poniedziałek, 28 września 2015

Sierpniowo-wrześniowe zużycia kosmetyczne

Gdyby zorganizowany byłby konkurs na najmniejszą zużytą ilość kosmetyków w miesiącu wygrałabym go z palcem w nosie. Za nic nie idzie mi zużywanie a przybywające kosmetyki nie polepszają sprawy. Stan pielęgmacji jeszcze jakoś się zgadza ale kolorówka? Dziękuję i dobranoc, zostanie jeszcze dla moich wnuków - chociaż ostatnio zauważyłam denko w rozświetlaczu Mary Lou może nie jest jeszcze tak źle. Sierpień był nadal intensywnym czasem w pracy, a wraz z początkiem września wróciłam na studia - tu poziom stresu jeszcze bardziej podrósł bo ni chu chu nie ma nigdzie mieszkań. I nie, mieszkanie co tydzień w hotelu ani trochę nie przypomina życia z Gossip Girl ;)



Nie wiem ile miesięcy zajęło mi zużycie kremu pod oczy Aquaporin Active z Eucerin KLIK, nie zrobił na mnie zachwytu za to niejeden krem mógłby pozazdrościć mu wydajności. Niestety, nie jest wart polecenia. Płyn micelarny Pure Active do cery wrażliwej i mieszanej z Garnier tak naprawdę niczym nie różni się od różowej wersji, świetnie zmywa makijaż i chyba już nigdy nie sięgnę po żaden inny micel ( a ostatnio w aptekach pojawiła się Bioderma, która już ani trochę mnie nie kusi).


O fioletowym duecie do blond włosów Touch of Silver z Provoke pisałam już nie raz - to najlepsze produkty tej kategorii w drogeryjnej cenie.


Wykończyłam też rozświetlacz w pisaku Touche Eclat z Yves Saint Laurent KLIK, od razu zaopatrzyłam się w kolejny egzemplarz, tym bardziej, że trafiłam na świetną promocję. Jajko z Real Techniques zaczęło podejrzanie wyglądać dlatego od razu pomaszerowało do kosza. Przy okazji zużyłam do końca bazę pod cienie do powiek bareMinerals, jest jeszcze lepsza od tych z Urban Decay!


Miniaturka emulsji SPF Anthelios 50 z La Roche Posay nie zachwyciła mnie swoją konsystencją, nie lubię takich rzadkich produktów. Odlewki olejku do mycia twarzy z serii Mineralixirs z bareMinerals też nie zrobiły wielkiego wow. Szminki - jedna z Wet'n'Wild druga z Gosh leżały nieużywane od roku, w końcu poszłam po rozum do głowy i z przyjemnością się ich pozbywam.


Zrobiłam też porządek w pędzelkach i do śmieci poleciały dwa egzemplarze sygnowane nazwą Cosmpolitan, które miałam od wieków. Gąbeczka do rozcierania rzadko kiedy była używana a pędzelek do eyelinera niestety stracił swój kształt.

Nie jest tego dużo ale zawsze do przodu ;) a jak Wam poszło zużywanie?

środa, 26 sierpnia 2015

Kolekcja na środę:pędzle do makijażu

Pamiętacie jeszcze zeszłoroczne posty o kolekcji kosmetyków? Jak wspomniałam w pierwszym tegorocznym poście o moich zapachach KLIK najwyższa pora na update, przygotujcie się więc na cotygodniowe posty z dużą dawką zdjęć i moje dłuższę jak i krótsze wywody. 
Dzisiaj na tapecie wylądowały moje pędzle do makijażu, gdyby ktoś był ciekaw rotacji jaka wystąpiła od zeszłego roku warto zajrzeć do tamtego posta KLIK.
Co jakiś czas chętnie dokupuję pędzelki, mimo że raczej zestaw, który już mam w zupełności mi wystarcza, nowe egzemplarze to już bardziej chciejstwo aniżeli prawdziwa potrzeba. 



Stippling brush z Real Techniques nadal jest przeze mnie używany do aplikacji podkładu i bronzerów w musie. Perfecting Face z bareMinerals używam wyłącznie do podkładu tej samej marki KLIK, i mimo trudności w domyciu tego pana jestem z niego zadowolona. Po Hakuro H52 sięgam teraz coraz częściej, zaskoczył mnie tym, że zupełnie nie zostawia smug a jedynie przepiękny, idealny efekt jaki daje. Max Coverage Concealer jest w użyciu raczej rzadko, u mnie znajdziecie go w duecie z korektorem tej firmy ale nadal nie mogę przekonać się do syntetycznych pędzelków do korektora.


Pędzel do pudru 150 z MAC to mój numer jeden z którym bardzo rzadko się rozstaję i służy mi do aplikacji każdego rodzaju pudrów. Ma już ponad dwa lata a nadal trzyma formę, dosłownie nic się z nim nie dzieje, Full Flawless Face z bareMinerals towarzyszy mi w aplikacji mineralnego pudru tej samej firmy. A all-purpose brush z Beter jest wyjątkowo duży, miękki i giętki do oprószenia twarzy Meteorytami.


Pędzel jajo contour brush z Real Techniques to pędzel dwuzadaniowy. Lubię używać go do aplikacji rozświetlacza i to robię najcześciej ale co jakiś czas sięgam po niego również do konturowania co raczej powinno być jego przeznaczeniem ;) Pointed foundation brush tej samej firmy ogląda światło dzienne bardzo rzadko, nie do końca go lubię. Czasami od biedy używany jest tylko do aplikacji rozświetlacza. Flawless Face z bareMinerals służy mi do nakładania sypkiego bronzera tej samej firmy, co też dość rzadko się zdarza. Do codziennej aplikacji bronzera używam pędzla z EcoTools, to chyba pędzel do pudru, kupiony w zestawie dobrych kilka lat temu. RT buffing brush również jest bardzo rzadko używana i jest wtedy do wszystkiego - pudru, różu, rozświetlacza. Pędzel miniatura Bobbi Brown jak i MAC 116 to najfajniejsze pędzle do różu jakie miałam. Zgrabne, dość zbite kuleczki, które są przyjemne w użyciu.


Pointed liner brush z Real Techniques to kolejny pędzel po który sięgam bardzo rzadko bo nie do końca potrafię zrobić sobie nim porządne kreski. Podobnie jest z pędzelkiem EcoTools, trochę się już rozcapierzył ale na początku był jak torpeda. Najnowszy nabytek to MAC 210, którym zawsze udaje mi się zrobić takie kreski na jakie mam ochotę. Inglot 31T to idealny, cienki, syntetyczny pędzelek do brwi. Świetnie współpracuje z cieniami jak i mokrymi produktami jak farbki do brwi. To chyba odkrycie roku! Zanim dostałam Inglotowy pędzelek brwi poprawiałam pędzelkiem Beter, dobrze nam się współpracowało ale nie jest tak precyzyjny jak Inglot.


Trzy pędzelki z paletek Naked Urban Decay - ten ze Smoky to z jednej strony kuleczka, z drugiej, podobnie jak w Naked 2 i 3 pędzelek do blendowania, każdy z nich jest jednak odrobinę inaczej zbudowany. Raczej rzadko z nich korzystam. Smokey Eye Base Brush sygnowany Cosmopolitan był chyba jednym z pierwszych pędzelków ever. A syntetyczny pędzelek do korektora EcoTools służy mi czasami do nałożenia cienia bazy. 


Smudge brush z Real techniques jest cudowny do akcentowania dolnej powieki. Po Base shadow brush tej samej firmy sięgam wtedy kiedy chcę ugruntować pudrem korektor pod oczami ale staram się to robić bardzo rzadko. MAC 217 to ulubieniec wszechczasów, najlepszy pędzelek do blendowania. Mam ochotę na jeszcze jeden egzemplarz. Zaraz obok jest podobny pędzelek, też do blendowania cieni, to E26 z Blank canvas cosmetics. To całkiem przyjemny pędzelek ale brakuje mu tej giętkości, którą ma MAC. Kulka z Essence bardzo rzadko widuje światło dziennie, sięgam po nią tylko wtedy kiedy reszta pędzli nie nadaje się do użytku. Precyzyjny pędzelek E23 z Blank Canvas Cosmetics podobnie jak ten z RT jest idealny do akcentowania dolnej powieki czy zaznaczenia zewnętrznego kącika. 


A tu już pędzle, które są ale tak jakby ich nie było bo używam ich albo bardzo sporadycznie albo ... nigdy. Obustronny pędzelek dołączony do paletki bareMinerals jest ciut za mały żeby wygodnie leżał w dłoni. Grzebyk do brwi i rzęs EcoTools słabo się sprawdza a w dodatku zupełnie nie mogę go domyć. Deluxe crease brush RT nie przetrwał podróży i złamał się w połowie. Bardzo żałuję, bo lubiłam go używać i trzymam go teraz z czystego sentymentu. Detailer brush RT używam raz na ruski rok do aplikacji szminek. A ichni brow brush jest za gruby i do kresek na powiekach i brwi.

Po szybkich kalkulacjach wychodzi, że mam teraz 14 pędzli do twarzy (to o kedną sztukę więcej niż w zeszłym roku), 17 pędzelków do makijażu oczu (w zeszłym roku miałam ich tylko 11) i jeden pędzelek do ust (tu bez zmian). 
Ilę pędzli skrywa Wasza kolekcja? 

środa, 7 stycznia 2015

Real Techniques Miracle Complexion Sponge po roku używania

Trzy miesiące temu, w październiku minął rok odkąd zaczęłam używać gąbki do nakładania podkładu Miracle Complexion Sponge z Real Techniques KLIK. Bez bicia przyznam się, że nie planowałam używać jej tak długo, myślałam, że ówczesna gąbeczka przejdzie na emeryturę po kilku miesiącach. Stało się jednak inaczej i dopiero jakiś czas temu zorientowałam się, że mam ją już długo za długo i przyznam, że bałam się tego co znajduje się w środku. Godzina prawdy wybiła dwa tygodnie temu i muszę przyznać, że nie jest źle. 


Po lewej jest nowe jajko, po prawej to stare. Nie zmieniło w znaczny sposób kształtu, nie zdeformowało się ani nie podarło samo z siebie, skaleczenia widoczne na zdjęciach to sprawka kocurzycy. Co prawda Miracle Complexion Sponge straciło swój kolor ale czego się spodziewać po wielokrotnym myciu go szamponem i okazjonalną kąpielą w odkażającym spirytusie.





Naprawdę, myślałam, że w środku będzie Sodoma i Gomora, pokłady wylewającego się podkładu i nie wiadomo czego, tym bardziej, że klimat jest jaki jest. A tu niespodzianka :-) 


Jak na gąbeczkę, która była testowana z dość dużą częstotliwością nie wygląda źle a plamy po podkładzie nie są tragiczne. Po przecięciu nie znalazłam w środku niczego co odwiodło by mnie od dalszego korzystania z tego gadżetu. 

Jestem ciekawa jakie macie doświadczenia z tego typu gąbkami, próbowałyście sprawdzić co kryje się w środku po korzystaniu z tego przybytku? 

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Grudniowe zużycia kosmetyczne

Chciałoby się polecieć frazesem i westchnąć Nowy Rok, nowa ja ale zdążyłam już zobaczyć tysiąc pięcset postów w tym temacie. Odrobinę zapuściłam bloga, okres świąteczny okazał się być również pracowitym i imprezowym okresem ;-) Na bloga powracam z porcją zeszłorocznych śmieci, co mi szkodzi zacząć ten rok z przytupem! 
Ze śmieci jestem zadowolona, moja kolekcja kolorówki powoli się wykrusza co dla mnie oznacza jedno:zakupy. Jednak tym razem będą przemyślane i dość dobrze zaplanowane, rzuciłam nawyk robienia szalonych, spontanicznych zakupów. 



Tubka niebieskiego kremu Nivea służyła mi dość długo a kremu używam do nawilżenia różnych partii ciała. Żel pod prysznic Go Fresh Dove o zapachu granatu i cytrynowej werbeny miał być orzeźwiający a pachniał mydlinami. Śliska, spływająca z ciała konsystencja - nic ciekawego. Płyn micelarny Garnier to mój ulubieniec a w użyciu jest już kolejna buteleczka.


Na dobre rozstałam się z sypkimi podkładami bareMinerals, chociaż pod koniec opakowania byłam zadowolona z efektu jaki daje na twarzy i jego trwałości. Może w przyszłą zimę sięgnę po miniaturę, zdaje się, że lepiej sprawuje się w chłodne dni. Jajeczko Real Techniques służyło mi do aplikacji podkładu przez ponad rok ale o tym już niedługo ;-) 


Miniatura błyszczyka Lip junkie dołączonego do palety Naked 2 z Urban Decay to produkt wart uwagi. Gdybym nie miała tylu jasnych, nudnych błyszczyków na pewno zainwestowałabym w pełnowymiarową wersję. Błyszczyk/róż do policzków Jelly Pong Pong nie był w centrum uwagi zbyt często, ba!, bardzo rzadko po niego sięgałam. Nic dziwnego, że podczas porządków trafił do kosza. Tusz do rzęs z Inglot był całkiem przyjemnym tuszem, co z tego skoro po niespełna trzech miesiącach zrobił się okropnie suchy, nie wygladał ładnie na twarzy a co gorsza się osypywał. Za to przeznaczony do brązowych oczu eyeliner Super liner luminizer z L'Oreal to chyba mój hit w tej kategorii. Zatopione w nim drobinki sprawiały, że w oczach pojawiał się filuterny błysk. Muszę koniecznie sprawić sobie drugi egzemplarz. 


Dwie saszetki - pierwsza to maseczka do twarzy, która nie dość, że nawilżyła skórę twarzy to również pachniała bardzo odświeżająco. Druga to miniatura z Vita Liberata - rozświetlający samoopalacz to coś co lubię. Gdybym nie miała sporego zapasu samoopalaczy pełnowymiarowa wersja tego pana już dawno by się u mnie pojawiła. 

To wszystko co zużyłam w grudniu. Zostawię Was teraz ze swoimi śmieciami a ja lecę doprowadzić skórę do porządku bo dwa tygodnie Świąt zrobiły swoje, ale o tym lepiej nie mówić publicznie ;-)

sobota, 15 listopada 2014

Real Techniques / pędzle do oczu / warto?

W lipcu dumałam nad pożytecznością pędzli do twarzy z Real Techniques KLIK. Nie są złe, ale według mnie, te które znajdziemy w zestawach są w większości niepraktyczne, nie pasują do zadań przyznanych im przez siostry Chapman. Od ponad pół roku w mojej pędzlowej kolekcji znajduje się kolejny zestaw, starter set (ok.90zł), który zawiera podstawowe pędzle do makijażu oka. Swój zestaw kupiłam w Tk Maxx o 10 euro taniej, w Boots znajdziemy je za 28euro. Czy są to pędzle, którymi wykonamy pełny makijaż oka i, najważniejsze, czy są warte swojej ceny? 




W zestawie znajdziemy pięć pędzli i podstawkę, której od razu się pozbyłam bo uznałam ją za zupełnie niepraktyczną. Nie będę się rozpisywać na temat wyglądu/włosia tych pędzli bo o tym pisałam już przy okazji Core Collection KLIK.




Base Shadow Brush przeznaczony jest do nakładania cieni na powiekę ale ja wolę rozcierać nim cień w załamaniu powieki. Jest sprężysty, gęsty i łatwo się nim operuje a mimo to nie sięgam po niego zbyt często. Chyba inne, prawdziwe kulki do rozcierania lepiej leżą mi na powiece.



Przeznaczony do konturowania powieki, okrągły i mocno zbity Deluxe Crease Brush jest ogromny. O wiele za duży do mojego załamania powieki, nie wyobrażam sobie blendowania cieni z jego pomocą. Lubię za to użyć go do nakładania korektora i konturowania twarzy, świetnie się nim nakłada kremowe produkty.


Muszę przyznać, że accent brush to mój najbardziej ulubiony pędzel z tego zestawu. Uwielbiam nakładać nim cień na dolną powiekę, rozcierać nim kreskę i nakładać jasny cień w kąciku. Fantastyczny, bardzo użyteczny pędzel chociaż mógłby być bardziej miękki.



Sporym nieporozumieniem jest tu brow brush, który jest za szeroki, za gruby, za duży do brwi. Nie znalazłam dla niego żadnego zastosowania bo do robienia kreski na powiece też zupełnie się nie nadaje.



Fine liner brush też nie zachwyca. Niby można zrobić nim dobrą kreskę na powiece ale trzeba włożyć w to więcej pracy i czasu a tego nie lubię. Pędzelka używam rzadko, nie do żelowego eyelinera a do przyciemnienia linii rzęs.

Nie jestem zadowolona z tego zestawu. Moim zdaniem nie są użyteczne, ciężko znaleźć dla nich zastosowanie, są za drogie. Osobom zainteresowanym pędzlami do oczu Real Techniques radziłabym albo zakup pojedynczych pędzli albo zainwestować w pędzle, które są praktyczne. Przyznam, że dziwią mnie bardzo pozytywne opinie o tych pędzlach na innych blogach, może problem nie tkwi w nich a we mnie?
Dajcie znać czy znacie te pędzle i co o nich sądzicie.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Real Techniques / pędzle do twarzy / warto?

Każdego ranka wykonując makijaż w duchu dziękuję temu to wymyślił pędzle do makijażu. Niby nie są niezbędne bo raz przyciśnięta do muru do wypacykowania się użyłam palców (tak, tak, nawet puder) ale pędzle to ogromne ułatwienie. Lubię mieć je więc pod ręką ale kiedy chodzi o to z czego są stworzone jestem kompletną ignorantką. Nie obchodzi mnie czy włosie jest syntetyczne, zrobione z polarnej wiewiórki czy dachowego kota - jeżeli pędzle korzystnie się prezentują lub ich działanie ma zwalać z nóg przygarnę wszystko. Pędzle Real Techniques należą chyba do tej grupy dobrze wyglądającej bo chciałam je mieć tylko ze względu kolorowych trzonków. Core Collection (ok. 100zł) dostałam od siostry, pojedynczy pędzel Stippling Brush (ok.60zł) kupiłam sobie sama, wszystkich pędzli używam od ponad roku, myślę, że pora na ich prezentację na blogu.




Core Collection to zestaw czterech pędzli i podstawki na nie/pokrowca, którego od razu się pozbyłam bo tylko by się kurzył. Włosie wszystkich pędzli jest syntetyczne i, oprócz Stippling Brush, przyjemne w dotyku. Pędzle do stemplowania jest trochę kłujący. Z racji tego z czego są wykonane nie przywiązuję większej wagi do tego jak i czym je myję. Od roku nie zmieniły swojego kształtu i nie wypadło z nich żadne włosie. Trzonki wykonane są z aluminium i zakończone czarną gumą. A, i najważniejsze, pędzle RT nie mają skuwki. 


Detailer brush może być używany do precyzyjnego nakładania korektora bądź szminki. Ja wybieram opcję z szminką chociaż nie robię tego często bo potrafię sobie poradzić tylko z konturówką i szminką.  Na miejscu tego pędzla chętnie zobaczyłabym coś bardziej przydatnego. 



Pointed Foundation Brush okazał się być bezużyteczny do nakładania podkładu. Ten języczkowy pędzel jest do tego za mały i trzeba się nim sporo namachać a i tak rezultat nie jest zadowalający. Używam go więc do trzech innych rzeczy, do punktowego nakładania korektora, utwierdzania korektora pudrem pod oczami lub nakładania rozświetlacza. Udało mi się znaleźć dla niego te zastosowania ale gdybym tego nie zrobiła leżałby nieużywany. 



Buffing Brush jest najprzyjemniejszy z całej gromadki. Używam go do minerałów, aplikacji płynnego podkładu i do przypudrowania twarzy. W każdej roli znakomicie się odnajduje i nie mam mu nic do zarzucenia. 

Ale Contour Brush też jest niczego sobie. Co prawda nie używam go do rozświetlacza, jak zaleca Samantha Chapman ale do nakładania różu lub konturowania twarzy bronzerem. Mógłby być, co prawda, odrobinę większy ale i tak jestem z niego w miarę zadowolona. 




Ostatni pan, ten który sama sobie sprawiłam, to duo fibre Stippling brush. Czasami używam go do nałożenia podkładu ale wtedy muszę zmiękczyć włosie kroplą kremu nawilżającego, jednak zazwyczaj służy mi do aplikacji kremowych, brązujących baz z Chanel i Bourjois. Wydaje mi się, że to jest właśnie jego idealne przeznaczenie w mojej toaletce. 


Ogólnie lubię pędzle Real Techniques, mimo że nie wszystkie z Core collection przypadły mi do gustu. Gdybym wiedziała wcześniej to co wiem teraz wolałabym zainwestować w oddzielne pędzle bez bawienia się w wynajdowanie zastosowań dla języczkowego i precyzyjnego pędzla bo było to zrobione trochę na siłę. Jednak zdaję sobie sprawę z tego, że taniej jest je kupić w zestawie. Czy warto? Myślę, że tak ale nie są na tyle niezbędne żeby kupić je w cenie regularnej - jakiś czas temu zestawy pędzli RT dostępne były w Tk Maxx o wiele taniej i to byłby dobry czas na ich zakup. 
Jestem bardzo ciekawa czy macie te pędzle i co o nich sądzicie? A może uważacie, że są zbędne? 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...