoteczkę w chusteczkę co a)marnuje dość dużo żelu i b)sprawia, że makijaż nie jest błyskawiczny a na cholerę mi coś co tylko utrudnia i spowalnia szybki makijaż.
Jednak kiedy już wytrę nadmiar produktu w chusteczkę i przejadę brwi szczoteczką są one ujarzmione, delikatnie nabłyszczone i trzymają się kupy.


Gdyby wybaczyć Brow Drama tragiczną szczotkę z nadmiarem żelu można by powiedzieć, że jest to całkiem fajny żel do brwi. Jednak nie na tyle żebym sięgnęła po sporo droższy Gimme Brow z Benefit bo, naprawdę, nie chciałoby mi się z nim babrać.

piątek, 3 października 2014

Wrześniowe nowości kosmetyczne

Z moich wielkich planów nie robienia zakupów we wrześniu wyszło tyle co nic. I nie mogę użyć wymówki pt. 'ale to wszystko jest mi niezbędne' bo, kurza noga, nie jest. Nie będę się też zarzekać, że nic nie kupię w październiku bo kupię. Zakupy szczerze sprawiają mi przyjemność, zdarza mi się przeholować ale to raczej kwartalne wybryki ;-) przedwczoraj zaprezentowałam Wam moje zużycia, dzisiaj przyszła kolej na nowości. 



Nie jest to co prawda oryginalny zestaw produktów z olejkiem z makademii a jego tańsze odpowiedniki ale nie sądzę, że się za bardzo różnią od siebie, może oprócz ceny.


Siostra kupiła dla mnie krem nawilżający Simple. Świetnie się złożyło bo mój krem z Make me Bio jest już powoli na wykończeniu. Przeraża mnie jednak spora objętość i nieporęczne opakowanie kremu z Simple. To się chyba dobrze nie skończy, co?  Naszła mnie też ochota na nowy korektor a że mam pod nosem szafę NYX to się przy niej często kręcę i próbuję coś wybrać. Długo zastanawiałam sie nad odcieniem HD Concealer padło na CW03 Light ale nie wiem czy niej jest dla mnie odrobinę zbyt różowy. 


Jako farbowana blondynka uwielbiam szampony, które zapobiegają powstawaniu żółtych refleksów we włosach. Miałam nieudany romans z fioletową serią John Frieda, okazała się bezużyteczna. Za to o wiele tańsze produkty Touch of Silver z Provoke są fantastyczne. Odkąd po nie sięgnęłam nie wiem co to żółte włosy, cieszę się ich niemal białością i polecam je każdemu. Naprawdę warto.


Przygody z bareMinerals ciąg dalszy. Tym razem ichnia nowość czyli płynny podkład z serum Bare Skin. Odcień Bare Shell02 jest idealny dla mnie (NW15 z MAC) a jeżeli macie możliwość polecam zaopatrzenie się w miniaturki tego podkładu, starczają na bardzo długo. Do płynnego podładu dobrałam pędzel do jego aplikacji. Jego kształt, gęstość włosa świetnie rozprowadza Bare Skin, jedyny minus Perfecting Face Brush to jego mycie. Jest tak zbity, że ciężko go domyć. Dzisiaj będę to jeszcze konsultować. 


Ostatnio Catrice wypuszcza całkiem przyjemne limitki na które wcześniej nie zwracałam uwagi. Tym razem wpadła mi w oko kolekcja Metallure a z niej rozświetlający bronzer C01 Shimmer Shade. Dopiero się z nim zapoznaję więc ciężko coś o nim dokładnie powiedzieć. Z tej same kolekcji pochodzi eyeliner i mascara topper w jednym w odcieniu C01 Dazzling Dark. Do rzęs to się toto nie nadaje, a w życiu! Jako eyeliner jest w porządku ale ma też spory minus. 


W końcu w Boots rzucili eliksiry do ust Maybelline. Wybrałam dla siebie 110 Hibiscus kiss i 135 Raspberry Rhapsody. Nie wiem jak sprawują się na ustach, kompletnie zapomniałam, że je mam ;-) dzisiaj ciapnę się którymś z nich. 

Znacie któryś z tych produktów? Podjęłam dobre decyzje podczas zakupów? 

czwartek, 7 sierpnia 2014

Lipcowe nowości kosmetyczne

Lipiec ani razu nie zasugerował, że się skończył. Ot tak, raz zajrzałam w kalendarz i uświadomiłam sobie, że mamy już pierwszy tydzień sierpnia. Taka niespodzianka. Lipiec upłynął pod znakiem zakupowego tumiwisizmu, nie miałam chciejstw ani potrzeb, nie chciało mi się robić większych zakupów - naprawdę myślałam, że skończy się na kilku produktach. Ostatni tydzień miesiąca nagle przyniósł kilka chciejstw i wyszło jak zawsze. Nie planuję jednak żadnych zakupów w sierpniu, oprócz tych najpilniejszych, potrzebuję przerwy. 



Najświeższym nabytkiem są perfumy Bonbon od Viktor&Rolf. Myślałam nad nimi odkąd tylko weszły na rynek, w końcu zdecydowałam się kupić 50ml flakon. Zapach jest tak słodki jak buteleczka - to moje klimaty.


Truskawowy sorbet do ciała z The Body Shop idealnie sprawdza się w letnie dni. Lekka konsystencja, świeży zapach, poprawne nawilżenie. Czego jeszcze oczekiwać? Polubiłam też wielkie, 500ml butle żelu pod prysznic z Soap&Glory. Sugar crush to bardzo cytrusowy, orzeźwiający zapach. 

Seria Shiseido Ibuki wpadła mi w oko już jakiś czas temu, jednak dopiero teraz udało mi się dorwać zestaw startowy. Widziałam same pozytywne opinie o tych produktach więc jestem do nich dobrze nastawiona, chociaż zdaję sobie sprawę, że u mnie mogą się zupełnie nie sprawdzić. Czarny jak węgiel czyścik do twarzy Dark Angels z LUSH będzie następcą LTGTR. Już niedługo pójdzie w obroty. 


Żel pod oczy z BiaBeauty jakoś mi nie służy dlatego zabrałam się za wykończenie miniatur kremów pod oczy. Kiedy te się skończą sięgnę po Aqua porin Active z Eucerin, który dorwałam na sporej promocji. Gdzieś wyczytałam, że MAC przestanie produkować Strobe Cream dlatego chciałam się z nim zapoznać przed końcem roku. I jest, chociaż nadal nie wiem czy się z nim lubię. 


W mojej ulubionej apteko-drogerii przez pewien czas była promocja na produkty Essie. Wybrałam odżywkę Fill the Gap i trzy, zupełnie inne, lakiery. Master plan, Blanc i Splash of Grenadine. Takich kolorów brakowało w mojej skromnej kolekcji.


Musiałam przecież sprawić sobie jakies produkty do ust ;-) Clarins Instant Light Natural Lip Perfector kusił mnie już od dłuższego czasu i nie był to zły wybór. Odkryłam też szafę NYX dość blisko mnie, przez co trafiło do mnie kilka ichnich produktów. Jednym z nich jest błyszczyk z serii Butter Gloss. Nie czuję jednak między nami tej chemii. MACowa pomadka Heroine to chyba dość popularny kolor, nie mogło go więc i u mnie zabraknąć. A, jest tu jeszcze konturówka NYX w mocnym, różowym kolorze Pinky.


Ostatnimi czasy czytałam same dobre opinie o sypkim pudrze Emotional Brilliance z LUSH tak więc trafił i do mnie. Na wykończeniu mam już dwa korektory dlatego przyszła pora na uzupełnienie zapasów. Tym razem wybrałam korektor z serii Mineralize z MAC. Bardzo rzadko zaglądam do szafy Catrice ale limitowana kolekcja Le Grand Bleu naprawdę wpadła mi w oko. Z tej właśnie limitki pochodzi rozświetlacz w pisaku Black's Pearl. I chyba najbardziej popularny produkt NYX czyli róż w kolorze Taupe, który służy mi do konturowania.


Limitowana edycja Catrice to też cień w kredce Mermaid it, jego trwałość i kolor powalają na kolana. Stwierdziłam też, że brakuje mi kolorowych kredek do kresek tak więc trafiły do mnie: MACowy Petrol Blue, Emerald City i Purple to kredki z NYX. Sięgnęłam też po Jumbo Eye Pencil w kolorze Cobalt z tej samej firmy. Zawieruszył się tu też pędzelek do brwi, który był mi potrzebny a który kupiłam za grosze. Ostatni produkt to BROWdrama z Maybelline. Używam go od kilku tygodni ale nie jest to chyba coś po co będę regularnie sięgać. 


środa, 14 maja 2014

Kolekcja na środę / bazy pod cienie, korektory, eyelinery, kosmetyki do brwi i tusze do rzęs

Seria postów o mojej kolekcji kosmetyków powoli dobiega końca. Z każdym kolejnym postem pojawiają się nowe przemyślenia i uwagi ale te na razie zostawię dla siebie, poczekam aż wszystko mi się ułoży. Dzisiejsza notka ta taki misz masz. Niby pojawiają się tu produkty do makijażu oczu, takie jak bazy pod cienie, eyelinery, tusze do rzęs i produkty do brwi ale dorzuciłam jeszcze korektory - bo z jakiegoś powodu nie trafiły do postu z zeszłego tygodnia. 



Pamiętam kiedy jedyną bazą pod cienie jaką miałam była ta z Essence, w dodatku używałam jej bardzo sporadycznie. Dzisiaj nie wyobrażam sobie codziennego makijażu bez bazy. Miniatura Eyeshadow Primer Potion ( wersja Original) z Urban Decay dołączyła do mnie zaledwie w zeszłym miesiącu ale już jestem nią zachwycona, o wiele bardziej niż tą samą bazą, tyle że w wersji Eden. Kremowa baza z Inglot raz się sprawdza a raz nie. Zupełnie nie wiem od czego to zależy więc nadal obserwuję. No i Duraline, też z Inglot, który często używam do utrzymania w ryzach tych bardziej miałkich cieni z Naked 3.



6 korektorów to dla mnie taka optymalna liczba. Tym bardziej, że co najmniej dwa z nich niedługo zużyję. Pro Longwear Concealer z MAC KLIK był chyba tym od którego wszystko się zaczęło. Od czasu jego recenzji zmieniłam jedynie trochę jego zastosowanie bo zaprzestałam używania go pod oczy. Zaraz obok jest Erase Paste z BeneFit, który jak zauważycie na zdjęciu dość mocno wpada w róż. Na całe szczęście na twarzy nie zostawia prosiaczkowych plam. Nie mam za to żadnych problemów z Fake Up, też z BeneFit KLIK.  Uwielbiam go tak bardzo, że powoli się kończy a ja planuję zakup kolejnego egzemplarza. O Radiant Creamy Concealer z NARS nie mam co się rozpisywać bo pisałam o nim zaledwie kilka dni temu KLIK. The Touche Magique z L'Oreal porównałam całkiem niedawno z Touche Eclat KLIK, który na zdjęcie już się nie załapał. Korektor z L'Oreal ostatnio służy mi do lekkiego konturowania twarzy. No i ostatni, świeży i jeszcze nie rozruszany korektor z Golden Rose. 



Właśnie uświadamiam sobie, że potrzebuję kolorowych kredek do oczu bo mam za dużo czerni. Eyestudio Lasting Drama Gel Eyeliner z Maybelline to produkt do którego bardzo często wracam. Z tej samej stajni pochodzi cień w kremie Colour Tattoo 24h w kolorze Tourqoise Forever nie podoba mi się jako cień i o wiele bardziej wolę użyć go jak eyelinera. Fluidline Blitz and Glitz z MAC lepiej obejrzeć tutaj KLIK żeby dostrzec to co mnie w nim urzekło. Flamastra be a ...bombshell używam bardzo sporadycznie. Kredka Natural Kajal z Benecos trafiła do mnie dzięki PowderPocket i jestem zachwycona jej trwałością. Eyeliner dla brązowych oczu Super Liner Liminizer Brown Eyes z L'Oreal sprawia, że moje oczy przykuwają uwagę. Tak jak w Blitz and Glitz są złote drobinki tak w tym eyelinerze znajdują się niebieski pyłek, który sprawia, że oczy wyglądają na radosne, błyszczą i migoczą.
Kredka 24/7 Glide-on eye pencil w kolorze Zero z Urban Decay to czarny koń w kategorii kredek. Miedziano brązowy Copper Penny Eyeliner z GOSH to mój, bezpieczny kolor w którym też bardzo dobrze się czuję. A gdyby było mi za mało ciemnych kolorów i drobinek to Khol Power Eye Pencil w odcieniu Orpheus z MAC KLIK wypełni tę pustkę. W końcu zdecydowałam się na rozświetlenie dolnej linii wodnej i Inliner Kajal 56 Blonde z Isa Dora mi w tym towarzyszy.


Z brwiami nie szaleję. Najczęściej sięgam po Veluxe Brow Liner Deep Dark Brunette z MAC KLIK.  Jednak kiedy mam odrobinę więcej czasu przed wyjściem kombinuję z Aqua Brow z Make Up For Ever. Tymczasem nadal szukam idealnego pędzelka do tego produktu.



Od co najmniej dwóch lat wyznaję zasadę, że otwarty ma być tylko jeden tusz do rzęs, do tego po trzech miesiącach musi trafić do kosza a ja mogę sięgnąć po coś z zapasów. Aktualnie na tapecie jest Baby Doll z YSl. Uwielbiam ten tusz za to co robi z moimi rzęsami! Muszę go Wam nie długo pokazać. Za to używanie dżywki do rzęs z Christian Breton idzie mi jak krew z nosa. Bardzo często o niej zapominam. W zapasach tuszowych mam In Extreme Dimension Lash z MAC, który pójdzie w ruch za jakieś dwa miesiące a po MACowym tuszu będę używać False Lash Effect z Inglot. Wygląda na to, że moje tuszowe zapasy są dość skromne i muszę je uzupełnić ;)



środa, 16 kwietnia 2014

Kolekcja na środę - błyszczyki i konturówki do ust

Tradycyjnie, jak co środę przygotowałam zdjęcia kolejnej porcji moich zbiorów kosmetycznych. Co prawda o szminkach pisałam już tu, KLIK ale nie przedstawiłam Wam jeszcze moich błyszczyków i tym podobnych. Podczas szykowania tego postu uświadomiłam sobie, że błyszczyków mam sporo ale na razie nie mam parcia na zredukowanie tej liczby. Co więcej, mogłabym powiększyć tę gromadkę.



Zaczynając od moich ukochanych różowości i pochodnych - pierwsza po lewej jest kredka do ust Collistar w kolorze 205 Magenta. Nie sądziłam, że będę z niej tak zadowolona pod względem nie tylko koloru ale też trwałości i wykończenia. Obok niej, i do końca nie wiem dlaczego to tam postawiłam jest Baby Lips z Maybelline w okropnym kolorze Pink Punch, naprawdę nie wiem dlaczego zbiera tak dobre opinie w Internecie. Creemsheen Glass z MAC w odcieniu Narcissus KLIK. Kolor polubilam tak bardzo, że błyszczyk jest już prawie zdenkowany. Kredka Super Saturated Urban Decay w kolorze Love Child też należy do moich ulubieńców i nosząc ją czuję się trochę jak lalka Barbie. Muszę przyznać, że jestem trochę zawiedziona Chubby Stick z Clinique, spodziewałam się cudów a tu jednak fajerwerek nie ma. A kolor 07 Super Strawberry okazał się taki nijaki. Wracając do klimatów lalkie Barbie zostańmy przy kolejnym Cremesheen Glass MAC w kolorze Petite Indulgence KLIK, który pochodzi z ostatniej świątecznej LE. Ostatni jest balsam/błyszczyk Cherry Blossom z Figs&Rouge, który byłby ideałem gdyby nie jego trochę nachalny zapach.

L-R: Magenta, Pink Punch Narcissus, Love Child, Super Strawberry, Petit Indulgence, Cherry Blossom


Colour Saturation z MAC też pochodzi ze świątecznej limitki, KLIK. Uwielbiam go właśnie za to nasycenie koloru i mocno kremowe wykończenie. Apocalips z Rimmel prawdopodobnie powinien był się pojawić w poście o szminkach ale jakoś się nie złożyło. 303 Apocaliptic jest mocny, przykuwa uwagę i jest zupełnie nie do zdarcia.



Mlecznoróżowy Lipglass MAC w odcieniu Picture Pink miał być jak Turkish Delight z NARS ale jednak to nie był strzał w dziesiątkę. Trafił do mnie w zestawie z konturówką i szminką KLIK więc w takiej kombinacji najczęściej go używam. Kolejny Creemsheen MAC w kolorze Fashion Scoop KLIK nie porwał mnie na tyle żeby regularnie go używać. Miał być Turkish Delight i jest! NARSowy kultowy błyszczyk ma chyba tyle samo przeciwników co zwolenników a ja nadal jestem gdzieś pomiędzy. Ostatni jest MACowy Suntint wpadający w lekką pomarańcz Sea Mist, którego szczerze nie znoszę i czasami tylko nakładam go na noc.



Nie szaleję z drobinkami i takowych błyszczyków mam aż trzy. Dazzleglass MAC w odcieniu Dressed to Dazzle KLIK jest gęsty, lepki i ma masę drobinek. Czekam na cieplejsze dni bo uważam, że najładniej będzie wyglądać w pełnym słońcu. O błyszczyku z bareMinerals w kolorze Wild Honey nie mogę na razie nic powiedzieć bo trafił do mnie zaledwie kilka dni temu. Mini błyszczyk Lip Junkie z Urban Decay był dołączony do Naked 2 i polubiłam go tak bardzo, że w opakowaniu zostało go tylko tyci tyci.



To już prawie koniec :) na deser zostawiłam konturówki do ust bo posiadam ich zawrotną ilość, sztuk trzy. O MACowej Dervish pisałam całkiem nie dawno KLIK. Idealnie pasuje do większości, jak nie wszystkich, szminek, które posiadam. Konturówka z NYX w kolorze 817 Hot Red to też w dużej mierze nowy nabytek i nie udało mi się jej do końca przetestować. Ostatnia kredka to MACowa Embrace Me, która świetnie podbija kolor szminki Girl About Town KLIK.


Tak prezentuje się moja gromadka. Właśnie uświadomiłam sobie, że na zdjęciach brakuje co najmniej dwóch błyszczyków - Dandelion i Hoola z Benefit. Nic to, kiedyś je pokażę.

Ile blyszczyków i konturówek macie w swojej kolekcji? 

                                                                                                       Buziaki, 
                                                                                                Gosia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...