poniedziałek, 11 marca 2013

It's only a picture ... tag

Przyznaję, że kiedy zostałam otagowana przez Imperfectę nie miałam zamiaru odpowiadać na ten tag. Wydawał mi się zbyt trudny i nie do końca 'udany' ale wczoraj miałam chwilę wolnego czasu, przemyślałam moje odpowiedzi i zrobiłam te kilka zdjęć, Myślę, że możemy nawet podciągnąć go trochę pod zdjęcia tygodnia.

Czym jest ten tag?
Zasady
1. Umieść w poście baner z tytułem tagu i linkiem do Kirei, inicjatorki tagu.
2.  Odpowiedz w formie zdjęcia na 17 pytań - może to być pojedyncze zdjęcie, kolaż złożony z kilku zdjęć, sfotografowany rysunek czy PrintScreen. Ważne, żeby odpowiedź była w formie graficznej, a nie tekstowej - ewentualnie krótki podpis dozwolony :).
3. Postarajcie się, aby większość zdjęć była Wasza własna, a nie np. pobrana z Internetu z podaniem źródła. Wtedy ten tag będzie bardziej osobisty i ciekawy, choć kilka pytań trochę utrudnia to zadanie (np. w pytaniu o życzenie).
4. Otaguj 7 osób.

Zaczynamy?
1. Codziennie widzisz
Bez kawy nie funkcjonuję

2. Ubranie w którym 'mieszkasz'
Pidżamowy dresik do biegania po domu ;)

3. Ulubiona pora dnia
Ten moment kiedy mogę iść spać :)

4. Coś nowego?
14cm szczęścia

5. Właśnie tęsknisz za ...
Latem i ogrodem pełnym kwiatów

6. Piosenka, która za Tobą chodzi
To mi się ostatnio zdarza zanucić

7. 'Nagłówek' tygodnia to ...
Oczywiście mój blogasek :D

8. Najlepszy moment tygodnia to...
Takie dowody miłości mogę dostawać codziennie

9. Czym chciałaś być jako dziecko?
 Jakoś przedmiotem nigdy nie chciałam być ;) ale gdy byłam mała marzyłam o byciu lekarzem dla kobiet rodzących :)


Wzięte z google


10. Nigdy nie rozstajesz się z ...
Bez nich jakoś mi smutno ;)

 11. Co można znaleźć na Twojej liście życzeń?
Chwila czasu na moją ulubioną, już od kilku lat, grę.

12. Twoja miłość od pierwszego wejrzenia
Nie dość, że są baaardzo wygodne to pasują do wszystkiego :)

13. Coś co robisz cały czas...
 Czytam, czytam, czytam, najchętniej Harry'ego Potter'a, po raz tysięczny,

14. Zdjęcie tygodnia
 Nie wiem kto bał się bardziej, ja czy ta krowa.

15. Ulubione słowo/wyrażenie?
Też tak macie?

16.  Najlepszy moment roku
Oczywiście Święta :)

17. Ktoś kto potrafi zawsze Cię uszczęśliwić 


Nie mogło ich tutaj zabraknąć :)




Nie będę nikogo tagować ale jeżeli któraś z Was zdecyduje się odpowiedzieć na tę zabawę, dajcie znać, chętnię poznam Was bliżej :)
                                                                                                               Buziaki,
                                                                                                            

sobota, 9 marca 2013

No to bingo?



Hej :)
W lutym do mojej kolekcji dołączyły trzy produkty BingoSpa, wszystkie od razu zaczęłam testować a dzisiaj pomyślałam, że napiszę o jednym z nich. Mowa tutaj o Peelingu Błotnym do Twarzy z Kwasami Owocowymi.


Jak wiecie nie znam się na składach ale na moje niedoświadczone oko wygląda to całkiem nieźle oprócz parabenów?
Sam peeling wygląda jak rzadkie błoto z drobinkami. A co do zapachu ... W Internecie wyczytyłam, że pachnie błotnisto ale mój nos mówi zupełnie coś innego bo ja tam wyczuwam coś rześkiego, lekko cytrusowego.
Mogłabym się co prawda przyczepić do opakowania. Słoiczek z zakręcanym wieczkiem nie jest zbyt poręczny kiedy jest się pod prysznicem. A co z jego działaniem?
Tu moje zdanie też różni się od zdania innych bo nie jestem nim oczarowana jako peelingiem samym w sobie. Oczekiwałam dobrego 'zdzierania' a dostałam co najwyżej lekki masaż twarzy. Co prawda, skóra twarzy jest po nim wygładzona ale podejrzewam, że to sprawka których z składników tegoż to kosmetyku bo da się też wyczuć lekką warstwę 'czegoś' na twarzy. Chciałabym, żeby drobinki były większe i mocniejsze. Dlatego nie używam go jako peelingu per se, nakładam go na kilka minut jako maseczkę a dopiero potem zdzieram, zdzieram, zdzieram (albo co najwyżej próbuję).

Moja skóra jest odprężona i przyjemna w dotyku po użyciu tego produktu ale nie jest to efekt WOW jakiego oczekiwałam. Pozostała nam jeszcze jedna kwestia czyli wydajność. Używam go co drugi dzień od prawie dwóch tygodni a zużycie jest znikome. Jeżeli jesteście zainteresowane tym peelingiem można kupić go tutaj, o klik., a 100g opakowanie kosztuje 12zł.

Miałyście ten peeling? Podzielacie moje zdanie o nim?
                                                                                                       Buziaki,
                                                                                                            


czwartek, 7 marca 2013

O paletce, która przeżyła koniec świata

Pamiętacie grudniowy koniec świata? Właśnie wtedy w moje ręce trafiła nowiutka paletka Naked Basics z Urban Decay. Chwaliłam się nią o tutaj, obiecałam sobie, że po kilku tygodniach o niej napiszę, bo wtedy paletka była jeszcze gorąca i nie mogłam zbyt wiele o niej powiedzieć.
Nie żałuję tego, że ją kupiłam ale jestem rozczarowana trzema cieniami z tej paletki, chodzi mi tutaj o Venus, Foxy i Walk of Shame. O ile na zdjęciu można zauważyć różnicę o tyle na oku to jeden pies. Te trzy kolory zlewają się ze sobą, niczym się nie odróżniają.

O wiele milej używa mi się Naked 2, Faint i Crave. Są świetnie napigmentowane, mają miłą konsystencję i co prawda, lubią się osypać ale strzepanie nadmiaru z pędzelka rozwiązuje sprawę w trymiga.Trwałość cieni bardzo mnie satysfakcjonuje, razem z bazą na powiece utrzymują się przez cały dzień. No i najważniejsz, są to maty, które bardzo lubię.


Trochę szkoda, że UD nie wybrało dla nas innych odcieni, tak naprawdę płacąc za paletkę z 6 kolorami do użytku mamy tylko trzy - cztery z nich. Całe szczęście, że fortuny nie kosztuje. Do tego jest mała i poręczna, można wrzucić ją do torebki a lusterko to dodatkowy bonus, kiedy musimy 'sprawdzić' nasz makijaż.





mrMajlajf, z tego co pamiętam, też ma podobne zdanie o tej paletce, trochę mi ulżyło wiedząc, że jasne kolory nie przypadły mu do gustu bo byłam już skłonna pomyśleć, że trafił mi się felerny egzemplarz ;)

Jakby nie było, jestem na tak i bardzo chętnie po nią sięgam każdego ranka a Wy co myślicie o Naked Basics? 
                                                                                             Buziaki,
                                                                                                 







wtorek, 5 marca 2013

Nowości lutego

Hej :)
Było lutowe denko, to może teraz czas na pokazanie Wam lutowych nowości? W zeszłym miesiącu zarzekałam się, że nie zrobię żadnych kosmetycznych zakupów w lutym. I mogę się pochwalić dotrzymanym słowem! Wszystkie rzeczy, które zaraz Wam przedstawię są albo nagrodą w rozdaniu u Polly, albo są efektem współpracy.

Niach niach, pierwszy raz moje nowości są zdominowane przez polskie kosmetyki. A co teraz będę testować?
Green Pharmacy, eliksir ziołowy do włosów wzmacniający przeciw wypadaniu. Czyli coś czego nie mogę się doczekać, żeby zacząc używać! Co prawda moje włosy przestały mi niemiłosiernie wypadać ale muszę tą czynność ukrócić jeszcze bardziej. Elksir będzie w użyciu jak tylko zdenkuję Jantar. Dziekuję Po!
BingoSpa szampon borowinowy i 7 ziół z współspracy. Nie miałam jeszcze do czynienia z ziołowymi szamponami, jestem już w trakcie poznawania tego pana.
Marion spray regenerujący włosy ocet z malin i koktajl owocowy. W sumie nie wiem czego się po nim spodziewać, ale już niedługo zacznę go używać.
Marion serum do włosów, chroniący je przed działaniem wysokiej temperatury. Co prawda nie korzystam z prostownicy czy suszarki zbyt często ale takie kosmetyki są zawsze przydatne w razie W.
Vichy Normaderm Hyaluspot czyli nowość od Vichy (Google mówi, że na sklepowe półki trafił dopiero 28 lutego) do walki z niedoskonałościami skóry twarzy. Udało mi się być w 50 osób wybranych do testów, chociaż takich problemów nie mam. Korzysta za to już z niego moja siostra i to ona napisze jego recenzję.
Green Pharmacy delikatny żel do mycia twarzy jestem bardzo ciekawa kosmetyków Green Pharmacy. Ten żel niestety będzie musiał poczekać na swoją kolej aż zdenkuję żel Vichy.
BingoSpa delikatny krem do twarzy z kolagenem i peeling błotny do twarzy - oba kosmetyki już są w użyciu. Co prawda nie mogę jeszcze się wypowiedzieć na ich temat ale jak narazie dobrze się dogadujemy :)
Joanna peeling myjący z żurawiną, wygląda przepysznie aż miałoby się ochotę trochę go zjeść. Ten produkt też czeka na swoją kolej aż jego poprzednik będzie zdenkowany.
 Golden Rose Rich Colour, piękny ciemny lakier do paznokci, lubię takie kolory:)
Golden Rose Jolly Jewels, już zagościł na moich paznokciach jestem w nim zakochana i chcę więcej. W sumie nieobraziłabym się gdybym dostała je na zbliżające się urodziny ;)

To wszystko w tym miesiącu. Jestem baaardzo zadowolona z nowych naybtków i mam nadzieję, że ich testowanie to będzie sama przyjemność. Macie już wyrobione zdanie o którymś z tych kosmetyków? Chętnie o nich przeczytam.
                                                                                                     Buziaki,
                                                                                                      

niedziela, 3 marca 2013

Lutowe denko ... Oczekiwałam cię.

Cześć :)
Nigdy nie zgadniecie jak bardzo brakuje mi blogowania! Co prawda staram się podglądać Wasze blogi ale oglądanie zdjęć na małym wyświetlaczu telefonu to nie to samo. Postanowiłam jednak, że nie dam się problemom z Internetem i  denkowa notka pojawić się musi.
Co zdenkowałam w tym miesiącu?


Grupowe zdjęcie już za nami, pora na kilka słów o podejrzanych.


Veet plastry do depilacji dla skóry normalnej.  O ile zazwyczaj plastry Veet  nigdy nie robiły tego co miały robić o tyle ich różowa wersja mnie zachwyciła. Przekonałam się, że domowa depilacja plastrami może być bezbolesna, skuteczna i w miarę przyjemna. Na pewno kupię jeszcze raz, muszę tylko rozejrzeć się za większym opakowaniem z z 40 plastrami.


Garnier dwufazowy płyn do demakijażu. Pisałam już o nim tu klik, zdania nie zmieniłam. Mam już jego następcę ale może kiedyś do niego wrócę.

Nivea Baby Łagodny Szampon i Płyn do Kąpieli 2 w 1. Zdenkowany razem z mamą. Ona używała go jako szamponu, mi służył za coś do mycia pędzli. Mama twierdzi, że jako szampon spisał się dobrze. Nie podrażnił skóry głowy, miał delikatny zapach i kupi ponownie.


DKNY Be Delicious Fresh Blossom Juiced. Perfumy za którymi na początku szalałam potem ta miłość trochę osłabła żeby znowu zachwycić mnie ich zapachem. Niestety, Google podpowiada mi, że te perfumy były limitowaną edycją. Szkoda.

Thierry Mugler, próbka perfum Alien.  Kolejny zapach, który zawładnął moim sercem, muszą być moje!

Weleda, różany wygładzający krem na noc o którym pisałam niedawno, o tu klik. Niestety, moje przypuszczenia się sprawdziły i to on był sprawcą tego wysuszenia o którym Wam wspominałam. Na pewno nie pokuszę się o zakup niczego z tej serii.



Beeline,  Ginseng czyli kolejne witaminy tym razem w formie tabletek musujących. Nie zanotowałam niczego szczególnego w ich działaniu.

Berocca, Boost,  kolejna porcja witamin w tabletce. Nazbierało mi się takich produktów, próbuję je ‘wykończyć’ ale po jednej tabletce nadal nic nie wiem ;)

Amie, Spring Clean Cooling Mask. Maseczka, która dołączona była do She Said Beauty. Pachnie bardzo orzeźwiająco. A jak z działaniem? I tu zdania są podzielone. Moja siostra twierdzi, że zaraz po nałożeniu musiała ją zmyć bo zaczęła piec ją skóra. Za to my z mamą byłyśmy zadowolone z tej maseczki, nasza skóra była oczyszczona, miękka i przyjemna w dotyku. Chętnie kupiłabym ją jeszcze raz.




Brak Internetu sprawił, że jeszcze raz przetrzepałam moje zasoby kosmetyczne. Wygrzebałam cienie do powiek, których nie używałam i raczej nie będę używać. Cienie Essence, nie mam pojęcia jak one się u mnie znalazły bo nie są to kolory, których używam. Paletka cieni to kolejna rzecz, którą znalazłam w GlossyBox. Podobno te cienie są bardzo popularne w Hiszpanii. O ja niedobra! Nie poznałam się na nich! Dla mnie są słabo napigmentowane a ta zieleń trochę mnie przeraża. Jak dla mnie za bardzo pachną taniochą.



W tym miesiącu do kosza trafił też tusz Essence o którym pisałam tu klik. Leżał nie używany od kilku miesięcy, to już ten czas na pozbycie się go.

Nadszedł też czas na Kohl w tubce. Niestety, zapomniałam o tym arabskim cudzie, który zdążył wyschnąć. Swego czasu baaardzo się z nim lubiłam, chętnie nabyłabym drugi egzemplarz ale nie wiem nawet gdzie tego tutaj szukać.

To by było wszystko w tym miesiącu, jestem dumna ze swojego denka :)  Tymczasem biegnę popatrzeć na Wasze dokonania chociaż wiem, że moje zużycia nie dorastają do pięt zużyciom niektórych z Was ale zobaczycie, jeszcze kiedyś Was prześcignę ;)

                                                                                                               Buziaki, 
                                                                                                          

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...