niedziela, 20 stycznia 2013

Znalezione w TK Maxx

Cześć :)
Wczorajszy dzień upłynął pod znakiem zakupów. O ile zakupy stricte kosmetyczne pokażę pod koniec miesiąca razem ze styczniowym denkiem o tyle pomyślałam, że nie kosmetyki pokażę już dzisiaj. Wszystko pokazane w tym poście zostało wygrzebane w TK Maxx czyli w sklepie, który bardzo lubię.

Na pierwszy ogień idzie książka o ... skrzatach.




Ta książka jest już w moich zasobach ale tylko w języku polskim, kupiona jeszcze przed moimi narodzinami ;) Gdy tylko zobaczyłam angielską wersję na półce wiedziałam, że muszę ją mieć, tym bardziej, że jest to wersja kolekcjonerska z grafikami i nowymi szkicami.



 Niestety, Gnomes nie umywa się do Skrzatów pod względem jakości wydania. No i oczywiście tytuł - skrzaty brzmią o wiele ładniej od gnomów, prawda?






Jeżeli jeszcze nie zaznajomiłyście się z tą książką, a fascynują Was chodź trochę ci mali ludzie (15 centymetrów wysokości, bez czapki)! i ich zwyczaje to serdecznie polecam Wam tę książkę.

Nie mam wielu pędzli do makijażu ale mimo to, poszukiwałam dla nich jakiegoś domku. Do tej pory mieszkały w nie do końca ładnych pojemniczkach. Wczoraj wypatrzyłam to


Oprócz pędzli będę też tam trzymać wszelkie tusze do rzęs, eyelinery w kredce i błyszczyki a dodatkowo ten przybornik się obraca, pełen wypas, c'nie?
W głowie miałam pewną wizję, niestety nie mojego autorstwa a żywnie podpatrzoną. Nie pamiętam już gdzie, możliwe, że na czyimś blogu. Do szczęścia brakowało mi szklanego kosza którym mogłabym przykryć  pędzle i zapobiec osadzania się na nich kurzu.
Dodatkowo został ręcznie wyprodukowany w Polsce ;)
Na nieszczęście moje MACowe pędzle się w nim nie mieszczą, muszę trzymać je oddzielnie a w międzyczasie będę polowała na trochę wyższy klosz.

Do mojego koszyka trafiło też jajko, przypominające beauty blender. 



Zawsze chciałam toto wypróbować a jakoś nigdy nie było nam po drodze. Już nie mogę się doczekać naszego pierwszego, bliskiego spotkania ;)


Na dzisiaj to już wszystko, mogę spokojnie wrócić do chorowania ... 

Lubicie robić zakupy w TK Maxx? Często tam zaglądacie? 
                                                                                                            Buziaki,

                                                                                        


piątek, 18 stycznia 2013

Original Source po raz drugi

Cześć :)
Jakiś czas temu pisałam Wam o żelu pod prysznic o zapachu śliwki i syropu klonowego z Original Source, o TUTAJ. Do zimowej limitowanej edycji OS należał też zapach pomarańczy i lukrecji i to o nim będzie dziś mowa.

Tak naprawdę, mogłabym przekopiować to co napisałam o jego poprzedniku. Bo ta wersja też jest ubrana w piękny, skandynawski sweterek z reniferami, butelka też jest chropowata przez co nie wyślizguje się z rak podczas prysznica.

Pisząc o panu fioletowym wspominałam, że sam otwór przez który wychodzi żel jest za duży i wystarczy lekko nacisnąć żeby zostać oplutym przez żel. Tu spotkała mnie niespodzianka bo pomarańczowa wersja ma taką samą wielkość dziury a opluta nie byłam ani razu. Drogą dedukcji stwierdziłam, że cały problem jest w konsystencji. Śliwka jest zbyt rzadka, ma konsystencję kisielu a pomarańcza jest zwartym glutem.




Nie byłabym sobą gdybym nie znalazła chociaż ani jednej wady w tym żelu. Otóż moi mili, biorąc prysznic prawą ręką wyciskam żel na lewą rękę. Zanim zdążę zamknąć i odstawić butelkę, żel ześlizguje mi się z ręki. Winą obarczam glutowatość żelu.



A co z zapachem? Mój nos nie wyczuwa tam pomarańczy, nic a nic; to chyba nawet koło pomarańczy nie stało? Jest obrzydliwie słodki, prawdopodobnie tak pachnie lukrecja? Pokładałam w zapachu wielkie nadzieje, spodziewałam się małego romansu a tu kiszka ... Nie dość, że zapach jest przeokropnie słodki to przeokropnie krótko unosi się w powietrzu, bo o pozostaniu na ciele już nawet nie marzę. Tak jak swój brat nie nawilża ale nie wysusza. 



Zapytam się jeszcze raz, kto puścił w blogosferę plotkę, że te zapachy są takie och i ach? Kto skazał mnie na rozczarowanie? Oczekiwałam fajerwerek w mojej łazience, prawdziwej eksplozji zapachu a zostałam z lekkim niesmakiem.

W większości podzielałyście moją niepochlebną opinię o fioletowym żelu a jak jest teraz? Czy pomarańcza podbiła Wasze serca?

                                                                                           Buziaki,
                                                                                                 

środa, 16 stycznia 2013

Once you go MAC you'll never go back

Cześć :)
Czy wspominałam Wam już, że jestem MACoholiczką? Dlatego kiedy doszłam do wniosku, że przyszedł czas na zakrycie niedoskonałości na moim pyszczku, nie wahałam się ani chwili i skierowałam moje kroki w stronę stoiska MACa. Po krótkiej rozmowie stwierdziłam, że nie potrzebuję wiele, do szczęścia potrzebowałam jedynie idealnego zakrycia cieni pod oczami każdego dnia i zakamuflowania podrażnień, które rzadko bo rzadko ale też pojawiają się na mojej twarzy. Wybór padł na Pro Longwear Concealer NW 20.






I śmiem twierdzić, że jest to mój hit z którym nigdy się nie rozstanę. Dzięki niemu moje cienie pod oczami już nie straszą ludzi a wszelkie zaczerwienienia, który raczą odwiedzić moją twarz nie mają z nim szans.
Pro Longwear Concealer jest lekki, idealnie stapia się z moją skórą a na dodatek nie rozstaje się z nią do momentu wieczornego demakijażu. Tak, tak dzielnie sprawuje swoje obowiązki nawet przez 12 godzin. Przez to uważam, że jego cena jest adekwatna do jakości.
Niestety mój aparat nie zechciał uchwycić tego, co ten korektor robi z moimi cieniami i musicie mi uwierzyć na słowo: skóra pod oczami jest rozświetlona, nie zbiera się w zmarszczkach. Gdzieś czytałam, że ten korektor wysusza, na szczęście u siebie tego nie zauważyłam. Nakładam go opuszkiem palca, zauważyłam, że lepiej go delikatnie wklepać niż rozsmarować.




Moje bobo ma 9 ml i można powiedzieć, że jest wydajny. No właśnie, czy napewno? Sam korektor jest zamknięty w solidnym szklanym opakowaniu z pompką. I o tę pompkę mi się rozchodzi bo wypluwa z siebie zbyt dużo produktu. Używam go już od dłuższego czasu i nadal nie mogę dojść do perfekcji w naciskaniu pompki, a może akurat tu nie da się uzyskać tej perfekcji? Bo dzień w dzień na palcu mam kulkę wielkości zielonego groszku, która starczyłaby mi na pokrycie całej twarzy a ja przecież potrzebuję tylko odrobinki, i większość produktu jest wytarta w chusteczkę. Co prawda jeszcze nie widać dna w buteleczce ale pewnie już niedługo to nastąpi. W planach mam wypróbowanie innych korektorów ale do tego napewno wrócę bo jest to mój kosmetyk wszech czasów.

Miałyście ten korektor? A może znacie jakiś inny produkt tego typu godny polecenia?
                              Buziaki,
                                              
   




poniedziałek, 14 stycznia 2013

Oh Marilyn! - czyli MAC znowu gości na moich ustach

Cześć!
Jak wiecie z poświątecznego zdjęcia o świątecznych prezentach moje szminkowe szeregi zasiliła nowa szminka z MACowej limitowanej edycji Marilyn Monroe, której odcień nosi wdzięczną nazwę Scarlet Ibis. 

Akurat ten kolor o tej samej nazwie był już wcześniej dostępny w limitowanej edycji Iris Apfel co znaczy, że jest wielka szansa, że za jakiś czas znowu wróci do sprzedaży.



Scarlet Ibis to matowa czerwień z nutką pomarańczy, niektórzy porównali ten kolor do Lady in Danger. Przyznam się Wam, że wskazałam palcem Mikołajowi kolor jaki chciałabym dostać i w sklepie była to prawdziwa, soczysta pomarańcz. Wyobraźcie sobie moje zdumienie kiedy w Wigilijny wieczór moim oczom ukazał się zupełnie inny kolor. Ale nazwa się zgadzała i stwierdziłam, że przez miesiąc mogłam zapomnieć jak to wygląda. Zagadka rozwiązała się kiedy chciałam sfotografować tę szminkę, bo  w sztucznym świetle wygląda tak


Jak już wspomniałam,  ta szminka jest powinna być matowa, według mnie taka nie jest co w sumie nawet mnie cieszy bo obawiałam się o podkreślanie suchych skórek. Na ustach utrzymuje się do 3-4 godzin, po tym czasie usta są tylko lekko podkolorowane. Jest za to bardzo dobrze napigmentowwana, wystarczy jedno maźnięcie do uzyskania ładnego, naturalnego efektu. Ubolewam nad faktem, że ten odcień jest cholernie ciężki do uwiecznienia w obiektywie i zdjęcia nie oddają w pełni jego uroku


Uważam jednak, że nie jest to typowy zimowy kolor, o wiele ładniej będzie się prezentować podczas wiosny bądź lata i już nie mogę się doczekać cieplejszych dni.

MAC naprawdę się postarał jeżeli chodzi o opakowanie - odciśnięte usta wewnątrz kartonika, podpis Marilyn z jej wizerunkiem na szmince czy też błyszczące i jak zwykle eleganckie opakowanie. No dobra, przyznaje, że ten błysk nie do końca mi się podoba, ciągle ścieram ze szminki moje odciski palców!
Kto powiedział, że nie mogę mieć szminki pod kolor samochodu?


Siostra kupiła sobie Charmed, I'm Sure. Będe musiała zrobić z nią jakiś mały biznesik ;)                                                                                                             Buziaki,
                                                                                                                                                                                                

sobota, 12 stycznia 2013

Mahna Mahna, zostałam otagowana

Cześć :)
Kilka dnia temu zostałam otagowana przez Joasię z bloga o naturalnej pielęgnacji. Tag ten zwie się Moje kosmetyczne sekrety i dziwactwa i tak między nami, na początku pomyślałam, że motyla noga, niby o czym ja mam napisać?, ale po chwili zastanowienia wybrałam kilka dziwactw i sekretów, którymi się z Wami podzielę. Obyście tylko nie pomyślały, że prawdziwa ze mnie dziwaczka (obiecuję, że nie czeszę się wykałaczką) ;)

1. Nie przeszkadzają mi szampony z SLS

Nie rozumiem tej całej krucjaty przeciwko SLSom i ich pochodnym. SLSy służą moim włosom, nie jestem wielką maniaczką włosową. Czytając skład kosmetyków do włosów dbam jedynie o to żeby nie zawierały alkoholu. Wolę skupić się na pielęgnacji skóry twarzy bo wychodzę z założenia, że włosy można schować pod czapką, spiąć, obciąć i zacząć wszystko od nowa a z moim pyszczkiem tego nie zrobię.

2. Pędzle towarzyszą mi od niedawna

Podkład nakładałam palcami, kupowałam pudry z dołączonymi gąbeczkami do aplikacji a cienie do powiek rozprowadzałam aplikatorem pacynką. Wszystko zaczęło się od pędzli EcoTools niecałe dwa lata temu, teraz się zastanawiam jak ja mogłam bez nich żyć?

3. Zawsze uważałam się za osobę z dość ciemną karnacją

Z makijażem zaczęłam kombinować gdzieś w wieku 16 lat i co gorsza, kupowałam ciemne podkłady. Nie wiem czy to lustro przekłamywało (taaaa, jasne) czy wolałam myśleć, że jestem dość opalona. Dopiero rok temu MACowa panienka uświadomiła mnie, że potrzebuję jak najjaśniejszego podkładu. Całe szczęście, że nie widać mojej ciemnoty na zdjęciach z tego okresu.

4. Nie mogę żyć bez odżywek do paznokci

Od kiedy tylko dorwałam pierwszą z nich w moje łapki, nie rozstaję się z nimi na krok. Nareszcie mam mocne, długie paznokcie. Pamiętam jak się rozdwajały, łamały i były takie liche! Kto wymyślił takie cuda, no kto? Przyznaj się to Cię ozłocę!

5. Perfumy kupuję kierując się wyglądem flakonu

Jestem sroką, uwielbiam ładne rzeczy. W perfumerii, przy wybieraniu perfum prym wiedzie zmysł wzroku aniżeli zmysł węchu. Zresztą ładnie wyglądające perfumy ładnie pachną, prawda? Taką samą zasadą kieruję się przy wyborze książki (słucham, czy ktoś powiedział 'nie oceniaj książki po okładce'?). Jak narazie to działa i niech tak zostanie.

Miałam zostać przy pięciu sekretach ale ... niech będzie i szósty.

6. Posiadam i noszę włosy clip in

Moje naturalne włosy mają ok. 50 cm długości, same w sobie są grube ale jest ich mało. Dlatego postanowiłam się poratować włosami clip in o długości 50 cm i w końcu mam wymarzone włosy.Nie odróżniają się od moich włosów, nadają im objętości i w końcu mogę się cieszyć długimi włosami kiedy tylko mam na to ochotę. Raz się żyje, a jak!

Ej, oddaj! To należy do moi, też muszę dbać o moje pazurki!


Moje sekrety przestały być tylko moimi sekretami. Mam nadzieję, że Wy podzielicie się ze mną swoimi :) ciężko wyłonić mi tylko kilka dziewczyn dlatego zostawię to do Waszej decyzji. Tylko dajcie znak jeżeli się zdecydujecie, nie mogę się doczekać Waszych dziwactw!
 
                                                                                                      Buziaki,
                                                                                                       



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...